Stanisław Obirek: Biedroniowi wierzę

04.02.2019

Niedzielne widowisko polityczno-estradowe z Robertem Biedroniem w roli głównej wywołało falę komentarzy. Przeważają sceptyczne (np. w SO Zbigniewa Szczypińskiego) złośliwe (drugi Palikot, powtórzenie Petru), ironiczne lub wręcz wrogie (tu wyjątkowo zgodna strona prawa i katolicka).

Nie będę się do nich odnosił, bo były do przewidzenia i właściwie niczego nowego nie wnoszą. Wpisuję swój komentarz w nieliczne głosy wsparcia (np. Wandy Nowickiej) z tego prostego powodu, że propozycja Biedronia jest samodzielna, szczera i przekonująca. Poza tym wpisuje się w oczekiwania dużej części wyborców (nie tylko młodych), którzy do tej pory nie mieli na kogo głosować, a teraz już będą mieli. Ja do nich należę.

Robert Biedroń należy do pierwszego pokolenia polityków, którzy nie mają kompleksów i „długów wdzięczności”. Te pierwsze zwykle łączyły się z taką czy inną formą współpracy z reżimem komunistycznym, te drugie z faktycznym czy częściej wyimaginowanym poczuciem wyjątkowej roli odegranej w transformacji politycznej przez katolicki kler. 30 lat to okres wystarczający, by przestać wypominać politykom dawne uwikłania, i równie wystarczający, by zdać sobie sprawę ze skali demoralizacji, jakiej nie tylko uległ sam kler katolicki, ale również ze stopnia jego hipokryzji.

Ktoś dokonał ważnego rozróżnienia między moralnością i moralizowaniem. Ta pierwsza określa przede wszystkim moralną integralność człowieka, który, choć świadom własnej słabości, przede wszystkim stara się zachować przyzwoicie. Ta druga pomija własną postawę i własnej grupy a koncentruje się na wytykaniu faktycznych, a najczęściej wyimaginowanych przywar i grzechów przeciwników religijnych czy politycznych.

Głównym specjalistą od moralizowania od 30 lat stał się Kościół katolicki w Polsce. Jest w tym pojętnym uczniem św. Jana Pawła II, który od 1989 roku nie szczędził polskiemu społeczeństwu surowych nauk, a nawet jeśli wspierał nasz akces do Unii Europejskiej w 2004 roku, to przede wszystkim liczył na to, że żarliwi polscy księża nawrócą bezbożny Zachód.

Robert Biedroń jest pierwszym politykiem, który nie boi się Kościoła i jego autorytetu, który jasno i zdecydowanie mówi o tym, co myśli o aborcji, lekcji religii w szkole, związkach partnerskich i konkordacie. Tak do tej pory nikt nie mówił. Słuchałem skrótu wystąpienia Biedronia i miałem wrażenia, że wie, co mówi. Właśnie dlatego go popieram.

Dodam, że poznałem go przy okazji spotkań organizowanych przez marszałkinię Sejmu Wandę Nowicką, których celem było wyłonienie laureatów „Kryształowego Świecznika”. Nagradzaliśmy przede wszystkim ludzi odważnych i zaangażowanych w budowę społeczeństwa obywatelskiego.

Ze zdumieniem odkrywałem przy każdej odsłonie tej nagrody, jak wielu takich ludzi w Polsce jest. Dzięki nowej partii centrolewicowej Wiosna dowiemy się, że takich ludzi jest naprawdę dużo. Intuicyjnie szacuję, że jest nas 15%. A może się okazać, że to tylko początek odbijania Polski z rąk ksenofobów, radykalnej prawicy i populistów. A co najważniejsze – wprowadza do polityki język jednoznaczny, tak oznacza tak, a nie oznacza nie. Co więcej, to jest od diabła.

avatar

Stanisław Obirek

Profesor

Teolog, historyk, antropolog kultury, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny Uniwersytetu Warszawskiego, były jezuita. Ur. 1956
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com