Jerzy Łukaszewski: Mleko matki8 min czytania

()

 

2018-03-28

Prowadzenie wykładów z cyklu „Historia kobiety” w chwili gdy serca i umysły zajęte są „Czarnym Piątkiem” nie należy do zajęć łatwych. Cokolwiek by się mówiło i jaką by się epokę brało na warsztat, codzienność zaokienna włazi jak krowa w szkodę i nijak się od niej opędzić.

Nie bez przyczyny zresztą.

Na ostatnich zajęciach chciałem tylko krótko omówić życiorys Narcyzy Żmichowskiej, jako że to ona była prekursorką polskiego ruchu feministycznego, choć pod koniec życia została nieomal odrzucona także przez dotychczasowe zwolenniczki.

Uznałem, że niezbędne jest także przedstawienie stanowiska tych, którzy w wieku XIX krytykowali te ruchy i… zaczęło się.

Żmichowska żyła ponad 150 lat temu (w roku przyszłym będzie dwusetna rocznica jej urodzin), ale kiedy czyta się ataki na nią i argumenty jej przeciwników, człowiek ma wrażenie, że… nic się nie zmieniło. Stoimy w miejscu jako społeczeństwo, choć teoretycznie to niemożliwe.

Ale – zacznijmy od początku.

Babka Narcyzy Żmichowskiej wbrew woli rodziców poślubiła człowieka, do którego przylgnęło jej serce. Fakt, że było to małżeństwo bardzo udane, nie miał znaczenia dla rodziny, małżeństwo tradycyjnie traktowane było jak czysto ekonomiczna umowa dwóch rodów, mająca na celu wzajemne wsparcie, wyliczalne w konkretnych walorach. Miłość, jako nieprzeliczalna nie wchodziła w grę.

Aby było jeszcze ciekawiej, podobnie postąpiła matka Narcyzy wychodząc za mąż za Jana Michowskiego, żołnierza kościuszkowskiego przepojonego ideami rewolucji francuskiej i hasłami wolnościowymi.

Czy cała ta rodzinna epopeja miała wpływ na kształtowanie się umysłu młodej Narcyzy? Psycholodzy nie dają tu odpowiedzi jednoznacznej, choć na ogół dopuszczają możliwość wysysania z mlekiem matki sposobu myślenia i poruszania się w rzeczywistości.

To co dostrzegam u Żmichowskiej i kłaniam się jej z szacunkiem, że opowieści o romantycznej miłości babki i matki przełożyła na użytek własnej działalności jako hasło wolnego wyboru. W jej rodzinie wolny (choć przy wtórze protestów) wybór powodowany uczuciami przyniósł dobre rezultaty (oprócz finansowych), nie widziała więc przeszkód, by to hasło głosić przy każdej okazji i w każdej sprawie.

Dzisiejsze feministki mogą być zawiedzione, czytając to co miała do powiedzenia. Nie widziała bowiem powodu, by krytykować kobietę, która widziała swoje miejsce w zaciszu domowym, pochwalała kobietę, która uznawała macierzyństwo za swoje powołanie itp.

Aby jednak zrozumieć Żmichowską trzeba zwrócić uwagę na jeden bardzo znaczący „szczegół” w jej poglądach.

Ona w tych wszystkich przypadkach mówiła o kobiecie, która sama dokonała takiego wyboru. Nikt jej nie zmuszał, nikt stylu życia nie narzucał. Uważała, że najlepiej spełni się jako matka czy pani domu – ok, Żmichowskiej to wystarczało.

I w tym tkwi cały sens jej poglądów. Jak na I połowę XIX wieku to była prawdziwa rewolucja w myśleniu o roli kobiety w społeczeństwie, co dziś trudno docenić, jeśli się nie pozna dobrze epoki.

Jeszcze jeden szczegół wyróżniający Żmichowską spośród europejskich feministek XIX wieku.

W Europie i Ameryce kobiety walczące o swe prawa nauczyły się, że nie wolno tychże praw oddzielać jako „tematu osobnego” od innych ważnych problemów społecznych. Toteż (na co nietrudno podać przykłady) te same panie, które podnosiły hasła praw kobiet, konsekwentnie opowiadały się za prawami człowieka w ogóle, były abolicjonistkami, walczyły o dostęp do powszechnej edukacji nie tylko dla kobiet itp. Bardzo mądre podejście, nawet jeśli tylko z taktycznego punktu widzenia.

Polska w tym czasie była pod zaborami, nic więc dziwnego, że panie podzielające poglądy Żmichowskiej „z automatu” podnosiły także hasła patriotyczne. I nie tylko hasła.

Żmichowska zaangażowała się w przygotowania do rewolucji 1846 roku, najpierw jako kurierka, krążąca między Krakowem, a Warszawą, a następnie jako członek zarządu warszawskiej  grupy konspiracyjnej. To ostatnie jest szczególnie ważne, bo pokazywało wszystkim, że kobieta może być i przydatna i równie wartościowa w takiej robocie jak mężczyzna. Wówczas nie dla wszystkich było to takie oczywiste.

Pozwoliłem sobie nawet na twierdzenie, że to ona była „modelem”, który później, w dobie powstania styczniowego powielały naprawdę wielkie rzesze polskich kobiet. O ich roli w powstaniu styczniowym napisano wiele, nikt jednak nie wspomniał, że miały one przed oczami wcześniejsze wyczyny Żmichowskiej, która za swoją działalność na tym polu zapłaciła 2,5-letnim więzieniem.

Działalność wychowawcza była jej oczkiem w głowie. Założyła ona m.in. nielegalną szkołę dla dzieci wiejskich uważając, że edukacja wszystkich warstw społecznych jest równie ważna. Prowadziła tę szkółkę czasem wbrew woli rodziców. Przypadki bicia dzieci przez ojców, którzy „nakryli” je w szkole nie były wcale rzadkim przypadkiem.

Nie miała „dobrej prasy”. Dlaczego? Po prostu była konsekwentna w swoich działaniach. Kiedy Warszawa żyła chwilowo skandalem towarzyskim, bo jedna pani opuściła brutala męża i związała się z innym, Żmichowska publicznie ją poparła, co wywołało skandal większy, niż ten, który był tego poparcia przyczyną.

Dużo później źle się jej przysłużył Boy Żeleński, w dobrej wierze zresztą.

Będący rzecznikiem swobód obyczajowych dr Żeleński na podstawie jej bogatej korespondencji (m.in. z matką Boya) wysnuł wniosek o jej homoseksualnych skłonnościach. Trochę na wyrost, ale chciał pokazać, że osoby o takiej orientacji są równie wartościowe dla społeczeństwa.

Tyle, że to społeczeństwo nie było na taki szok przygotowane i gromy jakie posypały się na głowę nieżyjącej już Żmichowskiej spowodowały zmowę milczenia na jej temat w „towarzystwie”.

Sam życiorys Żmichowskiej, jak i historia ruchu feministycznego XIX wieku ma jeszcze jeden ciekawy aspekt – przeciwnicy.

To, że tacy byli akurat nie dziwi, natomiast to, kim oni byli powoduje, że człowiek czytając o tych zamierzchłych czasach czuje się jakby czytał współczesną gazetę.

Największymi znawcami problemów kobiecych okazywali się bowiem … duchowni. Zaskakujące? Wcale. Przecież to znamy.

Na dodatek argumenty stosowane przez nich w dyskusjach były dokładnie tak samo mało warte jak współczesne – co trochę dziwi, bo przez tyle lat można by (teoretycznie) wymyślić coś ciekawszego.

W broszurce autorstwa bpa Niedziałkowskiego pozującego (wypisz wymaluj jak niektórzy dzisiaj) na niezłomnego obrońcę „wartości” nie znajdziemy ani jednego argumentu, z którym można by sensownie popolemizować. Bełkot okraszony wzniosłymi i niewiele wnoszącymi hasełkami.

Przykładowy fragment z książeczki „Nie tędy droga , szanowne panie!”

„Mężczyzna jest silniejszy fizycznie, kobieta za to piękniejsza, mężczyzna ma dalej sięgający i tęższy rozum, kobieta czulsze serce, mężczyzna jest rozumniejszym, kobieta za to lepszą. Kto jest więcej, wart roztrząsać nie będę [a szkoda, przyp. mój]. Ponieważ siła ciała i umysłu nadaje w życiu przewagę, więc mężczyzna był jest i będzie przewodniczył na ziemi”.

Chciałoby się zapytać w kontekście tych opiewanych walorów fizycznych, dlaczego tak rzadko sadzano na tronie kulturystów, ale ktoś mógłby poczytać to za zbytnią złośliwość.

Natomiast zwraca uwagę jedno. Na kilkuset stronicach tej książeczki nie znajdujemy ani jednego sensownego argumentu uprawniającego do wniosków wysnutych… już na początku rozważań.

Autor porusza się tu w (jakże nam współcześnie znajomym) kręgu „oczywistości” nie widząc potrzeby podparcia się jakimkolwiek przykładem badań, statystyk czy czegokolwiek innego wspierającego tezę.

Jeden z nielicznych „argumentów” za tym, że to chrześcijaństwo wyzwoliło kobietę z pogańskiej niższości jest doprawdy powalający. Mówi on bowiem o… uwielbieniu jakim chrześcijańscy mężczyźni otaczają Matkę Boską i wiele świętych dziewic.

Z takim „argumentem” naprawdę trudno dyskutować.

Oczywiście to wszystko co powyżej, to bardzo skrótowe ujęcie tego, o czym była mowa na zajęciach ze wspomnianego cyklu.

Jednak i to wystarcza by dostrzec wiele podobieństw z czasami nam współczesnymi.

Naczelne hasło Żmichowskiej – wolny wybór – nadal aktualne i nie zrealizowane. Nadal budzi sprzeciw wielu środowisk.

Naczelnymi „teoretykami kobiecości” wciąż są osoby duchowne i to one wiodą prym w szerzeniu idei kompletnie nie pasujących do rzeczywistości.

Czy naprawdę przez blisko 200 lat nikt się w tym kraju niczego nie nauczył?

Trudno w tej sytuacji pozostać optymistą.

Jerzy Łukaszewski

 

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

8 komentarzy

  1. A. Goryński 28.03.2018
  2. Mr E 29.03.2018
    • j.Luk 29.03.2018
      • BM 29.03.2018
  3. j.Luk 29.03.2018
  4. slawek 30.03.2018
  5. wejszyc 31.03.2018
    • A. Goryński 01.04.2018