„W sędziów wierzymy?”
Poszukując odpowiedzi na pytanie „jak odbudować państwo prawa” będziemy musieli, intensywniej niż dotąd, łączyć ją z konieczną dyskusją o samym etosie sądzenia, tak aby ludzie w końcu w prawie dostrzegli sojusznika, a nie tylko mroczną siłę. To sami sędziowie muszą zrozumieć, że gdy akceptują z pokorą krytykę, są gotowi do zmian w sposobie myślenia o swoim powołaniu i władzy.
Po 1989 r. nigdy nie mieliśmy rzetelnej dyskusji o tym, po co ludziom sąd i o tym, jak sami sędziowie postrzegają i rozumieją swoje powołanie w społeczeństwie. Jeżeli więc chcemy w przyszłości rzetelnie odbudować państwo prawa, dyskusja musi być tym razem budowana wokół tego, jak zapewnić zaufanie obywatela do państwa i prawa „od dołu”, w sądzie, w urzędzie. W 2019 r. wiemy już, że zaufania tego nie zbuduje deklaracja „Polska jest demokratycznym państwem prawa”. Konieczne jest umiejętne przekładanie na sprawy i problemy zwykłych ludzi. To na sądach ciąży szczególna odpowiedzialność. Tylko wtedy konstytucja ma szansę stać się naszą KONS-TY-TUC-JĄ.
Bezwzględny atak ze strony PiS wymusił na sędziach, że sami zaczęli dostrzegać w końcu wagę społecznej funkcji swojego zawodu, konieczność komunikowania w sposób zrozumiały swoich orzeczeń, tłumaczenia prawa ludziom, którzy w sądzie widzą ostatnią deskę ratunku, uczynienia z Konstytucji codziennego elementu ich orzekania.
Na początek więc III RP będzie potrzebowała prawdziwej, rzetelnej i często trudnej dla samych sędziów, dyskusji o etosie sądzenia w demokratycznym państwie prawnym. Trzeba w końcu jasno powiedzieć i egzekwować wobec sędziów, że dobre sądzenie to rozstrzyganie konfliktów i ważenie, a nie tylko stosowanie suchego przepisu.
Prawo nigdy nie będzie dostarczać zero-jedynkowych, prostych rozwiązań.
Obywatel nie idzie do sądu, żeby usłyszeć, że coś jest niejasne w przepisie i proszę poczekać, musimy zapytać kogoś mądrzejszego, tylko po to, aby w tym sądzie dostać ochronę.
Sędzia, który chce zrobić coś więcej ponad rutynę interpretacyjną, który dostrzega, że niewolnicze zaślepienie przez tekst może prowadzić do wydania wyroku niesprawiedliwego, zasługuje na uznanie, ale i wsparcie. Takie też orzekanie jest podstawową funkcją niezależnych i pewnych siebie (w dobrym znaczeniu słowa) sędziów.
Gdy o tym piszę, zdaje sobie sprawę, że to nie jest łatwe, ponieważ w każdej grupie jest naturalne dążenie do uniformizacji, robienia tak jak wszyscy, aby się nie wychylić. Ten, kto idzie pod prąd, jest od razu wskazywany palcem, a presja środowiska jest czasami nie do udźwignięcia.
W naszej dyskusji o sądach zbyt dużo uwagi od lat przywiązywaliśmy do budowania obrazu sądu jako formalistycznej maszynki do liczenia, która zacina się, gdy wprowadzimy złe dane. Dramat polskiego wymiaru sprawiedliwości, ale, co należy mocno podkreślić, państwa prawa jednocześnie, polegał na tym, że sądy nie rozumiały, że obywatel swoje wyobrażenie o prawie buduje właśnie na podstawie kontaktu z sądem, na sali sądowej. Jeżeli będzie więcej rozstrzygnięć, które kłócą się z elementarnym poczuciem sprawiedliwości, to nikt za sądy nie będzie umierał. Dlaczego mam walczyć za kogoś, kto nie potrafi mnie obronić? Ten społeczny resentyment rósł latami, aż w końcu został wyzwolony z dramatycznymi dla państwa prawa konsekwencjami.
Dzisiaj żyjemy w czasie próby i niepokojących oraz pozostających bez stanowczych odpowiedzi pytań: czy sędziowie powszechni orzekający na pierwszej linii będą mieli wystarczająco dużo odwagi, aby konsekwentnie i na dłuższą metę mówić „nie” władzy i orzekać wbrew jej oczekiwaniom? Czy aby nie płacimy ceny za brak dyskusji o etosie sądzenia i zaniechania w zakresie budowania przez sądy społecznej legitymizacji dla swojej władzy?
W 2014 r. sędziowie mogli mnie słuchać lub nie i po prostu wrócić do „sprawiedliwości z taśmy”, jak to jeden z sędziów nazwał na jednym z wykładów poświęconych interpretacji prawa w XXI wieku. Dzisiaj tego komfortu już nie mamy, ponieważ inna jest stawka i pilność materii.
Stawka jest dramatycznie większa niż 5 lat temu, bo od zmiany w sercach i głowach sędziów zależy przetrwanie niezawisłego sądownictwa w Polsce. Pilność z kolei jest zdefiniowana przez konieczność działania Tu i teraz przez samych sędziów w duchu sprawiedliwszego orzekania.
Nie ma już czasu na czekanie, czy liczenie, że burza jakoś minie i wróci status quo. Nie wróci! Taka jest logika czasów rewolucyjnych, w których żyjemy. Bez podjęcia wyzwania przez sądy i samych sędziów w obrębie swojej przestrzeni, PiS zniszczy sądy do cna i zbuduje nowe na swoją modłę przy aprobacie, a co najmniej pasywności, ludzi.

Same słuszne uwagi i postulaty. Lecz żeby należycie funkcjonowało państwo prawa musi z nim współgrać społeczeństwo prawa. A ono się nie ukształtuje w ciągu jednego pokolenia.
Uwaga ogólna; przestańmy mówić o tyranii większości w Polsce od 2015 roku. Rządzi mniejszość społeczeństwa, co normalne, ale też mniejszość wyborców! Rozbicie opozycji w 2015 i w 2019 z przelicznikiem D’Hondta.