Andrzej Miszk w tekście „Tej bitwy nie wygramy” dowodzi, że to z czym mamy do czynienia to walka klasowa. Walka, w której nowa władza eliminuje klasę średnią, która powstała po transformacji i która jest/była jej beneficjentem.
To ciekawa teza ale…
Klasa średnia to termin zapożyczony z socjologii amerykańskiej, w której operowano nie teorią klasy społecznej, a warstwy. W tej socjologii wprowadzono stratyfikację społeczeństwa na trzy „klasy”, trzy warstwy: wyższą, średnią i niższą i, aby było bardziej subtelnie, każdą z tych klas podzielono na kolejne trzy, uzyskując dziewięciostopniową skalę rozwarstwienia społeczeństwa, wyznaczanego wielkością rocznego dochodu.
Proste, łatwe i przyjemne. Żadnych konfliktów, żadnej walki klas, żadnego Karola Marksa i nikogo z jemu podobnych.
Pamiętam żarty na studium wojskowym Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie ten model stratyfikacji amerykańskiego społeczeństwa przenosiliśmy na budowę dzidy bojowej, która też składała się z trzech części – przedniej, środkowej i tylnej, a każda z nich z przedniej-przedniej, przedniej-środkowej i przedniej-tylnej części, a środkowa z środkowo-przedniej, itd., itd.
No to teraz na poważnie.
Pisze autor, że Zjednoczona Prawica wygrała wybory, odwołując się do wszystkich tych, którzy nie stali się beneficjentami transformacji i którzy są obecnie dowartościowani przez rząd „dobrej zmiany” Klasa średnia, zanim się jeszcze w pełni ukształtowała, jest przez ten rząd traktowana jako ta, która ma dostarczyć pieniędzy na transfery socjalne; jako ta, która ma ustąpić miejsca nowym elitom z nominacji pisowskiej władzy.
Oj! – pachnie walką klas…
Pisze dalej autor, że marne są nasze perspektywy, że tej walki prędko nie wygramy, że mylił się gdy bezpośrednio po wyborach spodziewał się szybkiej klęski nowej władzy, że teraz to trzeba czekać, aż zabraknie dóbr do kupowania poparcia społecznego.
W przeciwieństwie do autora nie miałem takich oczekiwań. Było dla mnie jasne, że to potrwa długo, nawet bardzo długo.
Nie zgadzam się również z tezą, że rządy „dobrej zmiany” skończą się, gdy zabraknie fruktów, którymi władza kupuje społeczne poparcie. Poprzednia peerelowska władza przetrwała kilka takich kryzysów wywołanych brakiem chleba; jedyną reakcją było zaostrzenie represji wobec buntujących się ludzi.
To stary patent. Działa zawsze i wszędzie.
Jeżeli historia może czegoś nas nauczyć (mimo, że bliższe jest mi przekonanie, że historia uczy, że nigdy nikogo niczego nie nauczyła) to tego, że aby system padł musi obok takiej prostej sprawy jak brak chleba – w nowych elitach władzy, w niej samej, muszą wystąpić oznaki dekompozycji układu. W jakiejś części tej elity musi wystąpić chęć przywrócenia prawdziwego sensu ważnych słów i pojęć, zrozumienia czym jest władza.
Zwykle zajmuje to czas życia dwóch pokoleń nowych elit, a pokolenie w socjologii to 30 lat.
Stary system też upadł dopiero wtedy, gdy do wyraźnych braków na rynku (przypomnę – to wg znanego ekonomisty węgierskiego była gospodarka niedoboru) doszły elementy zmian świadomości elit rządzących, wcześniej nic nie wzruszało podstawą, nie naruszało fundamentów rządzenia.
Budowanie pozytywnych scenariuszy, opartych na założeniu odmowy przez klasę średnią dawania kasy, pracy, twórczości i talentów nowej władzy odbieram jako naiwność i błąd.
Reakcja na takie działania będzie kodeksowa, a wymiar sprawiedliwości kontrolowany przez pana Zbyszka zadba o szybkie wytłumaczenie próbującym tej formy walki jej bezskuteczności wraz z jednoczesnym pokazaniem nowych „wrogów ludu” swojemu elektoratowi. To łatwe i proste jak konstrukcja cepa.
Ta polska klasa średnia powinna również uświadomić sobie, że musi się skończyć jej fascynacja neoliberalnym modelem gospodarki. Wiara, że przypływ uniesie wszystkie łódki równo, w miarę uzyskiwanego wzrostu gospodarczego, że o państwie nie wolno mówić i myśleć jak o nocnym stróżu, zakładać, że wszyscy muszą zostać przedsiębiorcami, że za normalne uznać należy to, że lekarz zarabia mniej niż bankowiec czy inżynier mimo, że to on ratuje życie i leczy ludzi, że płacenie podatków to nie jest gra z fiskusem a danina na rzecz wspólnoty, że…itd., itp…
Walec „dobrej zmiany” jedzie równo. Jedyne co się liczy, to działania tu i teraz. Wiele różnych, żaden jeden cel czy zadanie. Wyznaczenie takiego jednego celu czy zadania skazane jest na pewną przegraną z władzą, mającą do dyspozycji cały aparat państwa – a za chwilę cały wymiar sprawiedliwości, media i co tam jeszcze zostało.
Nie liczę na sukces w wyborach, ani samorządowych ani tym bardziej parlamentarnych.
To potrwa.
Oczywiście, zawsze mogą wydarzyć się rzeczy spoza protokołu, jakieś nagle wielkie nieszczęścia takie jak wojna, czyjaś nagła śmierć – ale to jest poza granicami naszego wpływu.
No to co robić? Robić swoje, jak śpiewał klasyk.
Wróciłem właśnie z pikiety, happeningu spod Neptuna na gdańskiej starówce. Odbyło się tam spotkanie tych, którzy chcieli wyrazić swój sprzeciw temu co widzieliśmy na Marszu Niepodległości 11 listopada w Warszawie.
Zebrało się może 200 osób, organizatorem był KOD, ale nie było ani jednej flagi KOD-u. Z partyjnych znaków obecne były tylko Partia Razem i Partia Zieloni. Były banery „Dziewuchy – dziewuchom”, powiewała tęczowa flaga. Postaliśmy, hymn zaśpiewaliśmy, pokrzyczeliśmy, że nie chcemy faszyzmu, wysłuchaliśmy relacji jednej z uczestniczek tej głośnej blokady marszu faszystów, podpisaliśmy listy domagających się delegalizacji ONR. Działo się…
Gdyby jednak było tak, że na tamte 60 tysięcy w moim Gdańsku zebrało by się przynajmniej 600 osób – bo o 6 tysiącach nie marzę – to byłoby mi lepiej
Ale 200 było !
Zbigniew Szczypiński
Gdańsk













https://pl.wikipedia.org/wiki/Faszyzm
quote;
Następujące elementy są najczęściej wymieniane jako integralne części faszyzmu: nacjonalizm, etatyzm, militaryzm, imperializm, totalitaryzm, antykapitalizm, antykomunizm, korporacjonizm, populizm, kolektywizm oraz opozycja do politycznego i ekonomicznego liberalizmu.
………………………….
To tak naprawdę czego nie chcemy? Faszyzmu ?
Czy tych składowych integralnych z faszyzmem ?
Ciekawy jestem które państwo na świecie nie jest faszystowskie.
Może jakaś lista?
Umberto Eco podaje takie cechy faszyzmu:
1. Kult tradycji (Sobieski, II RP, wyklęci, bigos, jasełka, wachmistrz).
2. Odrzucenie nowoczesności i oświecenia (dowartościowanie krk, gender jako zagrożenie).
3. Kult działania dla samego działania (pomysły wyburzenia Pałacu Kultury).
4. Niezgoda jest zdradą (KOD, Tusk, Obywatele RP – wszystko Targowica).
5. Lęk przed różnorodnością (uchodźcy, LGBT, rowerzyści, wegetarianie).
6. Odwołanie się do frustracji społecznej (500+).
7. Obsesja spiskowa (układ, ubecy, Bruksela).
8. Wróg jest zarówno silny, jak i słaby (islamiści zagrażają, ale słabsi są od katolików, damy radę).
9. Pacyfizm to spiskowanie z wrogiem (WOT, grupy rekonstrukcyjne, strzelnice w każdym powiecie – jako antidotum).
10. Populistyczny elitaryzm (misiewicze).
11. Każdy jest kształcony na bohatera (kult wyklętych, świętych, umiłowanie martwego, grupy rekonstrukcyjne, Pilecki, Bury, Inka, propaganda IPN).
12. Machismo i militaryzacja (…) faszyści lubią skupiać swoją uwagę na sprawach seksu (przykładów aż nadto: króliki księcia Radziwiłła, in vitro, geje i rury wydechowe ks. Oko, lgnienie Michalika, biskupa chyba, itd. itp.).
13. Selektywny populizm (…) reakcja emocjonalna od wybranej grupy obywateli może być przedstawiana i akceptowana jako głos narodu (suweren).
14. Nowomowa (zamach, Polki i Polacy, układ, prawda, kolesie etc.)
Po dość pesymistycznym, choć w sumie racjonalnym artykule Andrzeja Miszka, Pan Zbigniew Szczypiński twierdzi w tytule, że: „WYGRAMY TĘ BITWĘ NA PEWNO. PYTANIE TYLKO – KIEDY?” Artykuł, w założeniu optymistyczny, wprowadza bardzo minorowe konstatacje. Dwie z nich warto skomentować.
Przyjmując za pokolenie okres 30 letni Autor sugeruje,na zasadzie analogii, że skoro po takim czasie upadł w Polsce komunizm, musimy się liczyć z podobnie długą perspektywą kaczyzmu, po której na pewno wygramy. Perspektywa mało obiecująca, zwłaszcza w towarzystwie, gdzie wiekszość dyskutantów znajduje się w wieku 60+ a młodzieńcy wystepują w wersji 50+. Jeśli zdarzy sie ęomentator w przedziale 40+ to jest to niemalże faza niemowlęctwa. Taka perspektywa, czy nawet jej połowa wydaje się trochę absurdalna. Warto pamietać, że „Tysiącletnia Rzesza” trwała zaledwie 12 lat a była tworzona w warunkach bardziej sprzyjających. Dla poparcia takiego skróconego horyzontu trzeba wspomnieć, że dzisiejsze procesy społeczne i gospodarcze, a w ich wyniku polityczne, przebiegają zdecydowanie szybciej. Do mnie przemawia perpektywa tej kadencji i co najwyżej rok czy dwa kadencji nastepnej. Perspektywa bedzie tym krótsza im bardziej kaczysci bedą manipulowali wynikami bądź sfałszują wybory. Ich elektorat jest daleki od wszelkiej lojalności, zwłaszcza kiedy sie opkaże, ze manna z nieba jest czystą mrzonką. Głupota, chamstwo, arogancja, brak przyzwoitości tylko na krótka metę są politycznie skuteczne. W kolejnych latach najbardziej uderzą w ich zwolenników i beneficjentów. Przeciwnicy tekiej polityki już dzisiaj radzą i poradzą sobie zdecydowanie lepiej. Budowanie trwałego ładu w oparciu o wykluczenie wiekszosci społeczeństwa, dodajmy wiekszosci najbardziej kreatywnej i twórczej, pracowitej, przedsiebiorczej i najbardziej zasobnej, nie jest nawet grzechem. Jest czyms gorszym niż zbrodnia – to błąd.
Drugą myślą Autora, z która warto podjąć polemikę, jest stwierdzenie, że : „polska klasa średnia powinna również uświadomić sobie, że musi się skończyć jej fascynacja neoliberalnym modelem gospodarki.” W dalszej części tego wątku Autor rozprawia sie nie tyle z takim modelem gospodarki, co z fałszywymi stereotypami na jego temat. NIe wchodząc w kwestie szczegółowe warto stwierdzić, że trwająca dyskusja o modelach gospodarczych nie podważyła jak dotąd efektywności wolnego rynku. Owszem dyskutanci dostrzegaja wiele negatywnych stron takiego modelu i postulują zmiany. Zmiany mają doprowadzić do bardziej sprawiedliwego podziału dóbr i wartości w skali społecznej, do swego rodzaju transferów społecznych, które likwidują przyczyny rewolucji populistycznych. Problem Polski od roku 1989 do 2015 to problem zaniechania budowania długotrwałej równowagi społecznej i odpowiedniej polityki socjalnej prowadzącej do wyrównywania szans i sprawiedliwego podziału nawyzek rozwoju, oraz przeciwdziałanie trwałemu, strukturalnemu wykluczeniu. Ale to nie ma nic wspólnego z modelem gospodarczym, dla którego nigdzie na świecie nie znaleziono na razie całościowej, rozsądnej alternatywy. Przeciwnie – globalizacja pokazuje, że nie ma innego mechanizmu efektywności w skali lokalnej i globalnej. Chyba, że chcemy popełnić zbiorowe samobójstwo jak np. Rosja, ale tego nie bierzemy poważnie pod uwagę.
Tekst Andrzeja Miszka, którego cenię za bezkompromisowe działania i obronę demokracji, wydał mi się nazbyt pesymistyczny i jednostronny. Też uważam, jak Zbigniew Szczypiński, że trzeba robić swoje, możliwie dobrze, a jak się da to najlepiej. Krakanie nic tu nie pomoże, a zaszkodzić i owszem może. W jednym Miszk ma rację, PiS to ważna część tego społeczeństwa, ale nie ma racji, że tylko PiS na nie oddziałuje, my też. I Kościół katolicki, o którym nic nie napisał, a ten też się zmienia i nie cały jest PiSowski.
Popularna teza o dwóch Kościołach doprowadzi nas do kolejnej klęski. Na początek demagogicznie zauważę, że o liczbie Kościołów jest mowa w Credo. Kościół jako podmiot polityczny jest w Polsce jeden. Silny, zwarty, gotowy, bogaty. Nie odważyła mu się przeciwstawić żadna z dotychczas rządzących partii. Co więcej, blok opozycyjny stara się jak tylko może nie zauważać roli Kościoła w doprowadzeniu Polski do obecnego stanu. Owszem, jest kilku księży, których można zaliczyć do przyzwoitych. Nie jest może aż tak jak u Gogola, ale całkowicie ich poglądów nie podzielam i to w kwestiach zasadniczych dla budowy zrębów liberalnej demokracji. Poza tym ich wpływ na sterowanie kościelnym pancernikiem jest znikomy. W czasie wojny, co wiem z rodzinnych relacji, wśród niemieckich żołnierzy byli i tacy zupełnie przyzwoici. Wielu Polaków przetrwało dzięki nim wojnę. Ale jednak nikt nie mówi o dwóch niemieckich armiach.
Do faszyzmu potrzebni są faszyści, czyli zorganizowana struktura przemocy i tłumy biedoty chętnej podporządkowac się Duce. Moim zdaniem w Polsce nie mamy ani jednego ani drugiego, tylko rząd ze stosunkowo słabym poparciem, skonfliktowany z otoczeniem i operujący brutalna retoryką. Jedyne aktywo tej grupy to poparcie Kościoła. Bez tego nigdy by do władzy nie doszli, a Kościół woli jednak Watykan od Moskwy, więc jego poparcie nie jest trwałe ani bezwarunkowe.
Istnieje też ekonomia: wpływy podatkowe z CIT i PIT to razem 72 mld PLN rocznie, a rząd rocznie wydaje 40 mld (które musi pożyczać) na utrzymanie poparcia. Ich upadek jest więc bliski, w zasadzie już by nastąpił gdyby nie wyjątkowa koniunktura, która osłabia czujność wyborców.
Problemy ujawnią się po ich upadku i zgliszczach moralnych i materialnych, jakie po sobie zostawią. Na ten scenariusz powinna być przygotowana inteligencja, która wielkie zasługi oddała Polsce na początku lat 90tych.
Zastanawiający jest brak flag KOD, który był ponoć organizatorem manifestacji. Tak się dzieje również we Wrocławiu. Są biało czerwone, są błękitne z gwiazdami, są tęczowe. A KOD-owskich brak. To nie może być przypadek, ale „jaka przyczyna jest tego powodem”??? jak mawiał mój profesor od chemii i fizyki. Z biało czerwoną i unijną się identyfikuję, chciałabym widzieć także tę białą z symbolem KOD, bo akurat tęczowa mnie nie dotyczy, choć nie jestem przeciw. Nikt się konkretnie w imieniu KOD nie wypowiada, nie ma ludzi wyróżniających się, potrafiących zapaść w pamięć. Wprawdzie @Wejszyc mnie pocieszał, że KOD żyje i jeszcze nam pokaże, ale jestem pesymistką. Imponujące wejście, ale dalszego ciągu brak.
Przepraszam! To @Tetryk, nie @Wejszyc zapewniał, że KOD żyje i przeżyje. Pod tekstem p. Elżbiety Pytlarz.
Refleks szachisty…
Takie sobie postawiłam pytanie; czy nie jest tak, że ktoś ma zastrzeżone prawo do symbolu KOD = te trzy litery na białym tle?
Gospodarka niedoboru, a właściwie gospodarka biedy. To przecież od dawna idealny stan dla tej organizacji, która wyrosła jak garb na grzbiecie Chrześcijaństwa i nazywa się Kościół Katolicki. (Ten Prawosławny niczym się nie różni). Armageddon odbył się, niezauważalnie, kiedy siły zła wygrały bitwę, zastępując zobowiązania sumienia (co istnieją w człowieku, odziedziczone po zwierzęcych przodkach) przepisami zakazu i nakazu, „odwiecznymi” – w danym momencie. Nazywając to, przewrotnie, prawem naturalnym. Wracając do biedy: – czy to przypadek, że katolickie kraje Europy były zawsze biedniejsze od tych protestanckich? Nawet jak na krótko zdołały się nachapać cudzego złota ? (Hiszpania)
Argument pana Miszka (Tej bitwy nie wygramy…), że w Polsce mamy do czynienia z walką klasową o redystrybucję dóbr, nie przekonał mnie. Ludzie często głosują przeciwko swoim materialnym interesom, otrzymując w zamian fałszywe poczucie kulturowego bezpieczeństwa i równie nieprawdziwą wolność. I to im wystarczy. O tym zjawisku pisał ciekawie Thomas Frank w książce „What is the Matter with Kansas”. Ten fenomen, w moim przekonaniu, dotyczy właśnie Polski.
Zabiegi rządu PIS i jego zwolenników, aby upolitycznić sądy, unieruchomić Trybunał i ograniczyć zasięg wolnych mediów, nie jest wyrazem walki klasowej. Klerykalizacja życia publicznego też nie. Naginanie historii – nie. Strach przed islamem i Europą również nie posiada sprecyzowanego wymiaru materialnego. Natomiast pan Miszk przekonał mnie swoim emocjami, które są mi bliskie. Jego pesymizm, w tym sensie, jest uzasadniony.
Ach te symbole, słowa, kolory, dźwięki i powszechne ignoranctwo…
Kamień upamiętniający miejsce gdzie zginął pod lawiną
Mieczysław Karłowicz.
Komentarze turystów… popatrz leży tam jakiś hitlerowiec..
Błogosławieni ubodzy duchem…
https://pl.wikipedia.org/wiki/Mieczysław_Karłowicz