Imię
Nazwisko obejmuje wspólnotę rodzinną, imię związane jest z człowiekiem indywidualnym. Nazwisko jest od początku obecne, stoi za człowiekiem (człowiek rodzi się zazwyczaj w rodzinie), imię dopiero pojawi się jako dar rodziców na drogę życia. Mawiano w Rzymie, że imiona są wróżbami (nōmina sunt ōmina), co pozostało w polszczyźnie jako „nomen omen”. Teatr zawsze brał to pod uwagę. O tym, co czeka bohaterów antycznych tragedii, mówią ich imiona – Prometeusz (wprzód myślący), Antygona (zamiast potomka), Edyp (człowiek o spuchniętych nogach), Elektra (płonąca, świecąca), Dionizos (dwa razy urodzony) itd. W Biblii zmiana imienia oznacza zmianę losu. Bóg po zawarciu przymierza zmieniał ludziom imię (Abram – Abraham, Saraj – Sarah, nowe imiona otrzymują Jakub, Józef, Daniel). „Imię – pisze Paweł Śpiewak – odkrywa duszę człowieka, jego powołanie. Talmud powiada, że imię wyraża charakter człowieka. Właściwie dobierały imiona kobiety, bo obdarzone świętą mocą wiedziały, kto z jakim potencjałem przychodzi na świat”. Rozwijanie tego potencjału było zobowiązaniem – Kasia powinna być czysta, Zosia mądra, Ania łaskawa, Piotrek niezłomny itd.Być może więc wszystko zostało przesądzone wtedy, gdy zapadła decyzja o tym właśnie imieniu: Jarosław. Wiadomo, że w przenośnym znaczeniu każde imię znaczy tyle, co sława, rozgłos czy reputacja („dobre imię”). Jednak imię Jarosław potęguje powyższe cechy w sposób szczególny. Ze słowników można dowiedzieć się, że łączą się tu dwie cząstki wzięte ze starocerkiewnosłowiańskiego: jarь (surowy, ostry) oraz slava (sława). Tych podstawowych znaczeń nie są w stanie zmienić najbardziej łagodne formy pochodne – Jarek, Jareczek czy nawet Jaruś. Surowość i sława pozostaną nienaruszone.
Odczucia
Maciej Stuhr, aktor, który ma za sobą studia psychologiczne, mówił w niedawnym wywiadzie, że wszystko, co najgorsze, można rozbroić humorem. Ot, choćby oglądając wiadomości telewizyjne jako kabaret. „Jak mnie na przykład przeraża jakiś minister, to mogę sobie powiedzieć, że on jest bardzo zabawny. Jak sobie tak pomyślę, to on mnie zaczyna strasznie śmieszyć”.Ze mną jest o tyle inaczej, że nie muszę uciekać się do takich autoperswazyjnych zabiegów, nie muszę zakładać, że jest zabawny ktoś, kto mnie przeraża. Mam tę zabawę od razu. Ani przez moment nie przeraża mnie taki czy inny minister. Tym bardziej tyczy to Jarosława K. Nie przerażał mnie nigdy, nie przeraża i raczej już nie przerazi, niezależnie od tego, jak bardzo paskudzi Polskę i do czego jeszcze może być w tym paskudzeniu zdolny. Nie wzbudza we mnie jakichkolwiek ciemnych uczuć, nienawiści, trwogi czy odrazy. Czasami aż sam się temu dziwię. Budzi we mnie coś innego – współczucie, a jednocześnie coś, co zupełnie do współczucia nie przystaje – natychmiastowe doznanie komiczności. Współczuję mu szczerze (choć oczywiście nie współodczuwam), bo jego niepohamowane pragnienie władzy pokazuje stan boleśnie tragiczny, by użyć określenia papieża Franciszka. Do tego samotność, a może i osamotnienie (pierwsza jest wyborem, drugie skazaniem), nikomu tego nie życzę.
Jednak silniejsza od współczucia jest, nic na to nie poradzę, wesołość. Śmieszy mnie ogromnie i raduje, zwłaszcza wtedy, gdy otoczony wyższymi o dwie głowy mężczyznami (myślę przede wszystkim o marszałku Terleckim, też na swój sposób niezmiernie komicznym) przemawia, i gdy prawą rączką, której łokcia nigdy nie odrywa od swego obłego tułowia, wykonuje ruchy mające podkreślić wagę wypowiadanych słów. Wygląda to w ten sposób, że zaciśnięta piąstka zakreśla energicznie niewielkie kółko (łokieć, przypominam, przylega do tułowia) w prawo, w górę i z impetem opada w dół, w stronę splotu słonecznego, co oznacza, że rzecz jest przesądzona. Praeses locuta, causa finita!
Ach, i jeszcze jedno odczucie – rozczulenia i wzruszenia, stan, jakiego doznawałem nieraz
podczas czytania romansów, albo oglądania melodramatów, w których wszystko dobrze się kończy, a miłość przezwycięża marne uprzedzenia związane z mezaliansem. W taki właśnie sposób wzrusza mnie widok zadowolonego, triumfującego uśmiechu, który rozlewa się niekiedy na okrągłej twarzy prezesa K., każe mu otworzyć zaciśnięte zazwyczaj wargi; a najbardziej wzruszony jestem wtedy, gdy widzę jego uśmiechniętą twarz z profilu, z dyskretnie cofniętym podbródkiem.
Farsa
Søren Kierkegaard pisał (1843) o ważnej dla siebie kategorii powtórzenia (gentagelsen), że obejmuje ona naśladownictwo wcześniejszej struktury, a zarazem możliwość indywidualnej jej modyfikacji, wprowadzenia nowości. To trochę tak, jakbym zaczął nosić stare krawaty wiążąc je po swojemu. Duńczyk stwierdza przy tym stanowczo: „Prawdziwym mężczyzną jest ten, kto pragnie powtórzenia”.Karol Marks widział to trochę inaczej. W „Osiemnastym Brumaire`a Ludwika Bonaparte” (1852) wyraża opinię, która stała się już jedną z obiegowych mądrości, że historia powtarza się za pierwszym razem jako tragedia, za drugim razem jako farsa. Nie udało mi się dostrzec w ostatnim czasie tragedii, może nie była wielka i umknęła mojej uwadze. Za to farsę, czyli komedię sytuacyjną, widzę całkiem wyraźnie.
No by czy nie jest śmieszne to, że raptem odżyły, wypełzły jak rosówki po deszczu ostatecznie, mogło się wydawać, pogrzebane slogany? I ludzie, z którymi są związane? Na przykład słowa wypowiedziane przez Edwarda Gierka podczas VIII plenum KCPZPR (1971), że partia kieruje, rząd rządzi. Albo, dużo wcześniejsze, wersy z poezji Włodzimierza Majakowskiego: „Mówimy – Lenin, a w domyśle – partia./ Mówimy – partia, a w domyśle – Lenin”. Czy wreszcie zdanie wypowiedziane przez Władysława Gomułkę tuż po wojnie, w 1945 roku, że władzy raz zdobytej nie oddamy nikomu. Co prawda tego ostatniego sloganu jeszcze nie słyszeliśmy, ale okrzyki „Jarosław! Polskę zbaw!” były zupełnie podobne do „Wiesław! Wiesław!” sprzed niespełna czterdziestu lat.
Skorupa
Czytam znakomicie napisany szkic Claudio Magrisa pt. „Obsesja jako forma obrony przed światem”. Autor widzi w obsesji (manii) mechanizm obronny – jest to potrzeba władzy i dominacji zrodzona z trwogi. Mania odgradza od rzeczywistości, usztywnia, zamyka w martwej formie-skorupie chroniącej przed światem żywym i zmiennym. „Mania kreśli w takim wypadku granice i rytuały, ustalone z góry gesty mające swe ściśle określone wzorce, zasady i daty ważności; labirynt nawyków, regulaminów, kodeksów i zakazów, labirynt, w którym można się ukryć, żeby nikt nas nie znalazł, nie dotknął”.Lęk przed opuszczeniem skorupy oznacza zanik libido, które jest pragnieniem, ukierunkowaniem ku temu, co nieobecne, inne. Przede wszystkim ku drugiemu człowiekowi, co najpełniej wyraża seksualność. Magris przytacza jedną z reguł XII-wiecznej „Fiore di Medicina”, która brzmi tak: „Ci, co tego nie czynią (nie mają zwyczaju kłaść się do łóżka z kobietami), zapadają na chorobę zwaną manią”.
Swoje uwagi odnosi Magris do bohatera książki Eliasa Canettiego pt. „Auto da fé”, profesora Petera Kiena (z dawnej lektury zapamiętałem, że był wysokim, chudym, zatopionym w książkach milczkiem). Jednak podczas czytania tego szkicu natrętna myśl kazała mi zobaczyć kogoś innego zarówno pod względem fizycznym, jak i wieloma innymi względami. Kazała dostrzec rys boleśnie tragiczny w wyrzeczeniu się innego jeszcze wskazania wpisanego w imię Jarosław. Pochodny od jarь przymiotnik „jary” oznacza krzepkość, jurność („stary ale jary”), cechy najwyraźniej przez Jarosława K. stłumione, zduszone, unieważnione na rzecz tego, co bardziej ważne – władzy i sławy.
Chwila poezji
Tadeusz Peiper, zwany papieżem awangardy, postulował, by w twórczości poetyckiej korzystać z gazet. Chętnie korzystam:„Chcę to bardzo jasno powiedzieć:
jestem czystym dobrem.
Jest bardzo niedobrze.
Mamy do czynienia z niebywałym skundleniem.
Nasi przeciwnicy to strasznie mali ludzie.
Jest pewien układ i dziennikarze,
których sytuacja jest bardzo trudna.
Wiem jaką opcję reprezentuje.
Z tych źródeł ma być inspirowane działanie
przeciwko mojemu bratu.
To tchórzostwo i obrzydliwy oportunizm,
to akt skrajnie nieprzyjazny,
chcę to bardzo wyraźnie powiedzieć.
Winne są układy i mafia złożona z byłych funkcjonariuszy.
Nie jestem specjalistą od stanów psychicznych.
Jestem człowiekiem moralnie i psychicznie
normalnym.
Ta łże-elita popadła wobec nas
w stan chorobliwej agresji.
W oczywisty sposób jest
uwikłana. Nie można udawać
że w tych warunkach da się rządzić.
Chciałem rządzić już gdy miałem 12 lat.
Nie będzie dyktatury.
Będzie porządek bo to jest w interesie
zwykłych Polaków.
Racja, całkowita racja,
jest po naszej stronie.
Precz z płatnym seksem!”.
Śmiech Żorża
Oto zakończenie „Kariery Nikodema Dyzmy” Tadeusza Dołęgi-Mostowicza (i zarazem niniejszego szkicu – tylko na pozór szyderczego i pełnego krotochwil).Ponimirski dotychczas siedział cicho, a że nikt nań nie zwracał uwagi, nie zauważono jego ironicznej miny. Żorż przysłuchiwał się i wreszcie nie wytrzymał. Śmiał się teraz zataczając się na krześle.
— Z czego się pan śmieje? — obrażonym tonem zapytał wojewoda.
Żorż zerwał się, urwał z miejsca śmiech, kilkakrotnie próbował założyć monokl, lecz ręce mu tak się trzęsły, że nie mógł sobie dać z nim rady. Był zdenerwowany i wzburzony do ostatnich granic.
— Z czego? Nie z czego, moi państwo, tylko z kogo?! Z was się śmieję, z was! Z całego społeczeństwa, z wszystkich kochanych rodaków!
— Panie!…
— Milczeć! — wrzasnął Ponimirski i jego blada twarzyczka chorowitego dziecka zrobiła się czerwona z wściekłości. — Milczeć! Sapristi! Z was się śmieję! Z was! Elita. Cha, cha, cha… […] Wy, ludzie pozbawieni wszelkich rozumnych kryteriów! Z was się śmieję, głuptasy! Z was! Motłoch!…
Nareszcie udało mu się włożyć monokl. Obrzucił wszystkich pogardliwym spojrzeniem i wyszedł trzaskając drzwiami.
Andrzej C. Leszczyński



Ja także tego tekstu nie mogę traktować inaczej jak „…tylko na pozór szyderczego i pełnego krotochwil”. Osoba JK jest smutna i rzeczy które robi są smutne jako wcielenie zła. Jestem daleki od przypisywania JK samego zła, ale zło jest motywacją dominującą w jego postępowaniu. Współczuję nam wszystkim oprócz JK, którego uważam za niegodnego jakiegokolwiek współczucia.
O znaczeniu imienia mówi Biblia już w Genesis. Bóg oprowadzał Adama po raju, a Adam nadawał imiona rzeczom i zwierzętom. Dlaczego? Bo imię oznaczało „zrozumienie istoty rzeczy”, a zrozumienie oznaczało zapanowanie nad nią.
O znaczeniu imienia człowieka wiemy już jednak z wcześniejszych czasów, ze starożytnej Mezopotamii. Chętnie nadawano ludziom tzw. imiona teoforyczne, czyli odwołujące się do któregoś z bogów.
Np. Hammurabi – bóg Hammu ma moc uzdrawiającą
czy Tukul-ti Ninurta – Tukul, któremu dał życie bóg Ninurta
itd.
W kulturze staropolskiej imieniny zaczynały się od mszy św., w czasie której modlono się do patrona solenizanta.
A co do kabaretu, cóż… Maciej Stuhr ma sporo racji 🙂
Z ukontentowaniem się czytało, więc tylko (nieistotna) uwaga na marginesie: „Wiesław! Wiesław!” to sprzed niespełna już sześćdziesięciu lat. Jak ten czas leci!
O rany, faktycznie!
@J.Luk Te imiona… moja przyjaciółka Simona K. trzymała kiedyś w Białowieży dwa osierocone łosie. Nazwała jednego Pepsi, do czego Poprawni mieli pretensje, więc drugiemu dała – z rosyjska – Kola. A pomnik Kaczątek powinien, oczywiście, znaleźć się tam, gdzie teraz Poniatowski, pod jego koniem. Taki romulusik z bratem. Płeć konia oczywiście będzie trzeba skorygować. Ale porządku aranżacji otoczenia to przecież nie naruszy.
Jeszcze jeden cytat z Dołęgi-Mostowicza: „Pan prezes ma ogromne poczucie komizmu!”
No !
Świetny tekst. Świetny pomysł. Z przyjemnością się to czytało. A będzie jeszcze weselej. Teraz popaprańcy wychodzą z naszego podwórka i zabierają się za pisanie nowych traktatów europejskich.
ojtam ojtam
Jest kwestią czasu kiedy prezes będzie wyślizgany przez kamarylę.
Jest tam przecie masa jeszcze młodych i ambitnych psychopatów którzy
postąpią z nim jak onegdaj z Gomułką.
Poemat w stylu Peipera jest absolutnie znakomity.
Przydałaby by się do niego pełna lista odnośników – skąd który fragment pochodzi. By nikt nie miał wątpliwości co do autentyczności każdego szczegółu.
Przypomniała mi się moja wersja tego starego hasła. Miała wtedy duże powodzenie w moim ówczesnym milieu. „Rząd rzundzi, partia partoli.”
Dyktatorek o mentalności sześciolatka z piaskownicy, do którego mamusia mówiła zawsze „Jaruś nie bij dziewczynki łopatką, bo się spocisz” …
jeżeli chcielibyście zrozumieć JK zastanówcie się nad jego słowami na spotkaniu grupy Wyszechradzkiej: „pro publico bono” , to istota nieporozumień: różnice w rozumieniu tego stwierdzenia z różnych punktów widzenia obecnych na scenie politycznej, uwaga sądzę trywialna jednak może nieść wskazówkę dotyczącą możliwej drogi osiągania kompromisów: na drodze działań dla dobra publicznego. Także stąd w swoich poprzednich komentarzach przekonywałem o potrzebie prezentowania programów alternatywnych dla i wobec ich interesariuszy, gdyż takie mogły stawać się podstawą dyskusji merytorycznych.
@PK, przepraszam, że zadam pytanie: dyskusji z kim?
Oni dyskutować nie chcą, ani merytorycznie, ani w żaden inny sposób. I coraz mniej osób chce dyskutować z nimi.
To nie jest dobry punkt wyjścia, wiem, ale taka jest rzeczywistość.
Dyskutować ze sobą? Też jakoś nie widzę chętnych.
Widocznie wszystkim w jakiś sposób ta rzeczywistość odpowiada,
ja nie o animozjach i fochach na razie niezbywalnych, tworzyć alternatywne programy, przekonywać do nich zainteresowanych, tworzyć bazę do rozmów, wyłącznie merytorycznych.
No właśnie pytam: któż to jest ten zainteresowany, bo na razie nie umiem dostrzec. Po żadnej ze stron.
to są jakieś strony ? być może każda ma trochę za uszami, to i nie chcą o sobie słuchać
„Strony” umowne, jak to w plemiennej wojnie.
Ale nawet poza polityką trudno znaleźć chętnych do rzeczowej rozmowy i stworzenia czegoś, co w przyszłości mogłoby stać się kanwą budowania lepszej Polski. Ostatnio pan Koraszewski zaproponował coś takiego, ale pomysł choć sensowny nie został podjęty, odwrotnie niż KOD. A wie pan dlaczego? Bo to jest praca, a nie pokazywanie się w mediach i poklepywanie się po plecach z politykami, praca, za którą nikt nie zapłaci, a nie wiadomo czy w ogóle doczeka się docenienia (realizacji). Idee już dawno wywietrzały Polakom z głów, także tzw. inteligencji.
Sorry, nie umiem być optymistą w tym względzie.
sądzę, że zbyt wiele wagi przywiązuje pan do medialnych konfliktów, w istocie znaczenie mają programy społeczne, kształtowanie polityki gospodarczej państwa etc. a interesariusze o których pisałem wyżej to po prostu społeczeństwo.
Ależ ja doskonale pana rozumiem, tylko jakoś nie widzę zainteresowanych tworzeniem programów społecznych, o „kształtowaniu” polityki gospodarczej państwa nie wspominając. Czasem ktoś wyrwie się z jakimś fragmentem, pozachwyca się sam sobą i na tym cały zapał się kończy.
Być może jest to niewiara w ewentualność realizacji, być może brak wizji w ogóle, nie wiem.
Wszystko jest rozproszone na coraz mniejsze plemiona i nie widać kogoś kto w ogóle myśli o całości.
Może to taki etap, może po prostu trzeba przez to przejść.
O tym czym zainteresowane jest społeczeństwo nawet nie wspominam, bo je przestaję rozumieć.
to prawda, przy czym nie mogę oprzeć się wrażeniu, że rozdrobnienie plemienne odczuwam także na własnej skórze. Stosunkowo wiele czasu spędzam na wrocławskich ulicach i widzę wiele zadziwiających postaw, kidyś mnie ciekawiły obecnie nużą, na mieście na przykład obecny jest zwykle jegomość, który za stosowne uznał spalić na wrocławskim rynku Żyda (na szczęście kukłę) to znów puszcza przez głośniki „aby Polska była Polską” zaś dzisiaj np. opowiadał przez megafon bliżej niezidentyfikowane historie lokalnej polityki pod transparentem „Bolek, mogłeś być bohaterem, dzisiaj jesteś zerem” przy czym padło stwierdzenie, że Wałęsie „jednak” to towarzystwo odpuszcza „ze względu na jego zasługi”. Zrozumienie rzeczy jest trudne. Po kilku chwilach spotkałem spojrzenie osoby w koszulce z napisem „śmierć wrogom ojczyzny” Odruchowo zaczynam chodzić już pod ścianami budynków, chociaż proszę mi wierzyć we Wrocławiu inwestycje cieszą oczy i jedynie ilość dżentelmenów na ulicach poświęcających na swoje fryzury zapewne równowartość moich dziesięciu obiadów jest na tyle zauważalna, że aż śmieszna. Niedalej jak przed kilkunastoma dniami w alejach Ujazdowskich dostrzegłem natomiast rozwieszone wielkie gacie z napisem „reformy pełne zmian” nieopodal których figurował jegomość w koszulce z napisem ” Michnik największym nieszczęściem Polski”. Starając się nie tracić poczucia humoru powiedziałbym, że toniemy w plemiennym dobrobycie.
Ponieważ jeśli chodzi o inwestycje Gdynia ma podobnie i cieszy oko, to tylko scenka uliczna: jadę sobie trajtkiem Świętojańską (główna ulica), a obok dwóch jegomościów rozmawia narzekając na rzeczywistość.
– Paaaanie, kiedyś Świętojańska to było coś…. restauracje były, sklepy…
– I saturatory były – dodaje z nostalgia w głosie drugi.
To „i saturatory były” weszło u mnie w domu do języka codziennego 🙂
Tak dla porządku: na Świętojańskiej jest ze sześc razy tyle restauracji co dawniej, sklepy bajeranckie, że się mózg lasuje. Ale on tego nie widzi. Normalnie nie widzi. To też ciekawe plemię.
Co do nadprodukcji plemion można pomyśleć o ich ew. eksporcie, ale nie znam zapotrzebowania w innych regionach świata.
A bluzy – cóż, każdy czasem lubi ubrać się modnie.
no i właśnie się nie zrozumieliśmy, wydawało mi się, że napisałem o antysemityźmie zmieszanym z blichtrem a napędzanym głupotą zaś pan podkleja fotomontarzyk z prezydentem RP, co nie jest w dobrym smaku. Poczucie humoru jednak grozi niezrozumieniem. Napisałem już tutaj, że podobne żarty z prezydenta zmienią portal na gorsze, nieuchronnie. Podobnie ktoś tu ostatnio krzyże katyńskie przyrównywał do patyków kpiąc zresztą z prezydenta Kaczyńskiego. Ja po prostu tak nie mam. Jarosław Kaczyński przecież naprawdę uważa, że oni wszyscy zginęli w zamachu, nie jestem w stanie w to wierzyć a wrodzona chyba ścisłość rozumowania pozwala mi jedynie posługiwać się w takich wypadkach prawdopodobieństwem i uważam je za nikłe. Lecz takie przekonanie JK to nie powód do żartów z Kaczyńskich, notabene LK rzeczywiście odważnie poleciał do Tbilisi i przynajmniej ja go za to cenię. Przy czym to wszystko wcale jeszcze nie oznacza, że popieram politykę PiSu. Natomiast równanie poziomu w dół nieuchronnie oznacza dawanie na to przyzwolenia nie tylko sobie ale i oponentom politycznym.
No to jest pan prawdziwym chrześcijaninem. „On w ciebie kamieniem, a ty w niego chlebem”.
Przykro mi, że nie dosięgam Pańskiego poziomu, ale co zrobić – nie dane mi szaraczkowi.
To nie są żarty z czegoś podobnego do prezydenta. To coś jest żartem. Z Pana, ze mnie i z nas wszystkich. Ponurym żartem.
To coś dziękowało osobnikom ubranym w „patriotyczne bluzy” za ich postawę.
Co do JK to nie jest prawdą to co pan mówi. JK wierzy, że tylko członkowie PiS „polegli w zamachu”. Inni nie. Zna Pan treść „apelu smoleńskiego”? Kto jest w nim wymieniony?
Wie Pan, wiara i Kaczyński … no śmiechu warte.
Nie rozumiem za co Pan podziwia Lecha Kaczyńskiego. Lot do Tbilisi był PRowskim idiotyzmem, który niczego nie dał, niczego nie zmienił.
Jedynym, który wtedy zrobił dokładnie to co należało, żeby pomóc Gruzinom był Sarkozy, bo poleciał, ale do centrum decyzyjnego, a nie zgrywać bohatera na wiecu i inscenizować „rosyjski ostrzał” na granicy, mocno zresztą nieudany jako spektakl. Na czym polegała „odwaga” Kaczyńskiego? Na występie w cyrku? Bo to był cyrk co zostało już wielokrotnie udowodnione.
Równianie w dół? A gdzie jest ta „góra”? Poza panem, oczywiście.
Być może poza mną, napewno jest wielu o wiele bardziej ode mnie inteligentnych, przecież nie obrażę się za to, że są ode mnie mądrzejsi, raczej im pogratuluję jeżeli miałbym ku temu okazję. Cenię to nie znaczy podziwiam, wizyta Sarkozego u Putina była konsekwencją nadanego biegu wydarzeń natomiast agresja Rosjan była po prostu agresją. Powstanie Warszawskie nie miało specjalnych szans i było doskonale widoczne zza Wisły. A co mam zrobić jeżeli ktoś rzuca we mnie kamieniem i jest to także doskonale widoczne, pozostaje mi go samemu złapać i odłożyć, przecież nie będę rzucał kamieniami, ludzie chcą żyć.
Ja nie wiem, w co wierzy Kaczynski i czy w ogóle w cokolwiek. To nie jest osobowość normalnego człowieka. To jest osobnik, który traktował brata jak narzędzie zarówno za życia jak też po śmierci. Dla niego współpracownicy to brudne szmaty, co powiedział publicznie. („Dom można posprzątać nawet brudną szmatą.”) On nie ma oporów, żeby kazać wykopać na wpół rozłożone zwłoki, jeśli uważa, ze mu się to opłaci. (Nie czarujmy się – szmatławcy z IPN niczego takiego sami nie zrobią bez wyraźnego przyzwolenia tego osobnika.) Najkrócej mówiąc, Kaczyński to psychopata, który nie posiada empatii wobec ludzi. To kolejny potwor w rodzaju Stalina, dla którego ludzie byli jak przedmioty. Kaczyński ma pustkę w miejscu, gdzie normalny człowiek ma uczucia.
.
Kaczyńskiego nie należy ani rozumieć ani usprawiedliwiać. Trzeba go się pozbyć. Kaczyński musi odejść z życia publicznego. Po jego odejściu niech studenci psychiatrii piszą prace magisterskie na temat samego osobnika oraz amoku, który on potrafił zaszczepić otoczeniu.