
Prezydentowi nie udało się powiedzieć tego, co chciał powiedzieć, zaś dziennikarze uchwycili się litery jego wypowiedzi, ignorując jej ducha, więc zobaczyliśmy tytuły, głoszące ”Andrzej Duda ogłasza, że Andrzej Duda nie jest prezydentem wszystkich Polaków”. W dalszej części wywiadu mówił jednak coś, co chyba mogłoby wskazywać na ochotę pozbawienia praw obywatelskich niektórych mieszkańców kraju.
Nie głosowałem na tego prezydenta, ale nie zmienia to w niczym faktu, że jest on moim prezydentem. Nie był moim prezydentem ani generał Jaruzelski, ani Lech Wałęsa, ale tylko dlatego, że byłem przez władze komunistyczne pozbawiony polskiego obywatelstwa. Aleksander Kwaśniewski był moim zdaniem lepszym prezydentem niż Lech Wałęsa, chociaż gdybym był w 1995 roku w Polsce, z przyczyn irracjonalnych głosowałbym pewnie na Wałęsę. Generał Jaruzelski jest niedoceniony, ponieważ prawdopodobnie ocalił Polskę przed krwawą zawieruchą. Dzisiejsi historycy zdają się zapominać, że upadający komunistyczny system groził nie tyle zewnętrzną interwencją (ta mogła być poważnie traktowana w 1981, jednak pod koniec lat 80. to zagrożenie praktycznie przestało istnieć), ile przemocą ze strony sił wewnętrznych, a więc zarówno aparatu bezpieczeństwa, jak i armii. Społeczeństwo buntowało się przeciw doskonale uzbrojonym siłom, które były sfrustrowane i nieobliczalne.
Do wyborów 4 czerwca 1989 roku mogliśmy sądzić, że wszystkie działania Jaruzelskiego podporządkowane są ratowaniu komunistycznego systemu. Po tych wyborach trudno o wątpliwości, że chciał być prezydentem wszystkich Polaków i uczciwie działał na rzecz pokojowego przekazania władzy.
Lech Wałęsa, wspaniały przywódca związkowy, nie miał żadnych kwalifikacji do pełnienia funkcji prezydenta państwa. Czy sprawy inaczej by się potoczyły, gdyby Mazowiecki nie popełnił błędu i poparł kandydaturę Wałęsy? Na to pytanie nie dostaniemy odpowiedzi, ale warto pamiętać, że zainicjowana przez braci Kaczyńskich „wojna na górze” znacznie poprzedziła ówczesną prezydencką kampanię wyborczą.
Ciekawa była prezydentura Aleksandra Kwaśniewskiego, który w odróżnieniu od Lecha Wałęsy nie miał zapędów dyktatorskich, nie wykraczał poza kompetencje swojego stanowiska i wydawał się rozumieć, co to znaczy, że prezydent nie powinien reprezentować interesów partii politycznej, która wysunęła jego kandydaturę.
Lech Kaczyński był jego przeciwieństwem. Aczkolwiek rozsądniejszy i bardziej umiarkowany od swojego brata bliźniaka, był funkcjonariuszem partyjnym, bez żadnych aspiracji do bycia „prezydentem wszystkich Polaków”.
Bronisław Komorowski sprawiał wrażenie marszałka na wygnaniu, z pewnością nie wykraczał poza swoje uprawnienia, ale korzystał z nich również niechętnie i ci z nas, którzy na niego głosowali mieli często kłopoty z wyliczeniem innych powodów do oddania na niego głosu poza jednym, a mianowicie, że nie był tym drugim.
Prezydent Andrzej Duda uzyskał w drugiej turze większość, ma pełną legitymację władzy, z autorytetem jest nieco gorzej. Jest jednak prezydentem wszystkich Polaków, również tych, którzy na niego nie głosowali, również tych z nas, którzy uważają, że nadmiernie przypomina Nikodema Dyzmę.
W odróżnieniu od Lecha Kaczyńskiego to nie jest nawet funkcjonariusz partyjny, a raczej skrzyżowanie ministranta z chłopcem na posyłki. Rzecz interesująca, ponieważ ci z nas, którzy uważają, że mamy prezydenta bez autorytetu, mają tendencję do zapominania, że cieszy się on 30-40 procentowym poparciem, a w demokratycznym systemie to bardzo dużo.
Można się zastanawiać, czy doktor Duda wiedział, o jakie stanowisko się stara. Specyfikację tej posady określa Rozdział V Konstytucji Rzeczpospolitej. Właściwie można się zatrzymać przy artykule 126, którego trzy paragrafy mówią, że prezydent jest gwarantem ciągłości władzy, ma czuwać nad przestrzeganiem Konstytucji i wykonywać swoje zadania w zakresie i na zasadach określonych przez Konstytucję.
Czy będziemy mieli kiedyś kandydata na prezydenta starającego się o posadę strażnika praworządności? Taki cud prawdopodobnie wymagałby głębokich zmian w świadomości społecznej. Media, ale również tak zwany szary obywatel, czeka na obietnice, nie odróżnia kandydata na prezydenta od kandydata na szefa rządu. Nie zauważa się nawet refleksji na temat tego, czego powinniśmy oczekiwać od prezydenta.
Możemy się wręcz zastanawiać nad pytaniem, czy praworządność jest uważana w polskim społeczeństwie za wartość samą w sobie? Moje doświadczenie mówi mi jednak, że człowiek próbujący przestrzegać praw tego kraju uważany jest za obłąkanego. Żyjemy w kraju, w którym sędzia Sądu Najwyższego bierze lipne zwolnienie lekarskie, posłowie na Sejm wypisują fałszywe rozliczenia z podróży, sędzina w sądzie rejonowym doradza kobiecie, która zaadoptowała niemowlę, że ponieważ nie przysługuje jej urlop macierzyński, musi to „załatwić” z lekarzem.
Traktujemy prawo jak nam wygodnie i zazwyczaj nie oczekujemy, że będzie sprawiedliwe. W tej sytuacji, być może trzeba zapytać, czy wybieraliśmy prezydenta wszystkich Polaków, czy oczekiwaliśmy, że będzie stał na straży praworządności, czy może głosowaliśmy na „naszego” prezydenta a dostaliśmy ich prezydenta i ich premier?
Prezydent Duda studiował prawo w Krakowie. W Krakowie również studiował i bronił doktoratu prezydent Edward Raczyński. Świetny prawnik, wspaniały dyplomata, reprezentował Polskę w Lidze Narodów, w czasie wojny był w Londynie ministrem spraw zagranicznych emigracyjnego rządu. To on, po otrzymaniu od Jana Karskiego dokumentów na mikrofilmach, pierwszy informował Zachód o dokonywanej na ziemiach polskich zagładzie Żydów. Skierował w tej sprawie obszerną notę rządu polskiego w Londynie do wszystkich rządów będących sygnatariuszami Deklaracji Narodów Zjednoczonych.
W 1992 roku, na krótko przed jego śmiercią, postanowiłem dowiedzieć się, czy jest szansa na rozmowę. Miał już ponad sto lat, był bardzo chory, nie wstawał z łóżka, ale nadal uważnie śledził wydarzenia w kraju. Jego żona powiedziała, że mogę przyjść na krótką wizytę. Siedziałem przy jego łóżku, pytałem o jego ocenę dokonujących się w Polsce zmian. Wsparty na poduszkach mówił ożywionym głosem o piekielnych partyjnych swarach, o zawiściach i nienawiściach, które mogą zniszczyć wszystko. Doskonale widział katastrofę kaczyńską, chociaż jej tak nie nazwał, doskonale pamiętał początki naszej niepodległości w czasach jego młodości i był przekonany, że powtarzamy chocholi tan, chociaż chciał mieć nadzieję, że zwycięży rozsądek i elementarna przyzwoitość.
Wacław Nałkowski, przedwojenny geograf i fenomenalny publicysta, opisywał kiedyś doktora Białego, dyplomowanego durnia brylującego na krakowskich salonach. Studia, a nawet doktorat na uczelni z długą tradycją nie dają gwarancji, że będziemy mieli kogoś formatu Edwarda Raczyńskiego czy Ewy Łętowskiej. Mając wybór, możemy wybrać doktora Białego. Nadal będzie formalnie prezydentem wszystkich Polaków, świadcząc o mizerii własnej i nie tylko.

„Żyjemy w kraju, w którym sędzia Sądu Najwyższego bierze lipne zwolnienie lekarskie,..”
Czy to nie odnosi się do RÓWNOCZESNEGO przedłożenia(?) druków L4 przez trójkę z TK, z magister prezeską włącznie?
„Dzisiejsi historycy zdają się zapominać, że upadający komunistyczny system groził nie tyle zewnętrzną interwencją (ta mogła być poważnie traktowana w 1981, jednak pod koniec lat 80. to zagrożenie praktycznie przestało istnieć), ile przemocą ze strony sił wewnętrznych, a więc zarówno aparatu bezpieczeństwa, jak i armii. Społeczeństwo buntowało się przeciw doskonale uzbrojonym siłom, które były sfrustrowane i nieobliczalne.”
Dzisiejsi historycy nie są już tak powszechnie ogłupieni okrągłostołową propagandą o tym, że z komunistami trzeba było się liczyć przy pertraktacjach niepodległościowych i działać ostrożnie idąc na pewne ustępstwa by tylko przekształcić ustrój w sposób pokojowy. Podobne bzdury komuniści starali się rozpowszechniać w latach 60ątych w Singapurze (podejmowano nawet pewne próby sabotażu kraju jak i starano się nie dopuścić do uzyskania niepodległości przez Singapur), ale posłuchano rady by jednak nie ulegać groźbom w efekcie czego rozprawiono się z komunistami bardzo srogo – wielu pozamykano w więzieniach, część skazano na banicję. Opowiadanie o zagrożeniach komunistycznych w 2017 roku, w dobie internetu i dostępu do zagranicznej literatury świadczy o złej woli i chęci wybielenia Jaruzelskiego straszącego wszystkich ZSRR. Singapur jakoś się nie przestraszył mimo, że jest znacznie mniejszy. Mamy rok 2017 i w Singapurze od wielu nikt nie opowiada historii o tym, że z komunistami trzeba było się układać, zaś w Polsce nadal ta narracja obowiązuje. Ciekawe zjawisko …
Gustaw Herling Grudziński, zdaje się poniekąd pański kolega po fachu skoro oboje pisaliście dla Paryskiej Kultury, znacznie gorzej wypowiadał się o wyborach prezydenckich i przytoczył nawet pewne zdarzenie kiedy to po przyjeździe do Polski dostał ostrzeżenie by jednak zważać na słowa, która się wypowiada w rzekomo wolnej Polsce. Równie złe zdanie miał o ówczesnej prasie polskiej. Akurat współcześni polscy historycy pozwalają mi lepiej zrozumieć dlaczego G.H.Grudziński, Jerzy Giedroyc czy Zbigniew Herbert mieli wiele zastrzeżeń co do odzyskanej przez Polaków wolności.
Myślę, że za jakieś kilkanaście lat ta kłamliwa narracja przedstawiana przez Pana, pańskich kolegów i całe te środowisko libertyńskie przestanie obowiązywać na dobre. A w perspektywie przyszłości będziecie w książkach przedstawiani jako nurt będący ostatnim przykładem postkomunistycznej traumy. Czego Polsce i Polakom życzę z całego serca.
Dlaczego libertyńskie?
Szanowny Panie Brentano, często odpowiadam takim „dyskutantom” ich językiem ale żona tłumaczy mi, że to straszne chamstwo i pewnie ma rację. Pozwoli Pan zatem, że będę mu odpowiadał tak jakbym rozmawiał z kimś posiadającym elementarną wiedzę i jakąś ogładę. Widzi Pan, od dziesiątego roku życia słuchałem o debilizmie polskich powstań narodowych, rozpoczynanych bez broni, środków transportu, zaopatrzenia w żywność i wiedzy na temat sił wroga. Przegrana tych powstań była przewidywalna, koszty tragiczne. Dotyczyło to również powstania warszawskiego, którego dowódcy radośnie przewidywali, że będzie powtórka z listopada 1918. Nie było. Opowiadającym był mój ojciec, oficer sztabowy Armii Krajowej i uczestnik ruchu oporu od pierwszych dni istnienia Związku Walki Zbrojnej. Przewidywanie, szczególnie przyszłości, jest bardzo trudne, a frywolne zmienianie przeszłości jest czystą lekkomyślnością. Warto trzymać się faktów. W 1989 roku cała broń była po jednej stronie, a goła lecz jurna dzielność po drugiej. Sfrustrowane i wystraszone masy pracowników służb bezpieczeństwa, milicji i armii mogły się zachować tak lub inaczej. Jak Pan (nie) zauważył, napisałem, że był to element nieobliczalny. Nikt rozsądny nie może powiedzieć co by było gdyby. Wiemy, że posiadający dostęp do broni czuli się zagrożeni i kraj był beczka prochu. (Ja akurat obserwowałem to z odległości.) Ktokolwiek zna i rozumie historię tego kraju, wie ile kosztuje głupkowaty romantyzm i przekonanie, że jakoś to będzie, nie ma wątpliwości, że Jaruzelski robił co w jego mocy, żeby zminimalizować niebezpieczeństwo wybuchu. W dniu w którym Lech Wałęsa oznajmił, że zamierza zostać prezydentem, Jaruzelski był w Paryżu. Nasz (BBC) korespondent, Andrzej Mietkowski zapytał go jaka jest jego reakcja na to oświadczenie. Jaruzelski odpowiedział z uśmiechem, że on z pewnością nie będzie w tym przeszkadzał, ale to było już po wprowadzeniu pewnych zmian w składzie dowództwa armii. milicji i sił bezpieczeństwa. Pozwoli szanowny Pan, że pozostaniemy przy swoich zdaniach w kwestii oceny nie tylko tej postaci, ale i okrągłego stołu.
Kreślę się z umiarkowanym szacunkiem
A.K.
Ja dlatego odwołuję się do Singapuru ponieważ narracja, że z komunistami trzeba było się ułożyć usprawiedliwia zarówno stan wojenny, układ okrągłostołowy jak i tłumaczy dalsze trwanie komunistycznej propagandy. Nie wiem w jaki sposób stan wojenny uratował kraj od rozlewu krwi – najwyraźniej znamy inną historię stanu wojennego. Polacy na ogół nadal nie wiedzą o tym, że na świecie ktoś wcześniej i mądrzej rozprawił się z komunistami i to już w latach 60ątych bo pewnym kręgom nadal zależy na tym by narracja wiernopoddańcza wobec komunistów w Polsce obowiązywała. Singapur w latach 60ątych miał znacznie trudniejsze położenie od Polski w latach 80ątych. Oni nie tylko nie mieli własnej armii, ale i nawet własnego narodu. Armia Singapuru rekrutowała się głównie z Chińczyków i Malezyjczyków, ludzi pozostających wiernym swojej macierzy. Niemniej jednak ktoś u władzy stwierdził, że komunistom należy się postawić. Co więcej to nawet nie był ich pomysł bowiem inicjatywa wyszła od ONZ, a właściwie od wysłannika tej organizacji – Alberta Winsemiusa. Jak to – w latach 60ątych, bez własnej armii i narodu, postawić się komunistom w obliczu rychłego opuszczenia kraju przez protektora brytyjskiego ??!! To istne szaleństwo, romantyzm Panie !! A jednak się udało. Nikt kraju nie najechał, mimo gróźb, a próby sabotażu opanowano.
Prawda o komunizmie wygląda tak, że Amerykanie już w latach 40tych wiedzieli, że ten system padnie (stąd doktryna G.F. Kennana). Singapur wiedział o tym w latach 60ątych, a koncerny naftowe, takie jak Standard Oil wiedziały to we wczesnych latach 80ątych, najpóźniej. Pan i koledzy nadal utrzymujecie, że to była wiedza tajemna, a ZSRR i komuniści byli potężni, nawet w początkowych latach 80ątych. ZSRR wyraźnie osłabł w latach 80ątych. Przegrana wojna w Afganistanie była odczuwalna nie tylko jeżeli chodzi o morale armii. Nikt Polski by nie zaatakował bo nie atakuje się kraju będącego jednym z głównych odbiorców gazu i ropy dostarczanej z Sowietów. Nie atakuje się kluczowych odbiorców surowców, wbrew temu co propagandowo bredził Jaruzelski, a co Pan powtarza. Proszę poczytać książkę Daniela Yergina „Nafta, władza i pieniądze” jeżeli Pan nie rozumie znaczenia krajów, które są ważnymi konsumentami ropy i gazu.
Zapewne nie słyszał Pan o Tengiz, polu naftowym położonym w Kazachstanie, odkrytym już za Sowietów w 1979 roku. Standard Oil, oczywiście jako Chevron i Exxon Mobil, posiada 75% udziałów w tym polu, a Lukoil tylko 5%. Jak to się stało, że „potężny” ZSRR odpuścił w latach 80ątych tak ważny punkt strategiczny na terenie przez nich opanowanym ? Ano, ludzie ze Standard Oil (czyli Chevron i Exxon Mobil) rozumieli doskonale, że technologiczne zacofanie Sowietów jest tak wielkie, że uniemożliwi im samodzielną eksploatację złóż. W skrócie, Standard Oil przejął te pola bo ZSRR nie był w stanie przeciwstawić się ekspansji Amerykanów. Pierwsze oficjalne rozmowy miały miejsce w 1988 roku, a więc już wcześniej ludzie ze Standard Oil musieli mieć własne informacje co do strategicznego znaczenia Tengiz. Dlaczego „wszechpotężny” ZSRR nie był w stanie się temu przeciwstawić ? Wie Pan … zapewne dlatego, że już w latach 80ątych nie był tak potężny. Wiedzieli to Amerykanie, Singapurczycy, ONZ, wiedział to nawet Afganistan, ale nadal w 2017 Pan i koledzy sprzedajecie Polakom kit, że ZSRR należało się wtedy bać i usprawiedliwiacie stan wojenny. Szanowny Panie, ta propaganda była skuteczna w latach 80ątych oraz 90ątych. Bredzenie w ten deseń w roku 2017 to jest trauma … albo coś gorszego.
LOL….Brentano – Ty to musi generał z OT jesteś. Chłopie, co się będziesz tu z nami libertynami wykłócał. Ty weź nam udowodnij tę swoją odwagę – zbierz ten chór swoich wojów i hajda na Moskala. Przecież to takie pierdoły, że dacie radę samotrzeć – TY, zięć, i kumpel od flaszki. Tylko się chłopaki wystrzegajcie sprzątaczek w ruskich koszarach. Bo zajadłe babska i i mogą, nie zważając na wasze „bochaterstwo”, napierd****lić wam miotłami po uprzednim podstępnym skrępowaniu brudnymi szmatami. A wracając ze zwycięskiego oswobadzania Kremla nie zapomnij o białym koniu.
Ten kit co Ci twój diler sprzedaje to musi być podrasowany „kwasem” – bo jazdy masz jak nie przymierzając „mandżurski kandydat”
Na pytanie czy niejaki pan dr.praw Duda jest Prezydentem – odpowiadam : czy człowiek ktory nie wykonuje powierzonych mu obowiązków jest pracownikiem czy nie ? a co jesli nie tylko nie wykonuje ale łamie bezczelnie zasady w tej pracy obowiązujace ? normalnie takiego pracownika oczekuje zwolnienie dyscyplinarne- i ja czuję się zwolniona z obowiązku traktowania go jako prezydenta (celowo małą literą) mojego kraju- bo mnie nikt nie może pozbawic zaszczytu bycia Polka- a on sam sie godności prezydenta pozbawil. Amen.
Apage satanas – toż Ty,Józefie, czysty dżender jesteś. I już tylko za tę dezorientację płciową paszport bezpaństwowca i pozbawienie zaszczytnego miana Polaka Ci się należy. Ament.
Pozdrawiam
Do prawdy dziwię się, że funkcjonują w części przestrzeni publicznej wypowiedzi w stylu dzisiejszych ONR-owskich hasełek, że „na drzewach oprócz liści będą wisieć…” (tu można dowolnie). Dzisiejszy „ojciec narodu” sam należał (wraz z bratem) do grona „okrągłostołowych” negocjatorów. Sam też przyłożył rękę do „wojny na górze”, które w jakimś sensie jest kluczem do dzisiejszych podziałów. O ile przyszłość jest trudna do przewidzenia, o tyle pamięcią przeszłości da się stosunkowo łatwo manipulować (vide tzw. „polityka historyczna”). Prezydent, który łamie obowiązującą Konstytucję (na którą składał przysięgę), nie jest godzien innego określenia niż „funkcjonariusz partyjny”, a jako taki zasługuje na miano głowy państwa wszystkich Polaków (łącznie z tymi, którzy go wciąż popierają…).
Istotą zmiany dokonanej w 1989 r. był chłodny realizm, który uwzględniał ocenę szans i możliwości. Wariant „bukareszteński” też był możliwy, ale z perspektywy dzisiejszej oceny skutków – kompletnie nieopłacalny. Nie mniej, po z górą ćwierćwieczu, wciąż są w Polsce ludzie, którzy uważają, że wolność bez przelewu krwi (nawet bratobójczej) jest niewiele warta. „Gratuluję”…
JABU – bo ta patologia jest jak z kawału z „Przy szabasowych świecach”
Wybierał się Żyd na I WŚ….żona go pyta – Mosze – a po cholerę Ty na tę wojnę????
– no jak to?…zastrzelę sobie paru wrogów…..zdobędę jakąś armatę…..medal dostanę…….odpowiada Mosze
– a jak Ciebie zabiją??????
– a mnie za co????????
JABU – toż to jest pokolenie F5 – F9. Zapisz – wczytaj w komputerowych strzelankach.
Pozdrawiam
Bardzo trafna analogia… ale oni o tym marzą! Wywołać jakąś „awanturkę” i zgrabnie schować się na tyłach.
Glosa: oczywiście „nie zasługuje na miano prezydenta wszystkich Polaków”…