Telewizja pokazała (398)

2017-12-11.

Kiedy w 2007 r. skończyły się rządy PiS, media zwiędły. Przedtem wystarczyło zacytować Kaczyńskiego, a następnie podsuwać mikrofon różnym działaczom opozycji. Potem cytowano komuś z władz to, co powiedział ktoś z opozycji, ten zgryźliwie to komentował i program sam się kręcił. Tusk uspokoił scenę polityczną i dziennikarze nie wiedzieli co ze sobą robić. W telewizjach pojawiały się powtarzane po kilkanaście razy reportaże z przedszkoli, gdzie jakaś wychowawczyni nieładnie zwracała się do dzieci, po wielekroć oglądaliśmy wypadki samochodowe, jakieś nagrania z kamerek zainstalowanych w samochodach, no rozpacz.

Od czasu powtórnych rządów PiS media ożyły. Stale coś się dzieje. Ale nie ma już dawnej pary i często trzeba atmosferę podkręcać. Stąd mrożące krew w żyłach tytuły informacji na portalach i artykuły w gazetach. W Newsweeku na okładce czytamy: „Jak kobiety załatwiły Petru. Intrygi, polityczne przekupstwa, zdrada i zemsta – kulisy obalania szefa Nowoczesnej Ryszarda Petru”. A w środku artykuł jak reportaż z życia watahy wilków. Kto komu podgryzł zdradliwie gardło, kto chce komu wbić nóż w plecy. Niemal jak filmie „Rambo: pierwsza krew”. Nie wiem, czy naprawdę tak wygląda życie partyjne. Czy wszyscy marzą tylko o tym żeby wykiwać innych, albo obrazić się, zabrać swoich zwolenników i założyć konkurencyjną partię? Czy w partiach są wyłącznie myśliwi i wielbiciele boksu? Teraz patrząc na Katarzynę Lubnauer i Kamilę Gasiuk-Pihowicz uważnie przyglądam się: czy nie mają śladów krwi na wargach.

Czekam kiedy dowiemy się, że Hazelhard przegryzł gardło konkurentom, zneutralizował te wilczyce, stanął na czele partii i ruszył do wyborów samorządowych pod hasłem „Polska mocarstwem zegarów atomowych”.

* * *

Chętnie powtórzę bardzo trafną myśl jaką zamieścił @JUREG:

Najbardziej brzemienne w wolnym kraju w złe skutki było zaniechanie uznania praworządności za priorytet zmian. Próba odbudowy zaufania do instytucji państwowych zakończyła się, gdy rząd premiera Mazowieckiego wprowadził pozaprawnie religię do szkół.

* * *

Surowe prawo ale prawo.

Prokuratura podejrzewa Józefa Piniora o wyłudzenie 5 tys. zł za fikcyjny wykład, który miał wygłosić trzy lata temu, a zdaniem prokuratury nie wygłosił. Oprócz tego zarzuca mu się łapówkarstwo i płatną protekcję – miał przyjąć 46 tys. zł łapówki. Grozi mu osiem lat więzienia. Sąd nie zgodził się na aresztowanie Piniora mimo wagi przestępstwa i obawy, że ucieknie za granicę lub spróbuje mataczyć.

Niedawno ogłoszono wyrok w sprawie księgowej, która okradła szkołę podstawową na 1,4 mln zł. Dostała 4 lata.

* * *

Zbigniew Hołdys (Newsweek):

Zobaczcie oczyma wyobraźni posłankę Pawłowicz jako członkinię Międzynarodowego Trybunału w Hadze. Poważną sędzię w todze. Akurat przesłuchują jakiegoś ważnego świadka, tenże mówi: „Myślę, że chcieliby państwo…” i wtedy ona woła: „Nie!”. Zdumienie. „Ale…” – ponownie zaczyna zeznający i znów wrzask Pawłowicz: „Nieee!”. Gdy inni sędziowie usiłują ją przywołać do porządku, ona puszcza serię z kałasznikowa: „Zamknijcie swoje zdradzieckie mordy! Lewactwo, faszyści, wynocha, szmaty!”. Tak mogłoby być. Bo przecież tak jest tu, w Polsce, w naszym parlamencie. I nie oszukujmy się – wielu Polaków uznałoby: „Kurde, świetna jest, dowaliła im jak należy, co nam będą podskakiwać!”.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Pawłowicz7.jpg

* * *

Panuje u nas jakaś magiczna wiara w moc przeprosin. Jakiś bandyta morduje ludzi, a kiedy go prowadzą na rozprawę, dziennikarze dopytują czy żałuje tego co zrobił, i czy przeprosi rodzinę ofiary. W komentarzach do takich zdarzeń stawia się najgorszy zarzut: nawet nie przeprosił. Zarżnął to zarżnął, ale przecież rodzina ofiary na pewno czekała na przeprosiny.

Politycy bronią swej czci oddając sprawy do sądu z powodu oszczerstwa czy pomówienia. I już po kilku-kilkunastu latach sąd wydaje wyrok. Czy to koniec sprawy? Ależ skąd! Jarosław Kaczyński przegrał wiele takich spraw i nigdy nie wykonał wyroku sądu, który kazał mu przeprosić pomówioną przez niego osobę. Teraz Macierewicz przegrał w sądzie sprawę. Ma przeprosić byłego pracownika wywiadu, o którym powiedział trzy lata temu, że odpowiada on za śmierć polskich żołnierzy w Afganistanie. Na pewno Macierewicz odwoła się do wyższej instancji i sprawa będzie toczyć się przez wiele następnych lat.

Jedynym, który wykonał wyrok sądu, jest Zbigniew Ziobro. Sąd parę lat temu nakazał mu odszczekać w mediach oszczerstwa – i zrobił to. Wprawdzie oświadczenie napisane małym druczkiem pokazało się na trzy sekundy na ekranach telewizorów, ale zrobił to. Zdaje się obawiał się tego że wyrok skazujący uniemożliwi mu startowanie do sejmu. Jego koledzy niczego się nie obawiają.

* * *

Polskę odwiedził franciszkanin Kasper Mariusz Kaproń. Przyjechał z Boliwii. Napisał:

Minął już miesiąc mojego urlopowego pobytu w Polsce i muszę przyznać, że rzeczywistość z jaką się stykam (mam na myśli przede wszystkim tą eklezjalną) jest o wiele bardziej przygnębiająca niż moje wcześniejsze wyobrażenia. Oczywiście nie chcę uogólniać, gdyż są wspaniałe miejsca, które zwyczajnie budują wiarę (takie jak parafia w Wieńcu, odwiedziny w redakcji Deon czy w Więzi, atmosfera w biurze Papieskich Dziełach Misyjnych lub w Salezjańskim Wolontariacie Misyjnym…). Generalnie jednak rzeczywistość ta nie jest budująca. Kościół, z którego przed miesiącem wyjechałem, przede wszystkim jest wspólnotą. Dla relacji i jej budowania poświęca się czasem nawet normy prawa lub obowiązki (bo cóż znaczy przykładowo zjeść kawałek mięsa w piątek lub nie iść na zajęcia, gdy zawitał do nas gość i jest okazja, aby się spotkać i świętować). W Polsce mamy natomiast do czynienia z Kościołem prawa, świętego oburzenia, kanonicznych upomnień, gdzie większym grzechem i skandalem jest artykuł z wizerunkiem rozebranej Madonny Edwarda Muncha, niż szalejące grzechy podziałów w społeczeństwie, powszechnego hejtu, a nawet zawiści. To pierwsze skłania do pisania listów protestacyjnych, to drugie uznane jest już za normę. Gdzie halloweenowa dynia wzmaga wśród chrześcijan większą aktywność i jest postrzegana jako poważne zagrożenie, a nie jest nim fakt, że oto idzie mróz i bezdomni na ulicach nie mają co zjeść, gdzie się ograć, i że każda noc może być dla nich ostatnią. Gdzie sprawy księdza kulturysty lub księdza, któremu zrobiono zdjęcie z tabliczką LGBT, rozwiązuje się przy pomocy kanonicznych upomnień, niż wspólnym pójściem na piwo i wytłumaczeniem sobie sprawy.

* * *

Premier Szydło, przemawiając w sejmie z okazji próby jej odwołania, wykrzyczała gorzkie słowa wobec niewdzięcznej opozycji, która nie może znieść tego dobra, jakie pani premier i jej „drużyna” daje Polakom. Po chwili odwołali ją jej koledzy, bo teraz czekają ich nowe zadania, a do nich pasuje pan Morawiecki. Z wyjaśnień jakie przedstawił PiS wynika, że była bardzo dobrym premierem. Widocznie trzeba to było zmienić, żeby naród się nie rozbestwił.

Naród pisowski jest skołowany, no bo dlaczego szurnięto taką popularną, dobrą, chwaloną premier. Także komentatorzy gubią się w domysłach. Wyjaśnienie Kaczyńskiego jest takie jak Nikodema Dyzmy, który swemu przyjacielowi pułkownikowi Waredzie, zdumionemu jego odejściem z prezesury Banku Zbożowego, odpowiedział: – Zaufaj Wacek. Tak było trzeba.

Komentarz w Szkle Kontaktowym:

Teraz będzie na nas krzyczał tylko prezydent.

* * *

Agnieszka Wołk-Łaniewska:

Najbardziej mnie bawi taka fetyszyzacja mówienia prawdy w amerykańskiej popkulturze.

– Nie obchodzi mnie, że jesteś pedofilem, który przypina małych chłopczyków do kaloryfera i przypala papierosem, ale jak mogłeś skłamać że rzuciłeś palenie…

* * *

Nowy premier Mateusz Morawiecki dostarcza nam rozrywki. W pierwszych godzinach po desygnowaniu go na premiera złożył tradycyjny hołd Kaczyńskiemu, pochwalił działalność ministrów Ziobry i Szyszki, a w wywiadzie dla Radia Maryja zwrócił uwagę na bardzo ważny aspekt swojej przyszłej działalności:

Chcemy przekształcać Europę, ją z powrotem — takie moje marzenie – rechrystianizować, bo w wielu miejscach kościoły są zamieniane na jakieś muzea.

Przypomnę panu premierowi, że chrystianizm nie polega na chodzeniu do kościoła, to powinno być w sercu. Uczciwszy proporcje warto pamiętać, że burdel to nie budynek a personel.

Kiedyś budowaliśmy socjalizm, a w pewnym momencie okazało się że już go zbudowaliśmy i nadeszła pora budować komunizm. Coś podobnego dzieje się na prawicy. Prawie pół wieku temu wicepremier Henryk Goryszewski nakreślił plan dla Polski. Powiedział:

Nie jest ważne czy w Polsce będzie kapitalizm, wolność słowa, czy w Polsce będzie dobrobyt. Najważniejsze, żeby Polska była katolicka.

Teraz już ten etap widocznie mamy za sobą i pora żeby zabrać się za Europę.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Morawiecki.png

O innych działaniach Morawieckiego pisze Adrian Zandberg:

Mateusz Morawiecki premierem? Zanim obejmie funkcję, powinien wytłumaczyć się w końcu z podejrzeń o konflikt interesów.

Mateusz Morawiecki forsował rozwiązania zyskowne dla sektora bankowego, z którym jest powiązany. Chciał, by fundusze inwestujące w budowę biurowców były zwolnione z podatku dochodowego. Nawet rządzony przez PiS Narodowy Bank Polski przestrzegał, że nie ma powodu zwalniać tych funduszy z podatków. Przestrzegał, że może to spowodować wzrost spekulacji na rynku nieruchomości i nadwyrężyć budżet państwa. W Hiszpanii jednym z największych beneficjentów wprowadzenia takiej ulgi podatkowej stał się bank Santander, poprzedni pracodawca Morawieckiego.

BZ WBK, czyli polski oddział banku Santander, zyskał już na decyzjach forsowanych przez Morawieckiego. Dzięki temu, że zrezygnowano z rozwiązania problemu frankowiczów, banki umoczone w kredyty frankowe odnotowały przed ostatnie dwa lata spektakularny wzrost cen akcji. Kiedy Morawiecki obejmował swoje stanowisko, akcje BZ WBK kosztowały ok. 270 złotych. Dwa lata później za jedną akcję trzeba było zapłacić 385 złotych. Przypomnijmy – Mateusz Morawiecki przed objęciem stanowiska w rządzie był prezesem tego banku. Według oświadczenia majątkowego posiada nadal ponad 13 tysięcy akcji BZ WBK. Od 2015 sporo na nich zarobił – obecnie są warte ponad 5 milionów złotych.

Teraz, w związku z nową funkcją, Mateusz Morawiecki będzie dodatkowo zwierzchnikiem Komisji Nadzoru Finansowego, czyli instytucji, która kontroluje banki. W tym bank, którego jest udziałowcem.

Sprawa akcji to nie jedyna wątpliwość, która wiąże się z postacią Morawieckiego. Tajemnicą poliszynela jest, że jako wicepremier utrącił reformę PIT. Dziś najbogatsi płacą w praktyce niższe stawki od pracowników. Podatek jednolity miał być ostrożnym krokiem w stronę przywrócenia elementarnej sprawiedliwości podatkowej. Mateusz Morawiecki powinien publicznie wytłumaczyć, jaka była jego rola w utrąceniu tego projektu. I jak wiele osobiście zarobił na systemie podatkowym korzystnym dla najbogatszych.

* * *

Co pewien czas mówi się o postawieniu polityka przed Trybunałem Stanu, co jest zdaje się największą karą jaka go może spotkać (chyba że popełni przestępstwo za które zostanie oddzielnie osądzony). Czy jest się czego bać?

Trybunał Stanu może orzekać kary:

  • utraty czynnego i biernego prawa wyborczego,
  • utraty wszystkich lub niektórych orderów, odznaczeń i tytułów honorowych,
  • zakaz zajmowania kierowniczych stanowisk lub pełnienia funkcji związanych ze szczególną odpowiedzialnością w organach państwowych i organizacjach społecznych,
  • pozbawienia mandatu poselskiego (od 2 do 10 lat),
  • utraty zajmowanego stanowiska, z którego pełnieniem związana jest odpowiedzialność przed Trybunałem Stanu,
  • za przestępstwa i przestępstwa skarbowe – kary przewidziane w ustawach.

Czego miałby się obawiać Kaczyński, nawet gdyby został premierem, a potem stanął przed Trybunałem Stanu i został skazany? Że już kolejny raz nie zostanie posłem ani premierem? Że nie będzie mógł brać udziału w wyborach? Nie pójdzie siedzieć, nie zabiorą mu emerytury (chyba że zaliczy się PiS do partii totalitarnych i odpowiednio zdegraduje, ale kto miałby to zrobić?).

Chciałoby się, aby wprowadzono prawo, że polityk który okaże się sukinsynem idzie na co najmniej pięć lat do paki. Marzenie.

Kiedyś car Piotr I Wielki, reformator Rosji, zdenerwował się powszechnym złodziejstwem w kraju i podyktował swemu sekretarzowi ukaz, gdzie za kradzież rzeczy o wartości większej od kłębka sznura groziła kara śmierci. Sekretarz przerwał pisanie i zaczął się śmiać, po czym powiedział: – Jeśli ten ukaz wejdzie w życie, to wkrótce nie będziesz Panie miał kim rządzić.

Piotr się zastanowił i zrezygnował z kary.

* * *

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Maria janion.jpg

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com