Marek Jastrząb: Akademickie dylematy

Są prawa sezonowo słuszne. Precyzyjne na krótko. Żeliwne, acz nie żelazne. Kruche, łamliwe i jakże wygodne w politycznej interpretacji. Wszelako jak miecz Damoklesa wisi nade mną pewnik: prawa nieprecyzyjne są podatne na wyginanie. A co to za prawo, które jest z wosku?

Zapełnia podręczniki, kodeksy, monitory, tomiszcza principiów, nakazów i nieopublikowanych rozporządzeń. Modyfikuje, przeinacza i do reszty ogłupia ludzi dowodząc, że Ziemia jest dodatkiem do Imperium nazywanego Polska.  

Z lubością dzieli suwerena wedle przydatności do spożycia: dokonuje rozwarstwienia na  tych, co mają pantoflarski charakter, oraz takich, których należy zmielić na otręby, bo nie nadają się na szmaty.

Tu opada mnie czkawka sofistycznych myśli pod tytułem: czy zgnębiony i zastraszony naród wydoli? Wytrzyma te bezustanne  naciski wmawiania  i kanonady fałszu, obłudy i przekłamań, kto jest w stanie dotrzymać im pola i czy jest ktoś nie posiadający miedzianego czoła, kto byłby w stanie postępować zgodnie z prawem Kalego?

Toteż zadaję sobie pytanie: czy zawsze i wszędzie te narzucone prawa są możliwe do przestrzegania?

A jeżeli ktoś ich przestrzega, to jak go nazwać? Jak określić, kim jest? Rygorystą, czy zaślepionym pętakiem?

Marek Jastrząb

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. otoosh 2018-08-23
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com