Krzysztof Mroziewicz: Drzewo genealogiczne rodziny Człowieczej

odin-teatret2016-10-28.

[dropcap]W[/dropcap] spektaklu sławnego w świecie Odin Teatret drzewo składane jest z pnia i gałęzi jak konstrukcja klocków lego, też duńskich. Robią to aktorzy z nosami clownów. Są cały czas postaciami dramatu i technikami teatru. Prócz drzewa składają także narrację, śpiewając, kręcąc piruety, czytając didaskalia, grając na instrumentach. Używają elementów składowych spektaklu teatralnego — misterium: mowy, ruchu, muzyki, tańca, gestu, obrazu, ognia, dymu. Używają kilku języków: duńskiego, angielskiego, włoskiego, bengalskiego z akcentami malajalam, muzycznego, rytmicznego, tanecznego, magicznego. Spektakl przygotowywali w Danii, Polsce i na Bali.

Na drzewie rosną owoce: ludzie, zwierzaki i gruszki. Twórca spektaklu (i Teatru Odin), Eugenio Barba, bawi się znaczeniami. U niego drzewo to pierwszy produkt tworzenia. Nie Niebo i Ziemia, a pień i gałęzie. Ponieważ tworzył nie Bóg, a reżyser i clown – Biblia Barby zaczyna się od drzewa, o które upomni się drwal. Pojawi się z piłą, aby wyciąć kawałek jak gdyby chciał zrobić szafkę z IKEI.

Świat tworzony przez clownów otacza mur (berliński? Izraelski? Amerykański Trumpa? Węgierski PanaOrbanowy?). Żeby zobaczyć, co jest za murem, trzeba się nań wspiąć, przeskoczyć albo rozbić. Barba sięga po przysłowie „Głową muru nie przebijesz”. Zna polski i Polskę. Wie, że mur można zburzyć, waląc weń głową. I że głowa trochę się przy tym psuje. Barba dba o głowę widza. Żeby się nie nadwerężyła, Barba robi mur z jedwabiu. Mur aksamitny, jak aksamitna rewolucja. Żeby widz miał jeszcze łatwiej, wycina w murze dziury na głowy. Nasze-widzów głowy spotykają się za murem na spektaklu, a ciała pozostają przed murem, w foyer. Barba przypomina, czym to się może skończyć. Pojawia się Rewolucja z maczetą, która spada na karki jak gilotyna. Barba igra tą gilotyną. Może ona być ludobójczym narzędziem w wojnie Hutu przeciwko Tutsi w Rwandzie. Może oznaczać nóż kukri, który dekapituje czarne koźlęta w świątyni Kali graniczącej z Domem Czystego Serca Matki Teresy w Kalkucie.

Sygnał odnoszący się do rzezi w Afryce wzmocniony jest obrazem wojny, którą prowadzą oddziały dziecięce w Sierra Leone. Dzieci w mundurach camouflage to marionety w rękach czarnych Neandertalczyków. Barba chce powiedzieć, że małpa pochodzi od człowieka. Taki jest jego wkład do Biblii rosnącej na drzewie.

W spektaklu za murem widać nie tylko zniszczenie, które produkuje i niesie człowiek z gałęzi. Widać, że za pomocą muzyki stara się także o rodzaj ekumeny. Induska z Bengalu tańczy jak derwisz. Derwisze (fakirzy) opowiadają ruchem poezję suficką. Wpływ sufizmu na poezję bengalską był i jest ogromny. W dodatku aktorka o imieniu Parvati, żony boga Śiwy, w życiu prywatnym jest wyznawczynią sufizmu. Setka piruetów derwisza, jakie kręci w spektaklu, to czysta medytacja. Zanika ciało, pozostaje obecność. Oto owoc rosnący na drzewie w cyrku clownów. Inni muzycy to akordeonista grający na kultowym instrumencie Barby oraz skrzypaczka wznosząca się na wirtuozowskie wyżyny Paganiniego. (W jednym ze spektakli Konrada Swinarskiego w Teatrze Starym Wojciech Pszoniak grał na saksofonie. „Przecież ty nie umiałeś grać?” – powiedziałem. „Musiałem się nauczyć” – odparł). Oto na czym polega funkcjonalność muzyki w teatrze.

Inny chodzący ekumenizm w spektaklu Barby to Jazydka – wyznawczyni synkretycznej mieszaniny zoroastrianizmu, manicheizmu, judaizmu, chrystianizmu i islamu, wygnana z domu przez Państwo Islamskie a przedtem gwałcona przez stado knurów.

Wreszcie owocami z drzewa ludzkości dobrego i złego jesteśmy sami, każdy z nas. Historię każdego z widzów można wpleść w narracje i powiesić na drzewie. I kiedy to sobie uświadamiamy, ręce same składają się do oklasków a tu aktorka, która oderwała nos clowna, odsuwa kurtynę i wyrzuca nas za drzwi.

Koniec.

Odin Teatret.

Reżyseria – uczeń Grotowskiego wydalony z Polski w czasach Gomułki, Eugenio Barba.

Krzysztof Mroziewicz

 

 

 

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com