Stygmaty i piętno

Zdanie odrębne

15.10.2019

Stygmat to słowo pochodzenia greckiego, które oznacza cechę, piętno albo znamię. Najczęściej jest to niegojąca się rana (rany), które pojawiają się u osób rozpamiętujących mękę Chrystusa; mają je również wyznawcy Mahometa. W chrześcijaństwie jest to znak głębokiej pobożności oraz symbol szczególnego związku z Bogiem. I choć wedle badań naukowych mogą one być efektem zaburzeń psychicznych bądź jakiegoś defektu organicznego, stygmatyków otacza się czcią (kultem), wierząc, że te szczególne znaki to dar od Boga przekazany człowiekowi w osobnym akcie, czy momencie. Wyrazem tego są liczne dzieła sztuki przedstawiające stygmaty św. Franciszka, które zostawili wielcy malarze; m.in. Michał Anioł, van Eyck, El Greco, Tycjan i inni.

Piętno, choć jest tylko polskim tłumaczeniem stygmatu, nie ma już tak bogatej ikonografii, ponieważ jest to znak, za pomocą którego człowiek znaczy człowieka, wypalając mu znamię na twarzy, plecach, ramionach… Taki rodzaj znakowania praktykowano wobec niewolników w starożytności oraz w czasach nowożytnych, do niedawna w Ameryce… U nas takie dwa znamiona na lewym ramieniu to ślad po szczepionce przeciwgruźliczej, stosowanej jeszcze w latach 80. tamtego stulecia. Hodowcy bydła w Teksasie piętnują swoje sztuki, wypalając im znak na skórze, po którym zostaje trwały ślad. Można to zobaczyć podczas zawodów (pokazów) rodeo…

Jarosław Kaczyński, w jednym z wywiadów (rok 1994!), pytany o przyszłość odpowiedział: „Chciałbym być emerytowanym zbawcą narodu”, po czym dodał: „Ja najbardziej chciałbym być szefem silnej, bardzo wpływowej, współtworzącej albo tworzącej rząd, partii”. Pierwsza część wypowiedzi – jeśli traktować ją jako żart, a prezes nie żartuje – jest przejawem grzechu, który teologia określa mianem pychy szatańskiej. Prezes zbawcą narodu nie zostanie, bo to niemożliwe, ale cel religijny udało mu się osiągnąć – skutecznie zdeprawował polski Kościół, czyniąc zeń instrument władzy politycznej. Drugą część wyznania to marzenie, projekt polityczny, życzenie, które spełniły się w 100%. Wszak partia Kaczyńskiego drugi raz z rzędu wygrała wybory i grozi jej większość parlamentarna; dobrze, że nie konstytucyjna…

Minęło 25 lat i oto prezes, bez reszty angażując się w kampanię wyborczą do sejmu, mówi coś takiego (na konwencji PiS w Sosnowcu):

Nowa polska elita władzy i, mam nadzieję, coraz większa część elity kulturalnej i innych elit już nie pracuje dla naszych wrogów. A ci, którzy pracują, są napiętnowani. I będą, proszę państwa, piętnowani dalej.

Po gromkim aplauzie zgromadzonych tam wiernych dodaje:

Po wyborach czas tych elit się ostatecznie skończy.

Wrogowie, elity, ostateczność, koniec… to stałe pojęcia narracji najważniejszej osoby w państwie, która, licząc na przytłaczające zwycięstwo swojej partii, nie chowa się już za plecami baranków, ani nie przywdziewa owczej skóry. Bez ogródek mówi o swoich zamiarach – nie wobec owiec, ale ludzi, którzy mu się nie podobają. Najpierw byli to cudzoziemcy – uchodźcy i uciekinierzy, potem lesbijki i geje, teraz postkomunistyczno-lewackie elity, jak on wychowane i wykształcone w PRL, oraz ich ideowi następcy i spadkobiercy. Usłużni hermeneutycy już wyjaśniają, że to wypowiedź wyrwana z kontekstu, że dotyczy zagranicy, że jej nie znają – jak doradca prezydenta…

W kontekście zapowiedzianego piętnowania elit pojawia się szereg pytań o stronę techniczną tej akcji. Czy będzie to obcinanie włosów i bród mężczyznom? Golenie głów kobietom? A może tylko wycięcie pasażu – od potylicy do czoła? Albo, przy usłużnej pomocy Kościoła, wyczytywanie z ambon i od ołtarza (w niektórych kościołach już się odbywa – choć bez nazwisk)? Może będą to sądy skorupkowe? Co za sztuka podać nazwisko człowieka, uznanego (jednoosobowo) za zagrożenie dla demokracji i zgromadzić przeciwko niemu 6 tysięcy skorupek, czyli podpisów…

Jak dotąd najbardziej efektywną formą piętnowania elit a la polonaise (czyli na sposób polski), było zwalnianie z pracy: w hodowli konia arabskiego, administracji państwowej, teatrach, muzeach, placówkach kultury, szkołach itd. Ale tego nie da się robić na masową skalę, bo Kraj stanie w miejscu. Wiedzieli o tym komuniści, którzy nie tylko wymieniali elity, ale – podobnie jak prezes – chcieli stworzyć nowy typ człowieka, czyli Polaka…

Dziś zabieg piętnowania ułatwia cyfryzacja; w związku z tym zgłaszam pomysł – na wzór słynnej Ma-Be-Ny, to jest Maszyny Bezpieczeństwa Narracyjnego. Będzie to NIPEL, czyli Narodowy Instytut Piętnowania Elit Lewackich. Skrót wprawdzie wywołuje skojarzenie z NIP-em (numer identyfikacji podatkowej); i słusznie, ponieważ – po niezbędnym uzupełnieniu – będzie go można wykorzystać w celu oznakowania ludzi niewygodnych dla władzy, w sposób dyskretny i niezauważalny. Choć nie wiadomo, czy o to chodzi w planowanej operacji; wszak piętno ma być piętnem, które się nie tylko widzi, ale i czuje.

J S

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com