17.03.2020
Okiem Jonasza

Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, czyli u nas, pojawił się smok. Nie był to zwykły smok, ale bardzo groźna bestia. Po pierwsze, jak u Lema, niewidoczna; po drugie, co rusz zmieniał nazwy. Dokładnie jak wiele pojęć zmienia teraz swoje znaczenia. Niektórzy mówili na niego Sars, inni Kowit, opatrując to na dodatek liczbą; w tym wypadku – 19. Nie miała ona nic wspólnego z następstwem tytularnych władców czy papieży, ale można było go zaliczyć do koronowanych głów. Niewątpliwie Kowit stał się królem, numerem jeden wszystkich wiadomości, najczęściej wyszukiwanym hasłem w kondominium Internetu. Gdyby mu na tym zależało, mógłby triumfować jako celebryta, czyli znany z tego, że jest znany. Najbardziej znany!
Bardzo szybko rozszerzał swoje panowanie. Państwa i rządy zamykały przed nim granice, szkoły, muzea i puby; a ludzie – mieszkania i dłonie. Ale on wdzierał się bezszelestnie zarówno do ich ciał, płuc, jak do głów tudzież umysłów. Bez książek, propagandy, perswazji czy nakazów osiągnął w trzy miesiące to, czego nie udawało się władcom, dyktatorom, lobbystom i niektórym filozofom przez dekady. Nie miał propagatora, a wszyscy stali się jego poddanymi i głosicielami potęgi bestii.
Zapytacie: jak to się stało? Czy to spryt, nadprzyrodzone moce, czarna magia, a może śmiercionośny wysłannik obcej, wysoko rozwiniętej cywilizacji…
Odpowiedź jest prosta i skomplikowana jednocześnie. To sami ludzie dali mu tę moc. Z samych siebie wzięli zwyczajną, właściwą im, człowieczą bezradność, słabość, zależność, śmiertelność i pragnienie nieustannej szczęśliwości, po czym zamienili w lęk, strach, przerażenie… i tym karmią smoka. Ten wcale nie życzy sobie ani dziewic nadobnych, ani młodzieńców powabnych, dzieci czy starców, klejnotów czy złota – jak Smaug z opowieści kolegi Tolkiena. Niczego nie chce, nie pragnie, ani pożąda.
Nie jest okrutny ani łaskawy, miłosierny też nie… Wiadomo tylko, że jest i podobnie jak inne istnienie objawiał krzak gorejący na pustyni, można go rozpoznać po (za)paleniu płuc. Jest, bo jest; smok nie smok… Teraz nazywa się wirus i przypomina, że jesteśmy ulepieni z gliny, czyli z DNA…
Przywołuje też starą prawdę, o obróceniu wszystkiego w proch. Jesteśmy z nim identyczni i na odwrót. Jest z nami i z razem nami w proch się obróci.
Jonasz

1-o. Ładne
2-o. Prawdziwe
te dwie cechy razem spotykamy rzadko, więc wychwalam Pana, że ocalił nam Jonasza.
Poza ideałem greckim (kalos agatos) bajka odsłania pozory i wskazuje na to, co istotne. A więc ma walor dekonstrukcji tego co wydaje się, że jest. Tadeusz Bartoś wydał właśnie książkę „Klątwa Parmenidesa”. Może nadszedł czas na śmielsze odsłanianie i nazywanie opatulających nas ułud.