…amerykańskich prezydentów
2018-05-11.
W czasie, gdy w Białym Domu urzęduje notoryczny kłamca, bufon, hochsztapler, i, niewykluczone, zwyczajny przestępca, i coraz częściej pojawiają się obawy o przyszłość amerykańskiej demokracji, jedną z popularnych reakcji stało się sięganie do historii, i porównywanie obecnego lokatora Gabinetu Owalnego z byłymi prezydentami.
Każde takie porównywanie, szczególnie w wykonaniu jednej osoby, jest obarczone wieloma defektami, od niepełnej wiedzy, po sympatie polityczne. Kanał informacyjny C-Span postawił przed grupą 91 ekspertów, głównie historyków, zadanie sporządzenia listy najlepszych prezydentów w historii USA. Byłych prezydentów oceniano wedle następujących kryteriów:
- zdolność do publicznej perswazji,
2. zarządzanie w czasie kryzysu,
3. sterowanie gospodarką,
4. siła moralna,
5. kształtowanie stosunków międzynarodowych,
6. zdolności administracyjne,
7. relacje z Kongresem,
8. wizja/zdolność kształtowania agendy,
9. troska o równość dla wszystkich,
10. zachowanie w kontekście wyzwań czasu, na jaki przypadła ich prezydentura.
Wyniki rankingu ogłoszono w ubiegłym miesiącu.
W pierwszej dziesiątce znalazło się tylko pięciu prezydentów sprawujących władzę po zakończeniu 2. Wojny Światowej. Z żyjących najwyżej, bo na 12 pozycji, sklasyfikowano Baracka Obamę, zaś najniżej, bo na 33 miejscu, George’a W. Busha.
Poniżej czołowa dwunastka i lokaty pozostałych prezydentów z okresu powojennego.
- Abraham Lincoln
- George Washington
- Franklin D. Roosevelt
- Theodor Roosevelt
- Dwight Eisenhower
- Harry Truman
- Thomas Jefferson
- John F. Kennedy
- Ronald Reagan
- Lyndon Johnson
- Woodrow Wilson
- Barack Obama
…
- Bill Clinton
- George H.W. Bush
- Gerald Ford
- Jimmy Carter
- Richard Nixon
- George W. Bush
Andrzej Lubowski

Zamiast komentarza.
https://pracownia4.wordpress.com/2018/05/09/od-afganistanu-do-syrii-od-mudzahedinow-do-isis-krotka-historia-wojen-prowadzonych-przez-usa/#more-10324
ps.
Ameryka, Ameryka.. trudna miłość..
Tam też żyją normalni ludzie, co można zauważyć w linku.
A tak nawiasem, w dalszym ciągu mój KODAK Z980 jest nie do pokonania w zdjęciach portretowych.
zażegnanie potencjalnego konfliktu nuklearnego między Koreą Północną a resztą świata, reforma budżetowa NATO zwiększająca operatywność paktu, odbudowa amerykańskiej floty na Pacyfiku i zmiana zasad międzynarodowego handlu z Chinami, inwestycje podatkowe w amerykański przemysł, powrót do polityki inwestycji w amerykańską naukę, no i co zrobić ?
Ad. PK. Co zrobić Z czym? Z Koreą zobaczymy – oby się udało, podobnie jak z odbudową floty Pacyfiku, co zresztą trwa co najmniej 15-20 lat, bo tyle zajmuje budowa okrętu . Co do inwestycje w naukę, to też zobaczymy. R&D w energetykę i związane z tym badania obcięto. Inwestycje podatkowe w amerykański przemysł? Nie rozumiem terminu „inwestycje podatkowe” Cięcia podatków dla firm – jeśli to miał Pan na myśli – przekładają się na wzrost zysków. Czy przełożą się na dodatkowe inwestycje, czas pokaże. Póki co niewielu prezesów firm wspomina o dodatkowych inwestycjach. . Bardzo Pan łaskawy dla Trumpa i wybiórczy. A cena? W 2020 roku deficyt budżetowy przekroczy 1 bilion dolarów. (1 trillion tutaj). Skumulowany deficyt wynikający z budżetu Trumpa w okresie 2018-2027 to 11.7 biliona dolarów. Niespotykana eksplozja długu w wykonaniu człowieka, który narzekał na zadłużenie.Nie raczył Pan wspomnieć, że tylko 1 głosu zabrakło, póki co, aby pozbawić kilkanaście milionów Amerykanów dostępu do ubezpieczeń zdrowotnych. Największym beneficjentem polityki Trumpa jest Rosja. O czym zamierzam napisać wkrótce.
bardzo dziękuję za odpowiedź, ciekawiły mnie komentarze a tu pański pierwszy no i wypada odpowiedzieć: ma pan rację – „inwestycje podatkowe” istotnie przekładają się na wzrost zysków, który właśnie stosunkowo słabo przekłada się na inwestycje (te należałoby wtedy jeszcze dodefiniować, o jakie nam chodzi ?) ostatnio komentowaliśmy tutaj właśnie ten fenomen wymieniając opinie o polskim systemie podatkowym.
P.S. miał pan do mojej wypowiedzi negatywny stosunek, ale tak działa Zwiad.
„[…] A cena? W 2020 roku deficyt budżetowy przekroczy 1 bilion dolarów. (1 trillion tutaj). Skumulowany deficyt wynikający z budżetu Trumpa w okresie 2018-2027 to 11.7 biliona dolarów. Niespotykana eksplozja długu w wykonaniu człowieka, który narzekał na zadłużenie. […]”
Akurat TEN argument jest całkowicie chybiony. US jest jedynym emitentem własnej waluty i nie ma żadnych ograniczeń dla swobodnej kreacji pieniądza. Proszę pamiętać, że w przeciwieństwie do innych państw, US zaciąga zobowiązania wyłącznie we WŁASNEJ walucie, którą emituje. Nie ma naprawdę żadnego „długu”, to jest jedynie tylko taka FORMA emisji NOWEGO pieniądza, a zresztą CAŁY pieniądz w obrocie powstał wyłącznie jako wydatki budżetowe (deficyt) lub jako kredyt udzielony przez banki komercyjne. Nie istnieje inny pieniądz niż tylko ten pozorny „dług” (publiczny i prywatny). Ponadto, US jako emitent $, absolutnie NIGDY nie będzie niewypłacalny we WŁASNEJ walucie fiat, niezależnie ile jej jeszcze wyemituje do obiegu, za pomocą „zaciągania” tego pozornego „długu”. Rynki finansowe doskonale to wiedzą, dlatego $ jest i będzie bezpieczną przystanią w czasach kryzysów.
Oczywiście powszechna ignorancja w kwestii tzw. „długu” publicznego jest politycznym cepem do okładania konkurentów w kampanii wyborczej, świetnie to działa na masy nie mające pojęcia o finansach. Widać to doskonale w historii US, gdzie zwykle Republikanie ostro protestują przeciwko deficytowi gdy walczą o władzę i stymulują gospodarkę zwiększaniem pozornego „długu”, czyli kreacja pieniądza, gdy tylko tą władzę mają. Tak samo jak obecny prezydent zwiększał „dług” Regan.
Sprostowanie do tabelki – najwyraźniej edytor zmienił cyferki przy nazwiskach sześciu prezydentów poza czołówką. Poniżej właściwe lokaty:
15. Bill Clinton
20. George H.W. Bush
25. Gerald Ford
26. Jimmy Carter
28. Richard Nixon
33. George W. Bush
Ad. Jacek
To zdumiewająco nowatorskie spojrzenie na ekonomię!!! Skoro deficyt budżetowy i dług Ameryki nie ma najmniejszego znaczenia, bo Ameryka drukuje dolary, to po co ciąć jakiekolwiek wydatki? To po co w ogóle używać podatków? To czemu nie dodrukować więcej tych dolarów i rozdawać, albo rozrzucać z helikopterów? Zdumiewa nie tylko teza, ale niewzruszone przekonanie, że kto tej prostej prawdy nie rozumie to ignorant.
„To zdumiewająco nowatorskie spojrzenie na ekonomię!!! […]”
Zapewne, jeżeli dla Pana kilkadziesiąt lat to „nowatorskie”. Radzę kupić jakiś podręcznik do ekonomi, albo zrobić telefon do przyjaciela, bo kpiną wystawia Pan opinię sobie, nie mnie. Dobrze, że przynajmniej wie Pan, że US „drukuje” dolary. Dobre i to, a te pozostałe pańskie „tezy” (nie moje, bo ja tego nie napisałem) proszę sobie samemu obalać albo udowadniać, skoro je Pan stawia. Uprzejmie tylko proszę nie przypisywać ich mnie, bo to niegrzeczne.
Zdumiewa Pana wykorzystywanie przez polityków niewiedzy społeczeństwa na temat finansów? A czego się Pan po politykach spodziewa, idealizmu i szlachetnych postaw? Ja spodziewam się raczej realizacji własnych interesów, bo czyż w mętnej wodzie nie łowi się ryb lepiej? Dlatego żadna bzdura i żadne kłamstwo w ustach polityków mnie nie zaskakuje.
Brak wiedzy na temat ekonomii nie wynika z jej niedostępności, ponieważ w obecnych czasach wszystkiego można się nauczyć nie ruszając się nawet z domu. Nie można jednak oczekiwać od społeczeństwa wiedzy na temat makroekonomii, gdy nie uczy się jej w szkole, nie popularyzuje w TV czy internecie. Czego może się sam dowiedzieć przeciętny zjadacz chleba z WŁASNEJ inicjatywy? Niewiele, bo to nudne i trudne.
Dlatego zamiast wiedzy mamy zwykle do dyspozycji tylko intuicję, która opiera się na doświadczaniu własnego, domowego budżetu i wyobrażaniu sobie, że państwo działa „tak samo” jak w domowym budżecie. Że musi „pożyczyć”, że ma „tylko tyle, ile zbierze w podatkach”, że deficyt jest zły tak samo jak braki w domowym budżecie, itd. Każde kłamstwo i najgłupszy nawet mit pada na podatny grunt.
Kpi Pan sobie z systemu pieniądza fiat (sądząc z reakcji, tematu dla Pana raczej obcego) tak samo, jakby wyśmiewał Pan bzdurny pomysł, że Ziemia krąży wokół Słońca, ponieważ każdy, Pan także, widzi i czuje, że ona jest nieruchoma, a to Słońce wędruje po nieboskłonie.
W odpowiedzi na Pański długi komentarz zadałem Panu trzy krótkie pytania. Na żadne z nich Pan nie odpowiedział. Pyta mnie Pan, zapewne retorycznie, czy zdumiewa mnie wykorzystywanie przez polityków niewiedzy społeczeństwa na temat finansów. Nie zdumiewa. Ekonomia, jako nauka społeczna, zawsze nosiła w sobie pierwiastki polityczne. (napisałem o tym obszerny essej 14 lat temu w “Niezbędniku Inteligenta”). Kilkadziesiąt lat temu nie nastąpił żaden wielki przełom w ekonomii, który umknął mojej uwadze. I wtedy i dziś eknomiści, także ci najwybitniejsi, różnili się w ocenie znaczenia deficytu budżetowego i długu. Inaczej postrzegali te kwestie monetaryści, tacy jak Milton Friedman, a inaczej keynesiści, tacy jak Joseph Stiglitz czy Paul Krugman, a wszyscy trzej są laureatami Nagrody Nobla, więc nie ma mowy o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy. Friedman, którego znałem i niezwykle szanowałem, uważał na przykład, że ważniejsze od poziomu deficytu jest to, czy rosną wydatki rządu. Jeśli to ich wzrost prowadzi do deficytu, to żle. Profesor powtarzał często:
“Keep your eye on one thing and one thing only, how much government is spending, because that’s the true tax . . . If you’re not paying for it in the form of explicit taxes, you’re paying for it indirectly in the form of inflation or in the form of borrowing.”
A to właśnie jest istota budżetu Trumpa. Deficyt rośnie dramatycznie, bo wzrostowi wydatków rządu towarzyszą cięcia podatków. Rewanżując się za Pańską radę, abym przeczytał podręcznik z ekonomii, albo do kogoś zadzwonił po lekcje, gotów jestem wskazać Panu literaturę niezbędną, aby te zależności lepiej pojąć, także mojego autorstaw, bo temat, wbrew Pańskiej eleganckiej obserwacji, nie jest mi obcy.
„[…] gotów jestem wskazać Panu literaturę niezbędną, aby te zależności lepiej pojąć, także mojego autorstaw, bo temat, wbrew Pańskiej eleganckiej obserwacji, nie jest mi obcy.”
Tym bardziej, skoro temat nie jest Panu obcy, zapewne wie Pan doskonale, że deficyt budżetowy JEST TYLKO kreacją nowego pieniądza dokonywaną poprzez wydatki publiczne. Dolar jest walutą fiat i technicznie US nie jest ograniczony w kreacji nowych aktywów ex nihilo. Ponieważ wszystkie ich zobowiązania są we własnej walucie, to niezależnie od ich wielkości są one ZAWSZE wypłacalne. To tylko stwierdzenie faktu.
Napisał Pan: „Niespotykana eksplozja długu w wykonaniu człowieka, który narzekał na zadłużenie.” Niespotykana? I do tego „eksplozja”? Wolne żarty, co to jest, bawi się Pan w podkręcanie histerii „długu” publicznego? A teraz przyznaje się Pan, że zna się na ekonomi, więc robi Pan to to świadomie, a nie bezwiednie powtarza te popularne polityczne zagrywki.
Na dokładkę traktuje Pan moją wypowiedź niemerytorycznie, sprowadzając ją do absurdalnych „wniosków”, zapewne mających ją zdyskredytować w oczach czytelników forum:
” dług Ameryki nie ma najmniejszego znaczenia”
„po co ciąć jakiekolwiek wydatki?”
„po co w ogóle używać podatków?”
„dodrukować więcej tych dolarów i rozdawać”
„rozrzucać [dolary] z helikopterów”
Ejże, a czy z faktu, że US jest emitentem własnego pieniądza, ma WYNIKAĆ to co powyżej?? Kto niby tak stwierdził, bo na pewno nie ja!
Nie widzę powodu do polemizowania z Pańskimi dziwnymi tezami, skoro nie mają one związku z moja uwagą, że straszenie deficytem Trumpa jest chybionym argumentem.
p.s.
„Keep your eye on one thing and one thing only, how much government is spending, because […]”
Idąc tropem tego cytatu coś ważnego jednak Panu umyka. Ilość pieniądza to nie tylko kreacja przez wydatki finansowane deficytem, przecież większą część pieniądza w obiegu stanowi pieniądz kreowany przez banki komercyjne, czyli dług prywatny (osób i firm). Ignorowanie zmiany długu prywatnego (ekspansji kredytowej) i skoncentrowanie się wyłącznie na wydatkach budżetowych (i pomijanie także bilansu z zagranicą) to poważny błąd. Pana idola także.
Nie da się ogarnąć całości koncentrując się jedynie na jej wycinku. No chyba, że celem nie jest ocena gospodarki jako całości, ale antypaństwowa krucjata, budowanie histerii „długu” publicznego, debilna polityka austerity, czy cokolwiek innego z