2018-03-23.
– No dobra, powiedzmy, że tym szuraniem buta jakoś zatrzesz dźwięk, który wydałeś w spodniach. Ale co poradzisz na smród?
Takim szuraniem były dotychczas rozmowy pana premiera Morawieckiego w Brukseli i z premierem Netanjahu, przez telefon. Podobnie jak wysłanie delegacji do Izraela, z przesłaniem, że antysemityzmu to u nas nie ma.
A jak jesteśmy przy delegacjach – dygresja. Jeśli dokądkolwiek udawała się delegacja sowieckich uczonych, artystów, sportowców, lekarzy, to zawsze był w niej, jak nie Salomon Dawidowicz Sztraubam, to Izaak Abramowicz Katz. A w większej delegacji to jeszcze Sara Abramowna Silbersztajn. I nic nie musieli mówić, bo każdy widział, że nie ma antysemityzmu w ZSRR.
– Wy mówicie do siebie w rożnych językach – zauważył Koreańczyk, słysząc jak rozmawiam z Czeszką w kuluarach którejś tam międzynarodowej konferencji. A mówiliśmy w swoich językach, tylko wolno i starannie. Ta metoda ma wszakże zasięg ograniczony, do Koreańczyka już by nie pasowała. Ale od czasu do czasu widzi się rodaka, który do cudzoziemca mówi po polsku, wolno, dobitnie, sylabę za sylabą i denerwuje się, że pomimo takiego wysiłku ten matoł go nie rozumie.
Takoż i nasza władza. Ilekroć kolejne jej posunięcie w kraju popsuje atmosferę poza jego granicami i widzi, że przynajmniej w części społeczeństwa budzi to gniew i niepokój, to natychmiast śpieszy z zapewnieniem, że nas po prostu nie zrozumieli – głupie, czy co? – że już nawiązuje się kontakty, że będą rozmowy polityków, specjalistów, powoła się komisje i wszystko się wyjaśni, bo przecież muszą do tamtych dotrzeć nasze, tak oczywiste racje. I znów będzie cacy.
Zagranica i ulica
Refleksje są wielorakie. A więc, że jakby nie robić takich paskudnych posunięć, to nic by się nie działo, nie byłyby potrzebne specjalne rozmowy, komisje, angażowanie ludzi. Mogło by nie być całego tego szurania, po którym i tak smród zostaje. Następna refleksja: że jak ktoś nie potrafi w działać w polityce tak, żeby nie być źle rozumiany, to może się nie nadaje do tej roboty. Co dotyczyłoby nie tylko pana premiera, ale całej formacji. Ale prawda jest taka, że w Brukseli, Berlinie, Tel Avivie, Waszyngtonie i gdzie tam jeszcze, doskonale rozumieją co robi PiS we wszystkim do czego przykłada ręce. I jak się to tam jego argumenty głośno i dobitnie powtarza, to się nikogo nie przekonuje. Najwyżej wprowadza w irytację. Ale władza ma na użytek wewnętrzny kolejny argument: chcemy rozmawiać, pertraktować, a oni swoje.
Wszyscy już wiemy, że dla dyktatury, autorytatury, demokratury – neologizmy na moją odpowiedzialność – polityka zagraniczna jest funkcją polityki wewnętrznej. Dla demokratów właściwie też, ale inaczej. Taki Macron prowadzi politykę zagraniczną po to aby Francja rosła w siłę a Francuzi żyli dostatniej. Jak mu się uda to Francuzi wybiorą go jeszcze raz, albo nie, ale powiększy swe szanse. A dla takich jak Erdogan, Putin, Łukaszenka, Kaczyński, Orban polityka zagraniczna to narzędzie wspomagające ich utrzymywanie się przy władzy. Wspomagające, nie główne, bo wiedzą, że zbrojna interwencja z zagranicy ich nie obali. A suweren może.
Suweren suwerenowi nie równy. Putin ma za sobą zdecydowaną większość podwładnych i prowadzi taką politykę zagraniczną, która się tej większości podoba, bo nie jest ona w stanie zdać sobie sprawę, że to szkodzi krajowi. Obejmując władzę wraz z początkiem naszego wieku, Putin był nastawiony na korzystną dla rozwoju Rosji współpracę z Zachodem, co wymuszałoby siłą rzeczy demokratyzację kraju i jego odejście od władzy po z górą dwóch kadencjach prezydentury. Czyli po ośmiu latach, a rządzi już osiemnaście i właśnie wykupił sobie talon na dalsze sześć. A tam widno budiet.
W jego narzędziowni brutalna polityka zagraniczna stała się instrumentem budowania i chronienia swojej władzy, bo tamtejszy suweren tak ma, że może nie dojeść, ale jakoś dobrze się czuje w warownym obozie, otoczonym przez groźnych wrogów, którzy się boi i którzy jego mają się go bać. Jest w tym pewna sprzeczność, ale w rosyjską duszę nie będziemy tu teraz wnikać.
Putin ma łatwiej
Stara polska dusza jest podobna, lecz nieco zmodyfikowana. To co przechodziliśmy przez pół wieku, poczynając od roku 1939, wyleczyło nas z mocarstwowych ciągot. Przedwojenna Liga Morska i Kolonialna – Polsce należą się kolonie! – nie miałaby dzisiaj wzięcia. Trójmorze czy Międzymorze też mało kogo pociągają. Za to w osadzonej przez wrogów reducie dusza ta się czuje u siebie. Tyle tylko, że taką godnościową duszę ma mniej więcej jedna trzecia głosujących. Ci którzy głosują na PiS. Im by retoryka Putina pasowała, ale Kaczyński, ich nie mogąc utracić, musi się liczyć również z pozostałymi, a przede wszystkim powinien wiedzieć, że ma chuchać i dmuchać na niewielkie centrum, dziesięć, góra – piętnaście procent elektoratu, które decyduje o wyniku wyborów, głosując raz tak, raz inaczej.
Na to centrum obliczona była zamiana Szydło na Morawieckiego i widać, że pomysł nie wypalił. Nie to narzędzie. Nowy premier, jak tylko wyszedł poza gospodarkę, okazał się bliższy w poglądach bogoojczyźnianej prawicy niż umiarkowanie liberalnemu centrum. Jego angielski albo mu i jego zadaniu zaszkodził, albo został świadomie użyty tak, że zraził tych których miał pozyskać. Na jedno wychodzi. Jego „szuranie” tylko zwróciło uwagę na smród, który miało zatrzeć. A w kraju nie zrekompensowało to kosztu, jakim jest prawicowa nostalgia za swojska Beatą, natomiast rozbudziło demony ksenofobii i antysemityzmu.
Nacjonalistyczny plankton między PiS i ścianą nie wadził Kaczyńskiemu jak dotąd. Ale ożywiony przez tę falę hejtu może się stać konkurencją, odbierać poparcie, czemu może już się nie uda zapobiec po ostatnim przyhamowaniu, czy nawet taktycznym cofnięciu ofensywy na kilku odcinkach.
Nie można wykluczyć, że okazała się skuteczna „zagranica”. Zniecierpliwiona Unia, niechętnie, powoli bo powoli, ale przystąpiła w końcu do wdrażania postępowania przeciw Polsce. Przy czym jest to postępowanie wielotorowe, przy którym nie byłoby skuteczne weto Orbana. Do tego niepewne. A jednocześnie UE cały czas daje do zrozumienia, że częściowe cofnięcie się naszych władz może być tym kompromisem, który zatrzyma sankcje. Być może głównie z tym przyjechała na parę godzin Angela Merkel. I niewykluczone, że na Nowogrodzką dotarło, że sankcje są całkiem realne.
PiS się wyżywi
Nie tak dawno, gdy PiS szedł do przodu jak burza, prezes w jednym z wywiadów stwierdził, że gotów jest zaakceptować spowolnienie gospodarcze, gdyby miało to być warunkiem realizacji jego politycznych celów. Kto jeszcze podziela tę gotowość?
Praktycznym celem takiego rządcy jest. żeby mu się z zewnątrz nikt nie pchał do interesu, nie przeszkadzał rządzić tak, jak on uważa za słuszne. Odizolowanie się od nieprzyjaznego mu świata, od jego wpływów, od wielorakich gorszących kontaktów, byłoby ideałem; o ile by było możliwe. Lecz nie jest. I nie wiadomo nawet czy skutki zmierzającej ku temu polityki poparłby cały żelazny elektorat PiS. A reszta kraju, z tym centrum, które miał Morawiecki pozyskać?
Tym bardziej, że za kilka miesięcy wybory samorządowe, w których wielka polityka, poniekąd abstrakcyjna, przekłada się na konkretne pieniądze na konkretne cele i unijne sankcje bynajmniej nie są abstrakcją.
W świetle tego wszystkiego ostatni taktyczny zwrocik władzy staje się zrozumiały. Zaskakuje natomiast sposób, w jaki się go przeprowadza.
Przez szeroko rozumiany wymiar sprawiedliwości toczy się walec od pierwszych dni po wyborach 2015 roku i tu nie była zaskoczeniem nieustępliwa postawa polskich władz. Ale ustawa o IPN była prawdopodobnie wrzutką Ziobry i Jakiego. I Kaczyński bronił jej „jak niepodległości”. Przecież już po pierwszych reakcjach na jej uchwalenie przez Sejm można ją było zmienić, lub zatrzymać na długo w Senacie. Do tego prezydenta nie goni żaden termin z podpisywaniem. Nie musiał się śpieszyć. Mógł, jeśli nie zawetować, to odesłać ustawę do pani Przyłębskiej w TK przed podpisaniem. Ekspresowe procedowanie mogło być tylko wynikiem uporu prezesa. I nagle dostąpił iluminacji? Czy było to demonstracją pychy: robię co chcę, kiedy chcę i mało mnie obchodzi co kto o tym pomyśli! A przy okazji upokorzył Ziobrę, który sam dezawuuje swój pomysł.
Jeśli tak, to tylko banalne przypomnienie, co kroczy za pychą.
Ale możliwy jest jeszcze jeden domysł. Że paru prominentów PiS, poręcznych dotąd, pogadało między sobą i przyszło ze słowami: Jarku, musisz. I już nie szło ich wyrzucić z gabinetu.
Gdyby tak miało być, to ten mały zwrocik mógłby się stać – pomarzyć! – początkiem zwrotu całkiem pokaźnych rozmiarów.
Ernest Skalski

To co Pan Redaktor napisał opiera się o obserwację działań PiSu. Krok wstecz, mizerny, pozorny i niewiele znaczący ma miejsce. To informacja oficjalna, w oparciu o inicjatywy ustawodawcze. Domyślamy się, że jest to krok w stronę UE aby powstrzymać wielotorowe sankcje, ale nikt tego oficjalnie nie powiedział ani nie zaprzeczył. Od tego miejsca domyślamy się, zakładamy, przypuszczamy – słowem gdybamy. Co jeszcze wiemy na pewno: wiemy, że od dwóch a może trzech miesięcy PiS zalicza wpadkę za wpadką na arenie międzynarodowej i w Polsce. Najpierw awantura z z Izraelem i USA, na tle głupiutkiej i nieprzemyślanej ustawy o IPN. Potem szereg wpadek wizerunkowych pana Morawieckiego pełniacego obowiązki premiera, następnie awantura o gigantyczne nagrody wypłacone przez Szydło swoim ministrom, członkom komitetów politycznych i samej sobie. Podobno Morawiecki też uruchomił nagrody ale jakoś szybko ministrowie je oddali albo nie wzięli bo sprawa przycichła. Wreszcie ujawnianie stopniowe dewastacji armii, której dopuścił się Macierewicz i przy okazjki całowita kompromitacja podkomisji Smoleńskiej, która oprócz wzietej kasy za pseudo pracę nic wiecej nie dokonała. Wstyd, hańba, blamaż i partactwo. Na takim tle PiSowski przewrót w sadownictwie zaczął się załamywać. Sędziowie okazali się nadspodziewanie dość solidarną grupą zawodową i w kilku miejscach pogonili prezesów sądów narzuconych przez Ziobrę, a na 15 miejsc w niekonstytucyjnie zdeformowanym KRS zgłoszono zaledwie 18 chętnych, przy czym istnieją poważne zastrzeżenia co do kwalifikacji zawodowych i moralnych kandydatów, a ponadto utajniono zgłaszających przez co cała procedura jest nietransparentna a zatem i niekonstytucyjna.
W takich warunkach PiS siegnał po broń atomową – zaostrzenie aborcji – to dzisiaj kobiety i trochę mężczyźni w czarnym proteście pokazują co o tym myślą.
Reasumując PiS otworzył nazbyt wiele frontów i na wszystkich konsekwentnie traci i będzie tracił, co powoli zaczyna być widać w sondażach. W innych rozwiazaniach przeforsowanych m.in. w Sejmie znajduje sie tyle ukrytych min, że już do końca kadencji PiS będzie zaliczał aferę za aferą, niezależnie od ich kalibru. Swoją drogą logika odwracania trendu wyglada jakby ktoś na zapleczu rzucał polityczne kłody pod nogi tego ugrupowania – warto zastanowiść się kto i dlaczego ma w tym interes.
Furtka uchylona Komisji Europejskiej jako „wola kompromisu” jest za mała, za późno i za płytka aby Komisja dała się nabrać. PiS lekceważył i lekceważy wiedzą KE o Polsce. Niesłusznie – ta wiedza jest równie dobra i precyzyjna jak w Polsce. Ale kto zabroni zadufanemu błądzić ?
To wszystko się zgadza, niestety. Oby tylko zagranicy to „szuranie” przypadkiem nie zatkało zmysłu powonienia. A nawiasem mówiąc, dobry angielski Matwieja Kornelewicza to taki mit, jak jego znajomość historii czy zdolności menedżerskie, nie wspominając o uczciwości i przyzwoitości. Jego relacje ze spotkań na konferencjach prasowych to idealny przykład jak działa dyplomatołek, że westchnę z tęsknoty za twórcą tego słowa.
Krótko mówiąc – przewidujesz że Prezesowi wyrośnie Jobbik. A zwrot nie będzie w tył, tylko w prawo. Możliwe. Po wysłaniu do Europy nowego premiera, dla ocieplenia wizerunku, opublikowałem na tych łamach komentarz: „uważajcie na niego, on tam pojechał w naszych butach”. To było nawiązanie do szefa miejskiej policji, którego mianowanie miało polepszyć wizerunek tych morderców z policyjnego komisariatu. I już po paru dniach znaleziono go na ulicy, nieprzytomnego i bez butów. Morawiecki zachował butę, ale chwilami sprawia wrażenie nieprzytomnego. Nasuwa mi się zdanie Sama Gamgee (z „Władcy pierścieni” ) na temat Golluma/Smeagola : z tą pokraką nic nie idzie normalnie !
Jeszcze na temat tego pierdnięcia, co jak wiadomo nie da się zdementować. Przypomniała mi się Kasia Medyceuszka, matka tej królowej Margot, od Henryka Bourbona. Więc tam jeden ambasador u niej pierdnął na audiencji (chyba Hiszpan) i próbował się prędko zmyć, ale ona zawołała „ho sentito!”. A on : „Nie wiedziałem, że Wasza Wysokość ma taki znakomity węch”. To na temat nieporozumień językowych.
Martwię się, że może być inaczej, jak w starym dowcipie o Jasiu, któremu w czasie lekcji cosik się „wypsło”, za co pani kazała mu wyjść za drzwi. Chodził więc po korytarzu i rozmyślał, gdzie tu sens i logika ? Jego wyrzucono z klasy, a cała reszta pozostała w zepsutym powietrzu…Jak na razie to my siedzimy w klasie, a psujący powietrze otrzymują sowite nagrody „za ciężką, uczciwą pracę”.
Nic dodać, nic ująć z tej fajnej analizy ale… żeby nie było tak, że jako najlepsze w tym co Redaktor pisze jest ta zależność pomiędzy szuraniem butami a zepsutym powietrze, czytając dotychczasowe wpisy widać, że to dobre było.
A tak na poważnie – czy Redaktor zgodzi się z Maćkiem Gdulą z jego diagnozą zawartą w „Nowym Autorytaryzmie” a dotyczącej tego dlaczego to PiS wygrał w 2015 i dlaczego nadal ma taką przewagę nad resztą jaką ma?
W tym co pisze Redaktor nie niczego co dotyczyłoby suwerena społeczeństwa narodu (proszę wybrać w/g uznania) a bez tego możemy jedynie być recenzentem tego co się dzieje, tu i teraz a dzieje się, dzieje…
ZBYSZEK123
Siła by mówić. W skrócie. Elektorat PIS jest napędzany przez różne motywacje. Przynależą one różnym grupom społecznym, ale też częściami zachodzą na siebie.
Grupa najwcześniej rozpoznana i chyba podstawowa. Ci których ominęły frukta transformacji i ci którzy uważają, że ich ominęły. Na jedno wychodzi w postępowaniu.
Grupa zagrożonych w swojej tożsamości narodowej, religijnej, obyczajowej przez falę modernizmu (bez wchodzenia w elementy tegoż.)
Wreszcie grupa bezinteresownych nienawistników; zawistni, których boli że inni dostali więcej. Ci którym PIS schlebił i dał możliwość dokopania silniejszym i słabszym. To jest ta grupa, którą opisał Maciej Gdula. Edkowie z „Tanga”.
Ale też, tacy którzy uznali, że już nie może być gorzej niż za III RP, więc poparli PIS lub Kukiza i dali władzę Kaczyńskiemu.
Dała im ją też uczona lewica, która teraz we wskazanej przez Gdulę formacji dostrzegła przemożny głos ludu i konieczność „pracy u podstaw”, co pozwala jej kontynuować to co robiła i robi w polityce. Wprawdzie nie głosowała na PIS, ale na samą siebie w różnych odrębnych grupach i teraz obwinia o dobrą zmianę wszystkich, tylko nie siebie. (Ernest Skalski, Lewica szkodzi, 2018-01-05, w SO, pozwolę sobie przypomnieć) Tak jakby nie dotarło, że nasza ordynacja stosuje zasadę D’Hondta, która niecałe 38 procent głosów na PIS zamieniła na 51 procent mandatów.
Chyba miał rację Hitler, mówiąc, że społeczeństwo nie składa się z profesorów prawa państwowego, ani nawet ze średnio rozsądnych ludzi. Znany mi profesor prawa państwowego głosował na Razem.
>>Znany mi profesor prawa państwowego głosował na Razem.<<
Dlatego nigdy nikomu nie powiedzeniem na kogo oddałem głos.
Wszyscy w moim otoczeniu wiedzą, że naciśnięty, mówię różnie..
konfrontowali to czasem ze sobą…
Zawsze byłem socjalistą i pozostanę nim do końca..
———
Z kuluarów władzy;
Towarzysze! podstawowym naszym zadaniem są dwa punkty.
Pkt.1… W najbliższym czasie zbudujemy socjalizm!
Pkt. 2… Następnie zajmiemy się budową komunizmu!
Po latach….
Towarzysze! Zabrakło materiału na punkt pierwszy !
Przystępujemy więc do punktu drugiego!
A ja zawsze mówię otwarcie i możecie się nade mną pastwić: nigdy w życiu nie głosowałem na kogokolwiek związanego z (jakimkolwiek) Kościołem lub Panną „S”, ze szczególnym uwzględnieniem „narodowców” i „państwowców” – chyba że musiałem (wybór Wałęsa-Tymiński – oczywiście, Wałęsa; wybór Tusk-Kaczyński, oczywiście Tusk) i zrobię to tylko w jednym wypadku: wybierając mniejsze dla mnie zło, gdy umiarkowana lewica nie będzie miała ewidentnie żadnych szans i jedynym ważnym celem będzie przegrana PiS. Kryteria pomocnicze: przyzwoite wyższe wykształcenie i pochodzenie ze środowiska inteligenckiego od paru pokoleń. Oraz niezbyt dużo dzieci (trójka już budzi moje poważne wątpliwości, preferuję 0 lub 1). I wiek powyżej 40 lat.