Adam Szejnfeld: Buhaha… hihihi… uhaha…6 min czytania

()
Polska, 1981-07-31. Puste pó³ki w sklepie spo¿ywczym. amw PAP/CAF/Marek Langda

Polska, 1981-07-31. Puste półki w sklepie spożywczym.
Prognoza na niedzielę?
PAP/CAF/Marek Langda

2016-10-13.

Polecam Państwu lekturę projektu ustawy zakazującej w Polsce handlu w niedzielę. Śmiech to zdrowie, więc zamiast witamin i minerałów, owoców i warzyw polecam sejmowy projekt. Ręczę, że będziecie mieli Państwo ubaw po pachy! Ja bowiem już dawno tak się nie uśmiałem, jak ostatniej niedzieli, kiedy wróciłem ze sklepu i poczytałem o zakazie handlu w… niedzielę.  

Wpadam na stację paliw. Już zatankowałem, tylko zapłacić. Droga do kasy wiedzie między gęsto zastawionymi półkami z bakaliami, czekoladkami, napojami… Trudno, uległem pokusie. Płacąc za paliwo poprosiłem jeszcze o batonik snickersa. Jak szaleć, to szaleć!

– 92 zł –usłyszałem.

– A snickers, chyba pani nie doliczyła –zauważam.

– Przykro mi, mogę panu sprzedać tylko paliwo. Nie mogę skasować za batonik.

– Dlaczego? – pytam zaskoczony.

– Po snickersa musi pan wpaść jutro, w poniedziałek. W niedzielę możemy sprzedawać tylko paliwo – odpowiada.

– Jak to? – nie wychodzę ze zdziwienia. – Przecież stacja jest otwarta, sklep też, pani stoi tutaj za ladą, ja snickersa wziąłem sobie sam z półki, kasuje pani ode mnie za towar!.. Co za problem?! – pytam, nie mogąc ukryć irytacji.

– Niedziela proszę pana, niedziela! Snickersy, chleb albo lody mogę panu sprzedać tylko w tygodniu. W niedzielę nie. Nasza stacja ma bowiem powierzchnię 80,5 m2, a piwo, mleko, kawę, czy bułki albo inne towary razem z benzyną można sprzedawać tylko wtedy, gdy stacja nie przekracza powierzchni 80 m2. Inaczej więzienie, rozumie pan? Więzienie! A to u mnie odpada. Mam małe dzieci – dodaje.

Mówiła to wszystko cały czas niemalże z kamienną twarzą, ale jak doszła to kwestii więzienia nie wytrzymała i wybuchła śmiechem. Śmiała się tak, że aż łzy ciekły jej po policzkach. Mnie zdenerwowanie już także minęło i pękałem ze śmiechu razem z nią. Wyliśmy tak głośno i płakaliśmy przy tym do tego stopnia, że z zaplecza wypadł jej współpracownik wołając: co się dzieje, co się stało?!

Gdy napad śmiechu nam minął pożegnałem się i ruszyłem w stronę wyjścia.

– Proszę pana, proszę pana… – usłyszałem za sobą. – Proszę, niech pan weźmie te batoniki. Zaksięguję je jutro rano – powiedziała, znów wybuchając śmiechem!

Lepszy numer przeżyłem kupując gazetę w kiosku „Ruchu”.

– Poproszę „Wyborczą” — i dodałem – niech mi pan dorzuci jeszcze pastę do zębów.

– „Wyborczą” mam, nawet mogę panu ją sprzedać bez pakietu z „Gazetą Polską”, bo jeszcze nie wprowadzili tego obowiązku, ale nie mogę panu dać pasty do zębów – odpowiedział.

– A co, skończyła się? – zapytałem zdumiony.

– Nie, nie. Mam pastę, mydło, papierosy… Mam wszystko, ale w niedzielę sprzedawać mogę tylko gazety – odpowiedział.

Nadal nic z tego nie rozumiałem.

– Bo wie pan, ja mam piwnicę pod moim kioskiem. Oczywiście, nie używam jej, bo i do czego, ale jest już od przedwojny, więc przecież jej nie zasypie. W niedzielę jednak poza gazetami można inne twory sprzedawać tylko wtedy, jeśli nie ma się piwnicy. Ja mam – tłumaczy mi ze smutkiem.

Prawie się przewróciłem ze zdumienia, ale sprzedawca rzucił mi się na ratunek.

– Niech pan się nie martwi. Jakieś sto metrów dalej jest inny kiosk z gazetami. Oni nie mają piwniczki, więc będzie pan mógł tam kupić nie tylko gazetę ale mydło, czy pastę do zębów, nawet papierosy. U mnie tylko gazety.

Podziękowałem za radę, ale jeśli już uzyskałem taką fachową pomoc, to postanowiłem zapytać jeszcze o jedną sprawę.

– Wie pan, idę dzisiaj na imieniny. Czy w takim razie kupię gdzieś kwiaty, czy jednak w niedzielę nie ma szans?

– Kupi pan, kupi – uspokoił mnie. – Tu, niedaleko jest jedna taka fajna kwiaciarnia, ale przekroczyli o 20 milimetrów powietrznię. Zamknęli więc im firmę w niedzielę. Lecz niech pan się nie martwi, niech pan tam pójdzie.

Ściszył ton i szeptem dodał nachylając się w moją stronę: – Na witrynie jest telefon. Zadzwoni pan, to nawet do domu w tej samej cenie podrzucą. Oni sobie, to my sobie! – rzucił z cwaniackim uśmiechem na twarzy.

– Powiem panu więcej. Jaki numer wywinęli w naszej galerii handlowej. Zmienili jej nazwę na galeria sztuki. Kino jest? Jest! Koncerty w hallu się odbywają? Odbywają! Na ścianach wiszą różne obrazy? Wiszą! A ustawa zakazuje handlu w galeriach handlowych, a nie w galeriach… sztuki. No to teraz mamy na osiedlu galerię sztuki i tam można kupić w niedziele, i gorzałkę, i zakąskę i wszystko! Buhaha, hihihi, uhahaha – roześmiał się na cały głos. – Żyć nie umierać, proszę pana. Podobnie z ciastkami – kontynuował poprzez śmiech.

Na mojej twarzy pojawił się wyraz zdziwienia.

– No jak będzie pan chciał do tych kwiatów dorzucić na imieniny na przykład jeszcze tort, albo jakieś ciacha, to też nie problem. W galerii, no tej wcześniej handlowej, mają swoją piekarnię. Zawsze przecież robili chleb i bułki, teraz pieką też ciasta. Do godziny 13. sprzedają je jako producent ciast, bo do trzynastej producentom wolno, a po 13., sprzedają je już, jako galeria sztuki, bo w takich galeriach można handlować bez ograniczeń, buhaha, ryknął ponowienie śmiechem.

Też już nie wtrzymałem. – Buhaha, uhaha, hihihi… — wtórowałem mojemu rozmówcy.

– Niestety, my się tu śmiejemy, ale najgorszy los mają ci, którzy handlują w niedzielę w Internecie, kontynuował mój rozmówca zmieniając już ton. – Wie pan, im też zakazano. A przecież ludzie najwięcej czasu mają na takie zakupy w weekend, po pracy, w niedzielę… Człowiek otworzy sobie buteleczkę, zje dobrą kolacyjkę, przytuli żoneczkę i… poszuka dla niej czegoś ładnego. Teraz to już „d*pa” z tym – zakończył zrezygnowany, machając ręką.

Niestety, ta śmieszna – ale i zarazem smutna – opowieść może stać się rzeczywistością. Kabaret ten bowiem może już niedługo faktycznie czekać nas w Polsce, jeśli w życie wejdzie projekt zakazu handlu w niedziele. Ten pozbawiony umocowania w polskiej tradycji bubel prawny można dzisiaj opisać tylko w jeden sposób: absurd na absurdzie absurdem podparty. Satyra i groteska.

Najważniejsze jednak pytanie, które nasuwa się po lekturze tej politowania godnej ustawy, to jaki związek widzą projektodawcy, na przykład z istnieniem piwnicy pod kioskiem „Ruchu”, powierzchnią stacji paliw, czy nazwą galerii, ze świętowaniem niedzieli, chodzeniem do kościoła, albo spacerowaniem z rodziną po parku?…

Jeśli sprzedawca jest w sklepie i może skasować za jeden towar, to dlaczego na przykład nie może skasować zapłaty za inny towar? Co ma do tego religia i co ma do tego odpoczynek po pracy, skoro i tak się jest w… pracy?!

Hym… może od razu lepiej zaproponować dwa lata więzienia nie za złamanie zakazu handlu w niedzielę, ale za to, że ktoś nie poszedł do kościoła lub nie zabrał dzieci na spacer?! Może byłoby łatwiej, buhaha… hihihi… uhaha…

Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego

www.szejnfeld.pl

www.kobiecastronazycia.pl

https://www.facebook.com/PoselSzejnfeld/

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

One Response

  1. kolarz 13.10.2016