06.03.2020

Bycie współczesnym, nie oznacza bycia krótkowidzem. Gdyby nie korzenie, cóż by się odrzucało? Powiada się więc: tylko awangarda, wyłącznie prekursorstwo. Ale współczesnym być, nie znaczy – bezkrytycznym entuzjastą nowego kierunku, ceniącym tylko nowalijki.
Kto w dzisiejszych zabieganych czasach, z własnej, nieprzymuszonej woli, a nie z obowiązku bycia kulturalnym, czyta poezję Leśmiana, Tuwima, Słonimskiego, idzie za trudną myślą Norwida, wie cokolwiek o Wyspiańskim (poza tym, że był w butach na weselu Boryny), kto, dla językowej przyjemności obcowania z polszczyzną, chodzi do teatru na komedie Fredry, pamięta o Herbercie, o kimkolwiek z długiej listy mistrzów barwnego słowa, kto ma odwagę przyznać się do tego, że proza uględzona w bantujęzyku – jest gorsza od literatury z prawdziwego zdarzenia, że, będąc zwolennikiem awangardy, należy znać swoje korzenie, swoją historyczną i literacką ciągłość? Kto z powstających elit potrafi wyciągać wnioski – konsekwencje z minionych zdarzeń?
*
Chodzenie do teatru, czytanie, umiejętność mówienia na temat i w ogóle – bycie za pan brat z ogładą, ze znajomością ludzkiego dorobku, są to teraz przymioty spotykane nieczęsto. Raczej wstydliwe są, bo w czasach obecnych, nastawionych na zdobywanie kasy, nie uchodzi zajmowanie się duperelami.
Jednakże czasy te nie potrwają zbyt długo i wkrótce do społecznych łask znowu wróci rozsądek. A rozsądek, to wychowanie, to osobiste dawanie przykładu, jak żyć i co w tym ulotnym życiu jest ważne; dziecko zarażone bakcylem niepowierzchownej wiedzy, trawione gorączką ciekawości, zżerane obsesyjną chęcią poznania świata, kultury, geografii, poznania osiągnięć nie tylko swojego kraju, ale i innych, sąsiednich, czy bardzo odległych, to nasza przyszłość.
*
Nieprzypadkowo dzieje się tak, że istnieją zawody kultywowane przez pokolenia. Klany lekarzy, muzyków, malarzy, ludzi pochłoniętych zdobywaniem szerokich horyzontów. Dziadek wychował ojca na prawnika, czyli zaczepił w nim swoje pasje, ojciec przekazał córce swoje umiejętności i zamiłowania, nauczył czytania, pisania, logicznego myślenia.
Coraz częściej zdajemy sobie sprawę, że istniejemy w świecie połączonym, w świecie wzajemnie współzależnym: to, co dzieje się, np. w Norwegii, ma swoje reperkusje w Grecji, a to, co zdarza się w USA, trafi do nas.
*
Bazgrać można rozmaicie. Stylem wypomadowanym, poprawnościowym, relatywnym. Jak też w sposób wielce uważający, tak, by nikt nie poczuł się urażony. Albo zachowawczo, tradycyjnie, czyli – nietwórczo albo stylem bezpośrednim, by informacja dotarła do adresata bez wdawania się w sofistyczne debaty o piernikach i wiatrakach.
Niestety, merytoryczne ujmowanie tematów, treści opartych na żelaznej logice, nie jest w cenie. Fakty nie są teraz jednoznaczne; czarne bywa PROBLEMATYCZNE: niekiedy różowe, czasem ma kolor niebieski wpadający w brąz i wielu się z tym usłużnie zgadza.
Zero-jedynkowa rzeczywistość chadza na skróty i obecnie kojarzy się z filozoficzną obroną przestarzałych wartości. By nie rzec – z zacofaniem. Spóźnioną desperacją.
*
Obrona logiki nie należy do mocnych stron naszej współczesności. Coraz powszechniej nasza rzeczywistość ma strukturę płynną i przewiewną. Konsystencją przypomina papkę: rozbita na odcienie i rozwodnione punkty widzenia, podlega interpretacyjnej obróbce.
Do przedstawiania papkowatych poglądów służą wodolejskie gadki. Posiłkowanie się językiem opływowym. Mętniackim i niekonkretnym; koncyliacyjne mijanie się prawdy z fałszem. W istocie – z aroganckim przekonywaniem.
Potencjalny adwersarz zostaje przy ich pomocy zredukowany do roli tragarza komunałów. Z łatwością można mu wykazać niekompetencję, mówiąc: każdy ma inną tęczę i nie wszystkie białasy są czarnuchami.
Mówimy więc o zupełnie innych zjawiskach, ludziach, zagadnieniach, a te sformułowania uruchamiają lawinę nieistotnych obwarowań, pobłażliwych założeń, imputacji nawet. Stwarzają koło ratunkowe poprzez płodzenie alternatywnych światów i zjawisk rodem z obcej galaktyki.
Tymczasem z prawdą nie uchodzi negocjować, wdawać się w targi; dyskutować o wieloaspektowej prawdzie, to wozić drzewo do lasu.
*
Kraje Europy, kraje cywilizacyjnie, geograficznie i kulturowo niepodobne od siebie, miały wspólny mianownik: przesadne, niebotycznie rozdęte skłonności do arbitralnego wyrażania sądów o własnej potędze. Były przeświadczone o powołaniu do siłowego narzucania swoich poglądów – krajom nazywanym koloniami.
Państwa podbijane przez Europę opierały się przed jej nieznośną, agresją i niszczycielskim paternalizmem – ze skutkiem ocenianym różnie. Jedne tłamszono racjonalnym bucikiem rygoru i podawały się mu, nie podejmując nierównej walki z najazdami heretyków zbrojnie szerzącymi oświatę, inne zaś, jak Chiny, otoczyły się kamiennymi szańcami nie do zwyciężenia.
Pytania o sens i cel człowieczego życia wyznaczały ludziom zasady postępowania. Człowiek dokonał odkrycia, że jest istotą społeczną, a jego poczynania, wywierają wpływ na decyzje narodów znajdujących się od niego o przysłowiowy krok. Umysł jego zniewalały pazerność i skąpstwo, partykularyzm i wyrachowanie zabielane obłudą.
Teraz mamy to samo. To samo, lecz w nowym, przytulnym opakowaniu pod sztandarem GLOBALIZACJI WSZYSTKIEGO. Zjawisko to nazwać można pogonią za usprawiedliwieniem ekspansji. A obecna ekspansja, to UJEDNOLICENIE MYŚLI WSZELAKIEJ. Myśli, wrażeń, sposobów widzenia. HOMOLOGACJA naszych wrażeń to zrezygnowanie ze swojej niepowtarzalności, zaprzeczenie indywidualizacji człowieka, zrównanie go z pozostałymi indywidualistami i zmajstrowanie INDYWIDUALISTY ZBIOROWEGO. NIESZABLONOWCA MASOWEGO.
Natrętne i bezmyślne mnożenie nieistniejących światów, światów identycznych, utopijnych stworów, to produkowanie rachitycznych, epigońskich wizji nierealnych miejsc.
*
O ludziach mówiących jedno, a postępujących odwrotnie, bazgrano tak często, że stało się to nudne.
Drobna bieda, gdy łachudrą okazuje się człowiek mikroskopijnego formatu. Za dużej szkody nie uczyni i bez wielkich skrupułów można go wyrzucić za drzwi.
Gorzej, gdy dwulicowcem jest polityk lub artysta z pretensjami do wiedzy o życiu. Taki osobnik potrafi sporo namieszać, bo ma w zanadrzu istny arsenał sofistycznych wybiegów. Usprawiedliwień pozwalających mu odeprzeć zarzuty i wyjść z twarzą z każdej opresji.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

Dla mnie najważniejsze jest to dziecko. Sam nie wiem co by ze mnie wyrosło, gdybym nie przeczytał w dzieciństwie tych książek, tylko zaklepywał sobie na gładko zwoje w górnym baniaku jakimś smartassphonem*
*) Smartass – przemądrzalec
Postęp technologiczny przerwał transmisję wiedzy.Dzisiaj nowe pokolenia uważają, że starzy są zacofani a nie że są żródłem wiedzy,albo mądrości.