06.09.2019

Od kilku miesięcy wokół filmu Patryka Vegi było głośno. Były pozwy sądowe, żądania zatrzymania projekcji w kinach, milionowych odszkodowań od producenta… działo się!
I co?
I nic, 4 września film wszedł na ekrany w całym kraju. W moim multikinie można wybrać się na jeden z dziesięciu seansów wyświetlanych każdego dnia od godziny 11 30 do 20 30.
Byłem na filmie Patryka Vegi „Polityka” wczoraj, na sali było 30 osób, ale to był seans na 14 30.
To był pierwszy film tego producenta, jaki obejrzałem i pewnie będzie ostatni. To nie jest bowiem kino, to nie ma nic wspólnego ze sztuką filmową. Film jest podporządkowany jedynemu celowi, jakim jest dla Patryka Vegi od zawsze i wyłącznie maksymalny zysk.
Mnie w najmniejszym stopniu nie interesuje Patryk Vega, mimo że formalnie rzecz biorąc… to kolega po fachu. Patryk Vega jest magistrem socjologii po studiach w Collegium Civitas, o specjalizacji medialnej. Jest też współautorem przekrojowej pracy socjologicznej „Polski ruch feministyczny – analiza ruchu według teorii Alaina Touraine’a”.
Filmy Vegi to po prostu rodzaj niskiego lotu publicystyki. Są pełne drastycznych scen i wszechobecnych wulgaryzmów. Są ludzie, którym to się podoba, mnie nie.
Postanowiłem napisać o tym filmie, bo mam głębokie przekonanie, że cisza, jaka zaległa po fali protestów ze strony ludzi władzy w pierwszej fazie zapowiedzi tego filmu, wynika z prostej kalkulacji: film Vegi jest na rękę tej władzy. Jest tak, że im więcej ludzi obejrzy ten film przed nadchodzącymi wyborami tym niższa będzie frekwencja przy urnach.
I będzie ona niższa tylko po stronie opozycji. Twardy pisowski „suweren” pójdzie karnie i zagłosuje za „dobrą zmianą”.
Po drugiej stronie będzie dużo ludzi, którzy po obejrzeniu czym jest polityka w obrazie Vegi (mimo że opiera on swój film na autentycznych wydarzeniach i postaciach z polskiej sceny politycznej to nie jest obraz realistyczny), zareaguje emocjonalnie mówiąc, że skoro to takie bagno, taki – mówiąc językiem młodzieżowym – syf, to ja zostaję w domu, nie chce mieć z tym nic wspólnego.
Szansa na wygranie z obozem rządzącym jest zaś tylko wtedy, gdy nastąpi wielka mobilizacja, gdy potrafimy dotrzeć do całego społeczeństwa z przekazem o historycznym znaczeniu tych wyborów.
Film Patryka Vegi nikogo nie mobilizuje – on demobilizuje!
Ukazując zakłamanie, „ruję i poróbstwo”, powszechnie używany knajacki język i całkowity cynizm władzy, a nawet szerzej: polityki, może — a nawet musi — wywoływać odruch wymiotny.
To nie wróży nic dobrego. Tym większe zadanie stoi przed desygnowaną na funkcję premiera Małgorzatą Kidawę-Błońską. Jej osobowość i kultura, stojąca w całkowitej sprzeczności z obrazem namalowanym przez Vegę, może być atutem w tym sporze.
Oby się udało, oby nie było tak jak w ostatniej scenie filmu, w której świetny aktor Daniel Olbrychski wypina goły zadek w stronę sali sejmowej i właśnie zaprzysiężonych posłów polskiego sejmu, mówiąc symbolicznie (ale i dosłownie) – gdzie ma ten cały cyrk.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Najlepsza recenzja tego gniota jest tu:
https://aszdziennik.pl/127431,widzielismy-polityke-10-szokujacych-prawd-ktore-ujawnia-vega
Nie podzielam poglądu Autora, że film Vegi może wielu zmotywować do pójścia na wybory. Po prostu ten film to chała i zapewne frekwencyjna klapa.
Nieporozumienie z filmem Vegi polega na tym, że wielu światłych Polaków oczekiwało od niego cudów. Te cuda miały polegać na tym, że film wstrząśnie sumieniami zwolenników PiS i ci albo zagłosują na opozycję w imię spokoju sumienia, albo w najgorszym razie zostaną w domu i opozycja wygra wybory.
Innym cudem, oczekiwanym zwłaszcza przez ludzi kultury, było przypuszczenie, że Vega okaże się Wyspiańskim lub co najmniej Smarzowskim.
*
Pewnym usprawiedliwieniem naszego oczekiwania cudów są dwie okoliczności. Jesteśmy społeczeństwem katolickim i postkatolickim, a zatem oczekiwanie cudów stanowi dość rozpowszechnioną postawę. (Nawet ludzie głęboko kontestujący katolicyzm nie są w stanie pozbyć się swojego uwarunkowania kulturowego.) Po drugie – promocja filmu, oparta o prezentację pikantnych scen z „Polityki” wskazywała, że w środku może być dużo więcej sensacyjnych rzeczy.
*
Tymczasem takie cuda się nie zdarzyły, lub może trzeba ostrożniej powiedzieć – na razie nie widać takich cudów. Dopiero upłynęły dwa dni od premiery filmu i może warto poczekać ze dwa lub trzy tygodnie, żeby ocenić, czy film wywiera oczekiwany przez wielu wpływ na postawy polityczne widzów, czy nie.
*
Wiedziałem kim jest Patryk Vega. To ambitny filmowiec, który zanim nakręci film robi badania społeczne na temat tego co w zadanym temacie mogłoby zainteresować widzów. Inaczej mówiąc – co ludzie chcieliby oglądać i taki zestaw filmowy pan Vega przygotowuje. Do tej pory Vega odnosił sukcesy z takim podejściem do swoich filmów. Sukcesy polegające na tym, że jego filmy dawały mu rozgłos oraz zysk.
*
Obejrzałem dwie rozmowy dziennikarzy z Vegą, który dokładnie to samo deklarował w przypadku filmu „Polityka” i nie spodziewałem się po filmie niczego więcej niż sam reżyser deklaruje. Obejrzałem również kilka filmików prezentujących opinie widzów po spektaklu i na tej podstawie trudno wyrokować jaki wpływ na postawy wyborców film wywrze. I czy w ogóle wywrze jakikolwiek.
*
W istniejącej sytuacji nasze głosy zawodu, że cuda się nie zdarzyły i prawdopodobnie nie zdarzą możemy kierować wyłącznie pod własnym adresem. Vega, swój „cud” (czytaj: sukces) filmowy i finansowy prawdopodobnie osiągnie.
Na prośbę Autora:
Do Sławka – o Patryku Vedze myślimy dokładnie tak samo. Sensem mojej notatki o filmie jest nie poziom filmu, a zastanawiające wyciszenie po stronie władzy – od burzy i zapowiedzi działań prawnych po zupełny brak jakichkolwiek reakcji, choćby werbalnych. To dla mnie najlepszy dowód, że Patryk Vega uznany został za sojusznika Jarosława, a ten fragment filmu poświęcony prezesowi właśnie jest najlepszym dowodem – prezes budzi raczej współczucie i sympatię, niż oburzenie i odrazę – tak, jak ma to miejsce w przypadku byłego/przyszłego ministra obrony narodowej. Tyle i tylko tyle było moim zamiarem, gdy pisałem tę krótką notatkę o filmie.
Zbyszek123.
Zgadzam się z Autorem, że film jest za długi i nudnawy i że nie będzie hitem kasowym. Z tych samych powodów tylko niewielu może odstręczyć od wzięcia udziału w wyborach
Film Vegi jak dotąd cieszy się niezłą ogladalnoscią; https://kultura.onet.pl/film/wiadomosci/polityka-patryk-vega-triumfuje-blisko-milion-widzow-zobaczylo-jego-film/p721zsl