Andrzej C. Leszczyński: Życie14 min czytania

()


21.02.2025

1.

Wiele definicji i określeń – filozoficznych, naukowych, poetyckich. Jedno wiadomo na pewno – życie chce być sobą. Chce żyć. Zawiera w sobie wolę trwania. Cyceron: „Gdy tylko narodzi się jakieś żywe stworzenie […], od razu czuje życzliwość dla samego siebie, troszczy się o zachowanie siebie i swojego dobrego stanu, lubi wszystko, co ten stan utrzymuje, żywi zaś wstręt do zagłady i do tego, co zagładę wydaje się sprowadzać” (De finibus bonorum et malorum, 5,16). Oto kilka podobnych zdań. Baruch Spinoza: „Każda rzecz, o ile jest sama w sobie, usiłuje pozostać w swym istnieniu”. Johann Wolfgang Goethe: „Można prowadzić każde życie, jeśli nie zatraca się samego siebie; można stracić wszystko, byle tylko pozostać tym, czym się jest”. Bolesław Leśmian: „Tak się nie chce być czymś innym, niż się było!”. Halina Poświatowska: „zawsze kiedy chcę żyć krzyczę/ gdy życie odchodzi ode mnie/ przywieram do niego/ mówię – życie/ nie odchodź jeszcze”. I jeszcze Czesław Miłosz: „Życie nie lubi śmierci. Ciało, dopóki może, przeciwstawia jej bicie serca i ciepło krążącej krwi”. Szczególną pochwałą życia jest samobójstwo popełniane wtedy, gdy istnienie pozbawione jest dotychczasowej witalności i perspektyw (przykładem jest Pieter Peeperkorn, jeden z bohaterów Czarodziejskiej góry Tomasza Manna).

Jedno z określeń mówi, że życie jest sposobem istnienia i funkcjonowania wszelkich organizmów. Poza takimi własnościami jak rozmnażanie czy wzrost, charakteryzuje się zdolnością przyswajania substancji z zewnątrz. Substancje te, czyli pokarmy, są także jakimiś formami życia. Czesław Miłosz pisze, że przyroda składa się z jedzących i jedzonych (natura devorans, natura devorata). Widać to na każdym kroku, od poziomu najniższego (bakterie, wirusy, nowotwory pożerające zdrowe tkanki, pępowina zaopatrująca płód w krew matki) do tego, który obejmuje organizmy widoczne gołym okiem. Przejmująco brzmią pierwsze słowa wiersza Anny Świrszczyńskiej pt. Macierzyństwo: „Urodziłam życie./ Wyszło krzycząc z moich wnętrzności/ i żąda ode mnie ofiary z mojego życia/ jak bóstwo Azteków”. I końcowe wersy tego wiersza: „Potrzebna małej kukiełce jak powietrze,/ daję się bez oporu połknąć miłości,/ jak powietrze daję się połykać/ jej drobnym, chciwym życia płucom”. Jolanta Brach-Czajna w swych niesamowitych Szczelinach istnienia szuka wymiaru uniwersalnego: „Jest jedno ciało, wspólne ciało świata, które samo sobie ofiarowuje się nieustannie. Żywy, cierpiący odmęt. Odradzanie się przez pochłanianie innych wydaje się tu neutralne moralnie, gdy każdy unicestwia i sam jest unicestwiany, przyjmuje ofiarę i sam się ofiarowuje”. W istotę życia wpisany jest przymus, o którym pisze w tak właśnie zatytułowanym wierszu Wisława Szymborska:

„Zjadamy cudze życie, żeby żyć.
Denat schabowy z nieboszczką kapustą.
Karta dań to nekrolog.

Nawet najlepsi ludzie
muszą coś zabitego przegryzać, przetrawiać,
żeby ich czułe serca
nie przestały bić.

Nawet poeci najbardziej liryczni.
Nawet asceci najbardziej surowi
żują i przełykają coś,
co przecież sobie rosło.

[…]”.

2.

Życie żywi się (brzmi to niemal jak tautologia) życiem zwierząt i roślin dostarczających białka, tłuszcze i węglowodany. Można to określić mianem biokanibalizmu. Stanisław Tym: „Siedzę w domu, jest noc, okno, lampa zapalona, piszę i nagle 300 metrów ode mnie w polu straszny, rozpaczliwy krzyk Złapały lisy zająca. Trwa rzeź, on kona, ja słyszę. Łąka rośnie i jest piękna. Ale ja wiem, jaka trwa zażarta walka roślin o przetrwanie, kawałek miejsca, wodę, dostęp do słońca”. Wszystko, o czym pisze Tym, jest biologiczną koniecznością. Byłoby dobrze, gdyby i ludzie dokonywali rozróżnienia między tym, co konieczne, a co nie. Muszę zniszczyć życie ryby albo ziemniaka, nie muszę jednak niszczyć życia kwiatu. Cóż jednak, skoro człowiek, jak pisze Marguerite Yourcenar, to „król drapieżców, trzebiciel zwierząt i morderca drzew” (cytuję za: Jean Dorst, Siła życia). Niedawno upadł przygotowany przez ministerstwo klimatu i środowiska projekt ochrony kilku rzadkich gatunków ptaków, do czego przyczynili się politycy z PSL. Boleje nad tym Wojciech Bonowicz, pyta: „Czy ludziom, którzy strzelanie do tego, co bezbronne, uważają za frajdę, nie należałoby raczej utrudniać spełniania takich zachcianek, zamiast ułatwiać?”.

Powszechne jest ludzkie poczucie wyższości nad zwierzętami, czy tym bardziej roślinami. Robert Lenoble (Histoire de l´idée de nature) pisze o człowieku, który w ujęciu chrześcijańskim nie mieści się w przyrodzie jak cząstka w całości. Zajmuje wobec przyrody stanowisko nad-przyrodzone. Tylko Albert Schweitzer wolny jest od podobnej „nadprzyrodzoności”. Mówiąc o życiu ma na uwadze wszelkie jego przejawy i formy. Wszelkie organizmy – od mikrobów do istot ludzkich – mają „wolę życia”, co nie oznacza zdolności myślowej, lecz celowościową organizację dążącą do przetrwania – organizmu lub gatunku. Niektóre organizmy odrzucają część swego ciała, by przetrwać w pomniejszonej postaci. Wisława Szymborska (Autotomia): „W niebezpieczeństwie strzykwa dzieli się na dwoje:/ jedną siebie oddaje na pożarcie światu,/ drugą sobą ucieka”.

Schweitzer stoi na gruncie biocentryzmu, afirmacji wszelkich fenomenów życia. Stanowisko to rodzi nieusuwalny konflikt o charakterze tragicznym, takim, z którego nie ma dobrego wyjścia: albo zniszczysz czyjeś życie, albo swoje; jakieś musi ulec zniszczeniu. Etyka szacunku dla życia, której jest twórcą, wyrasta z najbardziej bezpośredniego faktu, jaki dany jest świadomości: jestem życiem które pragnie żyć, obok życia które pragnie żyć. Podstawowa zasada tej etyki brzmi: dobrze jest życie utrzymywać, sprzyjać mu; źle jest życie niszczyć, hamować je w rozwoju. W pracy pt. Kultur und Ethik in den Weltreligionen (pisanej w latach 1919-1921) czytamy: „Naprawdę etyczny jest człowiek tylko wtedy, jeśli czyni zadość potrzebie, aby pomagać każdemu życiu, któremu pomóc może, i jeśli się wzdraga przed tym, aby jakiejkolwiek istocie wyrządzić zło. Nie pyta, czy to lub tamto życie jest cenne i czy zasługuje na naszą uwagę; nie pyta także, czy i w jakiej mierze jest ono jeszcze zdolne do doznawania. Dla człowieka naprawdę etycznego życie jako takie jest święte”.

3.

Życie rodzi się ze śmierci. Michèle Fellous w książce pt. Przeszczep: paradoks tożsamości i radykalnej obcości pisze, że biorca, by przeżyć, musi „nosić w sobie kogoś zmarłego, kto pozostaje przy życiu, zawdzięczać życie konkretnej i gwałtownej śmierci Innego…”. Wiążą się z tym kłopoty z zachowaniem tożsamości kogoś, kto nosi w klatce piersiowej czyjeś serce. Jednak pojęcia związane z przeszczepami można odnieść do każdego organizmu. Każdy jest biorcą i dawcą, tyle tylko, że nie ma problemów z utrzymaniem tożsamości ktoś, kto zjadł właśnie udko z kurczaka i ma je w żołądku.

Zwierzęta są zdolne do odczuwania, które nie musi być tożsame ze świadomością. Wskazuje na to posiadanie przez nie układu nerwowego, bardziej jeszcze – dostrzegalne wyrazy cierpienia (krzyk, wycie, piski, trzęsienie się, ucieczka). Dyskusyjny jest poziom tej zdolności w odniesieniu do mniej złożonych organizmów wielokomórkowych. Karol Darwin po wieloletnich badaniach dżdżownic uznał je za istoty czujące. Peter Singer (Wyzwolenie zwierząt) sądzi, że zdolności odczuwania pozbawione są niektóre bezkręgowce (jak pisze, granice można znaleźć „gdzieś między krewetką a ostrygą”). Orędownicy tzw. głębokiej ekologii zdolność odczuwania przypisują także roślinom, które – choć trudno to uchwycić poznawczo – odbierają bodźce i odczuwają stres. Rośliny wydają ultradźwięki: w optymalnych warunkach generują jedno ciche kliknięcie na godzinę, gdy są zestresowane (brak wody, nacięcie łodygi) – w tym samym czasie ilość kliknięć wzrasta do trzydziestu pięciu.

Marian Zdziechowski, profesor i rektor uniwersytetu wileńskiego, podczas rozmowy z Marianem Massoniusem wyznał, że choć zapewne pozostanie praktykującym katolikiem i będzie katolicyzmu bronił, utracił „wiarę wewnętrzną”. Ważnym powodem tej utraty było przerażenie ogromem cierpienia widocznego w przyrodzie, fakt, że wiedząc o konieczności jej upadku, Bóg nie przygotował dla przyrody żadnego planu zbawienia. „[…] cierpienie człowieka, nawet cierpienia małych, niewinnych dzieci […] mogą być tłumaczone z pomocą pojęć upadku, grzechu, kary, próby doczesnej i wiekuistej zagrobowej szczęśliwości. Nie tłumaczy to jednak cierpienia zwierzęcia pod panowaniem człowieka; w pytaniu tym skupiały się ostatecznie wątpienia moje”. Szczególnie obrzydliwe wydaje mi się takie korzystanie z życia zwierząt, które łączy się z zadawaniem katuszy. Witold Gombrowicz wspomina w Dzienniku o kucharzach „wysokiej klasy”, którzy – jak mu opowiadano – „zwykli zabijać indyka powoli, szpileczką, albowiem mięso staje się wtedy smaczniejsze”. Pies, tradycyjny surowiec chińskiej kuchni, jest przed śmiercią obijany kijem (im więcej wycierpi, tym lepiej smakuje jego mięso). Wykwintny pasztet strasburski foie gras swój smak zawdzięcza męczeniu młodych kaczek i gęsi kilkunastodniowym, siłowym (rurka) dokarmianiem wysokokalorycznym pokarmem, co przynosi nienaturalny rozrost wątroby. W Rozmowie kapłona z pulardą Woltera pularda (tuczona w specjalny sposób młoda kura) mówi: „Założę się, że pożerając nas, wesoło się śmieją i opowiadają sobie wesołe dowcipy, jak gdyby nic się nie stało”.

4.

O. Innocenty Bocheński w Podręczniku mądrości tego świata przywołuje opinie („mądrości”) odrzucające często spotykaną mediatyzację, czyli traktowanie życia jako środka służącego określonym celom. Życie nie jest po to, by je mediatyzować, ale po to, by żyć. Cztery wieki wcześniej znane pouczenie sformułował Michel de Montaigne: „»Nic nie zrobiłem dzisiaj«. Jak to? Zali nie żyłeś? Toć to jest nie tylko główne, ale najchlubniejsze z twoich zatrudnień”. O tym, że życie jest wartością autoteliczną, czyli samą dla siebie, pisał Immanuel Kant w Uzasadnieniu metafizyki moralności formułując tzw. imperatyw praktyczny: „Postępuj tak, byś człowieczeństwa tak w swojej osobie, jak też w osobie każdego innego używał zawsze zarazem jako celu, nigdy tylko jako środka”. Można odnieść wrażenie, że w sposób autoteliczny ujmuje się abstrakty, takie jak „człowieczeństwo”, „człowiek jako taki” itp. Natomiast człowiek konkretny pozostaje zazwyczaj wartością instrumentalną, jest środkiem służącym różnorakim potrzebom. Pokarm człowieka stanowią organizmy zwierzęce i roślinne. Bywa jednak, że także ludzkie. Rudolf Hoess podczas zeznań przed Trybunałem Narodowym w Warszawie mówił o obozowych bunkrach głodowych, w których „wypadki ludożerstwa wśród jeńców sowieckich nie należały w Brzezince do rzadkości”. W październiku 1972 roku rozbił się w Andach urugwajski samolot. Trzydzieści trzy osoby, które przeżyły katastrofę, spędziły w górach ponad siedemdziesiąt dni, podczas których spożywały fragmenty ciał poległych współpasażerów. Motywy kanibalistyczne widoczne są w literaturze. W Jądrze ciemności Josepha Conrada Kurtz bierze udział w antropofagicznych orgiach na jego cześć (ludożerstwo jest tu wtajemniczeniem, udziela zakazanej wiedzy: boski jest smak bliźniego).

W starożytności czymś powszechnym było odróżniania ludzi wolnych (ελεύθεροι) i niewolnych (δούλοι). Ci drudzy, jak określa ich Arystoteles ze Stagiry, to „narzędzia mające gwarantować przeżycie” (odróżniał narzędzia ożywione i nieożywione). „U niektórych istot zaraz od urodzenia dokonuje się rozgraniczenie z przeznaczeniem jednych do władania, drugich do podlegania władzy” (Polityka). Nieco wcześniej Platon pisze (Prawa), że należy niewolników karać, lecz nie napominać ich, „bo to rozpieszcza ich tylko i rozzuchwala”. W innym miejscu: „Słowa, z którymi zwracamy się do niewolników, powinny być właściwie tylko rozkazem”. Muszą być rządzący i rządzeni, gdyż zapewnia to porządek społeczny.

Niewolnictwo nie należy do przeszłości. Coraz częściej mówi się dziś o „nowych niewolnikach”, ludziach kontrolowanych przez innych ludzi przemocą, groźbą przemocy lub perswazją, manipulacją, nie otrzymujących wynagrodzenia za pracę. Jest ich ponad 30 milionów; zaś tych, którzy są zmuszani do pracy za głodowe wynagrodzenie – dobrze ponad 200 milionów. Uderza taniość siły roboczej. Kilka lat temu przeczytałem (nie zapisałem niestety źródła informacji), że cena niewolnika w Alabamie w 1850 roku wynosiła 1500$ (dziś to ok. 35 000 dolarów). Obecnie do podobnych zadań kupuje się człowieka za 100 dolarów. Zapadło mi w pamięć zdanie pisarza noblisty José Samarago: trzeba pytać, ilu ludzi biednych czy wykluczonych tworzy jednego bogatego człowieka.

Uprzedmiotowienie człowieka postępuje wraz z dominacją reguł rynkowych. One decydują, kto odniesie sukces, a kto stanie się rynkowym odrzutem. Pisał o tym Zygmunt Bauman: „Świat współczesny jest światem »spisywania na straty«. Co jest nieprzydatne, albo co się znudzi – zostaje wyrzucone. Najpierw coraz obficiej trafiały na śmietnik rzeczy. Teraz trafiają tam ludzie, kategorie społeczne, narody, kontynenty”. Człowiek – pisał Karol Marks – podczas pracy najemnej jest towarem. Rynek pracy, rynek dzieci do adopcji, rynek narządów do przeszczepu, rynek piłkarzy, aktorów. Towarem jest wykształcenie, płeć, wiek, życiorys, uroda itp., itd. O instrumentalizacji człowieka dobitnie świadczy język, takie zwroty, jak „ręce do pracy”, „nie ma kim pracować, grać itp.”, „liczba szabel”, „zarządzanie zasobami ludzkimi” (nazwa przedmiotu na studiach ekonomicznych). Ludzkie życie znajduje ekwiwalent pieniężny. Georg Simmel pisze, że w dawnej Anglii za zabicie człowieka przewidziany był cennik (stosował się także do zabójstwa króla, choć cena była nie do uiszczenia…). „Szyling” (shilling) wywodzi się z dawnego skillan, co znaczy „zabiłem”, „winien jestem pokuty”. Szylinga płacono za zabicie rycerza, markę – grafa, funta – barona. Znajdowanie finansowych odpowiedników widoczne jest, gdy ktoś żąda okupu za jeńca, wyznacza nagrodę za ujęcie przestępcy, ubezpiecza się na wypadek śmierci itp.

5.

Immanuel Kant powiedział to wyraźniej niż inni: że świat realny, „sam w sobie” (Dinge an sich) jest człowiekowi niedostępny poznawczo. Każdorazowo jest „czyjś”, uwewnętrzniony przez naoczność zmysłową i kategorie intelektu. Człowiek to jedyny gwarant (świadek) świata. Mogę mieć do czynienia albo z moim światem, albo z twoim, albo z jeszcze czyimś: za każdym razem z innym. Lapidarnie ujmuje to Talmud: kto ratuje jedno życie, ratuje cały świat. Osiem miliardów żyjących dziś ludzi, może siedemdziesiąt miliardów tworzących dzieje ludzkiego gatunku, to zbiory osób, bytów osobnych, z których każdy jest różny od każdego innego.

Historia ludzkości jest historią wojen (od czasów sumeryjskich do współczesnych zliczono piętnaście tysięcy, wypadają trzy na rok). Są dla mnie, jak wszystko co historyczne, czystą abstrakcją. Bardziej namacalne i żywe stają się te, które opisują dziś media i korespondenci. Przerażający jest wyobrażony obraz ginących masowo i anonimowo niepowtarzalnych jednostek ubranych w mundury i cywilne ubrania. Ponad tysiąc w Izraelu, dziesiątki tysięcy w Gazie, setki tysięcy w Ukrainie (Putin najpewniej pamięta słowa swego autorytetu Stalina o tym, by nie zwracać uwagi na tzw. koszty osobowe: В коммунизме людей всегда хватит).

Jakiś czas temu w krakowskim „Znaku” ukazał się list otwarty rumuńskiego myśliciela Gabriela Liiceanu do Jacquesa Derridy, zatytułowany Zstąpienie filozofii do piekieł. Autor nie może wyjść z osłupienia spowodowanego tym wszystkim, co było możliwe i rzeczywiście zdarzyło się w Europie Wschodniej. Pisze, że zamiast pytać (jak robił to Immanuel Kant) o możliwość sądów syntetycznych a priori, trzeba pytać, jak możliwe jest ludobójstwo, terror, kłamstwo, obojętność. „W tego typu pytaniach oryginalna fraza »jak jest możliwe?« traci swą »neutralność« i staje się natarczywa, uruchamia cały rejestr niuansów emocjonalnych, takich jak zdumienie, wstyd, pokora. Zdumienie staje się zdumieniem w obliczu niewyjaśnianej zagadki, którą jest samo człowieczeństwo, zdumieniem wobec zgrozy, potworności, i braku jakiejkolwiek miary”.

Andrzej C. Leszczyński

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

3 komentarze

  1. Zbigniew 22.02.2025
    • acl 22.02.2025
    • Kazio 23.02.2025