Cała Polska mogła śledzić rytualne przyjęcie do mafii. W japońskiej Yakuza wstępując w jej szeregi trzeba sobie obciąć mały palec. W mafii sycylijskiej wytrzymać ból palonego na ręku świętego obrazka. Są też organizacje, w których trzeba dokonać zbrodni.
W tej mafii wystarczy obrzucić gównem swojego poprzednika. Oczywiście dziesięciogodzinna egzekucja Trzeciej Rzeczypospolitej miała być właśnie egzekucją i zapowiedzią rozliczeń, ale to nie ministrowie PO byli wczoraj czołgani. Wczoraj hołd i deklarację poddaństwa musieli złożyć ministrowie PiS-u. Takie swoiste przekroczenie granicy bez powrotu. Każde z nich już wie, że w żadnym przyzwoitym towarzystwie już po tym nie będą, w żadnej partii działającej w ramach demokratycznych reguł już nie zaistnieją.
Tak miało być. Tym razem prezesowi nie przeszkadzała sejmowa klimatyzacja. Odsiedział cały spektakl, a kolejne marionetki spuszczały spodnie do kostek i dokonywały rytualnego samookaleczenia. Argumenty, fakty, liczby nie miały znaczenia. Mogło być bez logiki, głupio, niepoparte dowodami, byle przywalić PO, byle pokazać prezesowi, że się jest wiernym i oddanym. Niektórzy jak w „Mam Talent” sięgali po gadgety, oni wznosili się na szczyty sztuki oralnej.
Prezes przyjmował hołd i nieprzenikniony ustawiał w głowie ranking pożytecznych idiotów. Do pajacujących miernot już się przyzwyczailiśmy. Owszem, budzą politowanie, gniew, czasem wręcz wesołość z powodu groteskowości. Dużo tragiczniej wygląda to w wypadku nielicznych intelektualistów z rządu. Nie do uwierzenia jest by człowiek z tytułem profesorskim, z dorobkiem naukowym i nazwiskiem był w stanie zniżyć się do prezentowanego przez siebie poziomu na tym etapie „kariery”.
Szczególnie żenujące i przykre było oglądanie Jarosława Gowina. To absolwent UJ, z tytułem doktorskim, filozof, wychowany na myśli Księdza Tischnera. Trudno sobie wyobrazić, co działo się w takim umyśle, gdy musiał złożyć swój hołd. Użył nawet zwrotu „ja w przeciwieństwie do swoich kolegów nie znalazłem wielkich afer…”, ale to bez znaczenia. Noc przed audytem, którą ludzie z czystym sumieniem przespali jak dzieci Gowin musiał mieć ciężką. Może kiedyś dowiemy się jak blisko pęknięcia było to najsłabsze ogniwo łańcucha, który zafundował Polsce Kaczyński.
I teraz kilka słów o dysonansie poznawczym. Głupcy maja łatwiej. Nie wpadają w nerwice, nie mają rozterek etycznych czy moralnych, nie rozważają wielu możliwości, bo ich nie ogarniają swoim umysłem. Dla wielu członków rządu i aktywistów PiS wykonywanie każdego, najpodlejszego nawet zadania to oczywista oczywistość. Dla ograniczonego intelektualnie adepta technikum, który pełni nagle jedną z ważniejszych funkcji w Państwie PiS to matka dobrodziejka na śmierć i życie, dla absolwentki administracji o mentalności bufetowej w przydrożnym barze praca w rządzie to pięć minut w życiu, które nigdy nie wróci po upadku PiS. Warto jednak pomyśleć, jakie demony szaleją w umysłach ludzi wykształconych, inteligentnych, muszących legitymizować działania mafii.
W gronie dwustu kilkudziesięciu posłów PiS i członków rządu muszą być ludzie, którzy przeżywają dysonans poznawczy. Wszystko, co zdołano im w życiu wpoić o przyzwoitości, patriotyzmie, poszanowaniu prawa i instytucji Państwa konfrontuje się z pojmowaniem przyzwoitości przez Kaczyńskiego i jego otoczenie. Wszystko to, co wynieśli z nauk Kościoła o miłości bliźniego, o uchodźcach Józefie i Marii i o wybaczaniu i miłosierdziu zderza się z katolicyzmem rodem z konkwisty.
Ludzie, nawet, jeśli nie kryształowi, ale nie źli z gruntu, muszą cierpieć w zderzeniu z nocnymi zamachami na Państwo, z językiem nienawiści, z wycinką Puszczy i umierającymi końmi. Nikt w miarę inteligentny i przyzwoity nie wierzy w dobro tej zmiany. Każdy ma swój próg, do którego jest w stanie znieść dobrą zmianę i jednio dotrą do niego niedługo a inni pewnie już dotarli.
Więc będą pić, brać prochy i bić żony. Będą brnąć w dobra zmianę szarpani coraz mocniej przez własne demony.
I oby to te demony rozszarpały łańcuch „Dobrej Zmiany”
Jacek Parol



Może i głupcy mają łatwiej, ale ludzie inteligentni, jeśli tylko przytrafi im się taka potrzeba , potrafią sobie we własnym sumieniu „zaczesać” każde łajdactwo. Gowin już nie raz pokazał, że potrafi być „za a nawet przeciw”, a teraz przyszło mu w końcu stanąć pod ścianą i jednoznacznie się wykazać …no to się wykazał. Nie sądzę jednak, aby musiał się z tego powodu golić na pamięć.
Chyba zbyt łagodnie autor ich wszystkich potraktował. Aby wedrzeć się na szczyty PiS-u, trzeba być niezłą kreaturą i nieraz po drodze popełnić świństwo. Ale czego nie robi się dla dużej kasy. Ona najlepiej koi sumienia.
Zgadzam się z autorem w 100%, proszę tylko, by w przyszłości tych politycznych bandytów i chamów, nie mieszać automatycznie z technikami i bufetowymi, bo jak widać, nie jedna pani serwująca flaczki w przydrożnym barze, ma poczucie honoru i zwykłej uczciwości, dużo bardziej wyrobione niż owi wykształceni funkcjonariusze pisu
Oni nic nie muszą, Panie Jacku Szanowny. Kołtun to mentalność i swoisty wyraz wiary (?), a nie charakter, wiedza i takie tam. Żadnych więc wyrzutów sumienia (?) czy innych objawów dyskomfurtu oczekiwać nie należy. Poza tym odnosze wrażenie, że im z tym dobrze.
ciekawy wywiad z Antonim Kamińskim w ostatniej Polityce
moja babcia, mówiła kur…. to nie kobieta tylko charakter!
tego kurka nie znałem
Upodlenie najbliższego otoczenia, sprowadzenie go w moralny niebyt to metoda wodza na poprawę własnego samopoczucia i metoda panowania nad żołnierzami. Każdy z tych żołnierzy kalkuluje opłacalność takich zachowań ale nie ma pola manewru. Na jego miejsce czekają inni. Stąd spektakl, który jest teatrem absurdu. Efekt PRowy chwilowy a szkody trwałe. Najtrwalszą szkodą jest fakt, że PiS pali za sobą mosty już nie tylko demokracji i prawa ale cywilizacyjne. Brak wewnątrz tej formacji jakichkolwiek refleksji co do skutków takich zachowań. Jak ćmy do ognia….
Trochę OT, ale znakomite jest to przywołanie jednego z kłamstw przeszłości:
.
„Tym razem prezesowi nie przeszkadzała sejmowa klimatyzacja.”
.
Jakże długa byłaby, spisana, lista kłamstw, jego kłamstw, generowanych tak naturalnie jak się oddycha. Takiemu człowiekowi 1/3 Polaków powierza swój los. Zakładając, że charakter narodowy istnieje, można stracić nadzieję na wyjście z takiego fatalizmu. Dwa narody w klinczu.