…z napisem „Jedwabne”
2018-04-04.
Podczas dyskusji o ustawie o IPN, szef niemieckiej dyplomacji, Sigmar Gabriel, niespodziewanie oświadczył, że to Niemcy są odpowiedzialne za obozy koncentracyjne. Potwierdziła to również kanclerz Angela Merkel.
Dla Polaków to zaskakujące wystąpienie. Przedstawiciele rządu przyznają się do odpowiedzialności za zbrodnie własnego narodu? I Niemcy nie są oburzeni? A więc, rzeczywiście, jest różnica pomiędzy naszymi społeczeństwami. Niemcy zaakceptowali swoją tożsamość narodową. Zgodzili się z przeszłością. Nadal towarzyszy im poczucie winy. Ale uczciwość, z jaką podeszli do swoich najnowszych dziejów, dodała im siły i dojrzałości, chociaż na sumieniu mają znacznie cięższe grzechy niż my. Mogą dzisiaj ruszyć do przodu bez oglądania się za siebie. Przede wszystkim mają prawo powiedzieć, że „to” było wczoraj.
My – nie.
Pozycja ofiary, którą w imieniu całego narodu przyjął polski rząd, to nie tylko próba ucieczki przed prawdą i odpowiedzialnością, ale także zamysł zbudowania nowej, plemiennej wspólnoty.
Projekt w całości oparty jest na kłamstwie.
Musi więc być nadzorowany politycznie. Reżim Jarosława Kaczyńskiego narzucił już społeczeństwu nową historię, inne legendy i narodowy etos, bohaterów, odmienną ocenę naszej kultury i nieznane wcześniej moralne standardy. Niszczona jest przede wszystkim ludzka pamięć, która nie jest dobrym fundamentem dla plemiennej tożsamości. „Nowemu obywatelowi” – przyszłemu mieszkańcowi tej fałszywej rzeczywistości, obiecano wyczyszczenie złej pamięci. Powiedziano mu też, że jest niewinnym dzieckiem. Który się właśnie narodził.
A dziecko nie ponosi odpowiedzialności.
Aby zachować poczucie niewinności, potrzebuje jedynie aprobaty. Przeprowadza więc ciągłe ekshumacje cierpień, których doświadczył, albo myśli, że doświadczył, albo nie doświadczył, ale chce, aby inni tak myśleli. Koniecznie publicznie, w odpowiedniej oprawie – ceremonialnie i dramatycznie. Przed szeroką, międzynarodową publicznością. Pokazy takie mają wymazać wyrzuty sumienia oraz wyzwolić sympatię i współczucie u odbiorcy. Mają również odebrać odwagę ewentualnemu oskarżycielowi (który czeka na razie za drzwiami), zawstydzić go, a nawet obarczyć winą za cierpienia.
Przez lata największą szansę na zbawienie oferował Smoleńsk. Zamach mógłby odkupić nasze grzechy, których nigdy nie popełniliśmy. Krew „pomordowanych” rodaków pod Smoleńskiem mogłaby zmyć niemal wszystko, odsłaniając niewinność. Ale tylko wtedy, jeżeli byłby to zamach. Inaczej nie.
Po Europie krążą polskie ciężarówki z napisem „Respect Us. During WW2 Poles Saved Over 100 000 Jews”. Czy na drugiej stronie ciężarówek widnieje napis „Jedwabne”? Nie. Jakiej więc reakcji oczekują organizatorzy tego przedsięwzięcia?
Chodzi o percepcję.
W tradycji pochodzącej z dawnych społeczeństw agrarnych – gdzie najważniejsze było, jak o tobie mówią ludzie, a nie jaka jest rzeczywistość – percepcja jest nadrzędna wobec prawdy. Polskie ciężarówki mają za zadanie wywołać pozytywne wrażenie. Aby świat nas polubił, docenił i podziwiał. I jeżeli słyszał coś o polskim uczestnictwie w Holokauście – aby uznał takie doniesienia za insynuacje. Chcemy, aby ciężarówki przywiozły nam z powrotem niewinność i ulgę. Oraz wysokie miejsce na podium. Czy należy nam się taka pozycja? To zbędne pytanie. Istotne jest tylko, czy możemy ją wynegocjować.
Po amerykańskich drogach jeździ inna ciężarówka. Prawicowa organizacja Związek Żołnierzy NSZ Koło Chicago opatrzyła ją napisem „German Death Camps”. „Truck” ma odwiedzić wiele Stanów. Akcja została podjęta w ramach walki z antypolonizmem. Od wielu już lat amerykańska Polonia niezmordowanie tropi wszelkie jego przejawy. Wiele się o tym mówi, aby zmobilizować środowisko. Istnieje specjalna strona internetowa, Antypolonizm.com., gdzie można zgłaszać pojawiające się w mediach „antypolonizmy”. Ostatni jednak post pochodzi z 2012 r. Jest też kilka znacznie starszych. To wszystko. Przykładów antypolonizmu brakuje. Ale walka ze zjawiskiem przybrała rozmiary narodowego powstania. Just for the record: na drugim boku ciężarówki nie ma napisu „polski antysemityzm”.
Nie ponosimy więc żadnej odpowiedzialności. Nie ma grzechu i nie ma kary. Jesteśmy ponownie dziećmi.
Prawie.
Na przeszkodzie stoi tożsamość narodowa. Ta prawdziwa.
Dariusz Wiśniewski

„Nie ponosimy więc żadnej odpowiedzialności. Nie ma grzechu i nie ma kary. Jesteśmy ponownie dziećmi.”
Dziećmi w sensie dojrzałości? Owszem – jesteśmy.
Oświecenie u nas skończyło się, zanim się na dobre zaczęło. Król Staś parę obiadów czwartkowych wydał, szkoły pozakładał, KEN wprowadził. Ale zanim to efekty przyniosło, to już Polski nie było.
„Aufklarung ist der Ausgang des Menschen aus seiner selbstverschuldeten Unmundigkeit” – pisał filozof z Królewca. Nigdyśmy tego, jako naród nie doświadczyli.
Bez oświecenia pozostaniemy niedojrzali/bezwłasnowolni – a co za tym idzie bezgrzeszni.
Ale jest drugi aspekt – nie ponosimy odpowiedzialności, ktoś inny za nasze czyny odpowiada – ale czy przez to przestają być to nasze czyny? Czy jako dzieci z definicji nie czynimy zła (nawet jeśli odpowiedzialnością kto inny jest obarczony)? „Władca Much” Goldinga pokazuje dzisiejszych Polaków?
Niemcom nie przyszło to tak od razu. Pamiętam jeszcze relacje o sprzeciwach, jakie budziły wystawy o zbrodniach Wehrmachtu (bo SS, Gestapu, ogólnie: naziści, owszem byli mordercami, ale zwykli Niemcy?). To było ponad 40 lat po wojnie.
Polska miała wiele wystąpień wysokiej rangą polityków (prezydent Kwaśniewski, premierzy, choćby Cimoszewicz), którzy przyznawali się do Polskich win.
Owszem, źle się dzieje, ale to dobro i zło nie są dane raz na zawsze. Przykładem może być właśnie to, że Polska była pokazywana jako przykład uczciwego rozliczania się z winami… I to wcale tak dawno nie było — trudno mi wierzyć w zdziecinnienie społeczeństwa. A że się daje urabiać propagandzie? I że zawsze łatwiej bić się w cudze piersi?
Smoleńsk zaś… Nie przeceniałbym go. Tuż po katastrofie był szokiem — tam przecież zginęli przedstawiciele wszystkich partii politycznych, ale może przede wszystkim ludzie znani z telewizji. Nawet bez przemysłu lukrowania prezydenta i jego żony, to było coś poruszającego. Spontanicznie. Spontan jednak ma swoje granicze i wkrótce pozostała grupka wyznawców, może z 20%. To do niej, i tylko do niej, odnosić się mogą komentarze o zbawieniu przez katastrofę.