Telewizja pokazała (590)

14.04.2020

Oglądając to, co się dzieje w polityce, człowiek automatycznie zastanawia się, co by sam zrobił w danej sytuacji i dziwi się, że politycy nie realizują prostych pomysłów, które jemu przychodzą natychmiast do głowy. Zapomina się, że partie to zbieranina ludzi, których motywy działania są różne, co przywódca musi uwzględnić. Kiedyś Aleksander Kwaśniewski opowiadał, jak w czasach początków działania lewicy w sejmie przyszedł do niego poseł Tomasz Nałęcz i zachęcał do bardziej pryncypialnej, bezkompromisowo ideowej postawy partii. Kwaśniewski powiedział mu, że wtedy zamiast kilkudziesięciu posłów zostałoby ich co najwyżej kilku.

Partie w większości są zbieraniną różnych ludzi, co okazuje się wyraźnie w czasie głosowań w sejmie – część posłów kompromituje się przy głosowaniach, wykazując słabą orientację czy kunktatorstwo, pewnych projektów partii nie daje się przegłosować, bo część posłów ma konflikty sumienia (nie pozwala im ono głosować za ustawą, która nie podoba się Kościołowi). Wystarczy przypomnieć historię próby postawienia Zbigniewa Ziobry przed Trybunałem Stanu – najpierw dyskredytowano pomysłodawców, a potem część przywódców PO z premier Kopacz na czele, nie przyszła na głosowanie i wniosek upadł. Nie widać, żeby partie spajały jakieś idee, które chcą zrealizować i dla realizacji których są gotowe coś poświęcić. Przy wielu okazjach posłowie zmieniają partie i świetnie się dopasowują do wczorajszych przeciwników. Wystarczy popatrzeć na PiS i PO – w przeszłości nie raz „wymieniali się” posłami czy ministrami.

Kaczyński znalazł sposób na taki imposybilizm. W partii ma mocną statutową pozycję i może każdego niemal od ręki wywalić, a awansuje ludzi miernych (i na wielu ma haki), takich, którzy bez kariery politycznej nic nie znaczą. Daje zarobić im i ich rodzinom, co wiąże ludzi z partią – bez Kaczyńskiego wszyscy oni idą na bruk.

Do tego dochodzi słaba orientacja i bezwolność elektoratu, podatnego w dodatku na propagandę. Część ludzi wierzy rządowym mediom, część nie interesuje się sprawami, które rozpalają dyskusje u elit (demokracja, praworządność itp.), a część jest jak ten facet, co mówił: Jedni utrzymują, że Hitler umarł, drudzy, że żyje, a ja nie wierzę ani jednym ani drugim.

Trzy lata temu Marek Borowski zaproponował:

Trzeba się uzbroić w cierpliwość […], ale nie czekać z założonymi rękami. To już kieruję raczej do moich upartyjnionych koleżanek i kolegów – to bardzo dobrze, że są razem, ale już trzeba zacząć przygotowywać wspólne stanowiska w formie projektów ustaw dotyczących kształtu państwa. Czy nawet jakichś drobnych zmian konstytucyjnych, np. w sprawie przyjmowania przysięgi od sędziów Trybunału. Teraz [opozycja] nie może. Ale powinna mieć pakiet uzgodnionych projektów. Na zasadzie: z tym idziemy do wyborów i to będziemy realizować. Służba cywilna, prokuratura, media, inwigilacja, Trybunał… Taki powinien być przekaz: regulujemy te kwestie nadbudowy, które tworzyły państwo z ukształtowanym trójpodziałem władzy, o wyraźnie zakreślonych kompetencjach, a także państwo sprawiedliwe i uporządkowane, dające szansę ludziom, niepartyjniackie właśnie. Bo wyciągnęliśmy wnioski z tych dwudziestu paru lat. […] Przydałby się taki opozycyjny parlament, który działałby w formie cyklu konferencji i spotykał się np. w Sali Kolumnowej Sejmu i tam przeprowadzał debaty nad własnymi projektami ustaw. Tak jak należy: z udziałem organizacji społecznych, ekspertów itp. Za trzy lata taki pakiet byłby wspólny dla całej opozycji demokratycznej. To pokazałoby, że opozycja wyciąga wnioski z przeszłości. Bo wprawdzie rząd PO-PSL dość sprawnie przeprowadził walkę z kryzysem, ale inne obszary funkcjonowania państwa (wymienione już służba cywilna, prokuratura, media publiczne, sprawność sądów itp.) – to nieszczęście.

Rozsądne, prawda? I przez trzy lata nic w tej sprawie nie zrobiono. Każda partia i każdy jej członek patrzy tylko na swój wąski interes. Nie ma jakiegoś ścierania się pomysłów, różnych programów. W opozycji panuje jedna narracja: oni są źli, a my dobrzy i jak my będziemy rządzić, to będzie dobrze. To się sprawdziło w przypadku PiS-u i jego wyborców, ale oni pracowali nad tym wiele lat, kształtując swój elektorat.

* * *

Wiele lat temu miałem kontakty z zakonnicami z pewnego klasztoru. Uderzyła mnie wtedy w paru przypadkach mieszanina głupoty i dziwnego podejścia do cierpienia. Jedna z sióstr zachorowała na gruźlicę. Chciała wyjechać do sanatorium i przede wszystkim chciała, żeby jej wyznaczono inną pracę od tej, którą wykonywała w powielarni, co źle wpływało na jej zdrowie. Przełożona odmówiła i powiedziała jej, żeby swoje cierpienia ofiarowała Chrystusowi. Chrystus cieszy się z cierpienia ludzi?

Teraz mamy święta wielkanocne i wyraża się współczucie dla Jezusa i podziw dla niego, że złożył swoje życie w ofierze, aby przebłagać Boga – swego Ojca, by ten przestał karać potomków Adama i Ewy za to, że ich protoplaści zerwali mimo zakazu jakiś owoc w raju. Dzięki tej krwawej ofierze Jezusa ludzie mogą dostąpić zbawienia, oczywiście po śmierci i po przykładnym życiu. Jakoś mi się to kłóci z obrazem wszechmocnego, wszechwiedzącego, dobrego Boga. Może czegoś nie zrozumiałem – chętnie wysłucham właściwego tłumaczenia.

* * *

Magazynie Świątecznym Gazety Wyborczej Jacek Szczerba prezentuje dowcipy opowiadane przez aktorów. Koszmar! Z czego oni się śmieją? Najczęściej z tego, że ktoś użył jakiegoś grubego słowa. Zdaje się, że ostatni aktorzy, którzy opowiadali dobre dowcipy, już wymarli.

Pochodzę z rodziny ludzi dowcipnych. Zbierałem od małego różne kawały, dowcipne rysunki itp. i ojciec powiedział kiedyś, że zostanę doktorem humoris causa. Moje koleżanki i koledzy to ludzie z poczuciem humoru. Owszem, były też tłuste dowcipy, ale tłuszcz był tam omastą, a nie głównym daniem. I nie opowiadaliśmy starych dowcipów – za to była kara albo pokazywało się kawałek papieru, co miało znaczyć, że jak wykopano mumię Tutenchamona, to ona miała w ręku papirus i tam ten dowcip był zapisany jako najnowszy.

Miałem kiedyś znakomitą pamięć, również do dowcipów – pamiętałem nie tylko dowcip, ale też kto i kiedy mi go opowiedział. Popsuła mi się pamięć do dowcipów na autostopie. Zebrała się nas grupa autostopowiczów, facetów czekających przy drodze na ciężarówki (osobowe zabierały tylko dziewczyny) i zaczęliśmy sobie opowiadać dowcipy. Było kilku znakomitych opowiadaczy. Z jednego dowcipu, opowiedzianego już na ciężarówce, śmiałem się 15 kilometrów! A kiedy już dojechaliśmy z Warszawy do Poznania, okazało się, że zapamiętałem tylko sześć dowcipów. Od tego czasu zacząłem zapisywać dowcipy, ale wydawało mi się, że wystarczy zanotować pointę. Kiedy jednak po paru latach zajrzałem do notesu, okazało się, że nie pamiętam treści.

W czasie tej pamiętnej jazdy jeden z opowiadaczy, akurat świeżo po studiach architektury, powiedział, że na wydziale chemii był klub kawalarzy i spisali około 4.000 dowcipów.

Zgłaszam votum separatum. Uśmiałem się z tego tekstu jak bąk. Uwielbiam sprośne i możliwie ostre dowcipy (BM)

A teraz jedyny dowcipny kawał z Magazynu:

Przychodzi facet do lekarza: „Panie doktorze, zjadłem pizzę razem z opakowaniem. Czy ja umrę?”. „Wszyscy umrzemy”. „Boże, co ja narobiłem!”.

C:\Users\Piotr\Pictures\Na 1 kwietnia\kot i pies.jpg

* * *

Twórcy pięknych nazw mieli często okazję zobaczyć, jak te nazwy w praktyce stają się puste, jak rzeczywistość od nich odbiega.

Karol Modzelewski wymyślił nazwę związku zawodowego „Solidarność”. Idea solidarności przyświecała założycielom, ale następcy obrzydzili tę nazwę poprzez to, co wyrabiali.

Ludwik Dorn wymyślił piękną nazwę dla partii – „Prawo i Sprawiedliwość”. Mam wątpliwości czy zrobił to, kierując się szlachetnym zamiarem; sądzę, że po prostu okazał się zręcznym propagandystą. Z tych dwóch pojęć wybrałbym Prawo jako ideę przewodnią dla opozycji, która chciałaby, aby to była podstawa porządku popisowskiego. Sprawiedliwość zbyt często oznacza u nas łamanie prawa w imię wydumanych poglądów, stawia się ją ponad prawem. Politycy często wprowadzali swoje prawo, kierując się swoiście rozumianą sprawiedliwością. Niemal wręcz powtarzali powiedzenie z filmu „Sami swoi”: „Prawo prawem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. Nie zaczęli tego pisowcy, ale jeszcze Platforma. Wprowadzano prawo i przepisy działające wstecz, wymierzając sprawiedliwość grupowo, bez wykazywania winy, jak choćby karanie wszystkich osób, które w PRL pracowały w służbach. I wówczas ten podobno wspaniały Trybunał Konstytucyjny takie prawo zaklepywał. PiS tylko to rozkręcił, szczując ludzi na innych.

Ale czy ludzie u nas dojrzeli do poszanowania prawa? Na co dzień akceptują zachowania wykraczające poza prawo, jeżeli dotyczą „wyjątkowych” osób. Dotyczy to przede wszystkim polityków i księży. Ludzie czasem nawet krytykują księdza za chamskie zachowanie wobec wiernych, za chciwość itd., ale nie buntują się, bo przecież kapłan ma moc daną pośrednio od samego Boga i może nam zaszkodzić, nie pobłogosławić itd. Zachowania księży i wiernych często rażąco odbiegają od wyznawanych zasad religii, ale nie skłaniają wiernych do sprzeciwu.

Ignacy Krasicki „Dewotka”

Dewotce służebnica w czymsiś przewiniła
Właśnie natenczas, kiedy pacierze kończyła.
Obróciwszy się przeto z gniewem do dziewczyny,
Mówiąc właśnie te słowa: «…i odpuść nam winy,
Jako my odpuszczamy», biła bez litości.
Uchowaj, Panie Boże, takiej pobożności!

Religie wmówiły ludziom, że są winni swoich myśli i czynów wynikających z ludzkiej natury, choć przecież wierzą, że taką naturą obdarzył ich Stwórca. Jego działania są niepojęte więc i sprawiedliwość, jaką wymierza, nie jest rzeczą prostą i jasną. Czy sprawiedliwe jest istnienie cierpienia w świecie?

* * *

Epidemia weryfikuje wiele spraw. Między innymi sprawdza ludzi na stanowiskach. Media, często wbrew zaleceniom ministerstwa zdrowia, które nie pozwala na informowanie opinii publicznej, ciągle relacjonują rozpaczliwą sytuację w niektórych szpitalach, domach opieki – braki w zaopatrzeniu, lekkomyślność przełożonych itd., co powoduje, że znaczna część personelu i podopiecznych choruje i nie ma odpowiedniej pomocy. Ludzie często wspomagają szpitale tym, co powinno być dostarczone przez władze. Z powodu ograniczeń nie prowadzi się od początku epidemii testów dla wszystkich zagrożonych chorobą, oszczędza się na środkach ochrony.

W wielu miejscach widać, kto otrzymał stanowisko, nie mając odpowiednich kwalifikacji. Wiele z tych awansów ci ludzie zawdzięczają PiS-owi. PiS wykorzystuje sytuację, kiedy ludzie przede wszystkim myślą o ratowaniu innych, poświęcają się, mimo że robią to w warunkach zagrażających ich zdrowiu i życiu – liczy na to, że pozytywy przejdą na ich konto a negatywy to wina epidemii, która dopadła nawet kraje bogatsze i stworzyła wszędzie zagrożenie.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\nowość.jpg

* * *

Władze Sopotu wystosowały w piątek oficjalny protest do lokalnego komisarza wyborczego. Sprzeciwiają się tworzeniu otwartych, obwodowych komisji wyborczych w Domu Pomocy Społecznej, Szpitalu Reumatologicznym i sopockich szkołach.

W telewizji wystąpili wiceprezydentka Sopotu Magdalena Czarzyńska-Jachim oraz prezydent Jacek Karnowski.

Magdalena Czarzyńska-Jachim:

Stoimy przed domem pomocy społecznej. Los jego 83 pensjonariuszy i personelu to dla nas obecnie jeden z priorytetów. Obiekt zamknęliśmy 10 marca. Polski rząd DPS-ów na liście priorytetów walki z epidemią nie umieścił, chociaż wszyscy widzieliśmy, co się działo i dzieje we Włoszech. Tymczasem DPS-y znalazły się na liście obwodowych komisji wyborczych. O tym, że jest to absurd, chyba nie musimy nikogo przekonywać. Według tego obwieszczenia dokładnie za miesiąc, 10 maja, powinniśmy tutaj zorganizować obwodową otwartą komisję wyborczą i wpuścić na głosowanie wszystkich mieszkańców tego osiedla.

Jacek Karnowski:

Apelujemy do pana min. Szumowskiego — ministra zdrowia, do pana premiera, do pana prezydenta i do pana prezesa, o zakończenie tego chocholego tańca. O to, żebyśmy dalej nie brnęli w głupotę, jaką będą pseudo wybory, bo to są pseudo wybory. To jest apel wszystkich samorządowców, prezydentów i burmistrzów.

My w tej chwili zajmujemy się ochroną domów seniora, pomocą najuboższym, zaopatrzeniem w sprzęt, którego ciągle brakuje, bo Polska nie jest przygotowana do tej epidemii. To jest fikcja, to jest farsa. Tego sprzętu ochronnego nie było i nie ma w dostatecznej ilości. Nie ma także dostatecznej ilości testów. Dlatego apelujemy, żeby przestać zawracać nam głowy, i naszym pracownikom, wyborami.

* * *

Pokazano w mediach, jak wygląda sytuacja w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu.

Lekarz Paweł Doczekalski:

Z powodu braku rąk do pracy zostały ściągnięte osoby z innych oddziałów. One tam pracowały i później wracały na swoje oddziały, przenosząc wirusa na pozostałe części szpitala.

Od początku epidemii w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu potwierdzono 206 przypadków zakażenia koronawirusem. Dodatnie wyniki miało 116 osób z personelu i 90 pacjentów. W sobotę testy potwierdziły dwa nowe przypadki zakażenia.

Pracownicy szpitala w Radomiu mają zakaz kontaktu z mediami, nie mogą nic mówić. Dr Doczekalski przeczytał wiadomość, jaką otrzymał w mailu ze szpitala:

Powiem, jak jest. To mała radomska Syria. Każdy komentuje, obserwuje, ale nie ma żadnej reakcji. Średnia umieralność na oddziale to dwa zgony na dobę. Praca w warunkach totalnego skażenia biologicznego, bez należytego zabezpieczenia. Kończą nam się środki ochrony osobistej. Od wczoraj kolejne dwa zgony. Na neurologii zostało trzech lekarzy, większość pielęgniarek jest zakażona. Nie mam już siły płakać, jest to drugie Kosowo, któremu przygląda się świat. Błagam o pomoc, nie dla siebie, tylko dla tych, o których zapomniał kraj. Polsko, gdzie jesteś.

Doktor Agnieszka Serwan, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy regionu mazowieckiego:

W połowie marca pojawiły się pierwsze zakażenia. W mojej ocenie nie było wdrożone właściwe postępowanie, stąd mamy ponad 200 zakażeń, z czego ponad połowa to personel medyczny. Lekarze, którzy powinni być na kwarantannie, zmuszani są do tego, aby dalej opiekować się pacjentami. Nie ma lekarzy, którzy tych pacjentów mogliby przejąć. Sytuacja i wybory, przed którymi stanęli lekarze, są dramatyczne: albo mogli zostawić pacjentów w ciężkim stanie bez opieki, albo, pomimo obowiązku bycia na kwarantannie w domu, dalej się nimi opiekować.

Serwan powiedziała, że interwencji w sprawie szpitala było bardzo dużo:

W sanepidzie interweniowaliśmy we współpracy z Rzecznikiem Praw Lekarza. Niestety nie doczekaliśmy się właściwej reakcji. To nie jest sytuacja z wczoraj, to wszystko dzieje się od połowy marca — zauważyła. Ta sytuacja dobitnie pokazuje, w jakiej sytuacji jest nasza służba zdrowia.

Szpitale jednoimienne, czyli specjalne szpitale zakaźne utworzone, aby zajmować się chorymi na COVID-19, oraz zakaźne otrzymują sprzęt ochronny na bieżąco. Natomiast szpitale, które nie są dedykowane, aby opiekować się pacjentami dodatnimi [chorymi na COVID-19] miały dotychczas ogromne braki. Trzeba pamiętać, że linia frontu walki z koronawirusem to każde miejsce, gdzie pracownik ochrony zdrowia spotyka się z pacjentem.

* * *

Tajemniczy obiekt widziany na spacerze:

C:\Users\Piotr\AppData\Local\Temp\part000001.jpg

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. asc 2020-04-14
  2. Leszek Drogowski 2020-04-15
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com