Marcin Makowiecki: Domowe obserwatorium epidemii (2)

15.04.2020
To zdjęcie, autor: Nieznany autor, licencja: CC BY-SA

O, jakbym chciała mieć jeszcze w życiu u władzy kogoś, komu ufam, kogo szanuję, kto ma kompetencje, wizję na przyszłość. Komu autentycznie zależy na wspólnym dobru, a nie utrzymaniu władzy za wszelką cenę, nawet – jak teraz przy okazji wyborów – po trupach”. (Olga Tokarczuk w wywiadzie dla Gazety Wyborczej, 11-13 kwietnia 2020)

Poniedziałek, 6 kwietnia będzie zapamiętany jako czarny dzień dla Polski. Sejm zajął się wyborami prezydenckimi, a PiS z determinacją przepychało ustawę o powszechnym głosowaniu korespondencyjnym. Nawet po przegraniu pierwszego głosowania o wprowadzenie tego punktu do porządku dziennego (wyłamało się kilku posłów „Porozumienia”) przeprowadzono następne. Niepokorni posłowie zostali skutecznie „przekonani” i wszystko poszło po myśli samego Jarosława Kaczyńskiego.

Po co to wszystko? Z sondaży wynika, że w maju Duda może wygrać wybory nawet w pierwszej turze. W późniejszym terminie, gdy boleśnie odczujemy skutki kryzysu, wynik może być inny. Korespondencyjne wybory mają więc odbyć się 10 maja (ewentualnie tydzień później). Każdy z około 30 milionów uprawnionych do głosowania ma otrzymać pocztą pakiet wyborczy z nazwiskami kandydatów. Kartę z zaznaczonym wyborem (oraz podpisanym oświadczeniem – z nazwiskiem i numerem Pesel) należy wrzucić do specjalnej skrzynki.

Organizacja wyborów w czasie zarazy i w taki sposób to rażące pogwałcenie konstytucji i kodeksu wyborczego. Dla mnie, obserwującego z domu wydarzenia polityczne, najbardziej wiarygodne w tej sprawie są opinie wybitnych prawników, którym wierzę.

Prof. Andrzej Rzepliński, były prezes Trybunału Konstytucyjnego twierdzi, że „wybory prezydenta w majowym terminie zagrażają zdrowiu i życiu obywateli, a zaproponowana z naruszeniem konstytucji forma ich przeprowadzenia może wykluczyć Polskę z grona krajów demokratycznych”. I pyta „dlaczego rządzący nie chcą skorzystać z jednego z zapisanych w konstytucji stanów nadzwyczajnych dających możliwość przedłużenia sprawowania władzy głowy państwa” (Gazeta Wyborcza 10 kwietnia).

Dla rządzącego Polską PiS bardzo bolesna musi być opinia przewodniczącego powołanej niedawno Państwowej Komisji Wyborczej, sędziego NSA Sylwestra Marciniaka. Otóż stwierdza on m.in., że zaprojektowana w ustawie rywalizacja nie będzie równa dla wszystkich, a jej wynik „nie będzie urzeczywistniał woli narodu”. Pisze też, że „w demokratycznym państwie wybory to nie tylko głosowanie, to skomplikowany mechanizm, w którym uczestniczą zarówno wyborcy, kandydaci, jak i organy administracji publicznej organizujące proces wyborczy”. Zwraca też uwagę, że „prawo wyborcze musi być stabilne, w szczególności proces jego modyfikacji nie może budzić żadnych wątpliwości prawnych.

Konstytucja stanowi (w artykule 127), że prezydent RP jest „wybierany w wyborach powszechnych, równych, bezpośrednich i w głosowaniu tajnym”. Żadnego z tych warunków projekt posła Kaczyńskiego nie spełnia, nawet jeśli przegłosował go Sejm.

Teraz nad tym tworem będzie przez miesiąc pracował Senat. Zapewne odbędą się konsultacje, dyskusje, powstaną poważne ekspertyzy i propozycje. A potem pisowska większość sejmowa tę pracę odrzuci, a Duda ustawę podpisze, nie licząc się z żadnymi prawnymi racjami. Głosowanie (nie wybory!) pewnie się odbędzie przy małej frekwencji, głosować będą głównie aktywiści PiS. Duda wygra, ale w przyszłości prawomocność tych wyborów będzie można najprawdopodobniej poważyć w Sądzie Najwyższym.

Nie zdziwiłem się, gdy po raz kolejny potwierdziło się, że aktyw PiS nie ma w sobie zakodowanego genu przyzwoitości. Dowodzi tego np. scena z pl. Piłsudskiego w Warszawie, gdzie kilkudziesięciu najważniejszych dygnitarzy na czele z Jarosławem Kaczyńskim uroczyście uczciło 10. rocznicę katastrofy pod Smoleńskiem. A przecież, można było skromniej, nie tak gromadnie, nie pokazując ostentacyjnie poczucia swojej wyższości zwalniającego z przestrzegania ustanowionych przez siebie reguł postępowania w czasie zarazy.

Pisowskie zasady stosowane wobec „innych” pokazało też nagranie z tego samego dnia zamieszczone na FB: młody człowiek, obywatel RP składa wieniec pod pomnikiem ofiar katastrofy smoleńskiej na pl. Piłsudskiego. Natychmiast reaguje żandarm, usiłując wyrwać mu wieniec. Pomaga mu wezwana policja. Wreszcie dwaj żandarmi niosą zdobycz przez cały plac odprowadzani przez kamery reporterów. Pl. Piłsudskiego to miejsce specjalnej troski panującego reżimu!

Pisarka Ilona Łepkowska napisała list protestacyjny adresowany do J. Kaczyńskiego. Jest oburzona tym, że wykorzystując swoją pozycję, wjechał (z ochroniarzami) na zamknięte dla innych Stare Powązki, łamiąc tym wszelkie zakazy. „Okazał Pan głęboką pogardę i całkowity brak zrozumienia uczuć milionów zwykłych Polaków, ludzi, w których interesie działa Pan ponoć od dziesięcioleci.[…] Okazał Pan nie po raz pierwszy, ale pierwszy raz w tak szczególnym czasie, który powinien być czasem wyjątkowym , czasem wzajemnej empatii, solidarności i czułości, że ma się Pan za kogoś lepszego, ważniejszego, kogo zakazy i nakazy nie obowiązują. Myślę, że się to na Panu i na Pana obozie politycznym zemści. […] Czegoś takiego Rodacy Panu nie zapomną” – pisze I. Łepkowska.

Jakiej władzy chcemy — mówi we wspomnianym wyżej wywiadzie Olga Tokarczuk. „Marzy mi się władza, która traktowałaby obywateli z szacunkiem i autentyczną tolerancją, próbując pogodzić różne, często sprzeczne potrzeby. Wiem, słyszę się. To brzmi naiwnie, ale naiwność nie zawsze jest głupotą, często wyraża jakąś przeczuwaną naturalną idealną oczywistość. Jestem zmęczona taką polityką, jaką mamy w Polsce. „Łowieniem w mętnej wodzie”, przepychaniem z ironicznym uśmieszkiem partykularnych celów. Malutkimi, nocnymi zamachami stanu. Bezwstydnym cynizmem”.

Marcin Makowiecki

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Yac Min 2020-04-15
  2. PK 2020-04-15
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com