Jerzy Łukaszewski: Albercik w podróży

10.09.2019

Obraz zawierający mężczyzna, kostium, osoba, krawat

Opis wygenerowany automatycznie

Jakiś czas temu media obiegła wiadomość o dość szczególnym wylegitymowaniu Olgierda Łukaszewicza, w którego czasie policjant miał się zastanawiać, czy zatrzymany osobnik nie popełnił w przeszłości jakiegoś przestępstwa. Dziwię się wszystkim krytykom policjanta, bo sprawa jest oczywista.

Sam widziałem jak wspomniany osobnik zawłaszczywszy cudzy kombinezon, działając wspólnie i w porozumieniu z drugim (onże Maksio) uciekł był nielegalnie z miejsca pobytu, a opanowawszy przygodny dom bez wiedzy i zgody właściciela, prowadził w nim hulaszczy tryb życia korzystając bezpłatnie i bezprawnie z cudzej lodówki.

Policjant działał więc w sposób jak najbardziej uzasadniony, być może też widział wspomniane wyskoki zatrzymanego elementu.

A teraz z innej beczki.

Olgierd Łukaszewicz daje się w ostatnim czasie poznać z nieco innej niż dotychczas strony. Szczerze mówiąc imponuje mi jego zaangażowanie w sprawę, której większość (chyba jeszcze większość) z nas kibicuje, ale zwykle na kibicowaniu się kończy. U niego nie.

Jeździ mianowicie po zakątkach naszego kraju wyjaśniając sens przynależności do Unii Europejskiej. Robi to czego nie robi cała najsłuszniejsza na świecie opozycja, dla której cały sens życia to rozstrzygnięcie sporu czy na liście wyborczej będzie pani Kasia, czy pani Basia.

Jeździ Łukaszewicz po małych często miejscowościach, w których króluje telewizja państwowa, spotyka się z ludźmi tłumacząc im to, co wielu z nas wydaje się oczywiste, a co – jak się okazuje – dla wielu oczywiste nie jest.

Reakcje bywają różne – od zrozumienia do wyrzucenia (Sokółka), ale najważniejsze są dwie rzeczy.

Po pierwsze – w sensie politycznym – zwykły obywatel robi to, czego nie robią politycy psioczący na PiS, ale nie zanadto, by „nie zrażać”, nie być radykałem itp. bzdury.

Po drugie – z racji przygotowania fachowego Łukaszewicz robi to wykorzystując sztukę aktorską wewdług scenariusza, którego (idę o zakład) większość ludzi w Polsce nie zna. Przede wszystkim politycy.

Wykorzystuje mianowicie tekst człowieka, którego imię nosi założona przezeń fundacja – Wojciecha Jastrzębowskiego pt. „Konstytucja dla Europy”.

Któż zacz?

Wojciech Jastrzębowski (1799 – 1882) to XIX wieczny przyrodnik wielce dla Warszawy zasłużony, ale także powstaniec listopadowy.

W roku 1831 napisał tekst pt. „O wiecznym pokoju między narodami”, w którym to przedstawił swój pogląd na tytułowy problem w sposób jak na tamte czasy wyjątkowo oryginalny.

Kiedy czytamy dziś co było podstawą stworzenia projektu pn. Unia Europejska i mówimy o ojcach założycielach, raczej nie wspominamy Jastrzębowskiego, choć on twierdził to samo co oni tylko ponad 100 lat wcześniej.

Tekst oryginalny jest dostępny na Polonie.

Naprawdę warto go przeczytać. Bywa miejscami zaskakujący, oczom się nie chce wierzyć, że napisany 190 lat temu. Oczywiście brać trzeba poprawkę na otaczającą autora rzeczywistość i panujące wówczas pojęcia, ale myślę, że każdy rozumny człowiek przyzna Jastrzębowskiemu rację w większości punktów.

Już sam początek zapowiada rzecz niezwykłą.

Wszystkie narody europejskie (jeżeli chcą zażywać trwałego pokoju i szczęścia) mają się wyrzec swej wolności i zostać niewolnikami praw; wszyscy zaś monarchowie (jeśli chcą spokojnie, z błogosławieństwem narodów i ze sławą panować) mają być odtąd tylko stróżami i wykonawcami tychże praw…

Nieźle jak na rok 1831. A potem jeszcze lepiej>

W obliczu Boga i prawa wszyscy ludzie są równi, a zatem i wszystkie narody są równe.

Odtąd nie będzie wcale w Europie krajów, a tylko narody. Dotychczasowe granice między krajami (główna przyczyna rozlewu krwi europejskiej) znoszą się na zawsze.

Mało? No to spójrzmy dalej.

Wszystkie narody należące do wiecznego przymierza w Europie winne są równą uległość prawom europejskim.

Celem edukacji każdego narodu będzie doskonalenie człowieka, czyli usposobienie go na użytecznego członka społeczeństwa; utwierdzanie w nim władzy rozumu nad namiętnościami…

Wspomnienia historyczne zdolne obudzać nieprzyjazne uczucia między narodami przedstawiane będą młodzieży jako zabytki barbarzyństwa.

Odnosząc się jako historyk do ostatniego zdania muszę przyznać, że Jastrzębowski daleko przed innymi sformułował w nim sens nauczania historii – wyciąganie wniosków z przeszłości celem unikania błędów w przyszłości. Tego szkoła à la Zalewska nie nauczy, niestety.

I dalej.

Sprzeciwianie się ze strony władzy samowładnej przystąpienia narodu do wiecznego przymierza upoważnia ten naród do uznania tej władzy za nieprzyjazną sobie, za nieprawna i obstającą przy barbarzyńskim krwiolewnym systemie.

Broszurka nie jest obszerna, zaledwie dwadzieścia kilka stron, dlatego zamiast dalszych cytatów polecam jej lekturę w całości. Naprawdę warto.

Spotkacie Państwo niezwykłego Polaka i myśli jak skrojone dla dziś. Nie jest to konstatacja optymistyczna, bo lektura skłania m.in. do wniosku, że ludzkość przez wieki nie tak znowu wiele się nauczyła, ale – nadzieję trzeba mieć zawsze.

Tym bardziej cześć i chwała p. Olgierdowi Łukaszewiczowi za przypomnienie niezwykłej postaci rodaka, który daleko przed Schumanem et cons. sformułował założenia systemu, na którym opiera się dzisiejsza Unia Europejska.

Nawiasem mówiąc, broszurka Jastrzębowskiego została przetłumaczona i dziś jest znana w Europie, a sama postać Autora cieszy się estymą.

Ta informacja może przydać się w dyskusji z tymi, którzy (jak to pokazała moja ulubienica, pani Kempa w europarlamencie) wciąż traktują Unię jako coś obcego, coś, co stoi w kontrze do „narodowego bytu” czymkolwiek on jest.

Mimo rozmaitego odbioru pracy p. Łukaszewicza w miejscowościach, gdzie bywa, mam wciąż nadzieję, że nikt nie krzyknie nigdy pod jego adresem: „– Albercik! Wychodzimy!”

Jak dotąd p. Łukaszewicz robi wszystko, by tak się nie stało. Jesteśmy mu winni wdzięczność. On COŚ robi.

Jerzy Łukaszewski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com