Mam nadzieję, że nikt nie zgłosi się do mnie w sprawie naruszenia jego praw autorskich. Tym bardziej, że istnieje od dawna pieśń kościelna zaczynająca się tymi słowami i nie słyszałem, by ktoś, szczególnie w ostatnich latach, zgłaszał jakieś zastrzeżenia do ich niewłaściwego wykorzystania.
Przyszły mi one do głowy kiedy przygotowywałem kolejny wykład z cyklu „Historia w Biblii” i narzuciło się wręcz pytanie o charakter boga Izraelitów z jednej strony, a o ich wybór dość szczególnego bóstwa z drugiej.
Chyba każdemu czytelnikowi Biblii, szczególnie jej pierwszych ksiąg, rzuca się w oczy dość dziwny wybór, jakiego dokonali Izraelici spośród tysięcy bóstw jakimi dysponowały składy religijne Bliskiego Wschodu w starożytności. Sama Mezopotamia miała do dyspozycji ponoć ponad trzy tysiące. A jeśli dodamy do tego tzw. bóstwa osobiste, których imion nigdy nie poznamy, bo ich imion nikt poza pojedynczymi wyznawcami znać nie miał prawa, liczba ta pójdzie w miliony.
Kiedy czytamy to co mówił Jahwe swoim wyznawcom, w pewnym momencie zaczynamy się dziwić, czasem wręcz niepokoić.
Do czego bowiem nawoływało ich bóstwo, które obiecywało szczęśliwość wszelką swojemu ludowi?
Ot, kilka przykładów.
„… odejdź stąd do tej ziemi […], którą pod przysięgą obiecałem Abrahamowi, Izaakowi i Jakubowi. […] wygonię Kanaanitów, Amorytów, Hetytów, Peryzzytów i Jebuzytów”. KW.R33, w. 1-2
To akurat wydaje się proste i oczywiste i może nie budzić większych emocji, choć samo „darowanie” ziemi czyimś kosztem jest, łagodnie mówiąc, mało ciekawym świadectwem etyki boskiej. Ale to drobiazg przy tym co dalej.
Groźnie brzmią nakazy Jahwe już w czasie zdobywania Ziemi Obiecanej.
„Ukarzę Amaleka za to, co uczynił Izraelowi; za to, że zastąpił mu drogę gdy wychodził z Egiptu. Teraz idź i pobij Amaleka! Dopełnij klątwy nad wszystkim, co do niego należy! Nie miej nad nim litości! Zabijaj wszystko: od mężczyzny do niewiasty, od dziecka do niemowlęcia, od wołów do owiec, od wielbłądów do osłów!” 1KS, R15, w. 2-3
Te słowa skierowane były do Saula, pierwszego króla Izraela. Saul nie do końca wypełnił polecenia, nie pozabijał wszystkich i wszystkiego, zachował się jak zdroworozsądkowy władca dbający o dobro poddanych i… z tego powodu odwrócił się od niego Jahwe, a Samuel – jego prorok, usiłował knuć przeciw niemu intrygi (jedną z nich było „wynalezienie” Dawida)
Nie będę zadręczał czytelnika kolejnymi cytatami, ale zaręczam, że jest ich całe mnóstwo.
Kiedy się je czyta, przychodzi do głowy myśl, że mamy do czynienia z jakimś zwyrodniałym zboczeńcem, nie zaś bóstwem godnym chwały i uwielbienia.
Dlaczego więc?
A potem przychodzi myśl, że aby odpowiedzieć na to pytanie, nie wystarczy analiza dziejów narodu wybranego i szukanie w tym obszarze rozwiązania zagadki.
Należy pójść szerzej i sprawdzić czy obok Jahwe były jeszcze inne, podobnie sadystyczne bóstwa oraz kto i kiedy je wyznawał.
Znajdziemy je bez trudu.
W Mezopotamii, skąd wywodził się ród Abrahama było takich bez liku.
Np. Ardat-lili, agresywna demonica, Lamasztu – złośliwa boginka przenosząca choroby, czy Lilith powodująca impotencję u mężczyzn i bezpłodność u kobiet.
Boginie miłości jak Inana (późniejsza Isztar) były jednocześnie boginiami wojny, czyli elementu będącego śmiertelnym zagrożeniem dla ludzi.
Dlaczego?
Mezopotamia była tyglem, w którym cały czas się kotłowało. Ludy przychodziły i odchodziły, walczyły o terytorium dla siebie, o swoje miejsce do życia, innymi słowy o byt i to w sensie całkiem biologicznym.
Kiedy spojrzymy na te niesympatyczne bóstwa dojrzymy, że ich wyznawcy mieli całkiem logiczny i sensowny cel w tym, by akurat je wybierać na swoich patronów.
Lamasztu przenosiła choroby. Tak, ale nie na nas! Na naszych wrogów!
A kim byli nasi wrogowie? Ano – byli tymi, którzy zajmowali ziemie jakie akurat nam się zamarzyły.
Lilith powodowała impotencję i bezpłodność? A jakiż jest lepszy sposób by wykończyć nieprzyjazne nam ludy? Jedno, dwa pokolenia i znikną!
A przecież nie będzie raziła swą mocą wyznawców, tylko ich przeciwników, to oczywiste!
Isztar boginią miłości i wojny. Jak to pogodzić? Bardzo prosto – kwestia kogo ona pokocha, a kogo zniszczy. No przecież nie nas, jej wiernych wyznawców!
Itd. Itd.
Oczywiście, powyższe trudno traktować jako naukowy wywód, ale jest to moim zdaniem trop, którym warto podążyć, badając rzecz dogłębnie i na większej ilości przykładów.
Gdyby to podążanie dało jednoznaczną i podejrzewaną przeze mnie odpowiedź to można by wyciągnąć ciekawe wnioski.
Większość badaczy zgadza się z opinią, iż religia jest produktem intelektualnym odpowiadającym psychicznym potrzebom człowieka. Przynajmniej człowieka en masse.
Ona broni go przed strachem, jakim napawa go niezrozumiały świat, rządzący się nieznanymi przezeń prawami.
Ale jeśli tak, to jej konstrukcja nie może odbiegać daleko od konkretnych elementów tego strachu, od obiektów go powodujących. Musi być nakierowana przeciw czemuś lub komuś.
Kiedy w ten sposób spojrzymy na Jahwe, od razu stanie się on bardziej zrozumiały, a jego nawoływania oczywiste.
Biorąc pod uwagę, że w całej Księdze Wyjścia mamy opis walki ludu mojżeszowego o byt, byt biologiczny, o biologiczne przetrwanie, nie ma niczego dziwnego w nawoływaniach Jahwe. Istoty walczące o przetrwanie zachowują się zawsze i wszędzie tak samo. Przyrównywanie ich do zwierząt nie jest w tym przypadku inwektywą, ale stwierdzeniem oczywistego faktu.
Człowiek w sytuacji skrajnej, w sytuacji biologicznego zagrożenia nie bawi się w etykę, w moralność, ale walczy. Za każdą cenę. Przynajmniej większość ludzi.
Oczywiście, ten trop wymaga systematycznych badań, ale podejrzenie istnienia związku sytuacji jakiegoś ludu z wyznawaną religią i charakterem zasiedlających ją bóstw jest na tyle silne, że warto by tą drogą podążyć w swoich dociekaniach.
Po co? A choćby po to by ewentualnie znaleźć podobną zależność u współczesnych.
Można zresztą rozszerzyć te poszukiwania poza religie sensu stricte. Na wszelkiego typu ideologie pełniące w gruncie rzeczy tę samą rolę w dzisiejszym świecie.
Można by znaleźć prawidłowości ludzkich zachowań, pozornie niezrozumiałych i przeczących logice.
Niezrozumiała czasem na pierwszy rzut oka popularność niektórych „proroków”, których bierzemy za nawiedzonych, a czasem i gorzej, ale także polityków wiodących tłumy wprost na skraj przepaści przy aplauzie tychże tłumów – ma swoje źródło w tym samym strachu przed rzeczywistością. Działają w tych przypadkach te same mechanizmy co u Izraelitów, wyznających kult boga okrutnego na granicy zwyrodnienia.
Można wtedy zrozumieć człowieka, który wiernopoddańczość widzi jako element systemu bezpieczeństwa, a co my tak lekko czasem określamy mianem oportunizmu.
A jest to przecież ta sama walka o byt. Nic więcej.
Kiedy więc widzimy jak ulicami przelewają się tłumy z okrzykami „My chcemy Boga!” to czasem zadajmy sobie trud i zainteresujmy się – jakiego?
Może to nas uchronić przed niespodziankami w przyszłości?
Jerzy Łukaszewski


Bardzo ciekawe. Jak zwykle :-). Przyznam się, że ludzi, którzy wymyślali okrutnych bogów, cenię dużo bardziej, niż tych, co opowiadają, że Bóg nas kocha. Ta druga wersja jest całkowicie alogiczna.
No widzisz, teogonie mezopotamskie mówiły wprost, że bogowie stworzyli człowieka, aby za nich pracował. Ale to było wśród ludów osiadłych, stabilnych pod względem materialnym, jako tako ogarniętych politycznie. O kochaniu nie było mowy.
A religia, która zaczęła mówić o tej miłości mówiła tak naprawdę o szantażu. Bo spróbuj jej nie odwzajemniać, to bóg Ci dopiero pokaże co potrafi! I w imię tej wymuszonej miłości masz robić to co Ci każe.
Czyli de facto to samo co w starożytnej Mezopotamii. Ale jak brzmi!
Boga wybieramy sobie po latach takiego jaki nam pasuje.
Jak jesteśmy kontenci z jego wymagań, to go czcimy, jeśli nie, to zmieniamy na innego.
Ważne aby bóg wybrany przez nas nie był zbyt rygorystyczny kiedy się sk….
i patrzył ojcowskim okiem na nas, a straszył karą za empatię do innowierców którzy w niego nie wierzą.
Dziwne?
Ostatecznie stworzył nas na swój obraz….
ps.
Różnica między kotem a psem..
Pies obserwuje i dochodzi do wniosku kim jest dla niego człowiek.
Karmi mnie, przytula, wola lekarza jak choruję i cieszy się kiedy witam go i macham ogonem.
A jak tu nie machać ogonem kiedy to jest mój bóg
Kot obserwuje i dochodzi do wniosku ….
Karmi mnie, przytulać chce, wola lekarza jak choruję i cieszy się kiedy witam go czasem i dam się pogłaskać.
Skoro tak się przymila jest oczywiste, jestem jego bogiem.
patrząc na hasła niesione przez tłum na t.zw.marszu nie podległości niewatpliwie nie chodziło o Chrystusa ale raczej Jahwe ktory porazi mordy zdradzieckie i animalne.
Pełna zgoda. W tę stronę to też działa. Niewykluczone, że jest to jednym z powodów rozdźwięku między papieżem Franciszkiem, a polskimi katolikami. Można dojść do wniosku, że nie wyznają tej samej religii i nie ten sam bóg jest ich idolem.
Można też iść dalej i zastanawiać się czy jest możliwe, by ludy znajdujące się w różnej sytuacji materialnej, politycznej, mentalnej itd. są w stanie czcić tego samego boga?
Oto próbki „dobroci” Jezusa Ch.:
Nowy Testament, Ew. wg św. Łukasza, rozdz. 19, w. 27
BIBLIA TYSIĄCLECIA
” Tych zaś przeciwników moich,
którzy nie chcieli,
żebym panował nad nimi,
przyprowadźcie tu
i pościnajcie
w moich oczach.”
„Ew. wg św. Jana, rozdz. 8, w. 44
[do Żydów:] Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca.”
Ew. wg św. Mateusza, rozdz. 10, ww. 34-35
„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową…”
Cyt.:”Większość badaczy zgadza się z opinią, iż religia jest produktem intelektualnym odpowiadającym psychicznym potrzebom człowieka. Przynajmniej człowieka en masse.Ona broni go przed strachem, jakim napawa go niezrozumiały świat, rządzący się nieznanymi przezeń prawami.”
W odczycie biblijnych opowieści, jak i innych historycznych „ksiąg świętych”, najpierw warto się zastanowić nad podstawowym kryterium interpretacyjnym, sprowadzonym do fundamentalnego pytania: z czym mamy do czynienia?
Od tego przecież zależy cały tok naszego myślenia. Pomyślmy przez chwilę, kiedy to było pisane i co w tym czasie oznaczała świętość?
Historia idei świętości nie jest tożsama z potocznym rozumieniem „ksiąg świętych”.
Od osobistych rozstrzygnięć na tym poziomie zależy czy lektura tych tekstów nas rozczaruje – ulotni się czar wiary w nieprzemijalną wartość definiowanej świętości, czy też dostrzeżemy wyjątkową wartość, jaka tkwi w przemijalnym fenomenie ludzkiej wiary.
Wiara i myślenie to byty jakby samoistne, jednak dość ściśle powiązane. Gdy to zauważasz, wiesz, że warto spróbować je rozdzielić. Wtedy jednak – myśląc – musimy wpaść w zasadzkę katezjańskiego zwątpienia. Nie ma innej możliwości.
” … kiedy to było pisane i co w tym czasie oznaczała świętość?”
Tego się nigdy nie dowiemy, nasze domysły muszą więc z konieczności ograniczyć się do pytania o czas ostatecznej redakcji Biblii. A to akurat mniej więcej wiemy.
Pomimo tych redakcji można zauważyć czym naprawdę jest Biblia. Dla historyka jest bez najmniejszych wątpliwości zapisem (przeredagowywanym) budowania grupy, społeczności, społeczeństwa, a w końcu narodu i państwa. Dlatego jest tak ciekawa, bo nigdzie indziej nie znajdziemy tak drobiazgowych opisów tych mechanizmów, które bez wątpienia zachodziły w każdym społeczeństwie i w każdym narodzie niezależnie od miejsca i czasu.
O istocie świętości nie umiem się wypowiedzieć, nie jestem teologiem, natomiast rzeczywiście dostrzega się różnicę i tę należy odnotowywać.
Co zaś do nie/przemijalności. Nieprzemijalne są tylko ludzkie potrzeby. I te biologiczne i te psychiczne. I wciąż są takie same.
@J.Luk 2018-02-04
Cyt. „O istocie świętości nie umiem się wypowiedzieć, nie jestem teologiem, natomiast rzeczywiście dostrzega się różnicę i tę należy odnotowywać.”
Nie widzę potrzeby rezerwowania teologom wyłącznego prawa do rozważań na temat świętości.
Teologiczne ujęcie świętości jest z założenia formą zawężającą znaczenie tego pojęcia jedynie do odniesień religijnych.
Tymczasem święte to tyle co wyjątkowe, szczególnej wartości, wyrastające ponad powszechność.
Stąd sfera świętości, jakkolwiek ją współcześnie określimy, zawsze podlegała i podlega szczególnej ochronie na ogólnym poziomie kulturowym, jak i osobistym.
Sacrum i profanum kojarzymy głównie z językiem religijnym, co nie znaczy, że te pojęcia nie mogą obejść się bez Boga. Dobrze się przecież mają w sferze języka sztuki.
Nie mamy problemu też ze współczesną reinterpretacją duchowości – inteligencja duchowa (Ian Marshall i Danah Zohar). Pokonanie tych pozornych barier (=oporów) językowych otwiera drogę do rozważań na temat historii ludzkiej duchowości, w której jest również miejsce na duchowość religijną – przynajmniej w głęboko osadzonym kontekście historycznym.
O tego rodzaju podejściu myślałem pisząc, że historia idei świętości nie jest tożsama z potocznym rozumieniem „ksiąg świętych”.
Święty, święty, święty itd.
Wiele lat temu słuchałem rozmowy Dominikanina w radio TOK FM
albo jakiejś innej podobnej stacji.
Prowadzący zapytał, jak takiego łotra można było obwołać świętym?!
Zakonnik roześmiał się i objaśnił, dla pana święty to ktoś doskonały, najlepiej od narodzin do śmierci, prawda?
W naszym kościele, święty znaczy WZÓR godny naśladowania.
Można być draniem niemal przez całe życie aż w pewnym momencie zmieniamy się i staramy się swoimi uczynkami zniwelować zło które czyniliśmy. To jest ten wzór do naśladowania, dla mojego środowiska….
Dla pana jest przeznaczony synonim związany ściśle z wiarą, czyli święty!
Dlatego trudno pojąć, że nawrócony łotr wychodzi na ołtarze, ja to tak rozumiem…
To miała być tylko taka dygresja, odbiegająca dość daleko od podjętego przez Autora tematu. Sam autorski tekst bez zarzutu, więc nie widziałem potrzeby polemiki. Pytanie o treść dowolnie podstawianą pod pojęcie Boga zupełnie na miejscu.Niby mówimy o jednym Bogu, a każdy rozumie to “po swojemu” – o tym zawsze warto pamiętać.
Stąd pojęcie to może pojawić się u faszyzujących nacjonalistów, jak i u autora “Boskiej cząstki” (…jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?, Leon Lederman – fizyk-cząstkowiec, laureat Nagrody Nobla). W tekście znajdziecie więcej odwołań – gorąco polecam.
Z ideą Boga “jedynego” jest dokładnie tak samo jak z pojęciem świętości – osobiście wolę słowo sacrum, można to też traktować w kategorii priorytetów, ale to są przecież tylko synonimy.
@MAGOG
Że to wiąże się z wiarą, oczywiście tak.
Bawi mnie schematyzm myślenia w kategorii antagonizmu “wierzących” i “ateistów”, jakby myślenie można było odseparować od tego, w co wierzymy.
Po pierwsze musimy wierzyć w siebie, żeby o swoje prawo do podmiotowości walczyć. Gdy nie wierzysz w siebie, to giniesz.
Zilustrować ?
Idea Boga nie jest konieczna by wierzyć. Można się bez niej obyć.
Ujmę to jeszcze inaczej, dość banalnie.
Przekonania zazwyczaj ewaluują na miarę zdobytych doświadczeń. Jesteśmy skłonni wierzyć z rezerwą w to, co nie przeczy doświadczeniu i wierzyć z przekonaniem w to, co wprost z doświadczeń wynika.
W ten sposób możemy mówić o płynnej granicy między naszą Wiarą i Rozumem.
To buduje naturalny dystans do wiedzy i jednocześnie znajduje racjonalne przesłanki do budowania pewnych oczekiwań opartych na wierze, przy pełnej świadomości ich ewolucyjnego charakteru.
W tym kontekście rozmywa się sens antagonizmu wiary i rozumu. Prawdą jest, że wiara jest rodzajem projekcji naszych wyobrażeń, sięgającą poza obszar naszego zrozumienia.
Prawdą też jest , że nie mamy powodu wierzyć w coś, co jesteśmy w stanie zrozumieć. Stąd też mamy prawo mówić, że charakter naszej wiary jest uzależniony od naszej wiedzy, jak mamy prawo wierzyć, że każda wiedza jest ograniczona.
Nie przeczy to doświadczeniom.
Chętnie posłucham tych, co mają inne.
Historia języka często zbliża przeciwieństwa. Bo Bhag i Dew, sanctus i sacer, święty – przeklęty. A żyd neguje świętość człowieka, jakąkolwiek. U nich święte są tylko miejsca, co zakazane profanom i dozwolone tylko kapłanom, co ich już żydzi nie mają. Bo zburzono świątynię i nie ma już przybytku dla emanacji bezimiennego – Szechiny, gdzie wstęp miał tylko arcykapłan. Oprócz tych dziesięciu, co zapewniały przymierze (Brit) i przyzwoite zachowanie na co dzień, tych ponad sześćset nakazów (Micwa), co ich pobożny żyd musi przestrzegać, wśród nich wiele (jak kaszrut czy szatnes) w oczywisty sposób bezsensownych.
MAGOG
Polecam https://www.youtube.com/watch?v=Cs6OTdU59GE