08.04.2020

W czasie epidemii nikt przy zdrowych zmysłach nie wyjdzie na ulice protestować. I dokładnie to PiS wykorzystuje w czasach pandemii wirusa.
Wykorzystuje naszą obywatelską odpowiedzialność za siebie samych, najbliższych i wszystkich innych współobywateli.
Wykorzystuje właśnie to, że my odpowiedzialnie nie możemy wyjść na ulice. Choć powinniśmy, patrząc na to, co PiS robi.
Więc:
Po chamsku PiS przeprowadził w Sejmie majowe wybory prezydenckie. Aby Duda wygrał i nawet jak w wyborach parlamentarnych z 3+ roku PiS przegra, to ta marionetka będzie wetowała wszystko, co następny rząd (oby opozycyjny) uchwali. A w następnym Sejmie PiS raczej będzie miał wystarczająco głosów, aby to weto Adriana utrzymać (bo do odrzucenia weta prezydenta potrzebne jest 3/5 głosów w Sejmie a PiS — głosami głupków — nie dość, że wejdzie do Sejmu, to jeszcze będzie miał sporą liczbę posłów).
Czyli dzisiaj robią wszystko, aby Duda wygrał z powyższych względów. Robią to przede wszystkim w trosce o swoją bezkarność, bo Duda oczywiście ułaskawi każdego z nich, skazanego słusznie po zmianie władzy.
Teraz wprowadzają do Sejmu realny całkowity zakaz aborcji. Aby otrzymać poparcie kościoła i twardego elektoratu PiS. A „Czarne Parasolki” — wspaniałe, mądre i odpowiedzialne Kobiety — też ze względu na wirusa nie wyjdą na ulice.
No i oczywiście w ramach „Tarczy antykryzysowej” PiS objął tą „tarczą” też księży. Bo „im się też należy”. Za poparcie PiS.
O innych elementach „tarczy antykryzysowej” nie ma co mówić, bo realnie to jest tylko propaganda i okrutny żart z pracowników i pracodawców. Bo w szczycie koniunktury gospodarczej, zamiast jak każda racjonalna władza, gromadzić oszczędności na wypadek kryzysu, rozdali wszystko tylko po to, aby utrzymać władzę za przysłowiowe 500+.
I dzisiaj reklamują „tarczę antykryzysową”, która pod każdym względem jest ponurym żartem w bieżącej sytuacji.
No i w ramach głosowania korespondencyjnego de facto wprowadzili (oprócz fałszerstwa wyborczego) system inwigilacji — kto i jak głosował. Czyli PiS będzie wiedział kto i jak imiennie głosował. I nie oszukujmy się, że to głosowanie będzie „tajne i anonimowe”.
To dopiero początek.
Potem, po „wygranych” przez Dudę wyborów i mając większość w Sejmie, przegłosują i uchwalą wszystko, czego nawet sobie nie wyobrażamy. Bez względu na Konstytucję, prawo, Unię Europejską i wszystko inne.
Bo istota działań PiS jest prosta: „Raz zdobytej władzy nigdy nie oddamy”. Ostatnie 5 lat władzy jasno pokazuje, że tak właśnie działają. Mając gdzieś Konstytucję, prawo, Unię itd. Po prostu wprowadzają od 5 lat dyktaturę, a teraz przy pomocy wirusa tylko ją utrwalą na zawsze.
Przesadzam? To co, jesteście ślepi? Nie znacie historii Polski przed wojną? Po przewrocie majowym?
Rozumiem, że nie macie o tym pojęcia. O wsadzaniu do Berezy Kartuskiej posłów opozycji? A czym to się będzie za chwilę różniło o dzisiejszej chwili?
Naprawdę wierzycie, że PiS to demokratyczna partia? Szanująca zasady demokracji i inne takie pierdoły?
Obudźcie się. Nieszczęście polega na tym, że rozumie to mniejszość Polaków i Polek. Ciągle głosująca większość, karmiona chamską propagandą TVPiS i transferami socjalnymi (500+ itp.) plus „Polska, Patriotyzm, Wiara, Kościół, Nie będzie Unia pluła nam w twarz, Niemce …” ciągle w to wierzy.
Może kryzys gospodarczy (nie wirus) troszeczkę otworzy im umysły, jak osobiście dostaną po d…
Wielkiej wiary w to nie pokładam. Prawda okaże się po wynikach wyborów prezydenckich. Jeżeli będą. A jak będą, to i tak nic nie zmienią. Bo PiS za żadną cenę władzy nie odda.
Synteza? Paskudna.
Od setek lat rękami dużej części Polaków albo rozwalaliśmy nasze państwo (np. zabory) albo jak tylko troszkę posuwało się w rozwoju, to natychmiast żeśmy to cofali (np. wygrana PiS i Dudy).
Po prostu jesteśmy na takim przejściowym etapie rozwoju cywilizacyjnego, że albo wygramy i znów o krok mozolnie pójdziemy do przodu, albo (co niestety bardziej prawdopodobne) cofniemy się znów o ileś lat.
Przykre i beznadziejne?
A czy właśnie nie dzieje się inaczej?


Pani redaktor Lewicka ma nie tyle więcej optymizmu, co więcej zaślepienia i nadziei. Myli nadzieje z planem. Ona ma nadzieje, Kaczyński ma plan.
Moim zdaniem jedyne realistyczne wyjście z sytuacji ewentualnie dopisze osobiście sam wirus, przenosząc zbawcę na emeryturę. Bo jak nie on, to rzeczywiście będzie Bereza. Nie tyle Kartuska, co kościelna.
Polacy nie buntują się łatwo – chyba że coś się im materialnego zabierze, a ta władza stale coś daje.
Kaczyńscy podziwiali Piłsudskiego i wzorują się na jego rządach, w wielu przypadkach niemal dosłownie (niszczenie sądów, machlojki wyborcze, dalej już tylko Bereza).
Dlaczego tej oczywistej prawdy polskiemu suwerenowi po 1989 https://uploads.disquscdn.com/images/1f03bf7e3b7547d7965d9c470f52eeb2936b66d70d3047697dd55897167f6456.jpg NIKT nie uświadomił :
To nie tak.
Mysle, ze większość ma świadomość, ze rząd nie ma pieniędzy własnych. Tylko ta większość ma to w du…dzie, komu rząd zanierze, bo wie, że raczej nie im, skoro sami niewiele mają.
W TP 406 z 10.01.2018 r. przytoczyłem fragment artykułu Tomasza Targańskiego z Newsweeka, gdzie opisuje jak jak Piłsudski rozprawiał się z sądami, opozycją itd.
Konstytucja wiązała piłsudczykom ręce w wielu sprawach, ale na to, by ją zmienić, nie mieli dość głosów w parlamencie. Rozwiązaniem okazały się działania formalne zgodne z literą ustawy zasadniczej, choć sprzeczne z jej duchem. Pomysłodawcą tzw. precedensów konstytucyjnych był Stanisław Car. (…)
Jeśli któryś z organów państwa w 20-leciu międzywojennym miał znakomitą reputację i cieszył się zaufaniem społeczeństwa, to było nim sądownictwo – z sędziami sanacja musiała się liczyć. Czas na generalną z nimi rozprawę przyszedł przed wyborami parlamentarnymi rozpisanymi na marzec 1928 roku, gdy doszło do konfliktu wokół kwestii powołania głównego komisarza wyborczego. Zgodnie z ustawą powoływany był przez prezydenta spośród trzech kandydatów wskazanych przez zebranie prezesów Sądu Najwyższego.
Zgromadzeniu prezesów przewodniczył wówczas Władysław Seyda – jeden z głównych twórców konstytucji marcowej. Seyda był bezpartyjny, choć nigdy nie ukrywał, że sprzyja prawicy i ruchowi narodowemu. Jednak Józef Piłsudski za wszelką cenę chciał mieć na stanowisku komisarza swojego człowieka. Postanowił że będzie nim… Stanisław Car. (…)
Drugi obok Seydy wybitny przedstawiciel Sądu Najwyższego – Aleksander Mogilnicki – rozmawiał na ten temat z ówczesnym ministrem sprawiedliwości Aleksandrem Meysztowiczem. Minister został poinformowany, że Sąd Najwyższy stoi na stanowisku sędziowskiej niezawisłości i odrzuca wszelkie próby ingerowania w swoje orzecznictwo. Po kilku dniach jednomyślnie uznano „kandydaturę pana Cara za niemożliwą”, ponieważ mianowanie członka rządu osobą odpowiedzialną za przeprowadzenie wyborów byłoby sprzeczne z duchem prawa.
Niestety, wola Piłsudskiego była już wtedy prawem i by jej zadośćuczynić, prezydent Ignacy Mościcki – łamiąc konstytucję – mianował Cara komisarzem wyborczym. (…)
Stanisław Car robił, co mógł, by unieważnić listy wyborcze opozycji. Wykorzystywał po temu każdą przewidzianą w regulaminie okazję – na przykład nieczytelność podpisów. Wydał również zarządzenie, na mocy którego komisje obwodowe przekazywały akta do komisji okręgowych za pośrednictwem policji i starostów. To z kolei umożliwiało „cuda nad urną”. (…)
Do rozprawy z sądami przystąpiono metodycznie. Na mocy dekretu, który wszedł w życie 1 stycznia 1929 r., prezydent uzyskał prawo, by przenosić do innego sądu lub w stan spoczynku – także bez ich zgody – sędziów Sądu Najwyższego, sędziów apelacyjnych, sędziów okręgowych oraz grodzkich. Groźba przenosin stanowiła skuteczne narzędzie nacisku. Jak pisał prof. Garlicki: „Rząd mógł, ale nie musiał, zapewnić odchodzącym sędziom więcej niż godziwe warunki, oferując im stanowiska notariuszy lub pisarzy hipotecznych. To były bardzo duże pieniądze”.
Decyzja prezydenta była jawnym pogwałceniem konstytucji, która gwarantowała sędziom nieusuwalność oraz immunitet. (…)
Po Sądzie Najwyższym przyszedł czas na sądy niższej instancji: niepokornych prezesów przenoszono w stan spoczynku, a na ich miejsce minister sprawiedliwości powoływał sędziów dyspozycyjnych.
Zapewniwszy sobie „kij” na sądy, rząd wykorzystał je rychło jako narzędzie w walce z przeciwnikami politycznymi. We wrześniu 1930 roku aresztowano kilkudziesięciu byłych posłów – przywódców zjednoczonej opozycji, tak zwanego Centrolewu. (…) i osadzono w twierdzy wojskowej w Brześciu.
Nie oglądając się na protesty, rząd rozpisał na listopad 1930 roku kolejne wybory parlamentarne. Sanacyjny BBWR odniósł w nich zdecydowane zwycięstwo, a opozycja została zmarginalizowana. (…)
Ostatnim etapem wojny z władzą sądowniczą był dekret prezydenta Mościckiego z sierpnia 1932 roku, zawieszający na dwa miesiące niezależność sędziów, co umożliwiło ministrowi sprawiedliwości usunięcie ze stanowisk niewygodnych dla sanacji prezesów sądów. Kilka miesięcy później Mościcki podpisał dekret o ustroju adwokatury, który umożliwiał rozwiązywanie rad adwokackich.
Rola Stanisława Cara jako „reformatora” polskiego systemu prawnego zakończyła się wraz z uchwaleniem konstytucji kwietniowej w 1935 roku, ostatecznie legalizującej autorytarny ustrój państwa. To z jego inicjatywy ówczesny marszałek Sejmu pod nieobecność posłów opozycji zdecydował przegłosować projekt konstytucji w trybie nagłym – tak jak zwykłą ustawę.
No to opozycjo i obserwatorzy – macie gotową listę planowanych posunięć władzy i odhaczajcie kolejne punkty.
A potem przyszedł Wrzesień. Piłsudski już go nie oglądał. Teraz będzie podobnie. Kaczyński przeniesie się w stan wieczności. Dopiero po jego śmierci się okaże, jakim był bęcwałem.
Nie musi się przenosić. I bez tego wiemy jakim jest „…bęcwałem.”
Jeszcze większymi byli Polacy , którzy na takie coś za radą plebana dali się nabrać….
Więcej optymizmu ma red Lewicka …..:https://natemat.pl/305067,agonia-wladzy-pis-kaczynski-morawiecki-i-gowin-juz-o-tym-wiedza?fbclid=IwAR12jhULTkNFBfGJBnPVMNM8VxCKIXX0W3Z2KmrFpGBh3ixpxp033BO-W38
To wszystko prawda, ale jeżeli przyjmiemy, że PiS będzie rzadził długo i skutecznie to popełniamy błąd wpędzania nas samych w beznadzieję. Im teraz głupiej i bardziej radykalnie działaja tym odbicie wahadła w drugą strone będzie szybsze i bardziej radykalne. Za fasadą pozornej wszechmocy kryje się słabość, której juź nie da się zmienić. Warto patrzeć trochę dalej niż bardzo krótką perspektywą.
Wszystkie polskie rządy wywracała pusta micha suwerena….A teraz JUŻ jest ona na horyzoncie zdarzeń…
Autorze Szanowny, „obudźcie się” … i co ? nie tyle jestem obudzona, co nie zasnęłam, lecz co z tego ? co proponujesz ?
Suweren obudzi się TYLKO wtedy kiedy , będzie miał pustą miche…