Jola Sacewicz: Tango śmierci z fontanną

2019-06-28
Photo by StockSnap on Pixabay

I.

Żyję w kraju, w którym fontanny z wodą do picia są bardzo popularne. W parkach są czasem takie fontanny w trzech wymiarach: najniższe dla psów, wyższe dla dzieci i takie do pasa dla dorosłych. Wszystkie trzy stoją jedna przy drugiej, opierając się o siebie „plecami”. Przed desegregacją była przy nich, nieco oddalona, czwarta wysoka fontanna. Dla ludzi kolorowych.

II.

Kolorowi ludzie liczyli się właściwie jako 3/5 (tak! Trzy piąte!) człowieka, bo tyle wart był ich głos w wyborach, za udział w których musieli płacić. Ci ludzie do lat sześćdziesiątych mogli być nieobsługiwani w hotelach, restauracjach, barach itp. W autobusie musieli siedzieć z tylu. 

III.

Jest takie niezwykle muzeum w Alabamie. Stodoła. W środku, z sufitu zwisają prostopadłościenne bale drewna. Na każdym jest wystrugane imię i nazwisko i daty. Na ścianach są trzy rzędy półek obiegające całą stodołę. Stoją na nich wielkie słoje wypełnione ziemią. Pod każdym słojem tabliczka z miejscowością i datami. 

Te bale wiszące z sufitu to symbole zlinczowanych kolorowych ludzi. W tych słojach jest ziemia z miejsc, gdzie rozrzucano ich szczątki. To muzeum linczu. Muzeum sprawiedliwości wymierzanej przez tłum. Taka była możliwa, bo ci kolorowi ludzie, nie byli uznawani za ludzi.

IV.

Tę wieść z Polski, że teraz już będzie można postawić w barze oddzielną fontannę z wodą do picia dla tych, których nie akceptujemy: LGBTQ, Żydów, kolorowych, muzułmanów itp. odebrałam, jak uderzenie w splot słoneczny. 

W Polsce, przez dużą część życia byłam w szafie, czyli ukrywałam, kim jestem. Wtedy wszyscy tęczowi byliśmy szczurami. Nie było „wesołych” (gay po angielsku znaczy też wesoły) w oficjalnym obiegu publicznym. I paradoksalnie, ponieważ nas oficjalnie nie było, więc oficjalnie nie było dyskryminacji wobec nas. Dlatego, jako lesbijka, nigdy nie czułam się dyskryminowana per se.

Teraz, pierwszy raz w życiu, w wieku 60 lat, mam szansę doświadczyć w Polsce dyskryminacji z powodu tego, z kim idę do łóżka. A żeby było śmieszniej, osoba, z która idę do łóżka, jest moją legalną żoną. Za tą „legalnością” i oficjalnością mojego związku stoją Stany Zjednoczone Ameryki Północnej. 

VI.

Mimo wstydu napiszę wersalikami, jaka była moja tzw. gut reaction (instynktowna reakcja), gdy przeczytałam, że w opinii dublera, agenta służb specjalnych, gejowskiego hejtera i wiceprezesa grupy kolesiów, Muszyńskiego prawo do dyskryminacji triumfuje nad zdrowym rozsądkiem i prawami człowieka. Więc chciałam wykrzyczeć na Facebooku:

KATOLICY WY… ALAĆ Z MOICH ZNAJOMYCH

Tak, krew zalała mi oczy i rozum i taki kretynizm pomyślał mi się w pierwszym odruchu. 

Takie odruchy są straszne w tłumie. One rozchodzą się w tłumie jak wirus, potęgują, żarzą i kończą jakimś piorunem, który zabija, linczuje. Dlatego cieszę się, że nie byłam w tłumie sióstr i braci LGBTQ, których te słowa sędziowskiego dublera albo przeraziły, albo zalały krwią, bo pewnie czymś strasznym bym zaraziła wszystkich.

Ochłonęłam, stojąc na głowie. Dosłownie, w pozycji jogi zwanej w sanskrycie Shirshasana.

VII.

Przyznam też, że z bezsilnej wściekłości dałam na Facebooku lajka postowi dwóch gejów prowadzących hotel, którzy napisali, że teraz nie będą świadczyć usług pisowcom, zwolennikom Kai Godek itp.

VIII.

Gdy ochłonęłam, zastygnięta do góry nogami w pozycji Shirshasana, było mi strasznie wstyd za ten mój pierwotny nienawistny odruch odwetowy. Dlatego o tym piszę, żebym w jakiś bolesny sposób zapamiętała ten wstyd.

Dyskryminacja jest złem. Każda dyskryminacja. Ludzie są równi i jest złem, jeśli jeden człowiek odmawia pełnego człowieczeństwa innemu człowiekowi w imię czegokolwiek. 

Jest to nawet trochę zabawne, że ktoś, kto wierzy w siły nadprzyrodzone (tak jak można wierzyć, że alkohol powstaje, gdy krasnoludki sikają do mleka) na podstawie takiej wiary może traktować inne stworzenie (boskie, skoro stworzone przez siłę wyższą!) ludzkie – jako mniej warte! Byłoby to zabawne, gdyby nie tak tragiczne.

Ważne jest, by w czasie takiej dość dramatycznej sytuacji dla wszystkich mniejszości w Polsce, żebyśmy się wszyscy nie pogubili. 

IX.

Dyskryminacji musimy dać odpór w dwojaki sposób.

Po pierwsze: powiedzieć pisowcom, że będą obsługiwani. Każdy gej i Żyd musi to teraz w Polsce powiedzieć głośno: pisowcy, faszyści, antysemici, homofobii będziecie przez nas obsługiwani. Odmowa świadczenia usług może was spotkać z naszej strony tylko, gdy będziecie łamać prawo i/lub domagać się usługi łamiącej prawo. 

Mamy teraz szansę dać tę ważną lekcję.

X.

Po drugie: Tych, którzy wywieszą tabliczki: „Pedałów i Żydów nie obsługujemy” trzeba omijać. Zniszczyć miłością. Ekonomiczna presja przyzwoitych ma sens.

To będzie ważna lekcja druga.

XI.

Dla starszej pani z LGBTQ to jest straszny czas, ale staram się dostrzec w nim możliwość zrobienia czegoś pozytywnego. Amerykanie powiedzieliby, że myślę, jak zamienić kupę kurczaka w sałatkę z kurczaka (turn chicken shit into a chicken salad). Mam nadzieję, że wykorzystamy ten czas dobrze jako społeczeństwo, jego duża jego część. Będzie to szansa na rośnięcie razem. Na zachowanie się przyzwoicie. 

Choć tak naprawdę ja nie tylko mam nadzieję na to, że zdamy tę lekcję jako ojczyzna Michnika, Kołakowskiego, Miłosza. Ja MUSZĘ w to wierzyć. Bo alternatywne zachowanie społeczeństwa widzieliśmy w Niemczech lat trzydziestych i Polsce międzywojennej.

Wtedy też zaczęło się od dyskryminacji, że tak powiem w usługach. Potem były getta ławkowe. Potem getta prawdziwe. Potem łapanki i izolacja. I potem już tylko dym z kominów w obozach, które były niemieckie, ale przecież mogą być i polskie.

Jola Sacewicz

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com