Mojemu zmarłemu dwa lata temu przyjacielowi jakoś nie układało się z kobietami. Jego ostatni romans też obfitował w napięcia, częste, gwałtowne wybuchy. I przyjaciel uznał, że coś tu trzeba polepszyć. Pojechali więc razem z jej kilkunastoletnią córką z wcześniejszego związku, do luksusowego pensjonatu. Zimą, co istotne, bo pewną rolę odegrał kominek.
Pierwszego wieczoru siedzieli w trójkę w saloniku — i było miło, dopóki on nie dorzucił paru polan do ognia. Zareagowała gwałtownie: Co tu sobie o nas pomyślą? Przecież goście nie mogą tego robić!
Nie mógł jej przekonać, że mogą. A był skrupulatnym naukowcem, perfekcjonistą. Wszystko musiał sprawdzić i udowodnić. Poprosił więc właścicielkę pensjonatu, by przyszła i rozwiała wątpliwości jego partnerki. A właścicielka z rozbawieniem zdziwiła się, że w ogóle ktoś może mieć takie problemy.
I w momencie, kiedy przyjaciel uznał, że prawda zwyciężyła i wszystkim znowu jest miło, romans się właśnie skończył. Usłyszał że nazajutrz wracają, po czym ona poszła spać do pokoju córki.
Nie rozumiał o co właściwie poszło, kiedy mi o tym opowiadał. A ja zrozumiałem, bo przypomniałem sobie inny kominek. W Owalnym Gabinecie Białego Domu. A dokładał tam do ognia prezydent George Bush, senior.
Wychodzi, że się przechwalam, ale co tam! Nie wolno?
Było to zaraz po chwalebnej wizycie Wałęsy, w roku 1989. Jako przedstawiciel ”Gazety Wyborczej”, zostałem zaproszony wraz z kilkoma dziennikarzami wielkich gazet świata na zbiorowy wywiad. Płonący tam kominek nie zwrócił mojej uwagi, a przypomniał mi się dopiero kiedy słuchałem przyjaciela. Pomyślałem, że wtedy, w Białym Domu, do głowy by mi nie przyszło, żeby wyręczyć gospodarza w dokładaniu do ognia i uznałbym za niestosowne zrobienie tego przez któregoś z kolegów dziennikarzy.
Gdzie Rzym, gdzie Krym… Przyjaciel był doktorem nauk, zajmował kierownicze stanowisko. W jego towarzystwie bywałem czasem jednym ”tylko magistrem”. I przypomniałem sobie, że kiedy przyprowadzał swoją przyjaciółkę, urzędniczkę po maturze, z biednej prowincjonalnej rodziny, ta cały czas była spięta, unikała rozmów jak mogła. Być może w pensjonacie czuła się onieśmielona, jakby się znalazła, nie przymierzając, w pałacu Buckingham, jeśli nie w Białym Domu. A przyjaciel upokorzył ją w obecności gospodyni pensjonatu i jej własnej córki, pokazując, że jest nieobytą parweniuszką, której słoma ze szpilek wystaje.
Po co to opowiadam? Zobaczcie;
”narciarz2 pisze:
…Jakiś rok temu poszedłem w Warszawie do psychoterapeuty, żeby mi pomógł w kontaktach z pewną osobą „z tamtej strony”. Posłuchał i powiedział jakoś tak: „Ty (czyli ja) rozumujesz logicznie i krok po kroku. Analizujesz łańcuch przyczyn i skutków i chcesz postępować racjonalnie. On nie analizuje. On myśli emocjami. Jeśli ty mu tłumaczysz racje, przyczyny, i skutki, to nigdy się nie porozumiecie. Nie dotykasz tego, co dla niego jest jedynie ważne, czyli emocji. Co masz robić? Masz przyjąć, że on ma prawo do swoich emocji i ma prawo się nimi kierować. Nie oczekuj, że on się zmieni. (Ty zresztą też się nie zmienisz.) Uznaj jego emocje. Nie oczekuj, że on je zastąpi rozumem.”….
My demokraci też mamy ten problem, bo nie bardzo potrafimy rozmawiać z nimi nie-demokratami.Są posłowie, znajomi, i przysłowiowa pani z kiosku. Oni mają emocje i nimi się kierują. Mają prawo do emocji i do braku zrozumienia, jak właściwie działa Polska, Europa, i cały świat.”
Krzywda niejedno ma imię
Raczej starsi niż młodsi. Raczej ze wsi i małych miasteczek niż z dużych miast. Raczej z niższym poziomem wykształcenia, niż z wyższym. Raczej mniej niż bardziej zamożni. Raczej bardziej niż mniej religijni. Raczej bardziej konserwatywni obyczajowo niż libertyńscy. To żelazny elektorat PiS, chociaż nie cały. Zbiorowość dobrze rozpoznana przez socjologów. Z tym, że powyższe ”raczej” posiada pewne znaczenie, lecz o tym dalej.Ci ludzie pewnych ważnych elementów nowej rzeczywistości nie rozumieją. Nie potrafią — czy nie chcą zrozumieć. A jak się nie wie co to jest, a TO jest przemożne i w coraz większym stopniu organizuje nam rzeczywistość, to się czujemy atakowani, osaczeni przez jakieś wrogie nam siły. Nasz swojski świat, nasze wartości i nawyki, nasz sposób bycia, wszystko to jest zagrożone przez obcych i eksponentów obcych sił. I co najgorsze, śmieją się z nas, którzy przecież jesteśmy u siebie, krew z krwi, kość z kości, sól tej ziemi.
Taki konflikt nie jest niczym nowym, ani niczym oryginalnym. Występuje zawsze i wszędzie w okresach przemian cywilizacyjnych. W Polsce to odwieczny spór fraczka z kontuszem. Zaczął się w XVII wieku. Wcześniej młodzi członkowie elity studiowali na europejskich uniwersytetach, nabywali manier na renesansowych dworach. Później uznano, że nie ma się czego uczyć u pludrów. Wiedza panów-braci wchodziła przez tyłki pod rózgami, w jezuickich kolegiach, a jeszcze później, oświeceniowe kolegia pijarskie wypuszczały fircyków psujących dobre sarmackie obyczaje.
Tacy klasyczni, konserwatywni, bogoojczyźniani wyborcy, czujący się zagrożeni przez zmiany cywilizacyjne, wciąż stanowią większość elektoratu PiS. Lecz są też inni.
Stary, też zmarły niedawno, kolega. Ongiś jeden z przebojowych reporterów i błyskotliwych publicystów. Bystry umysł. Dusza środowiska, jakieś trzydzieści – pięćdziesiąt lat temu. Skądinąd daleki od pisowskiego etosu. Ze względu na popularność został już w III RP rektorem jednej z licznie powstających wyższych szkół dziennikarskich. Uparł się, że nie dotknie komputera, o Internecie w ogóle nie było mowy. Studentki — chłopców tam prawie nie było — musiały pokazywać mu do oceny swój urobek wydrukowany.
— Wiesz — odpowiadał na oczywiste pytanie — ja już nie mam głowy i siły, żeby się uczyć, wprawiać. Daję sobie jakoś radę. Dożyję…
Mam pisowców wśród bliskich i najbliższych mi ludzi. Ci akurat nie pasują do statystycznego stereotypu. Wszyscy z Warszawy. W różnym wieku. Wszyscy z dobrym, wyższym wykształceniem, paru z doktoratami. Obyczajowo? Bynajmniej nie bogobojny zaścianek. I do tego nie robią kariery w tej partii, czy dzięki niej.
To oczywiście tylko część środowiska, w którym się obracam. Większość w nim jest zdecydowanie antypisowska. Lecz wszyscy razem lubimy się, i dobrze się ze sobą czujemy. Gdy spotykamy się w węższym zestawie, same tylko osoby antypisowskie, to o żadnej politycznej poprawności nie ma mowy. Padają ”słowa powszechnie uważane za obelżywe”. Tamci też pewni sobie ze sobą używają. Ale kiedy jesteśmy w pełnym składzie, przypominam zapamiętaną z okupacyjnego dzieciństwa wywieszkę: ”O polityce rozmawiać nie wolno”. Wisiała w sklepach, gospodach, wywieszana przez właścicieli chcących uniknąć kłopotów. Staram się teraz tego przestrzegać.
Tym co moich pisowców, wykształconych, z dużego miasta, łączy z tym żelaznym elektoratem, symbolizowanym przez moherowe babcie, jest frustracja. Wszyscy oni, w momencie dokonywania wyboru czuli się skrzywdzeni przez… świat, życie, ludzi. Niektórym naprawdę było/jest ciężko, wedle obiektywnych kryteriów. Niektórzy, wydawałoby się, nie mieli/mają podstaw do narzekania. Ale to nie jest miarodajne dla kogoś, kto się czuje skrzywdzony. Próba jakiegoś racjonalnego wytłumaczenia wywoływała gwałtowna reakcję; i ty przeciw mnie! Vide notka narciarza2. Emocje, wiadomo…Opór przed samodzielnym dołożeniem drwa do kominka i zrobieniem sobie miło.
Ludzi żyjących ze stałym poczuciem krzywdy spotykałem — jak każdy — przez cale życie. Ale nie przypominam sobie, bo to poczucie prowadziło do wyboru jakiejś opcji politycznej. Może brakowało takiej oferty jaką zaproponował PiS.
Transfer ofiar systemu
Kiedy w roku 2005Jarosław Kaczyński anachroniczny już wtedy podział na postkomunę i solidaruchów zastąpił podziałem na Polskę liberalną i solidarną, transformacja, dokonana u zarania III RP, zajmowała jeszcze dość dużo miejsca w zbiorowej świadomości. Byli ludzie i całe grupy społeczne autentycznie poszkodowane przez te przemiany. Pomijam prominentów PRL, z których daleko nie wszyscy spadli na cztery łapy w nowej rzeczywistości. Ci raczej nie odnaleźli się u Kaczyńskiego. Panowie Piotrowicz i Kryże to jednak wyjątki.Ale nie trzeba było być sekretarzem jakiegoś komitetu PZPR. Królową życia była sklepowa z mięsnego. Czy taksówkarz, który powiedział mi, że rzucił państwową posadę i siadł za kółko, bo musi szybko zarobić na kupno mieszkania. Robotnik przemysłowy, który teraz się stał sklepikarzem, może nawet mieć materialnie lepiej, ale dawniej miał pewność stałej pracy i stałego zarobku. Nawet jeśli miał dwie lewe ręce. Był jakoś zadbany socjalnie i okadzany przez propagandę partyjną, a i solidarnościową po roku 1980. A teraz drży, że mu zabraknie klientów, że obok otworzą Biedronkę czy Żabkę, lub że przebudowa ulicy odetnie go na długo od kupujących.
Jedni się w tym świecie jakoś znaleźli, lecz byli i ci, którzy się obco poczuli w gospodarce rynkowej. Nieraz paradoksalnie. Przykład odległy, lecz wyrazisty. Rosyjski reporter Władimir Pozner pisał o Żydach sowieckich w Izraelu. Starsze kobiety skarżyły się na… brak kolejek w sklepach. W ZSRR było to dla nich miejsce kontaktów, swoisty klub towarzyski. W Polsce sukces w postaci udanego zakupu chudej szynki, cytryn czy papieru toaletowego obniżał poziom ambicji i dokonań docenta, ale stanowił jedyne potwierdzenie dobrej samooceny jego teściowej. W III RP docent został profesorem i otrzymał zaproszenie do Berkeley jako visiting profesor, a teściowa już nie miała się czym pochwalić.
Ale od tamtej wolty Kaczyńskiego minęło już dziesięć lat. Sieroty po PRL wykruszyły się, po części siłami natury. Ich rolę przejęły ofiary III RP. A je przejął Jarosław Kaczyński, w czym pomagali mu jego pożyteczni idioci, lewicowcy wszelakiej maści, walący jak w bęben w transformację, system, w elitę, której są prominentną częścią.
Myślałem sobie parę lat temu, że wypłukiwanie pisowskiego elektoratu jest kwestią czasu. Że już są i z czasem będzie coraz więcej ludzi zadomowionych w nowej rzeczywistości. Takich którzy posługują się kontem w banku i kartą płatniczą, radzących sobie z angielskim, wyposażonych w nowoczesny sprzęt elektroniczny, operujących w Internecie, jeżdżących po świecie. Nowoczesnych, którzy nie zagłosują na staroświecką, by nie rzec, anachroniczną partię. Okazuje się jednak, że i tacy na nią głosują.
Przestaje mi to pasować liczbowo. Aktualną wiedzę o społeczeństwie najpełniej i najdokładniej dostarcza Diagnoza Społeczna, robiona co dwa lata przez profesora Janusza Czapińskiego. Dopóki mu wychodziło, że siedemdziesiąt procent rodaków jest zadowolonych z życia, mogłem sobie wyobrażać, że te trzydzieści, które nie jest, pokrywa się z grubsza z elektoratem PiS. Kiedy jednak ostatnia Diagnoza wykazała, że zadowolonych jest 81 procent (ta jedynka jakoś mnie niepokoi), to tych niezadowolonych z życia nie starcza na elektorat PiS. Trzeba dobierać ze szczęśliwych?
– Syf i malaria! Rozkradli, panie, oddali obcym za grosze, nędza, dzieci głodują, jak w jakiejś tam, panie, Afryce.
A u pana?
No, z bożą pomocą, jakoś wychodzę na swoje. Lecz w kraju, panie…
To już klasyka ostatniego ćwierćwiecza. W Studio Opinii wyjaśniliśmy sobie, że jest to kategoria dawno już opisana w USA: przekonanych, że wszystko zawdzięczają tylko sobie, władza im do niczego nie jest potrzebna, raczej przeszkadza. A jeśli ogólnie — syf, to tym lepszą mają opinię o sobie.
Tacy nie głosują, bo politycy to jedna banda. A jak już, to przecież nie na tych, co to doprowadzili do tego syfu. To tłumaczy dlaczego ci szczęśliwi od Czapińskiego nie stanęli murem za Komorowskim i koalicją PO-PSL. Dlaczego olali wybory, bądź poparli PiS i Kukiza, Korwina albo lewicę.
Dla ilustracji jeszcze jedna postać, też z najbliższych. Postać niewiele po trzydziestce. Wykształcona, z dobrym i prestiżowym fachem. Dobrze jej idzie, dużo pracuje, dużo zarabia, prowadzi atrakcyjne życie, dające frajdę i satysfakcję. Mieści się jak najbardziej wśród tych 81 procent zadowolonych. Nie głosuje na PiS, który osobę śmieszy i wywołuje coś jakby odrazę. Ale… w ogóle nie głosuje, bo nie ma na kogo, bo wszystko; tak, tak, nic tylko syf i malaria, a Polska jest na równi pochyłej.
Jego nieoddany głos prezes też może zaliczyć na swój benefis, bo nie został oddany na konkurencję. Lecz jakaś część zadowolonych z siebie, ale zmartwionych krajem też mogła zagłosować na dobra zmianę.
Zacofanych jakby mniej, wkurwionych nie ubywa, a wtłaczany do głowy sześć dekad temu, marksizm-leninizm do niczego się nie przydaje. Nie tylko byt określa świadomość.

Ernest Skalski


Zdarzają się mądrzy ludzie, którzy potrafiliby wyjaśnić tym niedoinformowanym i ogłupiałym jak się sprawy mają, ale po pierwsze tamci musieliby chcieć ich wysłuchać i akceptować jakoś ich autorytet, a po drugie oprócz chęci musieliby mieć okazję do wysłuchania. Tymczasem PiS metodycznie niszczy WSZELKIE autorytety, a ci niedoinformowani i ogłupiali nie czytają ani nie słuchają innych źródeł niż własne. Zresztą i ci lepiej poinformowani, jeśli nie mają tego w obowiązkach, też nie zaglądają do pisowskich mediów. To, co np. publikowane jest w Studio Opinii, nie trafia do tej „drugiej strony”.
Nawet krótkotrwała umiejętna propaganda bardzo zmienia ludzi podatnych na nią, a długotrwała czyni ogromne zmiany. Jeżeli 30% narodu wierzy w zamach smoleński to nie ma mądrego który przekona ich że było inaczej, tym bardziej że każdy autorytet jest od razu dezawuowany.
Ta propaganda przenika do umysłów nawet niegłupich ludzi, zawsze coś z tego chłamu przedostaje się, zmienia się język. Już powszechnie mówi się sowiety, komuniści, prymitywne określenia i wręcz obelgi to normalka. Nie ma zwykłych rozmów między ludźmi myślącymi inaczej, wzorem są naparzanki polityków przeciwnych partii zapraszanych do studia, wyjątkiem jest Polsat który polityków zaprasza rzadziej i pojedynczo a o opinie prosi fachowców, a nie dziennikarzy na usługach partii. Coraz częściej myślimy o polityce jak o meczu, a że gracze są marni (po obu stronach) to więcej uwagi poświęca się widowisku. A jest duża grupa ludzi, zwykle młodzieży, która porusza się głównie w obszarze internetu, a nie gazet i telewizji.
Brak rzeczowych rozmów i ciekawych tematów. Szkoda że nie ma dobrych mediów publicznych.
Bardzo się cieszę, że Pan Ernest Skalski napisał o emocjach. To jeden z najmniej obecnych w naszej debacie publicznej wymiar ludzkich wyborów. Czytam o tym głównie w kontekście amerykańskich analiz (George Lakoff a ostatnio zwłaszcza Jonathan Haidt). Włączenie ich w polski dyskurs na pewno zmniejszy plemienny charakter naszych pseudodebat. Tak tuszę, choć i sceptyk się we mnie odzywa.
„Nie potrafią — czy nie chcą zrozumieć…”
A jeśli rozumieją i odrzucają świadomie? Istnienia takiej grupy pan nie zakłada?
Co do „myślenia emocjonalnego” pełna zgoda.
Owszem istnieją, ale „nie wiedzą, co czynią” i potrzeba im to wytłumaczyć, można to nazwać terapią.
Widzi pan, ale niczego się nie wyjaśni jeśli ktoś nie chce słuchać. Zmusi go pan? Opowiadałem tu już chyba o zdarzeniu, które mnie kiedyś zaskoczyło. Miałem jakieś zajęcia z seniorami i po wyjściu z sali jedna ze słuchaczek, nie pytana, poinformowała mnie, że jest za PiS i … zaczęła krzyczeć. Z mojej strony nie było żadnej reakcji, nie powiedziałem ani słowa, a ona krzycząc „wyjaśniała” dlaczego jest za PiS. Dlaczego krzyczała? Żeby zagłuszyć to co jej ew. mogłem odpowiedzieć. Nie chciała słyszeć tego czego się ode mnie spodziewała, więc nie czekając na moją reakcję próbowała mnie zagłuszyć.
I tak bym jej nic nie odpowiedział bo z zasady nie rozmawiam ze słuchaczami o polityce, ale ona się bała usłyszeć tego, co mogłoby zaburzyć jej poukładany świat.
Bardzo przyjemnie się Ernesta czyta (z lekką zazdrością, że się tak nie potrafi), ale brakuje mi w tekście podstawowego prawa socjobiologii: Ludzie, jako potomkowie małpoludów, potrzebują życia stadnego. Kościól, PiS, a także Narodowcy, to im oferują. Teraz my mamy KOD. Szkoda, że tak późno…
„Siedem krów chudych zjadło siedem krów tłustych”…
A ostatnie zdanie za słusznie minionych lat parafrazowaliśmy tak: „Byt określa odbyt”…
Jak zwykle Autor ma rację. Można do katalogu przyczyn dodać jeszcze wkurzenie na PO, która w II kadencji zupełnie osiadła na laurach, przynajmniej dała się tak zaszufladkować. Emocje, umiejętne odwracanie znaczeń, wiara w populistyczne obietnice a generalnie postawa: ja jestem w porządku, to wszyscy inni prócz mnie są winni moich nieszczęść: UE, Niemcy, Rosja, PO, cykliści, wegetarianie, liberałowie, lewacy, LGBT, oraz wszelka inna swołocz.
Po drugiej stronie nadzieja demokratyczna KOD też ma swoje problemy i ryzyka: http://natemat.pl/180075,7-grzechow-glownych-kod-oto-co-sprawia-ze-ruch-kijowskiego-moze-stracic-w-oczach-polakow
*
Optymizm wynika z faktu, że rządzący popełniają błąd za błędem lecąc jak ćmy do ognia, czego im nie możemy zabronić.
Ważne spostrzeżenie autora, o przewadze emocji nad rozumem u sporej części społeczeństwa. Jest to jednak analizowańie skutków a nie przyczyn. Dlatego, że jest wielu winnych zaistniałej sytuacji i to po tej „racjonalnej” stronie. Już Rzymianie znali prawo ekonomiczne, które można odnosić także do polityki, że pieniądz gorszy wypiera dobrą monetę. Dlaczego Kaczyński odniósł tak wielki sukces? bo wykorzystał bierność „mądrych elit”, które okazały się bezradne w starciu z hucpiarzem i manipulatorem. Czyli, niestety, okazały się głupie! Zadziałał tu brak wyobraźni i samozadowolenie, tych „mądrzejszych”.
.
Przez ostatnie lata dyskutowaliśmy tu, na Stodio Opinii, sam w tym miałem aktywny udział, bierność obozu premiera Tuska w kontaktach ze społeczeństwem. To było widać gołym okiem, że z wyborów na wybory ubywa poparcia dla „mądrych” elit. Widać także było spustoszenie w młodym pokoleniu, jakiego dokonywały „śmieciówki”. I tego młodego pokolenia najbardziej zabrakło jesienią 2015 r., aby poprzeć Platformianą elitę. Gdy prezydent Komorowski przegrał przez głupi fuks, nagle z Platformy wyciekło nie tylko powietrze, ale i instynkt samozachowawczy. Ani nie poparli prezydenta jak zaczął wpadać w kłopoty, ani nie zmobilizowali się, aby przekonać wyborców do swojego programu. Platforma była już rozbita, prezydent Komorowski i premier Kopacz zostali osamotnieni w walce o wyborcze głosy.
.
To wcale nie jest polska specjalność. Kultura obrazkowa zaczyna przynosić żniwa na całym świecie. W Stanach jest podobna sytuacja… Tam odpowiednikiem zadufanej w sobie PO jest nieznośna Hilary Clinton, która ma najlepsze predyspozycje na Prezydenta tego wielkiego kraju, ale co rusz traci głosy na rzecz czy to obiecującego gruszki na wierzbie za starego i zbyt lewicowego na prezydenta Bernie Sandersa, czy huligana hucpiarza Donalda Trumpa. Ten ostatni to odpowiednik amerykański Jarosława Kaczyńskiego. Progra? Jaki progtam! Nie ważnea, ważny mur na Meksykanów i szlaban na Arabów. To typowy manipulator, bez wiedzy i bez zahamowań. No ale nie o Stanach tu mowa.
.
Czasem trzeba przejść przez rządy głupców, aby się czegoś nauczyć. Nie wiem, jakim kosztem, ale na razie ten instynkt stadny każe polskim wyborcom i politykom u władzy iść za kompletnym idiotą. Cóż, będzie bolesna nauczka na własnych zbiorowych błędach. A winni temu są wszyscy.
Ciekawy tytuł felietonu. Obrażeni i poniżeni.
Najpierw dowiaduję się, że „obrażeni i poniżeni” – głosujący na PiS, to grupa ludzi mało rozgarniętych, nie potrafiących zrozumieć świata, słowem zacofani. Bogojczyźniany ciemnogród, nie radzący sobie ze zmianami.
Ale są też inni.
Nie bogoojczyźniani, ale równie sfrustrowani. Chodzący w poczuciu krzywdy.
Do tego dochodzą ci, którzy zauważali błędy transformacji – to w najlepszym razie lewicowi pożyteczni idioci.
.
Ma Pan pieszczotliwe określenie dla każdej grupy ludzi, z którą się Pan niezgadza. Nazywa ich Pan (może nie wprost)
zacofanymi niedojdami, chronicznymi frustratami i lewicowymi idiotami. I być może dziwi się, że oni czują się poniżeni i obrażeni. Że nie mają ochoty słuchac Pańskich argumentów, że poziom emocji jest zbyt wysoki?
.
Widzimy być może tę samą rzeczywistość, ale jakby inne wnioski wyciągamy. Widzę np. rodaków, którzy wyjechali do Wielkiej Brytanii, czy Irlandii. W 2007 roku 70-80 % głusujących na wyspach popierało Platformę. Lokale pekały w szwach, gdy tysiące młodych (głównie oni wyjeżdżali) opowiedziało się za Polską nowoczesną i przyjazną obywatelowi. Chcieli państwa takiego, jakiego doświadczyli na Wyspach.
Minęło 8 lat rządów PO. Poparcie dla PO na wyspach spadło do 14 %. Nie wiem, jak Pan taki wynik sobie tłumaczy. Tam w Anglii, Szkocji czy Irlandii zaczadzili się Żakowskim czy Sierakowskim? Albo może wszyscy gremialnie z młodych przebojowych ciekawych świata przemienili się we frustratów na zmywaku?
Pisze Pan o kategorii ludzi przekonanych, że wszstkie sukcesy zawdzięczają sobie: „Tacy nie głosują, bo politycy to jedna banda. A jak już, to przecież nie na tych, co to doprowadzili do tego syfu. To tłumaczy dlaczego ci szczęśliwi od Czapińskiego nie stanęli murem za Komorowskim i koalicją PO-PSL. Dlaczego olali wybory, bądź poparli PIS i Kukiza, Korwina albo lewicę.”
Znam kilkoro 30-latków mieszkających teraz na Wyspach. W tym jedna osoba, która wyemigrowała, założyła tam swój mały biznes, a potem chciała wrócić (za rządów PO – w pierwszym 4-leciu nadzieję budziła komisja Palikota pt. przyjazne państwo), założyć podobny biznes. Nie udało się przebrnąć przez urzędy.
W Anglii, jako obcokrajowiec, mając barierę językową do pokonania (po kilku latach już nie) ten człowiek był w stanie bez większych problemów założyć i skutecznie prowadzić swój mały biznes.
W Polsce nie. Rozumiem jej przekonanie, że sukces osiągnęła dzięki sobie, raczej wbrew państwu niż dzięki niemu. Słuchając jej opowieści rozumiem, dlaczego przedsiębiorcy, którym się w Polsce powiodło też mogą mieć poczucie, że ten sukces to wbrew państwu, a nie dzięki pomocy przyjaznych urzędów.
.
Emocja kontra rozum.
Brak zrozumienia dla zmieniającej się rzeczywistości i frustracja – emocja, która nie pozwala się przebić argumentom.
Odnoszę wrażenie, że ten syndrom dopadł także ojców tranformacji. Oto ona – nasza transformacja! Radujmy się.
Tymczasem po ćwierć wieku kolejne pokolenie nie porównuje się do przaśnego PRLu, bo go nie zna. Porównuje się do Anglii choćby. To, co dla ojców transformacji jest sukcesem, dla nich jest punktem wyjściowym, który by chcieli ulepszać. PO rozbudziła takie nadzieje, a później sromotnie zawiodła zasłaniając się ciepłą wodą w kranie.
„Czasem trzeba przejść przez rządy głupców, aby się czegoś nauczyć. Nie wiem, jakim kosztem, ale na razie ten instynkt stadny każe polskim wyborcom i politykom u władzy iść za kompletnym idiotą.”
…. tu się nie zgadzamy panie Andrzeju, na naszym forum czytałem wielokrotnie krytykę szybko uzupełnianą, że ten idiota to świetny polityk, dalekowzroczny, zwierzę polityczne a inteligencją może bez uszczerbku podzielić się z każdym. Co za konsekwencja, umiejętność pociągania mas, wszech widoczny patriotyzm i ten talent do gromadzenia przy sobie wiernych ludzi.
Więc jest idiotą? czy mężem opatrznościowym dla naszego zniewolonego kraju?
Hę?
A tak na uboczu, to za kim powinniśmy iść?
Grzegorz Sroczyński z GW:
http://wyborcza.pl/1,75968,20097985,jak-zostalem-pomagierem-pis-polemika-z-aleksandrem-smolarem.html#BoxGWImg
.
Przypomnę księdza Tischnera: „Jeszcze nie widziałem nikogo, kto stracił wiarę, czytając Marksa, za to widziałem wielu, którzy stracili ją przez kontakt z księżmi.”
.
Właśnie w ten sposób straciłam moją dawną
przyjaciółkę. Jedną z niewielu osób zakochanych w pisie i Kaczyńskim w moim otoczeniu.Odwiedziła mnie w domu, a ja jako gospodyni wychowana w starym systemie wiedziałam, że w moim domu gościa nie może spotkać żadna przykrość. I to był powód jej obrażenia się, ponieważ wyraźnie powiedziałam, że nie podejmę tematu, bo mam inne zdanie na temat jej emocjonalnych pisowskich wywodów.To ją doprowadziło do furii. Prawdopodobnie jej ego ucierpiało i pomyślała,że celowo ją poniżam. No cóż ja myślałam konkretnymi przykładami na temat TK, ona uczuciami jakie wywoływało u niej ciepłe mówienie o „dobrych zmianach”. Rozstałyśmy się bez możliwości nowego spotkania. Ku mojemu zadowoleniu zresztą, bo takie rozmowy są męczące.
@Magog, przepraszam, że się wcinam ale chętnie bym się dowiedział od Pana, gdzie i kiedy na SO czytał Pan „…na naszym forum czytałem wielokrotnie krytykę szybko uzupełnianą, że ten idiota to świetny polityk, dalekowzroczny, zwierzę polityczne a inteligencją może bez uszczerbku podzielić się z każdym.”
Dość uważnie śledzę różne publikacje i z tego co pamiętam na SO jeżeli pojawiały się takie stwierdzenia, to zwykle w kontekstach: że ten sam człowiek jest małostkowy, zawistny, gardzi współpracownikami, zbiera na nich haki i trzyma ich w parterze, jest uparty i apodyktyczny, jego koncepcje rządzenia ludźmi są spóźnione od 50 do 150 lat, jego potencjał ma charakter destrukcyjny i autodestrukcyjny wobec wszystkiego do czego się dotknie, etc., etc. Konkluzje w stylu: „Co za konsekwencja, umiejętność pociągania mas, wszech widoczny patriotyzm i ten talent do gromadzenia przy sobie wiernych ludzi.” jeżeli bywały to co najwyżej w stylu ironizujacym lub wręcz prześmiewczym. Częściej jednak na SO padały podejrzenia czy wręcz sugestie, że onże przywoływany jest psychopatą lub schizofrenikiem. Polecam w tej sprawie artykuł : http://jolantasacewicz.natemat.pl/180211,kaczynski-ktory-siedzi-wiezieniu
*
Reasumując – podzielam w tej sprawie pogląd Pana @andrzeja Pokonos’a przy czym miałbym dla owego indywiduum określenie mniej pieszczotliwe za to bardziej dosadne. Zważywszy na fakt, że dzisiaj wymusił on na polskim sejmie obronę naszej suwerenności przed zakusami KE, zasadność mojej dosadności poważnie wzrosła. Mam dziwne przeczucie, że proces ten będzie jednoznacznie zwyżkujący aż do końca – mojego lub jego.
@Magog: Sławek jak zawsze trafił w sedno. Od siebie tylko dodam, że manipuluje Pan forumowiczami powyższym swoim wpisem. Ja bardzo wyraźnie wskazałem, na kogo warto było głosować, w swoim oczywiście imieniu, też powyżej. Z Pańskich wywodów Wynika niedwuznaczne samozadowolenie z istniejącej sytuacji. To co się stało w ostatnim półroczu skłoniło Pana jedynie do pochwalnych peanów na temat pewnego typa spod ciemnej gwiazdy, który kieruje ręcznie polską polityką. O czym tu zatem dyskutować?
Jak to się mówi „pracuję na ulicy”: w czasie wyborów sześć tygodni spędziłem pod centrum handlowym. Teraz też zbieram poparcie do projektu „Skwer Władysława Bartoszewskiego”. I mogę a nawet muszę potwierdzić z praktyki każde słowo przedstawionej powyżej diagnozy. Tak, to są ludzie prywatnie niezadowoleni z życia, i funkcjonują w tym niezadowoleniu jedynie na poziomie emocji. Oczywiście pod pewnymi warunkami można z nimi na tym poziomie rozmawiać, choć przekonać się nie da. Co więcej, odpowiedź na merytoryczne argumenty, lub nawet słuszne z naszej strony zarzuty, pobudza w ich mózgach ośrodek przyjemności. Racjonalizują swe emocjonalne argumenty utwierdzają się w przekonaniu.
Problem nie w nich, a w niegodziwości manipulantów, którzy ich psychologiczne niedostrojenie do rzeczywistości ukierunkowują dla swej korzyści. Też nawet nie politycznej, ale by swe osobiste niedostosowanie zrekompensować. Rzecz nie w polityce, czy rozdziale dóbr, a w psychopatologii.
O czym tu zatem dyskutować?
…….. jasne moje Pany że ni ma co dyskutować, kuń jaki jest każdy widzi, no nie?
Pani Jolanta Sacewicz ma jaja, nigdy czegoś podobnego na forum SO nie było mi dane przeczytać. Czasem padały aluzje jak to z kaczkami było i jest, ale otwartym tekstem nikt(!) nic nie napisał, więc? Przed wyborami można było przeczytać tiutiu i żadnego otwartego potępienia w stylu redaktor Sacewicz. Samocenzura na wsiakij sluczaj? Dobierać się PiSowi do d.. ale bez przesady bo nuż wygrają?
Podobnie działała PO, odpuściła dziadka z Wermachtu, odpuściła Smoleńsk, odpuściła wiele rzeczy bo dwie kadencje przy remoncie burdelu wystarczyły aby się zmęczyć. Teraz wrzaski, ginie demokracja, popierajmy KOD i tych co go popierają ale konkretów na przyszłość nie widać. Pisałem, że z KOD musi się wyłonić zdecydowana grupa ludzi gotowa walczyć o dobro Narodu, ale zaraz padały zapewnienia publiczne, że my tylko demonstrujemy a władza nas nie interesuje. No więc kogo objęcie władzy interesuje? Jak widać zainteresowany jest PiS.
Ci sami ludzie od lat z różnych partyjek w chocholim tańcu tylko pod innymi kolorkami szturmówek? Jakieś ble ble o demokracji idealnej takiej jak w państwach które łupiły kogo się dało przez wieki, aż stały się bogate. Amerykanie toczą wojny na całym świecie aby ich terytorium nie miało nieplanowanych ruin w wyniku nieszczęścia wojennego. Lać kogo się da aby nie obrósł w siłę i nie wlazł na teren USA. Kto najedzie USA? Rosja? jak w każdej niemal szafie winchester siedzi?
Nawyk łupienia kogo się da demokratom pozostał, co jest naturalne, każdy sobie rzepkę skrobie choć zapewnia, że to dla dobra innych.
Moje opinie były zawsze jednoznaczne, co budziło czasem kontrowersje. Ale kto tam pamięta.. Magog, muzykant…
Stale zachęcałem i zachęcam do poczytania Ponerologii Andrzeja Łobaczewskiego co zawsze kwitowane było milczeniem a pozycja ta jest znacząca na całym świecie. Anatema Ponerologii? Bo kawa na ławę wyłożona i boli wszystkich speców od polityki?
Pozdrawiam
Magog
@magogu załóż okulary i poczytaj choćby teksty lidera Stefana Bratkowskiego na temat przymiotów Kaczyńskieiego…gdzie Oan był przez te wszystkie lata, choć blogował na SO?
@andrzej Pokonos
Mistrz Bratkowski to insza inszość, potrafi przyłożyć, ale to mistrz Bratkowski..
A to zamiast polemiki.
http://wolna-polska.pl/wiadomosci/edward-bernays-i-sztuka-sterowania-tlumem-2015-12
Wiem wiem portal trefny ale film nie.. może coś wyjaśni ?
Czyli mistrzowi ołtarzyk, a czytać woli Pan już o antychrystach? Taki web nam ty Pan zacytował…
aby nie wypaść z tonu..
Bogu co boskie a cysarzowi co cysarskie..
uśmiechnij się.. jutro będzie..
https://www.youtube.com/watch?v=h9ZQElA1LjQ
Ten link akurat u mnie jest zablokowany, ale to nawet lepiej. Chodziłem na Teya na Masztalskiej w Poznaniu nieopodal uroczego Starego Rynku. Chodziłem tam dla Laskowika. Ngdy Smolenia nie lubiłem za chamstwo. Gdy premier Włoch Aldo Moro został porwany, on miał skecz w którym wykrzykiwał „oddajcie Aldo Moro!” Ale jak wyszło na jaw, że uprowadzony premier został przez porywaczy zabity, Bogdan Smoleń nadal wykrzykiwał swój głupawy skecz pomimo konsternacji widzów…