Zbigniew Szczypiński: Gdańsk po, Polska przed wyborami

06.03.2019

Gdańsk po wyborach a Polska przed wyborami – to najkrótsza nota o tym, co się w kraju dzieje. Wybory na urząd prezydenta Gdańska wygrała bezapelacyjnie, z miażdżącą przewagą, Aleksandra Dulkiewicz pełniąca po tragicznej śmierci Pawła Adamowicza funkcję komisarza. Była jako długoletnia zastępczyni prezydenta Adamowicza naturalnym kandydatem – i to, że wygrała, nie jest żadnym wielkim wydarzeniem.

To, co w tych wyborach było ważne, to po pierwsze duża frekwencja. W wyborach uzupełniających, przeprowadzanych w innych terminach niż te, które określane są kalendarzem wyborczym, frekwencja bywała często żenująco niska, często poniżej 10%. W Gdańsku sięgnęła 50%.

Drugą, ważną cechą niedzielnych wyborów było to, że nie był to plebiscyt, że gdańszczanie mieli wybór. Z ośmiu kandydatów, jacy zgłosili chęć startu w wyborach – jedynie trzech zdołało zebrać wymagane ordynacją podpisy poparcia. Naprzeciw Aleksandry Dulkiewicz stanęło dwóch kandydatów: Grzegorz Braun, znana postać narodowej prawicy – i przedsiębiorca, określający się jako kandydat katolicki, którego nazwiska nie zdołałem zapamiętać.

Gdańszczanie mieli wybór i wybrali.

Kontrkandydatom należą się podziękowania – gdyby nie oni, nie wiedzielibyśmy, jaki jest potencjał nowej pani prezydent Gdańska.

Podziękowania za stanięcie do wyścigu o tytuł to jedno, a drugie to ocena klasy, jaką zaprezentowali kontrkandydaci, a zwłaszcza Grzegorz Braun. Próby zakłócania przebiegu wyborów przez osoby reprezentujące jego komitet wyborczy nawiązywały wprost do najgorszych czasów i krajów.

Nie odnotowałem w przestrzeni publicznej tak — wydawałoby się — elementarnych dobrych zachowań, jak przekazanie gratulacji po ogłoszeniu wyników tej, która zwyciężyła w rywalizacji o prezydenturę.

Trzeci z kandydatów, komentując swój wynik (poniżej 5%), mówił jedynie o tym, że… w jego programie za mało było takich spraw jak usprawnienie transportu publicznego czy podania konkretnych inwestycji komunalnych; bo gdyby takie były w jego programie, to wynik byłby inny, a nawet mogłyby przynieść mu zwycięstwo.

To ważne, Aleksandra Dulkiewicz jest pierwszą Panią Prezydent miasta Gdańska w jego długiej historii. Pytana jak ją tytułować, czy panią „prezydentką” jak chcą wojujące feministki, powiedziała: jestem/będę Panią Prezydent miasta Gdańska, taki jest ten tytuł, a to, że jestem kobietą, to po prostu widać. Podoba mi się takie stawianie sprawy, małej, ale znaczącej.

Gdańsk w najbliższych miesiącach, w całym roku 2019, będzie miastem, w którym znów dziać się będzie historia. Mamy rok trzydziestolecia obrad Okrągłego Stołu, trzydziestej rocznicy pierwszych częściowo wolnych wyborów 4 czerwca – a do tego okrągłe rocznice naszego wejścia do NATO, do Unii Europejskiej. Sporo będzie się działo… Tym większa jest ranga i znaczenie wyborów na prezydenta miasta.

Proszę sobie pomyśleć: co by znaczyło, jakie byłyby skutki decyzji gdańszczan, gdyby wybrali teraz na prezydenta Grzegorza Brauna — albo gdyby w poprzednich wyborach samorządowych, gdy w drugiej turze stanęli naprzeciw siebie Paweł Adamowicz i Kacper Płażyński — Kacpra Płażyńskiego.

Przypomnę – w tamtych wyborach na Kacpra Płażyńskiego, młodego prawnika bez żadnego doświadczenia zawodowego, walczącego o urząd prezydenta z Pawłem Adamowiczem pełniącym tę funkcję przez kilka kadencji, zagłosowało ponad trzydzieści cztery procent wyborców. Ponad jedna trzecia gdańszczan opowiedziała się za kandydatem PiS, mającym jako jedyny atut nazwisko Płażyński, zapamiętane jako nazwisko marszałka Macieja — przerwa — Płażyńskiego, jednego z tzw. trzech tenorów, zakładających Platformę Obywatelską, ofiarę katastrofy smoleńskiej. Piszę o tym, aby podkreślić wagę dziejących się wydarzeń.

Obchody 4 czerwca, 30 rocznicy częściowo wolnych wyborów, które zapoczątkowały proces transformacji ustrojowej w Polsce (a może i na świecie), planowane jeszcze przez Pawła Adamowicza — staną się testem dla władzy. To, kto przyjedzie do Gdańska i jakie alternatywne obchody zorganizuje władza, a konkretnie jej wybitny wicepremier – minister kultury i dziedzictwa narodowego, powie nam więcej o tym, w jakim jesteśmy miejscu i czasie, niż wszystkie prezenty od Jarosława Kaczyńskiego czy Mateusza Morawieckiego razem wzięte.

Gdańsk, jego mieszkańcy pokazali w ostatnich wyborach, że są zdeterminowani do tego, aby raz jeszcze pokazać rządzącym, gdzie jest granica zakłamania i głupoty, na którą nie ma zgody.

W 2019 roku nie ma już wielkich załóg przemysłowych zakładów pracy. Nie ma już Stoczni Gdańskiej – upadła w 1996 roku.

W 2019 roku mieszkańcy Gdańska, jego obywatele, pokazali Polsce i światu, jaką tworzą wspólnotę w dniach żałoby po śmierci swojego prezydenta. Jestem przekonany, że we wszystkich ważnych momentach, jakie przed nami, sprostają wyzwaniu, niesionemu przez rządy „dobrej zmiany”.

avatar

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk


Ur. 11 sierpnia 1939 w Gdyni – poseł Unii Pracy na Sejm II kadencji. Działał w pierwszej „Solidarności”. Po ponownej legalizacji związku, od 1991 kierował Ośrodkiem Badań Społecznych w zarządzie regionu NSZZ „Solidarność” w Gdańsku.

Przewodniczący StowarzyszeniaStrażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.
Więcej w Wikipedii

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com