Po Święcie Wolności jakie obchodziliśmy 4 czerwca (to „my” ma wyraźny zawężający zakres, kto obchodził, ten obchodził a kto nie, też wiemy).
Teraz w kalendarzu już tylko piłka, urlopy, szczyt NATO i wizyta papieża Franciszka; na polityczne manifestacje, marsze, pikniki trudno będzie namówić Polaków, no chyba, że zapiekli się jeszcze bardziej.
Różnorodność form i dynamika protestu społecznego, to jak wielu ludzi, takich co jak sami mówią, nie uczestniczyli nigdy wcześniej w protestach ulicznych, dowodzi dobitnie, że „dobra zmiana” nie jest postrzegana jako dobra przez znaczącą część polskiego społeczeństwa.
Władza, jak dotąd, używa jedynie słownej agresji; ilość słów obelżywych rośnie, wywołując znany z psychologii efekt osłabienia działania bodźca – jak długo jeszcze możemy się oburzać na „drugi sort”, komunistów i złodziei, zdrajców i Targowicę? Słowa, nawet te najcięższe, zużywają się szybko, a reakcją na nie są coraz liczniejsze, żartobliwe i złośliwe ich przeinaczenia eksponowane na transparentach KOD-u.
Analizując różne formy jakie przybrało świętowanie rocznicy czerwcowych wyborów z 1989 roku trzeba powiedzieć coś, co łatwo było przewidzieć dysponując elementarną socjologiczną wiedzą czy wyobraźnią – jeżeli świętowanie ma przybrać rozproszoną formę pikniku, festynu dla rodzin, bez wcześniejszej formy zwartej, to efekt będzie mizerny.
Podam przykład z mojego miasta, z Gdańska.
Na 4 czerwca zapowiadany był festyn, piknik rodzinny w Parku Reagana, na zielonych terenach przylegających bezpośrednio do plaż nadmorskich i wielkich osiedli mieszkaniowych Przymorza i Zaspy. Świętowanie miało przybrać postać radosnej zabawy dla dzieci i starszych, dla wszystkich którzy chcieliby podkreślić radość z faktu, że 27 lat temu, jak powiedziała to w Polskiej Telewizji znana aktorka: „Proszę Państwa, dzisiaj w Polsce skończył się komunizm”
Bez względu na nieprecyzyjność tego przekazu (ani dzisiaj ani komunizm…) było prawdą to, że każdy, niezależnie od opcji politycznej, miejsca jakie zajmował w społecznej strukturze, wiedział, że stało się coś ważnego, coś doniosłego, coś co miało zmienić Polskę — a okazało się, że zmieniło Polskę, Europę i świat.
Piknik czy festyn w Gdańsku w najmniejszym stopniu nie oddawał skali i znaczenia tej rocznicy. Na bardzo rozległym obszarze Parku Reagana kilka przyrządów do ćwiczeń, trampolin i huśtawek nie było w stanie podkreślić tego, czym była ta rocznica. Liczba ludzi na plażach, zażywających kąpieli słonecznych ale i morskich (tak, tak już można było się kąpać) była ogromna, liczba tych na placyku gdzie zlokalizowano KOD-owską imprezę była żałośnie mała…
Aby nie popełniać takich błędów na przyszłość: piknik — tak, ale jako zakończenie zwartej formy społecznego protestu. Można było zorganizować krótki marsz i zakończyć go na placyku z przyrządami do zabawy, zorganizować wiec o określonej godzinie, odbyć to wszystko co na takim wiecu być powinno i zaraz potem przejść do formy pikniku.
Komunikat, że odbędzie się piknik poczynając od godziny 14 jest komunikatem nieostrym; nie mobilizuje, a rozprasza. I tak tez się stało.
Niech będzie to dobry moment aby poruszyć sprawę o wiele ważniejszą niż jednostkowa impreza. Mam na myśli wszystko to co wiąże się z organizacją Komitetu Obrony Demokracji jako stowarzyszenia.
Komitet Obrony Demokracji uzyskał status stowarzyszenia i zapowiedziano, że poczynając od 5 czerwca będzie się można zapisać na członka stowarzyszenia.
To bardzo ważne. Niech KOD ma armie członków, członków z legitymacją, opłacających składki, świadomych swej przynależności, swojego miejsca w strukturze KOD.
Jak dotąd była to najsłabsza strona działalności KOD – wielkie mobilizacje i manifestacje, znacząca obecność liderów (lidera) na polskiej ale i międzynarodowej scenie — a w środku mgła.
Znając liczebności członków partii politycznych w Polsce zakładam, że liczba członków KOD-u może być wielokrotnością tego, co potrafiły zgromadzić partie.
Czas przejść od spontaniczności do organizacji, to będzie nowy etap walki, nowe wyzwania.
Chciałbym powiedzieć od siebie: to bardzo dobrze, że w zapowiadanym zapleczu intelektualnym Komitetu jest profesor Radosław Markowski, dla mnie absolutnie najlepszy od politycznych zawiłości w Polsce i Europie specjalista nauk politycznych.
Niech pojawią się członkowie; wiedząc kim są będzie można zbudować strukturę stowarzyszenia, wyłonić jego organy i władze, obudować specjalistycznymi agendami… zacznie się dziać normalnie.
Mamy czas do jesieni. Gdy wyjadą ostatni goście i uczestnicy dużych międzynarodowych imprez jakie przed nami, władza „dobrej zmiany” przejdzie do nowej wyższej fazy walki z rebeliantami – najnowsze określenie Prezesa Polski, Jarosława Kaczyńskiego.
Co będzie ? Nie wiem; nikt nie wie, nie da się racjonalnie przewidywać działań tych, którzy niesieni są frustracją, obsesją, zawiścią i nienawiścią.
Można sobie wyobrazić – sędzia Rzepiński skazany za zdradę stanu, politycy opozycji za liczne przestępstwa w tym obyczajowe (nic tak nie plami jak przestępstwa seksualne z udziałem nieletnich) w więzieniu, popierający opozycje przedsiębiorcy „puszczeni w skarpetkach” przy pełnej aprobacie prawdziwych Polaków, mam jechać dalej ? Ministerstwo Pana Zbyszka, jak trafnie określił ministra Ziobrę Prezes TK sędzia Rzepiński, ma doświadczenie, narzędzia i polityczną wolę swoją i Prezesa Polski…
To, co było — to preludium tego, co będzie.
Dlatego też Komitet Obrony Demokracji musi przejść z fazy spontanicznych zrywów i stać się konkretem Bez tej zmiany będzie pierwszy do spacyfikowania: wystarczy kilka burd na marszach KOD wywołanych przez zawsze chętnych, młodych, z wygolonymi głowami co pod znakiem ONR czy szalikiem klubowym gotowi będą pokazać kto tu rządzi. Parę rozbitych głów i nosów, kilkanaście posiniaczonych uczestników radosnych, jak dotąd, marszy i manifestacji — i skończy się rodzinny nastrój pochodów z małymi dziećmi, starszymi paniami, zacznie być normalnie, jak w państwie PiS być powinno.
Tylko duża organizacja, ze strukturą i władzami, z własnym budżetem i zapleczem naukowym, umocowana we wszystkich regionach kraju, afiliowana w międzynarodowych odpowiednikach i organizacjach może stać się poważnym przeciwnikiem totalitarnej władzy skręcającej w kierunku jeszcze gorszych, a znanych z najnowszej historii systemów sprawowania władzy.
Zaraz zaczną się wakacje, nie będzie wielu okazji do demonstracji, emocje skupią się na rozgrywkach piłkarskich i towarzyszących im wydarzeniach (oby nie tych tragicznych o jakich coraz częściej myślimy, mówiąc o masowych zgromadzeniach ludzi, w jednym miejscu i jednym czasie)
Wysłanie czy złożenie deklaracji członkowskiej to czynności w sam raz na taki czas, niech no tylko dotychczasowe struktury Komitetu Obrony Demokracji staną na wysokości zadania i umożliwią wszystkim chętnym dokonanie wpisu na listę członków.
Byłoby dobrze aby wszystkie media z akcji zapisywania się do KOD-u zrobiły wydarzenie, byłoby dobrze aby informacje o rosnącej ilości zgłoszeń pojawiały się co kilka dni, to zawsze dobrze robi dla podtrzymania uwagi ludzi.
Niech się dzieje…
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk



KODerzy debiutują w roli animatorów wydarzeń, więc popełniają błędy. Sugerowane przez Pana rozwiązanie, niczego nie zmieni. Trzeba szukać fachowców od eventów.
Błąd w nazwisku: jest Rzepiński, powinno być Rzepliński.
Nigdy nie jest tak, że wszystko uda się perfekcyjnie. Być może 4 czerwca powinien być świętowany lokalnie ze znacznie większą, należną mu pompą, być może w przyszłości KOD będzie miał takie możliwości. Ale jest i druga strona medalu.
Na gdańskim festynie pojawiły się osoby, które w stosunku do KOD były raczej nieufne i przyszły nas obejrzeć z bliska. Zmieniły zdanie. „Ale świetna atmosfera!” – usłyszałam.
Pojawili się również przypadkowi gimnazjaliści, którzy o 4 czerwca 89 wiedzieli niewiele i pytali, „proszę pani, tu jest spoko, ale o co w tym chodzi?”. Odpowiadaliśmy.
Pojawiły się osoby młode, bardziej zorientowane w sytuacji, które na manifestację nie pójdą – bo kierują się stereotypem, że na manify chodzą tylko ludzie powyżej 50 roku życia. Ewentualnie trzydziestki, a to już starość przecież, z perspektywy 16latka 🙂 A teraz, chcą więcej informacji o KOD, myślą jak się włączyć, zaangażować, rozruszać swoje środowisko.
Pojawiły się osoby przypadkowe, które zaskoczyła atmosfera na festynie (bo reżimowe media mówią o nas inaczej) – i świętowały razem z nami.
I wreszcie – abyśmy nie przeszli na ciemną stronę mocy, nie karmili się frustracją, nienawiścią i obsesją, musimy pamiętać o tym jak świętować, pielęgnować dobre emocje, po ludzku, po prostu, bez patosu.
I wreszcie – abyśmy nie przeszli na ciemną stronę mocy, nie karmili się frustracją, nienawiścią i obsesją, musimy pamiętać o tym jak świętować, pielęgnować dobre emocje, po ludzku, po prostu, bez patosu.
………….. I byśmy nie utracili poczucia humoru…