Nie spotkałem nikogo, kto by wątpił, że prezydent z prezesem dogadają się w sprawie reformy (?) wymiaru sprawiedliwości, i to na warunkach PiS.
Wszak obaj należą do tego samego obozu i obaj są przekonani, że tę stajnię Temidy należy przewietrzyć, posprzątać, oczyścić, zdekomunizować, zdezynfekować, chodzi tylko o dobór miotły. Dogadają się, jak im zagra orkiestra PiS. Prezes się nie krępuje. Prezydenckie weto nazywa poważnym błędem, ale i „incydentem”, konflikt prezydenta z ministrem nazywa sporem „czterdziestolatków”, na dodatek wysyła ostrzeżenia i pogróżki.
W bliskim Kaczyńskiemu portalu wPolityce.pl Marcin Fijołek zdołał ustalić, że „nad poprawkami osobiście pracował prezes Jarosław Kaczyński”, a uczestniczyli także prawnicy z Ministerstwa Sprawiedliwości. […]„Z kierownictwa PiS popłynął wyraźny sygnał – to ostatnia propozycja Nowogrodzkiej w kontekście kompromisu”. Tu następuje lekka groźba: „Jeśli głowa państwa zdecyduje się na odrzucenie tych sugestii, reforma wymiaru sprawiedliwości po prostu nie zostanie zrealizowana”.
Politycy PiS, którzy znają szczegóły propozycji poprawek, przekonują, że „kierownictwo partii posunęło się naprawdę daleko w ustępstwach wobec Andrzeja Dudy i jego sugestii”.
Chociaż kierownictwo partii jest takie szlachetne, to (anonimowy) polityk większości parlamentarnej widzi 85 procent szans na porozumienie. Dlaczego nie 100? Skąd ten margines 15 procent? „Chodzi o prawników (ale i polityków), którzy doradzają dziś prezydentowi” – czytamy. Czyżby głowa państwa była OK, tylko kręci nią szyja? Być może z prezydenckimi prawnikami i politykami należy postąpić tak, jak postępuje minister Macierewicz z wojskowymi – odstrzeliwuje jednego po drugim.
Politycy z Nowogrodzkiej dość bezceremonialnie wypowiadają się o głowie państwa. „Prezydent jest zresztą dość niestabilny, jeśli chodzi o konkretne ustalenia. To utrudnia negocjacje, bo do końca nie możemy być pewni, czy udało się dogadać” – słyszymy w PiS. Los reformy i dalszych zmian jest dziś na biurku prezydenta – podsumowuje redaktor Fijołek, a internauci mogą się domyśleć, że chodzi o niestabilnego czterdziestolatka.


Najpierw „dyplomatycznie”: La petite tete de l’etat. Po naszemu – Łepek Państwa.
„La petite tete” to raczej Mordka” niż łepek…
„obaj należą do tego samego obozu i obaj są przekonani..” Czy na pewno obaj są przekonani? Takie zdanie zakłada, że pan D. ma jakieś przekonania. Uważam, że to zupełnie nieuzasadniony optymizm i – przepraszam, ale bezsensowna wiara w człowieka. Tego człowieka.
Francuskiego początki nabyłem w dzieciństwie, czytając Vaillant, taki komiks, dodawany do l’Humanite w Klubie Książki i Prasy. Potem dopiero na studiach poduczył mnie trochę znakomity pan lektor Sigalin, ale nigdy nie miałem styku na żywo, więc moja znajomość tego języka jest raczej bierna (czytam jak mi coś ciekawego wpadnie, dla przyjemności.) Więc się nie spieram, ale w przenośnych znaczeniach mam tylko „sam na sam” (tête a tête) i „głuptaska”. No i oczywiście to ładne powiedzenie „La petite tête commande la grande”. Ono ładnie ilustruje „dyplomatyczność” Francuskiego. Po polsku poprawne (znaczeniowo) tłumaczenie jest niecenzuralne. (U Niemców – mit dem Schwanz denken. )