Telewizja pokazała (532)

25.07.2019

Towarzysz Lenin powiedział: — Każda kucharka powinna nauczyć się rządzić państwem. I to jest właśnie dewiza PiS-u. Na każdym kroku widać ludzi, otrzymujących odpowiedzialne stanowiska, do których nie mają kwalifikacji. Oni się uczą i mogliby powiedzieć jak ten dyrektor stadniny koni w Janowie Podlaskim, mianowany w miejsce fachowca, że konie mogą stać się jego hobby.

Takie nominacje zdarzały się i za poprzednich rządów, kiedy jakiegoś działacza, a szczególnie przywódcę frakcji w partii, trzeba było nagrodzić stanowiskiem ministra. Różnica jest ta, że nie było to tak powszechne, jak teraz, a poza tym teraz ministrowie realizują politykę partii, a ona jest w pewnym sensie bolszewicka: mniejsza o kraj, trzeba wciskać propagandę, niszczyć przeciwników, a gospodarka ma mniejsze znaczenie. Nie wiem, jak to wygląda na niższych szczeblach, gdzie przyzwyczajono się, także za poprzednich ekip, że kto ma władzę, ten obsiada urzędy. Pamiętam, jak za poprzednich rządów PiS dyrektorem pewnej szkoły mianowano nauczyciela wuefu, który nie miał żadnych doświadczeń w tym zakresie, ale należał do partii. Mówiono wtedy, że nawet sprzątaczki musiały się jakoś wykazać znajomościami politycznymi, teraz sytuacja na tym odcinku zmieniła się o tyle, że brak ludzi do pracy i przyjmie się nawet tych bez koneksji.

Czy politycy obecnej władzy uczą się czegoś na swoich stanowiskach?

Przykład oświaty jest znamienny. Spowodowano, że w tym roku spotkali się na starcie do szkół średnich absolwenci podstawówek i likwidowanych gimnazjów. Łatwo było sobie wyobrazić, co się stanie, kiedy będzie dwa razy więcej kandydatów niż zwykle. Gdyby rząd nawet przyznał samorządom odpowiednie środki, to należy wątpić, czy by się udało w tak krótkim czasie wybudować dodatkowe szkoły i zgromadzić odpowiednią kadrę nauczycielską. W rezultacie trudno się dostać do szkół nawet najlepszym uczniom. Ci, którzy marzyli o określonych szkołach i na pewno dostaliby się do nich w normalnym trybie, bo mają świetne wyniki w nauce, teraz nie mają szans.

W szkołach będą klasy liczące kilkadziesiąt osób (w jednej ze szkół, jak napisano, nawet 64 osoby). Gdzie usadzić tylu uczniów w klasie, jak udostępnić im toalety, jak ich uczyć i jak sprawdzić ich postępy w nauce, jak mają działać stołówki w szkołach? Głupota tej „reformy” była oczywista od początku, ale władza nie ustępuje – pani minister twierdziła, że wszystko jest w porządku i to samo twierdzi jej następca.

Jak to się dzieje, że ta władza ma poparcie, kiedy jej błędy są dla wszystkich widoczne?

* * *

Najbliższe wybory zapowiadają się jako wysyp uprzejmości. Już teraz zrobiło się sympatycznie.

Koalicja Obywatelska, czyli PO-Nowoczesna (Adrian Zandberg: to koalicja Grzegorza ze Schetyną) wystąpi sama w wyborach. Schetyna zapowiedział, że w czasie wyborów nie będzie żadnych wrogich działań i ataków słownych między koalicją i innymi partiami opozycyjnymi. Ale jednocześnie zaprosił na swoje listy działaczy z innych partii, także z lewicy, z którą nie chciał koalicji. No i już wypowiedział się życzliwie na temat powstającej koalicji partii lewicowych, wątpiąc w możliwość uzyskania przez nich dobrego wyniku wyborczego. Przy okazji wyjaśnił (?!), dlaczego nie doszło do utworzenia koalicji kilku partii:

Byłem zwolennikiem tego, żeby pójść razem, żeby opozycja szła w szerokiej formule. Po decyzji o opuszczeniu Koalicji Europejskiej przez PSL było to niemożliwe. Dzisiaj każdy musi walczyć o wyborców, przekonywać Polaków.

Wynika z tego, że skoro PSL nie chciała tworzyć koalicji razem z SLD, więc kiedy PSL odeszła to PO już nie chce koalicji z SLD. Piękny przykład krętactwa, uzupełniony jeszcze nierealnymi obietnicami tego, co zrobi zwycięska PO, kiedy będzie rządzić.

PSL także jest nastawiony pokojowo do innych partii opozycyjnych i zaprasza na swoje listy byłych lub obecnych znanych polityków PO – na pewno nie będą mieli żadnych krytycznych uwag pod adresem partii, z której odeszli bądź ich usunięto. No i do „rozsądnego centrum”, jakim mianował się PSL, dołączy Kukiz’15. Wprawdzie Kukiz powiedział kiedyś, że „PSL jest organizacją przestępczą” i że „PSL jest jak ZSL”, ale teraz z pewnością nastąpiło zbliżenie programów (?).

Partie lewicowe: SLD, Wiosna i Razem już nie napadają na siebie, nie wyrażają się wzajemnie z pogardą o swoich działaczach – okazuje się, że zawsze chcieli ze sobą współpracować. Koalicja Lewica będzie wdzięcznym obiektem dla pozostałych partii, które będą jej wskazywać błędy w ich stosunku do Kościoła. Natomiast inne lewicowe partie i ugrupowania utworzą własną koalicję. „Jesteśmy oburzeni rozbijactwem Czarzastego, Biedronia i Zandberga” – stwierdzili i utworzą Zjednoczoną (?!) Lewicę.

Oczywiście życzliwość przede wszystkim. Żeby się tylko nie pozabijali.

PiS tradycyjnie nawołuje do zgody.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\Kaczyński 1.jpg

Rys. Ryszard Dąbrowski (NIE)

* * *

Słabość opozycji, która przez ostatnich kilka lat nie potrafiła się dogadać i opracować wspólnego minimum programowego, jest już chyba dla wszystkich widoczna. A ile to było rozważań, ile dyskusji w mediach, kalkulacji w procentach głosów, jakie zdobędzie zjednoczona opozycja i jaką klęską byłby podział. Zapewniano, że każdy, kto głosuje na inne partie poza koalicją (czytaj: PO), ten popiera PiS. Zapewne dalej będziemy namawiani, żeby głosować na tę koalicję, bo ma ona największe poparcie i cokolwiek byśmy sobie o niej myśleli, to jest zawsze lepsza niż PiS. Przypomina mi to dawną historię. Tygodnik (obecnie dwutygodnik) Przyjaciółka zdobył kiedyś wielką popularność m.in. dlatego, że redakcja odpowiadała na tysiące listów czytelniczek. Do pisania odpowiedzi zatrudniano sporo osób, dorabiała też w ten sposób moja mama. No i niektóre listy były tego typu: – Mój mąż bije mnie, nie przynosi pieniędzy do domu, nie zajmuje się dziećmi, a teraz odszedł do innej. Co mam zrobić, żeby wrócił?

Jeszcze śmieszniej będą wyglądać przymiarki do wspólnego kandydata opozycji na prezydenta. Wydawał się nim Tusk, ale wygląda na to, że nie wystartuje. No więc kto porwie naród tak, żeby pokochał go bardziej niż obecnego prezydenta, który stale w sondażach zajmuje wysokie miejsce? Już wkrótce po wyborach parlamentarnych ruszy giełda nazwisk.

Tyle się mówi o tym, jaka to ważna sprawa, bo prezydent może pomieszać szyki rządzącej partii, nie podpisując złych ustaw, narzucając jakąś własną narrację w polityce itd. Wspólny kandydat opozycji powinien zwyciężyć, zważywszy, że opozycja w sumie ma większe poparcie w elektoracie niż PiS.

Moim zdaniem powtórzy się sytuacja taka jak przy wyborach parlamentarnych i każda partia opozycyjna poczuje się w obowiązku wystawić własnego kandydata, najlepiej swego szefa. Będzie to miało dobre strony — nie trzeba będzie nawet zaciskać zębów i głosować na nielubianego polityka, bo każda grupa wyborców będzie mogła zagłosować na swego kandydata. A w drugiej turze będziemy głosować na mniejsze zło.

Narodowi podoba się Duda. Kiedyś podobał się Wałęsa, przecież nie z powodu swojej elokwencji ani atrakcyjnego programu. Nie wykreowano nowych bohaterów, bo opozycja jest podzielona, a potencjalni kandydaci są deprecjonowani -– najpierw we własnej partii, potem przez wszystkie inne partie. Szkoda, że nie mamy tak popularnych seriali jak za PRL, na przykład „Czterej pancerni i pies”, bo wystarczyłoby wystawić Janusza Gajosa i wygrałby w cuglach.

Kiedy 50 lat temu Apollo 11 lądował na Księżycu, prezydent Nixon miał przygotowane dwa przemówienia – jedno na wypadek, gdyby lądowanie się udało i drugie na wypadek, gdyby astronauci zginęli.

Spróbujmy sobie wyobrazić przemówienia liderów opozycji po wyborach i po dostaniu się (lub nie) do sejmu. A także po wyborach prezydenckich. Moglibyśmy chyba już teraz przygotować wystąpienia każdego z nich na każdą okazję. Proszę nam tylko podać wyniki w liczbach, a przemówienia piszą się same.

* * *

Ciekawe będzie poobserwować nasilenie propagandy przed wyborami. Potok kłamstw, insynuacji i oskarżeń cały czas płynie wartko, ale z pewnością zyska na sile tuż przed wyborami. Zdumiewające, jak to jest skuteczne.

Pamiętam, jak chyba w 1981 przeczytałem wypowiedź Jacka Kuronia: – Atmosfera jest taka, że nawet gdyby ten rząd zniósł złote jajko, to ludzie by powiedzieli, że po pierwsze to nie zniósł, po drugie nie było złote, a w ogóle to je ukradł i wywiózł do Związku Radzieckiego.

Ludzie chętnie uwierzą w największą bzdurę.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\maszt.jpg

* * *

W Białymstoku Marsz Równości zaatakowali brutalnie faszyści. Lewica zamierza zorganizować manifestację protestu przeciwko przemocy. Poseł Neumann powiedział, że PO nie weźmie w nim udziału, „bo organizują ten marsz nasi partnerzy z lewicy”. Tak się jednocześnie odcina od „skrętu w lewo” i mówi o partnerstwie. No ale na pewno pojawią się głosy: póki Platforma ma największe poparcie na opozycji, musimy zaciskać zęby i głosować na nią. Ciekawe, jakie zalecenia będziemy otrzymywać od komentatorów, kiedy to na przykład partia Kukiz’15 będzie mieć największe poparcie na opozycji. Patrzeć na sondaże i pamiętać o d’Hondtcie?

* * *

W czasie protestów w 1968 roku skandowaliśmy „Precz z cenzurą”, „Tylko Świerszczyk niecenzurowany” (złudzenie: był cenzurowany jak wszystkie czasopisma) itp. Nie przypuszczałem, że kiedyś zatęsknię za cenzurą. Obrzydliwe teksty w propisowskich mediach aż się proszą o zatrzymanie przed publikacją. Kłamstwa Morawieckiego, Kaczyńskiego i innych polityków aż się proszą o skasowanie przez cenzurę. O ile mogę, sam je „kasuję” nie wczytując się w nie i nie słuchając.

Ale był pewien pozytywny aspekt cenzury w czasach PRL. Mianowicie zmuszał do zajęcia się artystyczną stroną kultury, bez nachalnej propagandy. Dam przykład: serial „Dom” był znakomity w pierwszej części, nakręconej za czasów PRL, natomiast kiedy za nowego ustroju zrobiono drugą część, nie można było tego oglądać, bo to był opis niemal wyłącznie tego, jak gnębiono społeczeństwo, a ono nie robiło nic innego, tylko cierpiało i walczyło z wrogim mu ustrojem.

W początkach PRL w ten sam sposób przedstawiano przedwojenne rządy – nic innego nie robiły, jak tylko gnębiły klasę robotniczą i wszelkie elementy postępowe, które reprezentowali wyłącznie komuniści. Teraz jest podobnie, tylko na odwrót. Co przedwojenne to sam miód, a w czasach PRL nic dobrego się nie działo – szalała służba bezpieczeństwa, w sklepach był tylko ocet, a naród dzielił się na walczących z ustrojem i kapusiów.

Wielka jest wiara w moc propagandy. Niestety, często uzasadniona. Tych, którzy w czasach PRL szukali prawdy historycznej, było niewielu, a jeszcze mniej dysydentów. Jedyna nadzieja, że większość propagandy spłynie po ludziach jak woda po gęsi. Przynajmniej po mnie wszystkie te kłamstwa spłynęły. Może dlatego, że nie byłem dostatecznie politycznie uświadomiony i zamiast zmieniać rzeczywistość, zajmowałem się swoim życiem. Nie było też takiego zróżnicowania finansowego jak obecnie, więc nie było napięć, powodów do zazdrości. Praca była wszędzie i zmiana miejsca pracy nie wiązała się z pogorszeniem sytuacji finansowej. Pamiętam, jak kolega zwolnił pracownika za kradzież, a ten potem podziękował mu, bo znalazł lepiej płatną pracę. Znajomy zwolnił robotnika za pijaństwo (ostrzegał go przedtem kilkakrotnie), a kiedy ten poszedł do biura po papiery, dyrektor anulował zwolnienie i wysłał go na inny odcinek prac, bo brakowało robotników.

Minął 22 lipca, niegdyś święto PRL. Jeżeli wspomina się ten okres, to wyciąga się tylko negatywne aspekty tamtego ustroju. Miał on wiele wad, ale im bardziej go się zakłamuje, tym więcej przypomina się zalet, jak zawsze, kiedy słucha się nachalnej propagandy. Obecni rządzący zakłamują przeszłość, ale często ją nieumiejętnie naśladują. Wciąż wierzą, że stawianie pomników wpłynie na nastawienie ludzi. Zamiast pomników działaczy lewicy mamy teraz setki pomników działaczy prawicy i papieża oraz zasłużonych dla Kościoła. Kłamstwa propagandy są bardziej nachalne niż w czasie PRL, bo oprócz ideologii duży udział ma zwalczanie i dyskredytowanie przeciwników politycznych. No i do zakłamywania rzeczywistości włączył się Kościół, który wciąż ma duże wpływy w społeczeństwie.

W czasach PRL nie interesowałem się polityką. Zacząłem dopiero w 1980 r., kiedy wszyscy byli podnieceni, ludzie niemal ciągnęli za rękaw i pytali — a co ty o tym sądzisz? Musiałem się zastanowić i zacząłem mieć swoje poglądy na wiele spraw. Nie był to powszechny proces, bo łatwiej się przyjmuje cudze poglądy, szczególnie kiedy są powszechnie narzucane.

Zalety obecnego trudnego okresu widzę w tym, że wiele osób zrewiduje swoje poglądy i postawy. Wobec zła trzeba się jakoś wewnętrznie, a czasem zewnętrznie opowiedzieć — co odrzucam, co mogę zaakceptować. I uświadomić sobie, czym jest zło.

* * *

W styczniu 2020 r. przypada 75 rocznica wyzwolenia obozu koncentracyjnego Auschwitz. Z tej okazji zaproszono na obchody różnych gości, głównie przywódców państw koalicji antyhitlerowskiej, ale pominięto Putina, mimo że to armia radziecka wyzwoliła obóz. Tu nie ma istotnych różnic między władzą a opozycją. Kilka lat temu Grzegorz Schetyna mówił, że to nie Rosjanie, ale Ukraińcy wyzwolili obóz (wyzwalał pierwszy front ukraiński, gdzie — jak w całej Armii Radzieckiej — służyli żołnierze wszystkich narodowości). Nienawiść do Rosji jest fundamentem polityki Polski.

No i premier Izraela wyciął numer organizatorom. Organizuje obchody wyzwolenia obozu — w Izraelu. W Auschwitz zginęło ponad milion Żydów. Uroczystość będzie miała miejsce dzień wcześniej przed polską. Premier Netanjahu zaprosił prezydenta Putina, mają też wziąć udział przywódcy innych państw — Donald Trump, Angela Merkel, Emmanuel Macron, Justin Trudeau oraz nowy premier Wielkiej Brytanii. Ciekawe, czy będzie im się chciało lecieć na drugi dzień do Polski i powtarzać uroczystość.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

Jedna odpowiedź

  1. Andrzej Goryński 2019-10-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com