Telewizja pokazała (318)

2017-02-22.

[dropcap]W[/dropcap]Gazecie Wyborczej zdjęcie uśmiechniętego premiera Kanady Justina Trudeau. Jest w czerwonym szaliku na paradzie z okazji Nowego Chińskiego Roku. Obok niego stoi Indianka i brodaty Sikh w turbanie. To pani minister sprawiedliwości  (pochodzi z plemienia We Wai Kai) i minister obrony narodowej (urodził się w Indiach). Kanada zaprasza do siebie imigrantów. Tylko w 2016 r. przyjęła ich 300 tys., w tym 40 tys. uchodźców syryjskich. Multikulturalizm od 1982 r. jest wpisany do konstytucji.

Jak to możliwe? Zapewne ci imigranci i rdzenni Kanadyjczycy nie rysują kolorowymi kredkami na chodnikach i dlatego terroryści nie mają śmiałości ich zaatakować.

 

* * *

 

[dropcap]S[/dropcap]zwejk opowiadał o pewnym generale, który zwariował, ale nikomu z kolegów to nie przeszkadzało – aż do chwili kiedy kazał zanurzać żołnierzy w beczce aby wyznaczyć ich ciężar właściwy.

Jesteśmy chyba blisko. Wojska Obrony Terytorialnej miały dostać karabiny snajperskie, nie wiem czy w końcu zrezygnowano z zakupu „zabójczych długopisów” do zwalczania wroga (też dla WOT), Macierewicz ogłosił już oficjalnie że to Rosja zabiła nam prezydentów pod Smoleńskiem. Na razie nikt nie zwraca na to specjalnej uwagi. W środowisku tak się specjalnie nie wyróżnia. Ockną się, kiedy Macierewicz opublikuje kolejną listę sprzedawczyków, na której tradycyjnie umieści kolegów.

Niestety, nie wiadomo jakie skutki może mieć taka paplanina. Prezydent Trump nagle ogłosił:

Popatrzcie, co dzieje się w Niemczech, popatrzcie, co ostatniej nocy stało się w Szwecji. Kto by uwierzył? Przyjęli wielu uchodźców i teraz mają problemy, których nie potrafili sobie nawet wyobrazić.

Okazało się, że Trump oglądał w piątek jakiś program w telewizji – rozmowę o filmie dokumentalnym, w którym podano że Szwecja przyjęła ponad 160 tys. imigrantów, a tylko 500 z nich znalazło zatrudnienie. Do tego stacja TV dodała komentarz, że pociągnęło to za sobą wzrost liczby przestępstw w Szwecji.

Szwedzi się zdumieli – nic takiego się nie stało, nie było żadnych terrorystycznych zamachów. Po prostu Trump swoją wiedzę czerpie z oglądania programów telewizyjnych. Jeżeli napotka tam wiadomość, że to Rosjanie zabili nam prezydentów pod Smoleńskiem, niszcząc samolot, to przecież nie będzie tego nigdzie sprawdzał i kto wie czy nie opieprzy zaraz Putina.

Niedawno Amerykanie pilnie szukali potwierdzenia, że Polska napadła TERAZ na Białoruś. Zważywszy, że wojska amerykańskie już są w Polsce, kto wie jaki rozkaz otrzymają po kolejnym programie telewizyjnym obejrzanym przez prezydenta Trumpa.

Z ostatniej chwili:

Szwedzka policja potwierdziła we wtorek, że użyła broni, aby opanować zamieszki, do których doszło w poniedziałek wieczorem w zamieszkanej w większości przez imigrantów sztokholmskiej dzielnicy Rinkeby.

Intuicja Trumpa? A może… (przeczytajcie dalej tekst Konrada Szelesta).

 

* * *

 

[dropcap]C[/dropcap]zęsto idąc po ulicy ostrzegam ludzi, którzy idą z przeciwka, zapatrzeni w swoje smartfony. Dzięki temu parę razy udało nam się u niknąć zderzenia.

Problemem staje się to, że ludzie wchodzą na jezdnię pod samochody, bo pochyleni nad smartfonem nie widzą że światła się zmieniły.

Władze holenderskiego miasta Bodegraven znalazły rozwiązanie – zainstalowały dodatkowo światła na chodnikach przy przejściach dla pieszych, aby zauważali je nawet przechodnie pochyleni nad komórką.

 

* * *

 

[dropcap]K[/dropcap]onrad Szelest przypomniał w Przeglądzie, jak doszło do obalenia w 1953 r. w Iranie rządu premiera Mosaddegha i przekazania pełnej władzy szachowi Pahlawi.

Mosaddegh doszedł do władzy w 1951 r. i znacjonalizował irański przemysł naftowy. Oznaczało to koniec zysków brytyjskiej firmy naftowej AIOC i osłabienie wpływów Wielkiej Brytanii. W 1953 r. Eisenhower zdecydował że najlepiej będzie obalić Mosaddegha i dał zielone światło CIA. Agencje wywiadowcze Wielkiej Brytanii i USA przystąpiły do działań.

Ambasada amerykańska w Teheranie pomogła sprowadzić do stolicy Irańczyków, którzy, odpowiednio wynagrodzeni, mieli wywołać zamieszki. Waszyngton przeznaczył na ten cel ok. 100 tys. dol. w gotówce. Fundusze dostarczył osobiście gen. Herbert Norman Schwarzkopf, wojskowy specjalista z CIA. Stojący po stronie szacha gen. Fazlollach Zahedi czekał na odpowiedni moment, aby dokonać przewrotu i aresztować Mosaddegha.

CIA wykorzystała wszystkie możliwości, aby irańska prasa publikowała materiały gloryfikujące szacha i pogrążające premiera. Powstawały artykuły i wywiady opisujące wydarzenia, które nigdy nie miały miejsca. Fabrykowane przez CIA „prawdziwe historie” były stekiem bzdur, które inspirowały przeciwników rządu. Amerykanie nie szczędzili środków na przekupywanie irańskiej milicji i organów bezpieczeństwa. Wynikiem tych działań były setki stron fałszywej dokumentacji, mającej świadczyć o współpracy Mosaddegha z komunistami. Niektóre dokumenty prezentowały szczegóły tajnego porozumienia premiera z [komunistyczną] partią Tudeh, które nie wykluczały prośby o interwencję zbrojną ZSRR. Ponadto amerykański wywiad nakłaniał chętnych Irańczyków do udawania zagorzałych komunistów, którzy głosili rewolucyjne hasła i deklarowali wierność Mosaddeghowi. SIS i CIA ostrzegały wysokich rangą irańskich duchownych przed nienawiścią, jaką pałał do nich „komunistyczny premier”.

Redakcje gazet popierających szefa rządu stały się celem ataku opłaconych rebeliantów, którzy wybijali szyby i podkładali ogień. Informowano o brutalnych egzekucjach, paleniu domów i świątyń. Sztucznie wywoływane poczucie zagrożenia doskonale zdało egzamin. Waszyngton nakłaniał również dowództwo sił zbrojnych, aby wystąpiło przeciw premierowi. Do irańskich wojskowych miały trafić ogromne kwoty przeznaczone na łapówki.

Co się zmieniło od tamtych czasów? Zapewne wzrosły sumy przeznaczane na propagandę i dezinformację. Internet zwiększył możliwości dotarcia do większej liczby osób. Nie zmieniły się interesy państw ani podatność większości ludzi na kłamstwa i półprawdy. U nas zdaje się wystarcza infantylna propaganda aby wcisnąć kit ludziom.

Amerykanie nie kryją się z dawną działalnością. Pamiętam film dokumentalny sprzed kilku lat, gdzie byli agenci CIA chwalili się przeszłymi działaniami i opowiadali ze szczegółami jak i gdzie obalali miejscowe rządy itd. Szkoda że chociaż raz do roku nie publikuje się raportu z takich działań służb różnych krajów.

 

* * *

 

[dropcap]Z[/dropcap]daje się że u nas najbardziej niebezpieczna jest policja.

Parę lat temu, kiedy uciekł z ZOO czy z cyrku tygrys, ktoś nieopatrznie wezwał policję. Policjanci zaczęli strzelać i zabili weterynarza, który przyjechał aby tygrysa złapać.

Jakiś czas temu pokazano jak troje policjantów nie umiało obezwładnić zatrzymanego kierowcy. Może przeszli inny trening niż pokazują w materiałach zachęcających do wstąpienia do policji?

Ale jest postęp. Tym razem policjanci nie zabili kobiety, a tylko ją postrzelili. Niezrównoważona bezdomna kobieta wygrażała przechodniom, ci wezwali policję, a kobieta oddaliła się w tym czasie do pobliskiego lasku. Tam schroniła się w szałasie gdzie nocują bezdomni. Na widok policjantów wybiegła z szałasu grożąc im podobno nożem i szpadlem. Policjanci użyli paralizatora, ale strzałki nie przebiły się przez grube kurtki. Wobec tego postrzelili kobietę w nogi.

Przypomina się anegdota o młodym lekarzu, który zaczął pracować w pogotowiu. Wyjechał na wezwanie do rodzącej kobiety i wrócił bardzo zmartwiony. Starszy kolega pyta, jak mu poszło.

–  „Bardzo źle, panie doktorze. Dziecko udusiło się, matka wykrwawiła i zmarła, a jeszcze niechcący uderzyłem ojca szczypcami i też zmarł”.

–  „Niech się kolega nie martwi, następnym razem pójdzie lepiej”.

Za kilka dni młody lekarz znowu wyjechał do porodu. Wrócił w lepszym humorze. Kolega pyta, jak mu poszło.

–  „Miał pan rację, tym razem było lepiej. Udało mi się odratować ojca”.

A rada dla wszystkich którzy widzieliby podobne sytuacje: wzywać strażaków, oni potrafią wszystkiemu zaradzić.

 

* * *

 

[dropcap]N[/dropcap]ie wszyscy wojskowi honorowo milczą. W Dużym Formacie wywiad z Michałem Bardoniem, lat 47, emerytowanym chorążym.

DF: Pańska internetowa popularność zaczęła się jeszcze wcześniej, w grudniu 2015 roku. Gdy po wygranych przez PiS wyborach poseł Stanisław Pięta ostrzegał, że każdy funkcjonariusz publiczny, który zaangażuje się w WOŚP, może od razu składać raport o zwolnienie ze służby, odpisał mu pan: „Jestem żołnierzem zawodowym i biorę udział w WOŚP. I z całym szacunkiem: niech mnie Pan w tyłek pocałuje”.

MB: E tam, zakomunikowałem mu po prostu swoje zdanie. Pan poseł, choć to oczywiście człowiek renesansu i zna się na wszystkim, ale wojsko widział tylko może na obrazkach, i to takich niewyraźnych. I on mi będzie mówił, co ja mogę, a czego nie? No bez jaj. (…)

DF: Misiewicza przycelował pan sobie na długo przed [nazwaniem go]”ptysiem”. Co zwróciło pana uwagę akurat na niego?

MB: Jego złoty medal za zasługi dla obronności kraju, których sam nie potrafił wymienić. Krew mi się wzburzyła, bo ja na swój brązowy ponad 200 razy nadstawiałem karku w Iraku.

DF: Gdy Misiewicz zabrał się do lustrowania przeszłości generała Skrzypczaka, ewidentnie puściły panu nerwy: „W dupie mam, czy mnie, szmato, pozwiesz do sądu. Kim ty w ogóle jesteś, cioto, że zabierasz się za ocenę generała?”. Ostro.

MB: Wkurwiłem się. Bo pan generał Skrzypczak to dla mnie prawdziwy dowódca, wzór do naśladowania i przykład prawdziwego żołnierza. Nie pozwolę go obrażać. Nikomu. (…)

DF: No a generałowi Skrzypczakowi Misiewicz wypomniał, że pierwszą przysięgę składał na wierność Związkowi Radzieckiemu i służył w „jaruzelskiej armii”.

MB: I wtedy właśnie trafił mnie szlag. Przekroczyłem tę swoją linię i zrobiłem to z premedytacją. Było mi wszystko jedno. Ocknąłem się jak już wciskałem enter.

DF: Ale „ciota”?

MB: Może rzeczywiście trochę mnie poniosło. Dlatego potem był już tylko „ptysiem”. A ciota? Bo wygląda jak ktoś, kto nie potrafi samodzielnie myśleć. Tu nie było żadnych sugestii co do jego seksualności. Pan Misiewicz jest dla mnie przykładem człowieka wyniesionego na piedestał, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że niewiele znaczy. Próbuje więc kreować swoją wielką rolę, pokazywać wszystkim, że cokolwiek może. A w rzeczywistości może co najwyżej przerecytować plan odprawy, a generałom, których próbuje oceniać, nie jest godzien nawet oficerek szmatką przelecieć. (…)

DF: [o odchodzeniu z wojska wysokich rangą wojskowych] A Bartłomiej Misiewicz komentował: „w żadnym wypadku nie nastąpi zachwianie kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi. Na bieżąco są wyznaczani zastępcy merytorycznie przygotowani i posiadający odpowiednie doświadczenie”.

MB: Przecież wszyscy dookoła widzą, że awanse w wojsku idą dzisiaj w tempie turbo. Dziś na stanowiskach widać ludzi znikąd.  Awans nie zależy od zasług żołnierza, tylko od kaprysu jego przełożonych, często cywilów. W uzasadnieniach zaznacza się, że to „ze względu na potrzeby sił zbrojnych”. No rzeczywiście, jak generałowie odchodzą, to jest potrzeba. Tylko czy ci następcy są choćby w małym stopniu równie doświadczeni i kompetentni, jak ci, którzy odchodzą? No ja mam wątpliwości. Ktoś może być świetnym dowódcą kompanii, ale już beznadziejnym dowódcą batalionu. (…)

DF: Co pan sobie pomyślał, gdy zobaczył pułkownika salutującego Misiewiczowi?

MB: Sam salut to zwykłe oddanie szacunku, takie wojskowe „dzień dobry”. To, z czym mieliśmy jednak do czynienia, to było regularne złożenie meldunku przez pułkownika osobie, której meldunku absolutnie się nie składa. W sytuacji pułkownik – pan Misiewicz to ten pierwszy jest ważniejszy. Jak już zdecydował, że mu zasalutuje, to potem powinien rozmawiać z nim jak z cywilem: podać dłoń, nazywam się tak i tak, w czym mogę panu politykowi pomóc. Co chciałby pan zobaczyć? (…)

DF: Za klerem też pan nie przepada. Księdzu Kneblewskiemu, który zamieścił grafikę śmierci z przypiętym serduszkiem WOŚP i napisami na kosie ”eutanazja” i „aborcja”, odpowiedział pan: „Piszę to z pełną odpowiedzialnością: zgnijesz w piekle, pierdolony katabasie”.

MB: Bo zgnije. Nie atakuję wszystkich księży, bo są różni. Ale pamiętam, że jak moja córka rozchorowała się, mając trzy tygodnie, to leżała na łóżku z czerwonym serduszkiem. I maskotki też były od Orkiestry. Gdy mama i tata leżeli w szpitalu, też oddziały poobklejane były serduszkami. Mama dostała dzięki Owsiakowi specjalne łóżko, dzięki któremu można ją było posadzić, oporządzić. Kto nie widzi, ile Orkiestra zrobiła dla polskiej służby zdrowia, niech sobie wyobrazi, co byłoby, gdyby cały kupiony przez nią sprzęt nagle w jednej chwili wyparował ze szpitali.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com