- Co może być VHT? Na przykład, sztuczne oko, które eliminuje niektóre przypadki ślepoty.
- Co może być HT? Na przykład, trybiki pokryte warstwą grafenu, dzięki czemu czas życia trybika wzrasta o 20%.
- Co może być NVHT? Na przykład, dioda, która ma parametry identyczne, jak te produkowane w Japonii 25 lat temu.
Moja prywatna ocena jest taka, że mamy w Polsce 2% VHT, 48% HT, 50% NVHT.
Mimo swoich liberalnych i wolnorynkowych poglądów zaryzykuję taką tezę:
PAŃSTWO POWINNO WSPIERAĆ FINANSOWO NIEMAL BEZWARUNKOWO VHT, PO DOBRYM ZASTANOWIENIU CZASEM WSPIERAĆ HT, A NIGDY NIE WSPIERAĆ NVHT.
Dlaczego Państwo powinno wspierać VHT?
- Po pierwsze primo dlatego, że jest to najbardziej zyskowna działalność, ale obarczona bardzo dużym ryzykiem. Przedsiębiorca nie jest w stanie wyłożyć dużych pieniędzy na bardzo ryzykowne przedsięwzięcie, natomiast Państwo finansując dużą część badań takie ryzyko obniża.
- Po drugie primo, przełomowe wynalazki najczęściej uruchamiają lawinę nowych ich zastosowań. Przykładowo, jeżeli ktoś w Polsce wynajdzie stal przewodzącą ciepło dużo słabiej niż dotychczas stosowane, to producenci kotłów, termosów, drzwi, a nawet samochodów i pociągów, będą mogli znacznie unowocześnić swoje produkty.
- Po trzecie primo, jeżeli opracowuje się coś z zakresu VHT, to nawet jeżeli przegra się rywalizację z Japonią, czy Koreą, to „opracowywacze” nabywają wręcz bezcennego know-how, które może doprowadzić do wygranej przy opracowywaniu następnej technologii.
Dlaczego Państwo nie powinno wspierać NVHT?
- Po pierwsze primo, jest bardzo trudno na czymś takim zarobić, a jeżeli można, to niech bank pożyczy pieniądze, jeżeli dana produkcja jest pozbawiona cech ryzyka.
- Po drugie primo, przy tworzeniu NVHT marnuje się talenty, które dochodzą do poziomu „czuwania technologicznego”, a nie światowych liderów technologii.
A co w przypadku HT?
Ano, jeżeli HT jest bliskie VHT, finansujmy. Jeżeli bliskie NVHT, raczej nie, ale mogą być wyjątki, kiedy Państwu opłaca się jednak zainwestować w dane HT, aby kiedyś stało się VHT, albo z jakichś innych względów. Dlatego w każdym przypadku HT należy się dobrze zastanowić, czy warto wspierać go finansowo z budżetu państwa, czy nie.
Pytanie podstawowe jest takie:
KTO I NA PODSTAWIE JAKICH KRYTERIÓW MA ROZSTRZYGAĆ, CZY COŚ JEST VHT, HT, CZY NVHT?
Nie rozstrzygnie tego urzędnik z NCBiR (Narodowe Centrum Badań i Rozwoju), czy MR (Ministerstwo Rozwoju), bo nie ma ku temu kompetencji.
Powołany Zespół Ekspertów może dość szybko rozstrzygnąć, czy coś jest VHT lub NVHT. Porównując stan wiedzy i umiejętności polskiego podmiotu ze światem (SOTA- state-of-the-art.) można dość łatwo zakwalifikować daną technologię do tych dwóch kategorii. Na marginesie dodam, że eliminacja finansowania badań NVHT zaowocowałaby natychmiastowym podwojeniem środków na VHT i HT.
Problem jednak jest z HT, bo w tej kategorii na razie nie ma mądrych w Polsce mogących zawyrokować rzetelnie, co warto, a czego nie warto finansować. Nabycie takiej mądrości nie jest łatwe, bo musi uwzględniać polskie uwarunkowania (np., wydane już miliardy na infrastrukturę naukową, nie zawsze z dobrym planem, jak ją wykorzystać), światowy rozwój technologii, siłę konkurencji, potrzebne nakłady, itp. Mamy w Polsce wielu wybitnych naukowców, ale są oni „sfokusowani” na jednej dziedzinie, w której działają, i nie są przygotowani merytorycznie, aby rozstrzygać, czy jakaś technologia metalurgiczna jest bardziej atrakcyjna od jakiejś technologii biotechnologicznej.
Mądrość taka jednak jest potrzebna, bo tak ubogi (w porównaniu do Zachodu) kraj nie może wszystkich dziedzin nauki i technologii finansować. Powtarzam ciągle to porównanie, że Volkswagen wydaje na działania B+R dwa razy więcej niż cała Polska. Dlatego powinniśmy wybrać kilka obszarów, zainwestować w nie duże pieniądze, bo tylko tak możemy konkurować z Volkswagenem, czy innym Pfizerem. Przed dokonaniem takiego wyboru musimy dokonać wielkiej zbiorowej (naukowców, przedsiębiorców i polityków wszystkich opcji) pracy, aby ten wybór był naprawdę przemyślany.
Jeżeli ktokolwiek chciałby się włączyć w tworzenie takiej mądrości, niech napisze: Hazelhard@o2.pl .
Hazelhard


Ciekaw jestem Twojego komentarza do tego
http://manager.money.pl/wiadomosci/artykul/ammono-polscy-naukowcy-mieli-podbic-swiat,166,0,2237094.html
Nasze lasery są robione właśnie na podłożach GaN z Ammono, więc w naszym interesie jest, aby firma ta dobrze się miała. Oczywiście, damy sobie radę, bo podłoża zaczęliśmy kupować w Japonii i Francji, ale zawsze milej jest z Polski. Oprócz tego, co mówi Robert Dwiliński, należy jednak dodać, że były też błędy w zarządzaniu Ammono- w pewnym momencie firma zatrudniała już 65 osób- na mój gust, dwa razy za dużo. Tak że nie tylko problem był i jest ze światem zewnętrznym, ale i zarządzaniem.
@HAZELHARD
Co do zarządzania – w zasadzie jestem emerytem (za rok) ale od dłuższego czasu zajmuję się działalnością finansową na własny rachunek, z której spokojnie żyję. Zacząłem to robić zniechęcony pracą dla polskich klientów. Ponieważ już nie muszę więc mogę to robić w sytuacjach wyjątkowych, kiedy klient chce rzeczywiście skorzystać z doświadczeń światowych. Współpracuję z kilkoma osobami, także wyspecjalizowanymi w obsłudze rachunkowo-księgowej. prawnej i dużą część okresu po 1989 r. spędziliśmy jako doradcy w zakresie zarządzania, marketingu, finansów, doboru kadr, etc. Specjalizujemy się w pomocy dla przedsiębiorców, w tworzeniu planów strategicznych (Business Planów – nie piszemy za nich a dostarczamy im metodologię tworzenia i nadzorujemy procesy), organizacji p-tw, w tym racjonalizacji zatrudnienia, tworzeniu nowoczesnych, sieciowych organizacji, w tym turkusowych, wspomagania systemów zarządzania, projektowania i wdrażania systemów rachunkowości zarządczej (kontrolingu) pozyskiwaniu finansowania począwszy od bankowego, a także pozyskiwania inwestorów, głównie na rynku private equity. Świadczymy usługi dostępne na światowym rynku przez wielkie firmy consultingowe (typu big four:Deloitte, Ernst & Young (EY), KPMG, PricewaterhouseCoopers (PwC),BCG, McKinsey), banki inwestycyjne czy struktury inwestycyjne banków komercyjnych. Każdy z nas ma za sobą pracę w tego rodzaju strukturach. Różnimy się od nich tym, że zachowując porównywalną jakość usług robimy to w sposób bardzo zindywidualizowany, przykrojony do potrzeb konkretnego klienta a brak struktur korporacyjnych nad nami powoduje, że jesteśmy bardzo elastyczni i konkurencyjni cenowo.
Przywołany przez Pana Jerzego przykład Ammono to typowy przypadek, kiedy ludzie znający się na technologii wzięli się za rzeczy, które wymagają wiedzy specjalistycznej (zarządzanie, finanse, inwestorzy) a oni tej wiedzy nie mieli, co więcej nie zechcieli jej mieć. Większość kłopotów tego rodzaju przedsięwzięć polega na tym, że lekceważy się wiedzę pozornie błahą i oczywistą, ale niedostępną laikom. Uświadomienie takim ludziom, że za ignorancję płaci się cenę najwyższą czyli cenę plajty jest punktem wyjścia wszelkich przedsięwzięć technologicznych. Gospodarując szczupłymi środkami państwowymi tym bardziej warto unikać wpadek. Wielu świetnych inżynierów, z doktoratami, habilitacjami popełnia w tej przestrzeni tak szkolne błędy, że najbardziej innowacyjną technologię można położyć w krótkim czasie. Nie chodzi o to aby ich eliminować, ale oceniając i szacując te ryzyka stawiać im konkretne warunki, które zdecydowanie zwiększają szanse sukcesu przedsięwzięć. W tym zakresie możemy pomóc w powodzeniu takich przedsięwzięć. Możemy pracować zarówno po stronie oceny szans powodzenia projektów, jak i po stronie przedsiębiorców realizujących projekt. Oczywiście nie naraz, bo unikamy konfliktu interesów. W razie zainteresowania wyślę namiary na maila, ale nie ma sensu zaśmiecać skrzynki, bo ja pracy nie szukam.
* * *
W konkretnym przypadku Ammono miało japońską spółkę Nicha, która była patronem technologicznym i rynkowym przedsięwzięcia. Zamiast usiąść z Japończykami do długich i szczegółowych rozmów aby uzyskać klarowny obraz warunków inwestycji, zaczęto szukać mrzonek .Typowo polskie myślenie żeby „się nie sprzedać”, zaowocowało błędnymi decyzjami. Fundusz cypryjski założony przez Polaków miał krótkoterminowe środki inwestycyjne i liczył na szybkie efekty, a jeszcze nie dotrzymał warunków umowy inwestycyjnej, co przyniosło zapaść firmy. Potem liczenie na Grupę Azoty brzmi naprawdę jak kiepski dowcip. Przecież w takich spółkach kadra kierownicza z nominacji politycznej jest niewiele mądrzejsza od Misiewiczów, o ile w ogóle.
Sławku, sprawa z Ammono jest dużo bardziej wymiarowa niż została przedstawiona w notce wspomnianej przez Luka. Niestety, o tych dodatkowych wymiarach nie chcę dyskutować na forum publicznym. Może kiedyś przy piwie…
@HAZELHARD – to zrozumiałe. Niestety większość podobnych przypadków bywa wielokrotnie garbata. Taki mamy klimat…
przecież badania są finansowane z budżetu poprzez rządowe agencje, w przypadku badań zastosowawczych przez NCBiR zatrudniające recenzentów, panele eksperckie itd. itp., chcesz tworzyć alternatywne ? nie rozumiem
Jestem w takich panelach, więc wiem jak to działa. Np., NCBiR ogłasza konkurs Techmatstrateg (program strategiczny w dziedzinie materiałów), na który zgłaszają się grupy technologiczne produkujące nowy rodzaj cementu, nowy pólprzewodnik, nowe pokrycie grafenowe, i kilkadziesiąt innych materiałów. Eksperci oceniają i wybierają, jak im się wydaje, ale, oczywiście, bez wiedzy, czy w Polsce ważniejszy jest nowy rodzaj cementu, czy pokrycie grafenowe. Tego nie wie ani Minister Nauki, ani Minister Rozwoju, ani nikt inny, bo w Polsce żadnej polityki naukowej i gospodarczej nie ma. Dlatego pewne kroki w tym kierunku czynię, aczkolwiek wiem, że to jest tylko „paving the way” do stworzenia takiej polityki za kilka lat. Zobacz, ile w Polsce powstało nowych technologii- bardzo, bardzo mało. Powodów tego stanu rzeczy jest wiele, ale między innymi jest to, że finansowane jest „czuwanie technologiczne” (odtwarzanie technologii światowych sprzed wielu lat), a nie ten VHT opisywany w notce.
wydaje mi się, że ja po prostu niedowidzę piękna tego świata, jednak przedstawiając swoją opinię czuję się w obowiązku także ostrzec pt czytelników, że jako przez ostatnie kilka lat zatrudniony w instytucji, która traktowała mnie jak przepraszam za wyrażenie …, być może takim już się przepraszam za wyrażenie stałem. A więc moja opinia potencjalnie niepełnosprawnego jest następująca: 1. trudno wyobrazić sobie w Polsce lepsze czasy dla młodych, ambitnych, wykształconych i twórczych niż obecnie, 2. bardzo trudno wyobrazić sobie w Polsce lepsze czasy dla doświadczonych, twórczych i kompetentnych pracowników kadry naukowej instytutów badawczych, politechnik, uniwersytetów itp itd niż obecnie, 3. bardzo, bardzo trudno wyobrazić sobie powody dla których ambitni, wykształceni, twórczy, kompetentni a także doświadczeni posiadając wszelkie ku temu możliwości nie stworzyli dotychczas co najmniej biblioteczki opracowań eksperckich, która znajdowałaby się w telefonie, tablecie, laptopie, desktopie i na głowytopie każdego decydenta administracji nauki i państwowego bussinesu, polityka i posła, bo przecież nie osła, i z której nie wynikałoby jasno i jednoznacznie jak jeszcze możnaby w tak wspaniałych czasach sobie pomóc, abyśmy mogli stać się jeszcze bardziej ambitni, wykształceni, twórczy i kompetentni, przy czym zalew wdrożeń i patentów podejmowanych z zapartym tchem przez resztę świata byłby prostą konsekwencją tego stanu rzeczy. Także nie rozumiem.
Jako, że mam się jednak za człowieka skorego do żartów także na swój temat pozwól, że opowiem Ci taką oto historię: kiedyś byłem fizykiem pracującym na amerykańskim uniwersytecie, uniwersytet był taki sobie, układy w pracy polskie i takie sobie ale wszystko to było dla mnie nieważne jak długo wokół mnie była wspaniała ameryka z którą chciałem się mierzyć. Mieszkałem jeszcze wtedy na pięterku starego domu w opuszczonej przez dawnych mieszkańców dzielnicy rezydencyjnej przy pobliskim kampusie. Mój pokoik na najwyższym piętrze miał tą wspaniałą własność, że w nocy można było wysunąć część łóżka na balkon i w ten sposób po owinięciu się w moskitierę podtrzymywać funkcję oddychania, w salonie na parterze z wieczorka zasiadali sobie zwykle kontemplatorzy i komentatorki świata zaś grille na pobliskim tarasie dostarczały przednich burgerów wprost z amerykańskiego midwestu podlewanych amerykańskim budweiserem, podczas gdy obwiązane krowimi łańcuchami nasze wspólne lodówki mroziły w piwnice nasze pizze na dzień następny. Ja jednak wieczorami chadzałem sobie także wokół kampusowego stawku i tam wydarzyła mi się taka oto historia: otóż w kierunku początkowo przeciwnym chadzał tam sobie także Chińczyk, który po uzgodnieniu kierunków chadzania opowiedział taką oto historię: otóż wychowywał się w wielodzietnej rodzinie chińczyków w dalekich Chinach, w szkołach był pilny, do tego stopnia, że zdawał wiele egzaminów wcześniej, pracował i pomagał rodzinie, nie przelewało się u nich a on się zastanawiał jak by tu pomagać dalej i jednocześnie się dalej kształcić, co wymyślił to zrobił, gdzie było trzeba się pozapisywał (nie, nie do ubecji, drogi rodaku) i zdał egzaminy wstępne na Princeton, przy czym zdał je do tego stopnia, że uniwersytet przysłał zaproszenie płacąc za studia i akademik. Chińczyk zaczął się pilnie uczyć ale nie dał już rady być najlepszy na wydziale, po roku więc stracił akademik i zacząć więcej pracować, jak zaczął więcej pracować to zaczął być przeciętnym studentem Princeton i wkrótce musiał zacząć dopłacać do studiów, wtedy zaczął pracować jeszcze więcej, w końcu jednak miał dość i zdecydował zmienić uniwersytet, no i tak właśnie trafił nad stawek. Mowiłem żeby sie nie martwił bo tu przecież wcale nie jest tak źle, lecz on że ma jednak kłopot, i opowiedział mi następującą historię: otóż kiedy wyjechał z Chin, jego wielodzietna rodzina dostała wkrótce wezwanie, z którego wynikało, że jako, że wyjechał oni muszą spłacić jego dotychczasową edukację w Chinach, w zasadzie to on dlatego zaczął w Princeton pracować więcej no i skończyło się jak się skończyło. Powiedział jednak, że teraz jest spoko, tyle, że po takich studiach to on będzie znowu miał kłopot, żeby zapłacić chińskie kary sprowadzając tu swoją rodzinę, a to wszystko dlatego, że spotkał niedawno sympatyczną Chinkę, która go właśnie przekonała żeby zostać w Stanach. Kłopot za klopotem.
Wracając do tematu, przepraszając oczywiscie pt czytelników za przydługą historyjkę, u mnie także kłopot – ze zrozumieniem powodów Twojego kłopotu, a może po prostu nie wiesz jak jest dobrze, nie dowidzisz piękna świata…
Ciekawie piszesz- z przyjemnością czytam, ale nie patrz na naukę w Polsce z punktu widzenia naukowca, tylko Podatnika, który płaci za te zabawy. Czy On coś ma z tego?
prawdopodobnie ma świadomość płacenia i nadzieję na rezultat, nie orientuję się jakie ma szanse. Wydaje mi się, że moja historyjka nie tyle promuje konieczność stawiania na zdolnych chińczyków co siłę pozytywnego mitu, uprawnionego poprzez tworzone warunki rozwoju.
Jeżeli jednak upierałbyś się, żebym napisał coś nudnego a merytorycznego, miałbym prawdziwy kłopot gdyż większość takich kwestii została najprawdopodobniej już wymyślona, przemyślana i sprawdzona. Np. brytyjskie akademie nauk przygotowały w 2015 dla swojego następnego rządu przekonywujący dokument pod trudnym do wzbudzenia podejrzeń nawet u laika tytułem „Budując silniejszą przyszłość”. Na pierwszej stronie zapisano cztery punkty uszczegółowione na następnych, takie:
1. umieścić badania i innowacje w centrum planów długoterminowego wzrostu
– zbudować długoterminową oraz elastyczną strukturę wspierającą badania, łączącą działania rządu, przemysłu i organizacji charytatywnych
– wytworzyć środowisko przyciągające więcej inwestycji ze strony przemysłu oraz organizacji charytatywnych, dodatkowo wobec inwestycji rządowych
2. zabezpieczać dobrobyt poprzez wzmocnienie inwestycji publicznych w badania i innowacje
– zwiększyć poziom inwestycji w badania, które są prowadzone na wiodącym światowym poziomie oraz zwiększyć wsparcie dla innowacji
– zobowiązać się do poziomów finansowania współmiernych z innymi wiodącymi gospodarkami opartymi na wiedzy
– utworzyć długoterminowe i stabilne środowisko inwestycyjne oraz odpowiednie zabezpieczenie utrzymujące poziom budżetu nauki
3. zapewnić zaspokojenie popytu na umiejętności badawcze poprzez zapewnienie różnorodnej i łatwo przystosowującej się siły roboczej
– zapewnić wystarczającą liczbę nauczycieli reprezentujących specjalistyczną wiedzę przedmiotową na wszystkich poziomach edukacji
– umożliwić większą różnorodność pracowników badawczych zapewniając równe szanse wszystkim dostępnym talentom
– zlikwidować niepotrzebne bariery przepływu utalentowanych osób
– zachęcać i ułatwiać mobilność międzysektorową i pomiędzy dyscyplinami
4. umocnić linię polityczną rządu poprzez zapewnienie doradztwa eksperckiego
– promować zasady oraz praktykę niezależnego doradztwa eksperckiego w procesie tworzenia brytyjskiej, europejskiej i międzynarodowej polityki
– wbudować w proces budowy długoterminowej polityki rzetelną analizę horyzontów
Może jeżeli mimo wszystko jest jeszcze nie dobrze, nadzieja rzeczywiście w organizacjach charytatywnych. Przychodzi mi tu na myśl historia nie znanego mi profesora MIT, który wymyślił kiedyś nowy rodzaj baterii opartej na bilansie energetycznym odwracalnego procesu tworzenia stopu odpowiednich metali o różnej elektronegatywności, był już wtedy powszechnie znanym i uznanym ekspertem, także rządowym, koncepcja była przemyślana i skalowalna, kontenerowe akumulatory mogą zaspokoić potrzeby energetyczne miasteczek, zrównoważenie czasowe sieci energetycznych jest także sprawą niebagatelną przy czym takie kontenery są paskudnie łatwo przewoźne i układalne jeden na drugim i można je oczywiście obłożyć odpowiednią liczbą np. wiatraczków, paneli PV, lub chodźby wykorzystując pomysł Lema, dźwigni lub wyszalni napędowych. Profesor to przemyślał (przekonywująco opowiedział na TEDzie). Na domiar dobrego profesor ma poważne zasługi dla amerykańskiego przemysłu metalurgicznego a produkcja takich urządzeń byłaby dla tego przemysłu opłacalna. Nie wiem czy ta rewolucja już następuje lecz pamiętam kiedy się dziwiłem, że kluczowe dla finansowania swojej manufaktury pieniądze, zdaje się, że na poziomie miliona+ USD w końcu pozyskał od fundacji Gates’ów, czyli chyba nawet w Stanach nie jest łatwo. A w ogóle to czasami nie wiadomo co z pomysłami robić, np. już wiele lat temu pewien profesor w Japonii opowiadał mi, że wymyślane przez niego sposoby składowania wodoru dawno doprowadziłyby do rewolucji w motoryzacji gdyby nie lobby naftowe, pojęcia nie mam czy to prawda.
Obawiam się @Hazelhardzie, że w Polsce niedługo zapabuje jedyna poprawna nauka VHT – NARODOWA. może zatem należy najpierw skupić się na tym, jak temu zapobiec…
Poprawka :…..w Polsce niedługo zapanuje jedyna poprawna nauka VHT – KATOLICKO-NARODOWA…..
Niestety, ja jestem pastafarianin 🙂
Mnie w FSM najbardziej odpowiada liturgiczne nakrycie głowy….
Nie ma takiej kategorii VHT-Narodowa. Jeżeli „Narodowa”, to i NVHT. 🙂
@Hazelhard: To był sarkazm. Ale ONI i tak wszystko robią na opak… nie ma co wierzyć w postęp pid tymi partaczami. Trzeba zacząć od obrony młodzieży przed nimi. Bez tego o nauce wysokich lotów nie ma co marzyć.
Sarkazm poniał, ale wyszło, że nie poniał, za co siebie przepraszam. Co do polskich Nobli i edukacji, to kiedyś pisałem taki cykl „Polskie Noble 2050”. Pierwszy odcinek zaczynał się od tego, że rodzice powinni zacząć kochać swoje dzieci…
O tak!
„Moja prywatna ocena jest taka, że mamy w Polsce 2% VHT”
.
Czy można poprosić o przykład polskiego VHT?
Tak. Matryce diod laserowych i diody superluminescencyjne emitujące w zakresie 400-450 nm. To są dwa produkty, w których jesteśmy (my, TopGaN Lasers) najlepsi na świecie. O tych produktach wiem na pewno, bo tym żyję. Natomiast znam kilka technologii (np., grafenu, lub detektorów podczerwieni z firmy VIGO), o których wiem sporo, ale jeszcze nie na tyle dużo, abym mógł dać im z czystym sumieniem VHT (ale na pewno HT). Jak będę wiedział więcej, to napiszę na SO!
Oby było tego jak najwięcej.
Hazelhardzie chętnie czytany!
Ja z prośbą pokorną, coby nie powielać tych oklepanych jakobyjeszczedrwin z nieznajomości łaciny, albo i jej ludowej, spospolitowanej wersji – języka włoskiego, w postaci „po pierwsze primo, po trzecie primo i po ultimo primo”.
Żart oklepany i gdy ktoś słusznie prawi, to razi okropnie, a polszczyznę i kulturę słowa pielęgnować musimy, bo kto o nią zadba?
A co do merytorycznej zawartości, to mógłbym tylko przyklasnąć, ale żyjemy w czasach dostatku poklaskiewiczów. Gorzej z wykonawcami.
Kto pierwszy wprowadził do języka internetowego „po pierwsze primo”, „po drugie primo”, itd? JA!!!! Dawno, dawno temu. Może ktoś wpadł na to razem ze mną, ale chciałbym przejść do historii jaki ten, co to wymyślił. Dlatego, jak spojrzysz na moje setki notek, to zobaczysz, że to jest hazelhardowy język, z którego nie powiniem rezygnować, bo nikt nie pozna, czy to ja naprawdę, czy nie. 🙂
Nie znam się na ekstra technologiach, ale skoro są u nas problemy z tak prostymi sprawami
http://wyborcza.pl/7,75248,21285729,pletwy-jak-nozyczki-komandosi-zachwyceni-wynalazkiem-fryzjera.html?disableRedirects=true
to czego chcieć?
W jednym z wywiadów wspomniano, że są zapytania ze strony Wojska Polskiego. Wiecie jakie? Otóż dotyczą one głównie zainteresowania jakim cieszą się te płetwy na świecie. Inaczej Polak nie doceni.
A ja czekam, aż zaczniemy je sprowadzać z Korei.
Najbardziej przydałyby się skuteczne innowacje w cofnięciu tego zegara: http://strefatajemnic.onet.pl/apokalipsa/zegar-zaglady-przesuniety-do-konca-zostalo-2-5-minuty/g2717h