Telewizja pokazała (518)

22.05.2019

W klubie kawalarzy podobno nie opowiadają kawałów, tylko podają numery spisanych dowcipów. Mógłbym postąpić podobnie i przy kolejnych zdarzeniach politycznych podawać numer tekstu, jaki pisałem na ten temat. Poniżej dwa fragmenty tekstu z kwietnia 2017 r.:

*

Gdyby każde kłamstwo zmniejszało przyciąganie ziemskie w stosunku do kłamiącego, nie mielibyśmy kłopotów z PiS – dawno by się uniósł do stratosfery.

Strajkują nauczyciele. Są przeciwni chaotycznej, pośpiesznej „reformie” szkolnictwa, szkodliwej dla dzieci i skutkującej zwolnieniem kilkudziesięciu tysięcy nauczycieli. Wiceminister szkolnictwa z uśmiechem tłumaczy, że badania wykazały, iż przytłaczająca liczba uczniów jest za reformą. A co do nauczycieli, twierdzi, że to dziwne, iż jedna z najlepiej zarabiających grup w Polsce, mająca tyle przywilejów, pewność awansu i krótki czas pracy, jeszcze strajkuje.

Wiceminister – jeśli wierzy w to co mówi – widać nigdy nie zetknął się z nauczycielami i stąd wyobrażenia o wysokich pensjach i szalonych przywilejach. Jeśliby nawet przyjąć, że nauczyciele to elita, to przecież strajkują po to, żeby ich z tej elity nie wywalić.

Jak pan wiceminister będzie dalej kłamał, to mu się na trwałe zrobi taka mina z wariackim uśmieszkiem jaką stale prezentuje pani minister.

*

Marek Beylin:

Czy stać nas na ochronę klimatu? Czy potrzebujemy euro? Czy chcemy wspólnej armii? Jak ulepszyć sądy? Co poprawić w konstytucji? Jak inaczej, lepiej, mądrzej zadbać o wykluczonych? Jak i czego uczyć dzieci? Lista spraw, o których Nowoczesna i PO nie mają nic do powiedzenia, jest imponująca.

* * *

Jerzy Dziewulski o księżach w czasach PRL:

Rozmawiałem z byłymi funkcjonariuszami SB z Departamentu IV, czyli do spraw Kościoła. Powiedzieli mi tak: Kościół składa się z ludzi, a księża są szczególnie słabymi ludźmi. To są mężczyźni postrzegani jako niemęscy, nietwardzi, poddający się słabościom. Dlatego SB wśród księży bez kłopotów łowiło agentów i współpracowników. Szacowałem, że nawet 30 proc. duchownych było zarejestrowanych, ale znajomy z SB tylko się śmiał i przekonywał mnie, że dużo więcej. Powiedziano mi oficjalnie: żaden ksiądz nie przyszedł do SB z własnej woli, wszystkie werbunki były oparte o szantaż. Gdy było przypuszczenie, że można znaleźć haka na księdza, zakładano mu podsłuch, robiono rozpoznanie, kontrolę operacyjną i za tydzień bezpieka wiedziała już wszystko.

Prawda jest taka, że gdyby Kościół chciał się rozliczyć z pedofilii, wystarczyłoby zajrzeć do teczek. Pytanie, czy one są, bo sądzę jednak, że przynajmniej znaczna ich część została zniszczona. Skutek jest taki, że Kościół dziś udaje, że szuka pedofili, a miał ich na talerzu. No, ale Kościół nie będzie walczył sam ze sobą. Gdyby teczki ujrzały światło dzienne, nie mam wątpliwości, że Kościół jako instytucja po prostu by upadł.

* * *

Kiedy tylko pojawia się gorący temat, politycy natychmiast występują z inicjatywą jak go rozwiązać, przeważnie proponują podwyższenie kar za przestępstwa i wykroczenia. Kiedy w jakimś okresie telewizja pokazała większą liczbę wypadków drogowych na terenach zabudowanych, natychmiast wystąpiono z inicjatywą drastycznego obniżenia dopuszczalnej prędkości pojazdów na tych terenach. Jak tylko pojawił się nowy temat, a stary odszedł w cień, na szczęście odstąpiono od takich dyletanckich rozwiązań.

Teraz gorącym tematem jest pedofilia księży. PiS stara się zwekslować problem na pedofilię w ogóle, a zarówno PiS, jak i PO proponują drastyczne rozwiązania. PiS chce podnieść kary za pedofilię do 30 lat, PO chce potraktować takie przestępstwa jak zbrodnie przeciw ludzkości. Odnosi się wrażenie, że dotychczas wszystko było w porządku, a tu nagle pojawiły się takie przestępstwa i trzeba je wypalić ogniem. Czym to się różni od obietnicy Tuska, który parę lat temu, gdy pedofilia była na tapecie, zapowiedział chemiczną kastrację pedofilów? Oczywiście to była propozycja nierealna, z czego Tusk zdawał sobie sprawę, ale chodziło o wykazanie emocji. (Przedtem obiecał zlikwidować sklepy z tzw. dopalaczami – ktoś w Polsce jeszcze pamięta te obietnice?)

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\pedofilia księży.jpg

Wiele lat temu partia Unia Pracy postanowiła rozprawić się z sektami religijnymi, zapewne pod wpływem Centrum Dominikanów, które zwracało uwagę na niebezpieczeństwo ze strony takich sekt. Jako jedną z sekt uznano buddyzm. Proponowano, aby wszelkie sekty rozwiązać, żeby nie szkodziły ludziom, szczególnie młodzieży.

Przyjaciele buddyści byli zaniepokojeni i słali mi listy oraz telefonowali, żeby pójść do Sejmu i dać odpór. Szykowała się okazja do wyjaśnienia posłom, że buddyzm to nie jest groźna sekta, ale religia starsza o ponad 500 lat od chrześcijaństwa, a angielski wyraz sect powinien w tym przypadku być tłumaczony nie jako sekta, ale szkoła. Buddyjskie szkoły wszystkie uznają nauki Buddy, a różnią się między sobą głównie metodami praktyki.

Sprawa była głośna i budziła niepokój.

Uspokajałem przyjaciół buddystów (szczególnie tych z zagranicy), wyjaśniając, że w Polsce żadna afera nie trwa dłużej niż dwa-trzy tygodnie, a potem się o niej zapomina i na ogół już nigdy nie wraca. I tak też się stało.

Temat pedofilii wypłynął akurat w czasie kampanii wyborczej, więc ma szansę być dłużej na tapecie, ale Kościół nie takie ataki przetrwał i spłynęły po nim jak woda po gęsi.

O pedofilii księży słyszeliśmy nie raz i zawsze sprawa się rozmywała. Przytoczę niektóre swoje teksty z września i października 2013 r.:

Dużo informacji o polskich księżach pedofilach w Dominikanie. Komentarze w telewizji:

– „Zamiast prowadzić działalność duszpasterską zajmowali się pedofilią”. Rzecz w tym, że nie „zamiast” a „oprócz” działalności duszpasterskiej.

– „Kościół zareagował i podejrzanego nuncjusza odwołał z Dominikany”. Otóż nie. Najpierw tradycyjnie chciał cichcem załatwić sprawę i podawał jako powód odwołania zakończenie kadencji nuncjusza. Dopiero kiedy dominikańskie media opublikowały rozmowy z molestowanymi chłopcami, Kościół przyznał, że powód odwołania był inny.

Sprawa pedofilii w Kościele, mimo że znana i nagłaśniana od lat, w Polsce wciąż jest nowością. Teraz przewidziano szkolenie dla księży i zakonników, weźmie w nim udział 40 osób – księży, sióstr i świeckich. Będą potem mieli zadanie przekazać swoją wiedzę 20 000 księży i 10 000 zakonników oraz świeckim. Mają uczulać na problem pedofilii, mówi rzecznik Konferencji Episkopatu.

To praca na wiele lat. Może przydałby się oddzielny kurs dla biskupów, którzy nie raz chronili księży pedofilów przed świeckim wymiarem sprawiedliwości?

Wiceprezes fundacji „Stop Przedawnieniu” przypomina, że zgodnie z katechizmem pedofilia jest grzechem niewybaczalnym. Duchowny pedofil, który pełni posługę kapłańską, powinien sam wyznać grzech i poddać się karze. Mówi, że gdyby papież i polski Kościół otworzyli archiwa i utworzyli fundusz na rzecz ofiar pedofilii, to Kościół mógłby się oczyścić.

Rzecznik Konferencji Episkopatu: Zakon michalitów, którego członkowie dalej pracują w Dominikanie, na pewno pomoże pokrzywdzonym, zapewniając im opiekę duszpasterską i psychologiczną.

Były generał zakonu michalitów za zachowanie księdza pedofila obwinia tamtejszy gorący klimat. Ciekawe, czy tylko ten ksiądz i nuncjusz ulegli wpływowi klimatu, czy też dotyczy to wszystkich księży?

Sołtys z Modlnicy, gdzie mieszka ksiądz oskarżony o pedofilię w Dominikanie (i w Polsce, dokąd przywoził chłopców z Dominikany), nie wierzy w oskarżenia. Nie doniósłby policji, gdzie ksiądz przebywa, nawet gdyby wiedział.

Redaktor z Tygodnika Powszechnego komentuje z entuzjazmem pozytywne zmiany w polskim Kościele: Kościół jest właśnie w fazie przygotowywania przepisów w sprawie pedofilii. Kościół pokazuje, że radzi sobie z tą sprawą, że idzie do przodu. Obyśmy się doczekali w Polsce tych przepisów, to biskupi mieliby jasne wytyczne. Powiało optymizmem.

Przez dwa lata abp Hoser utrzymywał na stanowisku proboszcza księdza oskarżonego o molestowanie ministrantów, a od pół roku skazanego za te czyny. Do wczoraj. Nagłośnienie sprawy przez media spowodowało odwołanie księdza. Księdza skazano na rok pozbawienia wolności (w zawieszeniu na cztery lata) za molestowanie ministranta.

Kościół ma instrukcję, jak postępować z księżmi podejrzanymi o pedofilię; trzeba ich m.in. odsunąć od kontaktu z dziećmi. Arcybiskup Hoser nie uznał tego za potrzebne.

Sprawę „odkrył” psycholog kliniczny, który prowadził terapię chłopca molestowanego przez księdza. Zgłosił sprawę do prokuratury i do kurii warszawsko-praskiej trzy lata temu. Potem poinformował także Nuncjaturę Apostolską. Dwa lata temu rozpoczęło się śledztwo w sprawie molestowania i w sprawie „innych czynności seksualnych” w stosunku do ministrantów.

Reporter pyta arcybiskupa czy będzie w tej sprawie komentarz kurii. Arcybiskup odpowiada: pasmatrim – uwidim.

Jest jednak teraz komentarz kurii: „Były to czyny dawne, nieaktualne”. Kanclerz kurii tłumaczy dziennikarzom, że „inne czynności seksualne” to „kwestia podlegająca interpretacji”. Dziennikarze wymieniają, jakie to były czynności. Kanclerz milczy, potem dodaje: wyrok jest nieprawomocny.

Szef Katolickiej Agencji Informacyjnej martwi się o abp Hosera. Ma o nim jak najlepsze zdanie, nie podoba mu się tylko zachowanie kanclerza kurii. Jego zdaniem „duch i styl arcybiskupa w otoczeniu się nie przebija”. Jest za reformą kurii, „aby arcybiskup Hoser mógł realizować swój program”.

Nie wpadło mu do głowy, że kanclerz przecież tylko próbował w imieniu arcybiskupa bronić jego decyzji?

Papież zdymisjonował irlandzkiego biskupa za to, że ten w latach 90. zwlekał z zawiadomieniem policji o przypadkach pedofilii w swojej diecezji. Zaraz potem abp Hoser przeprosił za to, że mógł sprawić wrażenie, iż nie dostrzega problemu pedofilii. Wystąpiło też kilku hierarchów i z troską wypowiadali się na ten temat – tak, to niedopuszczalne, nie należy pedofilii tolerować. Wszyscy pokładają nadzieję w odpowiedniej instrukcji dla biskupów. No faktycznie, Mojżesz nie zapisał pedofilii w przykazaniach, więc skąd mogli wiedzieć, że pedofilia to takie zło i nie umieli zareagować, ale teraz opracują instrukcję i każdy biskup będzie wiedział co robić, jak się coś takiego zdarzy.

Na razie instrukcja nie przewiduje informowania prokuratury przez duchownych o przypadkach pedofilii. Nie ma się co dziwić — hasłem konferencji Episkopatu było „Zero tolerancji dla pedofilii”, a nie dla pedofilów.

Odzywają się publicznie ofiary księży. Zawiadamiały w swoim czasie przełożonych księży pedofilów, ale ci nie reagowali.

Komentatorzy zastanawiają się, czy Kościół ma odpowiadać finansowo za wybryki poszczególnych księży, bo przecież w firmach świeckich nie ma takiej odpowiedzialności.

Kościół nie jest zwykłą firmą i głosi wysokie standardy moralne, a nawet surowo wymaga ich przestrzegania od wiernych. Tolerowanie przestępstw swoich funkcjonariuszy dyskredytuje tę „firmę”. Ale ważny jest aspekt prawny: kto był powiadomiony o przestępstwie i nic nie zrobił, aby zostało ono ukarane, ten ponosi odpowiedzialność. Nie wystarczą ogólnikowe przeprosiny.

Pedofilia stanowi dla księży tajemnicę. Były generał ojców michalitów przyczyn szukał w gorącym klimacie Dominikany. Chwała Bogu, że u nas klimat zimniejszy więc takie przypadki się nie zdarzają.

Dominikanin o. Tasiemski wyraził pogląd, że Zmiana miejsca powoduje kruchość człowieka. (Czyżby to była zawoalowana krytyka pielgrzymek papieża?).

Abp Michalik znalazł inną przyczynę pedofilii księży:

Słyszymy nieraz, że to często wyzwala się ta niewłaściwa postawa czy nadużycie, kiedy dziecko szuka miłości. Ono lgnie, ono szuka. I zagubi się samo i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga.

Biedni księża wciągnięci w grzech pedofilii przez dzieci. Szczęście, że ci zagubieni księża są już pełnoletni. Może należałoby zrobić dla nich kurs jak unikać szukających miłości dzieci?

Rzecznik Episkopatu tłumaczy, że abp Michalik, kiedy się wypowiada, to „są to często porwane myśli, które nie mają zakończenia”.

Pytany o liczbę przypadków pedofilii w Kościele, rzecznik udzielił wyczerpującej odpowiedzi: Dla dzieci, które zostały odarte z godności, naprawdę nie jest ważne, ilu jest sprawców.

Kościół wydaje się akceptować, że nastąpiła pewna głasnost’ i trzeba nieco zmienić język wypowiedzi. Ale wyraźnie nie zanosi się na pierestrojkę.

Abp Michalik wrócił do swojej śmiałej tezy, za którą już przeprosił niedawno opinię publiczną: przyczyną pedofilii jest brak miłości u rozwodzących się rodziców dzieci. Widocznie takie dzieci wzbudzają tak przemożny pociąg u księży, że trudno im się oprzeć. Jednym słowem, jak w starym powiedzeniu: „Nie on winien – ona winna, ona dawać nie powinna”.

Arcybiskup rozbudował swoją tezę – winna jest także pornografia i niezdrowa miłość tam pokazywana. Nie sprecyzował czy to księża oglądają tę pornografię, czy dzieci, które potem gwałcą księży, bo chcą wypróbować to, co zobaczyły.

I jeszcze jedna przyczyna pedofilii: to feministki, które walczą o prawo do aborcji, o prawo do tworzenia związków tej samej płci i prawo do adopcji dzieci przez te osoby. „To one walczą o to, żeby w szkołach i przedszkolach wygaszać w dzieciach poczucie wstydu, a nawet o to, żeby mogły decydować o zmianie swojej płci”.

Koledzy biskupi i kardynałowie znali od dawna te i inne poglądy arcybiskupa Michalika, a jednak (a może właśnie dlatego) powtórnie wybrali go na przewodniczącego Episkopatu. Po prostu podzielają te poglądy, choć są może bardziej ostrożni w ich wyrażaniu.

Ale mało komu z polskich katolików przeszkadza to na tyle, żeby się sprzeciwić. Jacy by kapłani byli — to oni dzierżą klucze do nieba.

I jeszcze o postawie wiernych, mój tekst z grudnia 2013 r.:

Kuria przeprosiła ofiary księdza pedofila skazanego na więzienie za molestowanie chłopców. Na rozprawie przesłuchano 5 poszkodowanych, około 100 świadków, nagrania zrobione ukrytą kamerą itp. Mimo to wielu mieszkańców miejscowości, gdzie działał ksiądz, nie wierzy w jego winę. Poszkodowani, świadkowie i ich rodziny spotykają się z nienawiścią i prześladowaniami.

* * *

Marek Borowski:

W najbliższy poniedziałek partie Koalicji Europejskiej powinny zaprosić Wiosnę do rozmów i ustalić, które punkty ich programów są zbieżne, więc po wyborach mogłyby być wspólnie i szybko realizowane. Do znudzenia powtarzam, że takim obszarem, na którym odnajduje się cała opozycja prokonstytucyjna, są kwestie ustrojowe, czyli przywrócenie w Polsce podstawowych zasad i wartości demokratycznych. Niestety, lata mijają, a żadna z partii opozycyjnych nie powiedziała, jak chce naprawić Trybunał Konstytucyjny, sądy, prokuraturę, służby specjalne, media publiczne, służbę cywilną, zarządzanie spółkami Skarbu Państwa itp. Brak takiego programu nie tylko osłabi opozycję przed wyborami („oni chcą, żeby było, jak było”), ale w przypadku zdobycia większości spowoduje spory i chaos legislacyjny, co zwiększy szanse Andrzeja Dudy na ponowny wybór. To już ostatni dzwonek, aby tego scenariusza uniknąć.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com