31.08.2025
To już czterdziesta piąta rocznica podpisania Porozumień Sierpniowych po zakończeniu strajku, jaki zaczął się 14 sierpnia w mojej stoczni, Stoczni Gdańskiej im. Lenina.
Czterdzieści pięć lat, prawie pół wieku, to szmat czasu, czas wystarczająco długi by zatrzeć w pamięci szczegóły, te wszystkie fakty które złożyły się na to wydarzenie. Strajk, jaki wybuchł w stoczni 14 sierpnia był kolejnym z wielu strajków jakie szły przez Polskę od wiosny tego roku. Strajki zaczęły się na południu kraju, w dużych zakładach pracy. Jak wtedy mówiono, były to strajki ekonomiczne, robotnicy żądali podwyżek płac i władza ulegała, dawano pieniądze i strajk się kończył.
Strajk w Stoczni Gdańskiej, oprócz żądań płacowych miał też bardziej ogólne, bardziej polityczne i godnościowe żądania. Zaczął się od żądania, by zwolniona działaczka Wolnych Związków Zawodowych Anna Walentynowicz, wieloletnia pracownica zaczynająca swą pracę jako spawacz, będąca też przodownikiem pracy, przeniesiona do lżejszej pracy jako suwnicowa, będąca w okresie ochronnym przed przejściem na emeryturę, wróciła do pracy. Anna Walentynowicz została bowiem zwolniona na wyraźne żądanie władz, ze złamaniem prawa, z powodów czysto politycznych.
Moim zdaniem, celem było ruszenie stoczni. Tej stoczni która dziesięć lat wcześniej, w grudniu 1970 roku, stała się zaczątkiem politycznej zmiany na górze. Wtedy odszedł Gomułka i przyszedł Gierek. Dziesięć lat później, w sierpniu 1980 mamy powtórkę tego samego, wybucha strajk w Stoczni Gdańskiej i w jego wyniku następuje kolejna zmiana na górze, odchodzi Gierek – przychodzi Jaruzelski. Moim zdaniem strajk sierpniowy był inspirowany polityczną rozgrywką na górze, taką samą jak dziesięć lat wcześniej.
To na górze.
Na dole strajk stoczniowy, zakończył się po trzech dniach, strajk zaczął się w czwartek a skończył w sobotę, podpisano porozumienie na mocy którego Walentynowicz i Wałęsa wrócili do pracy, załoga dostała podwyżki, a postulaty inne, te ogólnopaństwowe i polityczne, uznane zostały za takie, w których dyrekcja stoczni nie jest władna. Gdyby na tym się skończyło, to stoczniowy strajk wpisałby się w długą listę strajków jakie szły przez Polskę i niczego nie zmieniały. W Stoczni Gdańskiej, za sprawą kilku kobiet, które zatrzymały część załogi opuszczającej stocznie po zakończeniu strajku po wezwaniu Wałęsy do pójścia do domu po trzydniowym pobycie w stoczni, stało się inaczej. Bez kobiet takich jak Alina Pieńkowska, nie byłoby Polskiego Sierpnia, nie byłoby fenomenu Solidarności – chyba że jakiś inny strajk, w innym mieście stał by się zaczynem takiej dużej rewolucji jaką zapoczątkował strajk sierpniowy. To, że strajk stoczniowy przekształcił się w strajk ogólnopolski, w strajk solidarnościowy, który ogarnął cały kraj było prawdziwym cudem. Tego cudu nie byłoby bez organicznej pracy powstałych wcześniej Wolnych Związków Zawodowych i powstałego po wydarzeniach w Radomiu, Komitetu Obrony Robotników.
To, że stało się to w Gdańsku nie było przypadkiem. Gdańsk nosił w sobie traumę Grudnia 70, Stocznia Gdańska była zakładem, w którym pracowało blisko 20 tysięcy ludzi, którzy przyszli do pracy, nauczyli się zawodu, stali się mieszkańcami dużego miasta i mieli poczucie awansu społecznego. Do tych ludzi idee Wolnych Związków Zawodowych trafiały i były przyjmowane, Anna Walentynowicz, prosta kobieta z podstawowym wykształceniem, stała się trybunem ludowym kolportującym z pasją niezależne wydawnictwa wśród załogi. Ani miejsce, ani czas nie były przypadkowe. Myślę że pierwszy impuls do strajku był zewnętrzny, ale cała reszta – spontaniczna.
Od poniedziałku 18 sierpnia, do 31 sierpnia, który wtedy też wypadał w niedzielę, w stoczni działy się rzeczy czysto polityczne, mało znany robotnik Lech Wałęsa stał się znaczącą postacią na politycznej scenie, władza zmieniła swojego negocjatora i przysłała wicepremiera, który doprowadził do podpisania Porozumienia.
Stało się. Nic już nie było takie jak przedtem. Zaczęła się rewolucja.
Ta rewolucja trwała raptem 16 miesięcy, do grudnia 81 kiedy generał Jaruzelski wprowadził stan wojenny, zamknął ludzi Solidarności w obozach dla internowanych, wprowadził pełną cenzurę. Stało się tak mimo tego, że do Solidarności zapisało się dziesięć milionów ludzi, co stanowi jak dotąd niepobity rekord w skali całego świata. Dziesięć milionów ludzi należało do Związku Zawodowego a właściwie brało udział w ruchu społecznym, który przybrał postać Związku Zawodowego. Poparcie dla strajku już w jego pierwszych dniach ze strony aktorów Teatru Wybrzeże, którzy występowali w czasie strajku dając strajkującym chwilę rozrywki czy deklaracje wstąpienia do Związku ze strony pracowników naukowych Politechniki Gdańskiej i z wielu innych środowisk były zapowiedzią tego fenomenu.
Z dziesięciu milionów członków tylko niewielka grupka zdecydowała się na walkę w podziemiu, cała reszta biernie przyglądała się tej walce. I tak do roku 89, w którym po obradach Okrągłego Stołu podpisano porozumienie, które doprowadziło do upadku systemu politycznego, systemu w którym Polska budowała państwowy socjalizm, nie komunizm. W Polsce nie było komunizmu, a mówimy tak tylko dlatego, że pojęcie komunizmu kojarzy się nam z tym, co było w ZSRR.
Pierwszy demokratyczny premier, potem reforma Balcerowicza, ale również wejście Polski do NATO i Unii Europejskiej – wszystko to zaczęło się w Stoczni Gdańskiej, w której robotnicy, ale i kadra zarządzająca, opowiedziała się za zmianą tego co było nie bardzo wiedząc co będzie.
Po 45 latach możemy nadal szukać odpowiedzi na fundamentalne pytania o sens i logikę w historii – tu nie ma prostych odpowiedzi, a patrząc na to jak brunatnieje nam Polska, jak Polacy chętnie popierają Brauna i Bąkiewicza chce się zapytać – czy to są ci sami Polacy, którzy robili Sierpień ?
Odpowiedź jest jedna – to są inni Polacy, żyjący w innej Polsce, w innym świecie.
Obchody 45 rocznicy Sierpnia mogą i muszą być uroczyste, ale po ich zakończeniu wrócimy do tego co jest, z Karolem Nawrockim myślącym o sobie jako prezydencie, z rozchwianym rządem, w którym niektórzy koalicjanci paktują z Jarosławem Kaczyńskim, z narastającą groźbą gorącej wojny grożącej nam ze wschodu, z nieprzewidywalnym Donaldem Trumpem i tym, co on robi ze światem.
Obchody rocznicy Sierpnia 80 trwają już długo, w Europejskim Centrum Solidarności odbyło się wiele spotkań, dyskusji i seminariów analizujących fenomen tamtych dni. Jako ten kto je pamięta i brał w nich udział, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że forma przerosła treść. Z tych wielu imprez jako dobrą zapamiętam tę, na której przyznawano medale wolności słowa i to, że takim medalem uhonorowano Bogdana Borusewicza, człowieka bez którego ten strajk by się nie udał, a Lech Wałęsa byłby nikim.
Późno, bo późno. Ale lepiej późno niż wcale.
W samą rocznicę nastąpi uroczyste otwarcie bramy do stoczni, bramy, która stoi na terenie ECS, bo przecież Stoczni Gdańskiej już nie ma. Tereny stoczniowe należą do deweloperów, którzy budują okazałe domy z mieszkaniami na wynajem – jeszcze trochę, a stocznia kojarzyć się będzie z dzielnicą rozrywki i nierządu. To taki smutny koniec czegoś, co pamiętam. Taki chichot historii, która uczy, że nigdy, nikogo i niczego nie nauczyła.
Uczestniczyłem przedwczoraj wczoraj w seminarium, w którym udział wzięli architekci i urbaniści, władze miasta w osobie wiceprezydenta i przedstawiciele różnych społecznych organizacji zajmujących się zagospodarowaniem tworzącej się przestrzeni Młodego Miasta – nowej dzielnicy Gdańska powstającej na terenach stoczniowych – usłyszałem z ust prezydenta, że miasto nic nie może, bo tereny stoczniowe zostały sprzedane dużym firmom deweloperskim, które budują domy dla zysku, zysk deweloperów jest najważniejszy, a miasto może tylko, w formie miękkiej, próbować coś uzgadniać z deweloperami.
Jeżeli jest tak, a jest, że naprzeciw żądzy zysku właścicieli terenów stoją władze miasta, które mówią wprost, że zmiana planów zabudowy jest niemożliwa bo oznacza wielomilionowe odszkodowania dla tych firm które kiedyś tam, wiele lat temu, kupiły te tereny od Stoczni Gdańskiej, która wyzbywała się ich jak zbędnych, niepotrzebnych dla jeszcze działającej Stoczni Gdańskiej, to wiem na pewno – powstanie dzielnica bez mieszkańców, lokale będą wykupione przez bogatych ludzi bo to są bardzo drogie mieszkania i będą to mieszkania na wynajem, najlepiej krótko terminowy, na trzy-pięć dni, dla przyjeżdzających do Gdańska na krótki urlop. Zamieszkać w samym centrum, w nowym lokalu, w dzielnicy rozrywki – kusząca perspektywa.
Szczególnie źle odbieram też to, co się pewnie stanie w niedzielę 31 sierpnia – oto dwieście metrów od budynku ECS, w dawnej Sali BHP, która jest teraz we władaniu Związku Zawodowego „Solidarność” Piotra Dudy, ma odbyć się celebra, którą organizuje Piotr Duda – człowiek, który w tamtym czasie, czasie sierpniowego strajku, odbywał służbę wojskową w jednostkach szkolonych do pacyfikowania takich strajków. Celebra, w której mają brać udział prezydenci: Duda i Nawrocki i jacyś działacze związku zawodowego noszącego nazwę Solidarność, a który jest całkowitym zaprzeczeniem tego, co niosła ta prawdziwa Solidarność.
Jeżeli tak się stanie, piszę to w sobotę, na dzień przed, to będzie to prawdziwy chichot historii, po którym nic już mnie zadziwi.
Uczestnicząc w kilku seminariach poświęconych różnym aspektom fenomenu Sierpnia 80 i tego, co zaczęło się w mojej stoczni, zapamiętałem jedną wielkość – poziom uzwiązkowienia w polskich firmach, teraz, czterdzieści pięć lat po tamtym sierpniu.
Polska ma jeden z najniższych wskaźników uzwiązkowienia w całej Unii. Tylko ok. 10% ludzi pracujących w przedsiębiorstwach należy do jakiegoś związku zawodowego.
Od dziesięciomilionowego ruchu mającego nazwę NSZZ Solidarność do dziesięciu procent uzwiązkowienia pracujących.
Smutne, bardzo smutne…

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Najsmutniejsze w tej rocznicy jest utrwalanie się podziału plemiennego narzuconego i wzmacnianego przez PiS niesłusznie nazywający sie prawicą. Strajki i powstanie Solidarności po 31 sierpnia 1980 roku było początkiem wielkiego ruchu społecznego, który obalił komunizm. Tymczasem PiS i pseudoprawica potrafiła z tego zrywu społecznego zrobić groteskowy, odpustowy rodzaj celebry. Podział na Solidarność jej inicjatorów – Borusewicza, Wałęsy, Lisa, Frasyniuka, Bujaka, itp. oraz Solidarność uzurpatorów – Piotra Dudy i zbuntowanych na tle „niesprawiedliwości dziejowej” działaczy w rodzaju Andrzeja Gwiazdy, Krzysztofa Wyszkowskiego jest podziałem ahistorycznym. Pokazującym współczesne namiętności Kaczyńskiego i jego pomocników, wykorzuystującym gastkę buntowników a nie mającym nic wspólnego z historią. Istotą tamtego zrywu była jedność w różnorodności. Istotą pustej celebry Kaczyńskiego, Piotra Dudy ale i Andrzeja Dudy i NAwrockiego jest zakłamanie historii, przez zawłaszczenie tradycji do której takie sekciarskie podejście nie ma prawa. Tamta Solidarność na pewno nie miała nic wspólnego ze współczesną, coraz bardziej faszyzująca prawicą populistyczną. A już przywołanie pracy historycznego propagandzisty Cenckiewicza, który „osądził” agenturalność Wałęsy nie jest nawet śmieszne – jest po prostu paskudne. Według tej wersji pseudo historii Polski, komunizm został obalony przez agentów słuzby bezpieczeństwa PRL. Trudno sobie wyobrazić większy absurd historyczny ! Taka „polityka historyczna” to nic innego jak zwykłe kłamstwo.
*
Rozumiem ubolewanie Autora nad niewielkim, 10% uzwiązkowieniem współczesnego, polskiego świata pracy. Wynika ono z bardzo tradycyjnego, XIX i częściwowo XX wiecznego pojmowania walki klasowej i walki o prawa pracownicze. Tymczasem świat się zmienia i współcześnie ta walka i jej organizacja zmieniły nie tylko swoje formy, ale w dużym stopniu sens i treść. Dzisiaj związki zawodowe w wielu dziedzinach przeszkadzają w rozwoju swoich przedsiębiorstw i zamiast chronić prawa pracownicze, chronią etaty swoich działaczy, a pracownicy tracą przez szkodzenie swoim przedsiębiorstwom, ale i swoim własnym kwalifikacjom zawodowym.
*
Dość podobnie sprawy maja się z tradycyjnym, historycznym rozumieniem komunizmu. Wielu miłosników tej lewicowej koncepcji pochodzącej m.in. od Marksa i Engelsa rozróżnia ideę komunizmu od państwowego socjalizmu stworzonego w ZSRR. To rozróżnienie zakłada, że gdyby komunizm został zrealizowany w krajach wysoko rozwiniętego przemysłowo Zachodu byłby sprawiedliwą konstrukcją ustrojową zapewniającą klasom pracujacym dobrobyt, harmonię, rozwój i szczęście. Tymczasem w zacofanej, postsfeudanej Rosji stał się nieludzkim, opresyjnym systemem politycznym zaprzecającym wartościom dla których powstał. To idealistyczne przeświadczenie jest piękne ale bardzo groźne zarazem. Komunizm, niezależnie od tego gdzie by powstał byłby podobnie nieludzkim, opresyjnym systemem społecznym i politycznym, bowiem do tego prowadzą wszelkie próby uszczęśliwiania ludzkości przez teoretyków. Piękne idee społeczne przemieniają się zazwyczaj w utopijne, opresyjne systemy społeczne, jeżeli próbują wyeliminować istniejące porządki ustrojowe. To dotyczy zarówno wielkich idei społecznych jak faszyzm czy komunizm, ale i wielkich systemów religijnych jak chrześcijaństwo czy islam. Wszystkie tego rodzaju wielkie systemy w swoich skrajnościach notowały i notują miliony ofiar uszczęśliwiania ludzi na siłę. Warto o tym pamiętać współcześnie, kiedy słabo wyedukowana młodzież pokłada nadzieje na nowy lepszy świat w coraz bardziej brunatnych koncepcjach społecznych. To droga, którą sżczęśliwie porzuciliśmy w 1989 r. , ale droga na której nie ma gwarancji braku powrotu do równie a moze bardziej nieludzkich systemów.
Pełna zgoda co do tego jak to jest teraz w tych firmach w których pracują pracownicy. To nie są robotnicy bo nie ma już takich wielkich zakładów pracy jak 45 lat temu, teraz to są korporacje.
Prawda jest też taka, że w tych kilku kopalniach poziom uzwiązkowienia górników to więcej niż 100%, górnicy często należą do więcej niż jednego związku zawodowego ale to już patologia. To jest ten inny świat i inni ludzie.
„…… historycznym rozumieniem komunizmu. Wielu miłosników tej lewicowej koncepcji pochodzącej m.in. od Marksa…….” Marks nie był komunistą. Marks był bardzo wnikliwym badaczem społecznym kapitalizmu i żadnej „lewicowej koncepcji” nie stworzył.
Nota bene jego przewidywania rozwoju systemu kapitalistycznego właśnie na naszych oczach się urzeczywistniają.
Piszę tydzień później. Czarny scenariusz się spełnił. Dwóch Dudow i Nawrocki. To nie tylko zaprzeczenie tamtego zrywu. Ten triumwirat małych ludzi już poczynił wielkie szkody polskiej demokracji i co gorsza nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.