
Są prawa sezonowo słuszne. Precyzyjne na krótko. Żeliwne, acz nie żelazne. Kruche, łamliwe i jakże wygodne w politycznej interpretacji. Wszelako jak miecz Damoklesa wisi nade mną pewnik: prawa nieprecyzyjne są podatne na wyginanie. A co to za prawo, które jest z wosku?
Zapełnia podręczniki, kodeksy, monitory, tomiszcza principiów, nakazów i nieopublikowanych rozporządzeń. Modyfikuje, przeinacza i do reszty ogłupia ludzi dowodząc, że Ziemia jest dodatkiem do Imperium nazywanego Polska.
Z lubością dzieli suwerena wedle przydatności do spożycia: dokonuje rozwarstwienia na tych, co mają pantoflarski charakter, oraz takich, których należy zmielić na otręby, bo nie nadają się na szmaty.
Tu opada mnie czkawka sofistycznych myśli pod tytułem: czy zgnębiony i zastraszony naród wydoli? Wytrzyma te bezustanne naciski wmawiania i kanonady fałszu, obłudy i przekłamań, kto jest w stanie dotrzymać im pola i czy jest ktoś nie posiadający miedzianego czoła, kto byłby w stanie postępować zgodnie z prawem Kalego?
Toteż zadaję sobie pytanie: czy zawsze i wszędzie te narzucone prawa są możliwe do przestrzegania?
A jeżeli ktoś ich przestrzega, to jak go nazwać? Jak określić, kim jest? Rygorystą, czy zaślepionym pętakiem?
Marek Jastrząb
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Ostateczne pytanie cholernie trudne… A co, jeśli nie da się nie przestrzegać, bo OKUPANT bezwzględnie zmusza, albo się kompletnie nieprzestrzeganiem nie przejmuje i dalej robi swoje?