Kazimierz Sopuch: Zabawy naszej klasy politycznej

05.03.2019                    

„Źle się bawicie, chłopaki” – chciałoby się powiedzieć i się powiedziało. „Bzij, zabzij a ci nie ustąpię!” to było zawołanie kurpiowskie. Akurat nadarza się taka sytuacja wzywająca do boju, bo wybory coraz bliżej i wielu zaczyna śnić wojenkę na szpady, a niektórzy to nawet na sztachety w płocie, jak to dawniej na Kurpiach bywało na zabawach w remizach lub pod gołym niebem. Skąd się to w nich bierze? Ano pewnie ze strachu, że nie zwyciężą na argumenty, to mocują się „na osewki”, aż szmaty lecą.

Nie bez kozery powołuję się na Kurpiów, bo i sam jestem Kurpiem, wprawdzie Białym, a nie Zielonym, i znam ich obyczaje. Co tu ukrywać – lubię Kurpiów, obserwuję ich od lat, rozpowszechniam, gdzie mogę, że Kurp to człowiek, co swojego nie da i cudzego nie chce, a poza tym to patriota, wie, że Polska to jego Ojczyzna, ani mu w głowie nie postanie, żeby uważał, iż Kurpie to odrębny naród.

To skąd u nich taka zapiekłość, że jak nowa ekipa przyjdzie do władzy, to zaraz zaczyna walczyć z tymi, którzy odchodzą? Czy nie zdają sobie sprawy z tego, że po latach rządzenia i ich to czeka w ramach odwetu?

Często przechadzam się po mojej Ostrołęce, dosłownie i wirtualnie. Patrzę na ulice, na domy, na dworzec autobusowy, zupełnie zaniedbany, na stary most, który nie może się doczekać renowacji. Ile tu roboty: poprawić rozjechane ulice, pomalować odrapane i brudne domy, spowodować, by to, co służyło dawniej mieszkańcom, nadal im służyło – odnowione, uporządkowane, świadczące o tym, że tu rządzi niedawno namaszczony przez lud gospodarz i dba o swoje miasto.

Tymczasem słyszę i czytam, co lud na różnych forach pisze, że tu trwa „walka na śmierć i życie” ekipy wchodzącej z ekipą odchodzącą, sypią się zwolnienia z pracy, często bez uzasadnienia, głównie dlatego, że ten ktoś służył poprzedniemu prezydentowi, to nowemu może przeszkadzać, trzeba więc na jego miejsce dać swojaka, poprzednikowi nawet nie dziękując i nie fatygując się, aby mu uścisnąć dłoń na pożegnanie. „O tempora, o mores” chciałoby się zawołać.

Słyszę też, że zarząd Towarzystwa Przyjaciół Ostrołęki musi sobie szukać nowej siedziby, bo za tę, w której jest obecnie, płaci za mały czynsz. Czyż nie należało zasiąść do rozmów, ustalić polubownie nowe stawki, pogratulować za to, co ci ludzie zrobili, służąc przez wiele lat Ostrołęce i jej mieszkańcom?

A może też zaproponować inną siedzibę, boć to organizacja dobra społecznego, działająca od lat i wszyscy dotychczasowi prezydenci ją wspierali, a nie wyrzucać zarząd jakby to był stary mebel, nikomu niepotrzebny?

Panie Prezydencie!

Wiem, że Pan chce dobrze, że nie chce Pan popełniać błędów swojego poprzednika. Ale żeby tak było, trzeba działać rozumnie i serdecznie, w myśl starego rzymskiego porzekadła: „Quidquid agis, prudenter agas, et respice finem”, co się wykłada: Cokolwiek czynisz, czyń rozsądnie i myśl o końcu.

Kiedyś i Pan będzie zdawał sprawozdanie ze swojego rządzenia. Czy będzie Pan mógł śmiało spojrzeć w oczy swemu następcy i powiedzieć mu: „Zrobiłem wiele dobrego dla mojej Ostrołęki i Ty czyń podobnie”. Podając sobie dłonie, pokażecie, że wszystko można załatwić pokojowo i serdecznie.

Ja też podaję Panu dłoń i z serca życzę wielu sukcesów pro publico bono.

Kazimierz Sopuch

Poeta, emerytowany profesor Uniwersytetu Gdańskiego, socjolog, członek Towarzystwa Przyjaciół Ostrołęki i Ostrołęckiego Towarzystwa Naukowego.

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com