05.07.2024
Od dawna jestem za testami przydatności. człowieka do zajmowanego stanowiska Sądzę, że nie amatorszczyzna i przypadkowość w kształtowaniu dziecięcych charakterów, ale profesjonalne podejście powinno decydować o byciu rodzicem lub nauczycielem; wszyscy jak najbardziej podpadają pod ten oblig, ponieważ każdemu z nich potrzebne jest uprawnienie do wykonywania zawodu.
Nie oszczędzam na marzeniach i posuwam się o krok dalej: powiadam, że warto byłoby ustanowić powszechne prawo jazdy; dokąd potencjalny obywatel nie zdałby egzaminu poświadczającego zdolność do pełnienia funkcji świadomego wyborcy lub parlamentarzysty mającego pojęcie, za czym głosuje i co wybiera, byłby zaledwie aspirantem.
W różnych krajach praktykuje się przyznawanie cudzoziemcom obywatelstwa. Kandydat na krajana powinien znać język, historię, aktualny ustrój, panujących tu i teraz. Ziomal zasiedziały w Polszcze z dziada-pradziada, wiedzieć tego nie musi; Konstytucja gwarantuje mu bezkarną wolność bycia durniem i radośnie uwalnia go z egzaminacyjnej mordęgi.
Podobnie wygląda sprawa rodziciela. Na bycie biologicznym, nie trzeba kompetencyjnych papierów. Wystarczy fakt, że pociecha jest owocem jego lędźwi, by być jej tyranem i by osobnik ten miał nad nią nieograniczoną władzę. Natomiast starający się o adopcję skazany jest na truchtanie po krzyżowej drodze bzdurnych przepisów.
*
Świadomość bycia nieomylnym, to cecha przypisana ignorantom, a z nich składa się ochlokracja. Obywatel przyuczony do okazywania jej członkom bezwarunkowej lojalności, to idealny wyborca, a doskonałe niedouki w dziedzinach kluczowych dla państwa, facet lub facetka płynnie bredzący w tematach, o których nie mają pojęcia, są dla niej pożądanym elektoratem. I z tej przyczyny szlachetne zamiary edukowania ludzi na społeczeństwo obywatelskie, kłóci się z rzeczywistością. Wedle obowiązujących przekonań, obywatel wykształcony, jest figurą niepotrzebną i przebrzmiałą. Nie pasuje do dzisiejszych dekoracji. Dokuczliwa obecność ludzi kompetentnych, jest dla ochlokraty stale mu zawadzającą i kłującą w oczy, natrętną przypominajką tego, o czym chcą zapomnieć.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

W Pańskim rozumowaniu dostrzegam zawiązki myśli niejakiego Alfreda Rosenberga, który proponował udoskonalenie rasy ludzkiej poprzez selekcję materiału. Pan, co prawda, nie posuwa się do aż takich metod, ale jest już bardzo blisko. Mnie też nie do końca odpowiada sytuacja, że głos menela równoważny z profesorskim, lecz stosując Pańskie kryteria można bardzo prędko przekroczyć cienką, „czerwoną linię” dzielącą człowieka od Człowieka.
Kto miałby oceniać stopień przydatności dla społeczeństwa danej jednostki?
Istnienie sporej dozy idiotów na stanowiskach dowodzi, że mechanizm doboru tych ludzi jest wadliwy.
A działa na to wiele składowych, między innymi takie jak sposób edukacji, kadry je tworzące, zasobność materialna
i wiele innych składników tworzących daną mentalność społeczną.
Wtedy, gdy elity społeczeństwa milczą, albo dają b. słaby odpór patologii doboru zaczynają w nim (społeczeństwie) dochodzić do głosu ignoranci, o których Pan pisze. Pańska jeremiada (przepraszam za porównanie, ale tak mi się to kojarzy) to poszczekiwanie pieska na karawanę.
Aby to zmienić, (naprawić) trzeba najtrudniejszej rzeczy na świecie, a mianowicie pracy od podstaw, czyli pracy organicznej. Widoczne efekty przyjdą dopiero po długim, wielopokoleniowym czasie. A tego, jak dowodzi historia, Polacy nie potrafią. Nie wystarczy samo dęcie w surmy, machanie proporczykami, ani tupanie żołnierskimi buciorami.
Trzeba odłożyć wszystkie swary i niesnaski, usiąść wspólnie do stołu i pogadać bez oskarżania siebie wzajem,
a z troską o nasze wspólne dobro.
Trzeba, trzeba, trzeba…
Tylko z kim?
Tekst jest o tym, do czego prowadzi „Konstytucyjna wolność bycia durniem” i co to zdany egzamin z bycia rozumnym człowiekiem. Pojęć „dureń”, oraz „rozumny człowiek”, tłumaczyć nie trzeba. Felieton nie ma nic wspólnego z A. Rosenergiem, a jeszcze mniej z komentarzem Pana Kolo.
„… co to zdany egzamin z bycia rozumnym człowiekiem”
Dalej nie rozumiem KTO by miał być egzaminatorem i jakie byłyby konsekwencje niezdania takiego egzaminu.
Wychodzi mi na to, że próbuje Pan klajstrować rzeczywistość, na którą się Pan nie zgadza przerzucając ciężar na kogoś innego. Przecież nie obwiniam Pana za ustawy norymberskie, a usiłuję jedynie uzmysłowić skutki takiego, a nie innego ustroju. Więc proszę wymyślić, a potem wprowadzić nowy, lepszy (ustrój), który pozbędzie się wad obecnego.
Już niejeden myśliciel, filozof, uczony postradał zęby ( a co poniektórzy to i rozum) na próbie rozwiązania tego problemu..
Napisał Pan drwiąco „Konstytucyjna wolność bycia durniem”. Ach, jakaż to dowcipna i głęboka konstatacja.
Zapewne czyje się Pan ponad to wszystko, ale czy zadał Pan sobie choć kawalątek trudu, by to zmienić,
by pozbawić ludzi wszawego pokroju na możliwość decydowania o innych?
To, że ci ludzie rządzą tak, jak rządzą to przecież nie ich wina. Cały aparat państwa został głęboko rozregulowany,
a naprawa tego stanu zajmie, jak piszę, długie lata.
Moja dłubanina przy klawiaturze nie wynika z chęci „dołożenia” Panu tylko z uzmysłowienia winy elitom, do których się Pan na pewno zalicza. Drwiny z chama i prostaka nie uczynią z niego światłego człowieka, a Panu nie przysporzą chwały.
z poważaniem
Z tym się zgadzam: „Drwiny z chama i prostaka nie uczynią z niego światłego człowieka, a Panu nie przysporzą chwały„ I w ogóle drwiny niczego nie przysparzają. Szydzenie ze słabszego jest oznaką własnej mizerii. Lecz co do reszty Pańskiego komentarza, to pełna niezgoda: Konstytucyjne zagwarantowanie wolności bycia durniem nie jest dowcipasem, ale FAKTEM. W kwestii przeprowadzania egzaminu z człowieczeństwa zadaje Pan pytanie, kto ma go przeprowadzać. No to niech Pan sobie odpowie: kto decyduje o przyznaniu prawa jazdy? Kombajnista – amator, czy fachowiec?
Następna sprawa, to Pana pytanie: „czy zadał Pan sobie choć kawalątek trudu, by to zmienić, by pozbawić ludzi wszawego pokroju na możliwość decydowania o innych” Otóż zadał poprzez wielokrotne pisanie na ten temat. A wymyślanie i wdrażanie doskonalszego ustroju, to nie moja rola.
Czyli, jak zwykle: „Piekło to inni!”
A może to ja mam chwilowe zaćmienie umysłu, ale wychodzi mi na to, że KOLO zupełnie nie czai bluesa.
Sorry, syndrom niedzielnego poranka.
Chyba ten blues nie dla mnie, bo uważam, że stukanie palcami w klawiaturę podając wiadomość dla swojaków,
(bo któż inny to czyta?) nie stanowi jakiegoś wielkiego powodu do chwały.
Nie o takie działanie mi chodzi, ale dostrzegam wielki problem Polski, ponieważ jej elity intelektualne
zafiksowały się na prawieniu sobie komplementów i zdziwieniu, że wypowiadają się „nie czujący blues’a”.
Samo sygnalizowanie problemu, o którym mowa, byłoby wyrazem wielkiego heroizmu w np. Korei Północnej,
w Polsce każdy posiadacz PC-ta i klawiatury może poczuć się bohaterem piętnującym zło!
Szkoda!
KOLO
Rozmowa z kimś, kto nie chce rozmawiać, przypomina onanizm masochisty To dialog głuchoniemego z niewidomym prowadzony na migi. .