Telewizja pokazała (477)

18.11.2018

Tomasz Jastrun:

Przesłuchanie Donalda Tuska – co za spektakl! Świetny Tusk i lekcja podłości PiS, chamstwo, manipulacje i bezprawne wyłączanie mikrofonu przez Wassermannównę. Myśl, że oni bez wahania odłączą tak mikrofon narodowi, by przez swoje megafony sączyć kłamstwa. Komisja Macierewicza i ta komisja to wielka kompromitacja i ostrzeżenie. Chcecie, żeby rządzili wami tacy mali, ciemni, podli ludzie, to głosujcie na nich.



Po wyborach samorządowych pojawiło się wiele komentarzy. W relacjach publicystów sprzyjających opozycji widać nadzieję i wydaje się, że brakuje tylko jakiegoś wodza, który zbierze ludzi i poprowadzi do zwycięstwa nad PiS. Sądzą, że coś się zmienia, wystarczy tylko zewrzeć opozycyjne szeregi i punktować tylko to, co pozytywne. Bo popatrzmy na matematykę: jakby dodać głosy tej partii i tej partii to prawie na pewno zwyciężymy, żeby tylko nie pojawił się ktoś trzeci, kto odbierze nam głosy. Co chwila namaszcza się na wodza kogoś kto się wyróżnił i „dołożył” PiS-owi. Nadzieją jest Donald Tusk, który na tle pisowskich polityków wypada znakomicie i prowadzi własną narrację.

Warto zwrócić uwagę na inne czynniki, pomijane w debacie.

Przemysław Wielgosz (Monde Diplomatique):

Ucinanie dyskusji we własnych szeregach jest już objawem paniki i zaklinania rzeczywistości. Na pewno nie przyczyni się do pokonania prawicy. Jest to bowiem niemożliwe bez właściwej diagnozy przyczyn sukcesów PiS i wyciągnięcia z niej praktycznych wniosków. Pozwalających zrozumieć, dlaczego III RP się nie udała i jak wyjść z sytuacji, w którą wepchnęła nas jej porażka. Nic z tego. Opozycja woli dbać o dobre samopoczucie, utwierdzając się w przekonaniu, że po jej stronie nie było i nie ma nic do naprawienia.

Trzy lata temu Stefan Bratkowski wymienił szereg czynników, które spowodowały porażkę PO i zwycięstwo PiS („Co się tu właściwie dzieje”). Pozwoliłem sobie na uzupełnienie („Jeszcze jeden czynnik”). Nie mogłem znaleźć swego tekstu w Internecie, żeby dać odnośnik, więc przytaczam go z pewnymi skrótami poniżej, bo wydaje mi się, że tu akurat niewiele się zmieniło.

Jest jesz­cze jeden czyn­nik w tym całym zamie­sza­niu. Ten czyn­nik pomi­jają nawet inteligentni ludzie, któ­rzy sobie wyobra­żają, że doj­ście PiS do wła­dzy spo­wo­duje bunt Polaków, którzy ujrzą naresz­cie praw­dziwe obli­cze tego ugru­po­wa­nia oraz wspie­ra­ją­cego go Kościoła i obalą tę for­ma­cję raz na zawsze, a od skost­nia­łej reli­gii się odwrócą.

Ten czyn­nik to my, wyborcy.

Jeżeli więk­szość wybor­ców łyka kłam­stwa, akcep­tuje cham­stwo i nie pro­te­stuje prze­ciw niemu, wie­rzy bez­re­flek­syj­nie hie­rar­chom i księ­żom Kościoła, daje sobą mani­pu­lo­wać, to po pro­stu jest durna. I nie jest prawdą, że ludzie „przej­rzą” i obu­rzą się na bez­pra­wie. Jak wiadomo z prze­szło­ści, ludzie dosto­so­wują się do nowych porząd­ków i w dużym stop­niu wierzą w ofi­cjalną pro­pa­gandę. Cywilna odwaga nie jest cechą Pola­ków. Polacy bun­tują się dopiero, kiedy zabiera im się coś dla nich war­to­ścio­wego, ale nie cho­dzi o duchowe czy moralne war­to­ści, lecz o mate­rialne. W PRL zbun­to­wano się, kiedy wła­dza pod­nio­sła cenę kieł­basy, i to przed świę­tami, w III RP, kiedy zro­biono zamach na Internet.

Innych bun­tów nie będzie.

Naród nie odwróci się też od Kościoła. Sprzecz­no­ści teo­rii i prak­tyki duchow­nych nie pobudzają nikogo do pro­te­stów ani prze­my­śleń. To wygodne – mieć pośred­nika mię­dzy sobą i Panem Bogiem, a że wszystko opiera się na wie­rze, która – nie wia­domo dla­czego – jest warun­kiem zba­wie­nia, to wie­rzy się też, że ten ksiądz ma klu­cze do nieba, więc lepiej z nim nie zadzie­rać, bo Pan Bóg szyb­ciej jego wysłu­cha i… klops.

Dla­czego z nie­po­ko­jem i zdzi­wie­niem obser­wu­jemy wyniki son­daży? Bo w wybo­rach ludzi rzadko widać racjo­nal­ność. Poli­tycy nie przed­sta­wiają waż­nych pro­ble­mów, ale odwo­łują się do emo­cji i nie wia­domo co pobu­dzi wybor­ców. I, co dawno zauwa­ży­łem, a co jakiś czas temu potwier­dzili bada­cze, ludzie wię­cej zwra­cają uwagę na to jak poli­tyk mówi niż na to co mówi. Wałęsa nie potra­fił wyra­zić żad­nego poglądu czy pro­gramu, ba – nawet zbudo­wać zda­nia z pod­mio­tem i orze­cze­niem, ale ludzie sobie sami dośpie­wy­wali co chcieli, bo byli ocza­ro­wani jego mową, gesty­ku­la­cją. Podob­nie, choć spraw­niej w mowie, zachowywał się Lep­per.

Nie poma­gają nam też dzien­ni­ka­rze, któ­rzy nie dys­ku­tują o waż­nych spra­wach, rzadko zapraszają do dys­ku­sji fachow­ców, wolą zapro­sić szcze­ka­ją­cych na sie­bie prze­ciw­ni­ków politycz­nych, bo cho­dzi o emo­cje, a nie o ważne tre­ści.

Ludziom cho­dzi o show, o to, żeby coś się działo. Wiele lat temu widzia­łem na ścia­nie sta­cji ben­zy­no­wej wyma­lo­wany napis: „Żądamy ben­zyny i igrzysk”. Czy coś się zmie­niło?



Przekleństwem naszych czasów jest wołanie przywódców o to, aby ich kraj był wielki. Rosja ma być wielka – i to wołanie zdaje się trafiać do Rosjan. Ameryka ma być wielka – i to jakoś trafia do psychiki wyborców Trumpa. Dlaczego nie skupią się na sprawieniu, aby ich kraj był szczęśliwy i dobrze zarządzany, a bieda i ograniczenia dotykały jak najmniej ludzi? To nie musi się odbywać kosztem innych narodów. Nic dziwnego, że uwiera ich Unia Europejska, bo tu starają się poprawiać byt mieszkańców, nie zwalczając się wzajemnie.



Amnesty International pozbawiła przywódczynię Birmy (obecnie Mjanmy) Aung San Suu Kyi tytułu Ambasadora Sumienia. Sekretarz generalny AI napisał: Jesteśmy głęboko przerażeni, że nie reprezentujesz już symbolu nadziei, odwagi i nieśmiertelnej obrony praw człowieka.

Spowodowane jest to akceptującą postawą i wypowiedziami laureatki wobec okrucieństw rządzących, wyrządzanych Rohingjom, stanowiącym mniejszość narodową Birmy.
Czemu to nasze uczelnie nie mają prawa cofnięcia dyplomów i tytułów ludziom którzy sprzeniewierzyli się temu za co dano im dyplomy? Prawnikom takim jak Kaczyński, Duda, Ziobro czy Pawłowicz, lekarzom takim jak Chazan.



Kolejna afera podsłuchowa. Miliarder Leszek Czarnecki ma kłopoty ze swoimi bankami. Nagle wzywa go na rozmowę w cztery oczy szef Komisji Nadzoru Finansowego, Marek Chrzanowski. Czarnecki zabiera trzy urządzenia do nagrywania i mimo zagłuszaczy w gabinecie prezesa – na jednym z dyktafonów rozmowa się nagrywa. Chrzanowski proponuje, żeby Czarnecki zatrudnił u siebie wskazanego przez siebie prawnika i ten by się zajął sprawą banku, gwarantując jej powodzenie, a jego wynagrodzenie wyniosłoby 1% wartości banku (około 40 mln zł). Ze swej strony obiecuje wyrzucić innego pracownika KNF który chce wykończyć bank Czarneckiego. Chodzi o Zdzisława Sokala, prezesa Bankowego Funduszu Gwarancyjnego i doradcę prezydenta. Chrzanowski tak opowiedział o planach Sokala:

Ma swój plan, który wygląda w ten sposób, że on uważa że Getin [Bank] powinien upaść za złotówkę, zostać przejęty przez jeden z tych dużych banków i on chciałby dokapitalizować to kwotą dwóch miliardów złotych. Czyli ten bank, który to przejmie. I to jest jego wizja rozwiązania sprawy i nas (resztę składu KNF) atakuje za każdą decyzję, którą podejmujemy pozytywną w stosunku do banku u prezydenta, u premiera.

(Należy się domyślać, że gdyby wykończono Getin Noble Bank to zapewne pisowskie państwo odkupiłoby go za bezcen w ramach nacjonalizacji).

Obaj panowie rozmawiali też (o czym i czy to się nagrało?) z szefem NBP, który nie jest stroną w sprawie, bo nie ma żadnych narzędzi do kontroli KNF (ale to on wyforował Chrzanowskiego na stanowisko szefa KNF).

Prawnik wskazany przez Chrzanowskiego to jego znajomy – Grzegorz Kowalczyk. Mimo niewielkiego doświadczenia zrobił karierę w finansach i dostał posadę w radzie nadzorczej Plus Banku Solorza-Żaka. Jak twierdzi, przyszli do niego pracownicy Solorza i zaproponowali mu posadę. Chyba nic w tym dziwnego, bo pisał kiedyś pracę magisterską z bankowości. Wcześniej, ku zaskoczeniu fachowców, dostał się do rady nadzorczej warszawskiej giełdy, mimo że przedtem nie miał żadnej styczności z rynkami finansowymi. Oczywiście nic nie wie, dlaczego pan Chrzanowski mówił o nim z Czarneckim.

Pan Kowalczyk jednak przypomniał sobie, że to nie było tak, iż pracownicy Solorza wyszukali go i zatrudnili. „Zostałem zapytany przez pana Marka Chrzanowskiego, czy chciałbym wejść w skład rady nadzorczej Plus Banku. Wyraziłem na to zgodę”.

Właściciel Plus Banku w wydanym oświadczeniu stwierdził, że pan Kowalczyk jest traktowany jako przedstawiciel KNF. Pan Kowalczyk skomentował: „Nie ma takiej funkcji z punktu widzenia prawnego. Obowiązki w radzie nadzorczej banku, tak jak w większości rad nadzorczych spółek prawa handlowego, wynikają z kodeksu spółek handlowych. Są to obowiązki wykonywane osobiście, obowiązki o charakterze nadzorczym”.

Czarnecki (po pół roku!) udostępnia nagranie Gazecie Wyborczej, a ta publikuje tekst (są tam jeszcze inne smaczki oprócz wymienionych). Szef KNF zaprzecza wszystkiemu i mówi, że nie będzie podawał się do dymisji, po czym jednak podaje się (kto mu tak doradził?). Sprawa idzie do prokuratury, a Ziobro jeszcze dodaje CBA.

No i jeszcze sekwencja zdarzeń. 7 listopada pełnomocnik Czarneckiego składa w prokuraturze zawiadomienie o przestępstwie korupcyjnym szefa KNF. A 8 listopada sejmowa komisja dostaje nowelizację ustawy o bankach, która pozwoliłaby komisji nakazać przejęcie banku przez inny bank. Następnego dnia ustawę uchwala sejm. Po długim weekendzie ukazuje się artykuł w Gazecie Wyborczej o aferze. Tego samego dnia komisja publikuje ostrzeżenie dotyczące jednego z banków Czarneckiego.

I jeszcze jeden dowód na potwierdzenie teorii względności Alberta Einsteina. Okazało się że z Singapuru do siedziby KNF jest bliżej niż z warszawskiej siedziby CBA, bo pan Chrzanowski zdążył wrócić z Singapuru i pogospodarzyć się w swoim gabinecie, natomiast agenci CBA trafili tam znacznie później.

Mecenas Giertych, który występuje w imieniu Czarneckiego, zdradził, że rozmowę nagrano na prostym dyktafonie z Media Markt, kupionym za 170 zł.

Giertych, który teraz wszędzie broni demokracji i praworządności, zapewne ma podstawy sądzić, że jedna z jego nielegalnych rozmów została kiedyś nagrana. Mianowicie kiedy wiele lat temu działała komisja sejmowa, której Giertych był członkiem, wezwała ona na świadka Jana Kulczyka. Otóż Giertych w tajemnicy spotkał się ze świadkiem przed jego wysłuchaniem przez komisję i coś mu proponował. Kiedy to ogłoszono, Giertych najpierw wszystkiemu zaprzeczył. Kiedy podano nowe fakty, przyznał że przypadkiem spotkał się z Kulczykiem gdzieś w przelocie. Potem przyznał, że to była dłuższa rozmowa, ale doszło do niej na prośbę Kulczyka. A wreszcie przyznał, że spotkanie odbyło się na jego prośbę, a nie Kulczyka.
Po tym wszystkim Giertych powinien wylecieć z komisji, a może także złożyć mandat posła. Oczywiście nic takiego się nie stało, a potem w koalicyjnym rządzie PiS Giertych został wicepremierem i ministrem edukacji (to on chciał sprawdzania czy uczennice aby nie są w ciąży).

Zapowiada się starcie Morawieckiego z Ziobrą, ciekawe czy Kaczyński da im wolną rękę. I ciekawe, czym PiS szybko „przykryje” tę aferę. Na razie telewizja publiczna poinformowała, że Czarnecki był kiedyś zarejestrowany jako tajny współpracownik SB.

Na wszelki wypadek przypominam uczestnikom tej afery, którzy zapewne są żarliwymi katolikami, siódme przykazanie: – Nie będziesz mówił fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu.



Kiedyś współczuliśmy Chińczykom, gdy pokazywano w jakim żyją smogu, noszą maseczki i chorują. Ale my już ich doganiamy. W wielu miejscach w Polsce normy zanieczyszczenia powietrza są wielokrotnie przekraczane (w części Krakowa ostatnio o 1800%) i ostrzega się mieszkańców, żeby raczej nie wychodzili z domów.

Sytuacja jest ostatnio trochę lepsza, bo mimo że pali się u nas zasiarczonym polskim węglem, to dodaje się do niego czystego rosyjskiego węgla (mimo że zastrzegano, że od Rosjan nie będziemy go kupować).

Może taniej by wypadło dotować górników (wszystkie władze panicznie ich się boją) i zrezygnować z węgla?

Aktorki Grażyna Wolszczak i Katarzyna Ankudowicz oraz Mariusz Szczygieł złożyli pozwy przeciwko państwu polskiemu za zanieczyszczenie powietrza. Termin rozprawy z pozwu pani Wolszczak już 10 stycznia. Domaga się ona symbolicznego zadośćuczynienia w wysokości 5 tysięcy złotych. W przypadku wygranej całą kwotę ma zamiar przekazać na cel charytatywny. Chodzi jej przede wszystkim o zwrócenie uwagi na problem.



W Los Angeles usunięto pomnik Krzysztofa Kolumba. Przełożona hrabstwa Los Angeles powiedziała, że pomnik przypominał obywatelom o negatywnych czasach kolonializmu. Usunięcie pomnika ma otworzyć nowy rozdział w historii, w którym Stany Zjednoczone wyciągną wnioski z błędów jakie popełniały w przeszłości (tu miejsce na szczery, perlisty śmiech).

Skoro Kolumb okazał się być takim draniem, to co dopiero mówić o następnych bohaterach Ameryki, których czci się do dziś, nawet jeśli nie stawia się im pomników. Ileż to draństw popełniły w swej historii USA i nie da się tego zwalić na Kolumba. Żeby nie szukać daleko – kto namówił Amerykanów na napaść na Irak pod fałszywym pozorem, wojnę i rozwalenie tego państwa?

Polska łasi się do Ameryki, bo podobno Ameryka może nas obronić przed agresją ze strony Rosji. No nie wiem, czy to dobry pomysł, być słabym sojusznikiem USA. Weźmy niedawną historię z nieudanym puczem w Turcji. Erdogan natychmiast oskarżył o inicjatywę puczu mieszkającego od lat w USA tureckiego kaznodzieję Fethullaha Gullena. Stany Zjednoczone stwierdziły, że to bzdura i że nie wydadzą Gullena. Ale teraz miał miejsce mord saudyjskich siepaczy w ich ambasadzie w Ankarze, gdzie zabili innego Saudyjczyka – mieszkającego w USA dziennikarza i przeciwnika saudyjskiego reżymu. Turcja zrobiła z tego sprawę międzynarodową, potępia się Arabię Saudyjską, a to przecież sojusznik USA i dostarczyciel ropy naftowej. No więc szykuje się deal – USA rozważają wydanie Turcji Gullena w zamian za zmniejszenie nacisku ze strony Turcji na Arabię Saudyjską.

Są wyznawcy poglądu, że nie trzeba się leczyć, bo jak Bóg zechce, to człowiek wyzdrowieje. Na pewno inni sojusznicy USA mogli się poczuć jak taki wyznawca, kiedy dowiaduje się, że ma zapalenie wyrostka.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com