Krzysztof J. Konsztowicz: Podpowiedź do pytania – „którędy do wyjścia”?…

29.04.2020

W styczniu 2020 ukazał się w tygodniku „Polityka” wywiad z prof. K. Skarżyńską pod tytułem „Prześniona demokracja”. Ciekawy tekst przypomniał, że „po 1989 r. stworzyliśmy demokratyczny system wyborczy, samorządy lokalne, nowe partie polityczne, wolne media, niezależne sądy, organizacje pozarządowe, urząd Rzecznika Praw Obywatelskich, odbywały się wolne wybory”. Ogólnie wyglądało dobrze, bo to były ogromne zmiany na tamte czasy. Ale dalej w tym wywiadzie padło też inne ważne sformułowanie: „nasza transformacja była imitacyjna, a naśladowaliśmy to, czego dobrze nie znaliśmy”.

Może właśnie to nam się odbija czkawką…

Niedługo później, bo w lutym 2020, Anna Dziewit-Meller opublikowała w tej samej „Polityce” artykuł nawiązujący do powyższego, ale już o bardziej niepokojącym tytule: „Którędy do wyjścia”. Wyraziła w nim obawę, że „może szklana trumienka, w której niczym śpiąca królewna spoczywa polska demokracja, na zawsze już pozostanie zamknięta?”. Na koniec swego tekstu autorka cytuje poważne pytanie z bajki dla dorosłych dzieci „Alicja w Krainie Czarów”: „którędy mogłabym się stąd wydostać?”…

W marcu 2020 szerząca się pandemia Covid–19 wyrwała nas z beztroskiego dobrostanu i nie tylko brutalnie obnażyła niewydolność systemu opieki zdrowotnej w tym kraju, ale też skrajny cynizm i zakłamanie polityków partii będącej tymczasowo u władzy. Wprawdzie to tylko chwila w biegu historii, ale może być kosztowna…

W podobnie niezdrowej sytuacji politycznej pół wieku temu nie pytałem „którędy do wyjścia”, tylko spakowałem torbę i wyjechałem z tego kraju na ponad 20 lat. Z tego 16 lat przeżyłem w Kanadzie, z większościową ordynacją wyborczą, rządami federalnymi o ściśle rozdzielonych kompetencjach, z samodzielnymi samorządami prowincji oraz lokalnymi, nieliczną, ale sprawną i skuteczną administracją państwową, której formalnym celem jest pomoc obywatelom–współudziałowcom–wkładcom (ang. contributor) w pracy nad pomnażaniem majątku kraju i własnego.

Jak wielu emigrantów przekonałem się osobiście i poświadczam, że to działa i że udaje się w kraju zbudowanym przez biedaków, zesłańców, często analfabetów i innych prostych, acz pracowitych ludzi różnych wyznań i ras…

Po powrocie do wolnej Polski zaobserwowałem, że obojętne, z której strony sceny politycznej spojrzeć, wszystkie partie jednakowo ochoczo spełniają się w modelu centralistycznym, z całą mocą błędnej karuzeli stanowisk, marnotrawstwałupów na podatniku. Żeby nie wspomnieć karygodnego zawłaszczania mediów publicznych. Niestety sankcjonuje to konstytucja tego kraju, utrzymując proporcjonalną ordynację wyborczą do parlamentu, do tego ze zliczaniem D’Hondta.

Niewydolność zarządzania centralnego widoczna jest w jaskrawym kontraście do funkcjonalności lokalnych samorządów. O ile pamiętam, reforma zarządzania miała być rozszerzona od dołu do góry, czyli do parlamentu włącznie. Zmiany wstrzymali politycy partyjni dla zachowania swoich interesów i wpływów. Transformacja tu się zacięła i ten brak nas bije…

Warto przytoczyć za Wikipedią opis prac nad Konstytucją RP z 1997 roku:

W trakcie drugiego czytania w Zgromadzeniu Narodowym senator Zbigniew Romaszewski stwierdził, że ordynacje proporcjonalne: „odbierają wyborcom bezpośredni wpływ na obsadę kadrową parlamentu. […] Albowiem posłowie, na dobrą sprawę, są nominatami swoich kierownictw partyjnych, a nie są wybierani przez wyborców”. Wojciech Błasiak wskazywał na, według niego, wręcz katastrofalne następstwa proporcjonalności, która: „czyni ten projekt nie tylko złym, ale wręcz groźnym dla przyszłości Polski, jej suwerenności i niepodległości, jej rozwoju i siły”.

Doczekaliśmy tej przyszłości i tak mamy …

Powodowany podobnymi obawami jako świadomy obywatel i doświadczony re–emigrant, jeszcze w 2011 roku opublikowałem w portalu Studio Opinii artykuł: „Żółta kartka dla ordynacji wyborczej”:

https://studioopinii.pl/archiwa/3152

Kto chce, to zobaczy, że ten tekst jest teraz boleśnie aktualny.

Niekompletna transformacja spowodowała, że mimo istotnych zmian ekonomicznych nigdy tutaj nie zaistniała typowa dla gospodarki liberalnej demokracja przedstawicielska ani nie stworzono systemu zarządzania z przejrzystym podziałem odpowiedzialności. Dlatego może przytłaczać spolegliwość współobywateli wobec wszechobecnego centralizmu, ciągle z mocnymi odcieniami socrealistycznymi.

Prof. Krystyna Skarżyńska mówi oględnie o „wyuczonych postawach hierarchicznych”, prof. A. Leder pisze bardziej dosadnie o „relacji folwarcznej”, a biskup J. Tischner już dawno definiował osobowość „homo sovieticus”. Ale nie można ciągle przerzucać odpowiedzialności na uwarunkowania historyczne czy kulturowe, bo przecież w innych szerokościach geograficznych społeczeństwa o podobnych korzeniach funkcjonują dużo lepiej. Raczej widać, że ten stan utrzymywany jest świadomie i celowo przez beneficjentów gier politycznych, stanowiących oderwaną od życia klasę bez klasy.

Typowy dla centralizmu bezwład przerośniętej administracji podtrzymuje uzależnienie mieszkańców przez rozbudowane i opresyjne funkcje nakazowo–kontrolne. Nadprodukcja chaosu prawnego rodzi wysokie koszty, niespójność i uciążliwość tego modelu dla podatników. Nie wkładców jak w prawodawstwie anglosaskim, lecz podatników – płatników, utrzymywanych nieodmiennie w pozycji poddanych – na kolanach i w workach pokutnych…

Może jakby nie wiedzieli, że da się inaczej, że tak w ogóle nie musi być w rozwiniętym społeczeństwie obywatelskim, za jakie chcemy się mieć, czy w jakie przeobrazić.

Ktoś pewnie niebawem napisze rozprawę o niewydolności centralnego zarządzania systemem opieki zdrowotnej, bo teraz widać dobrze i samo się prosi. W takim kontekście nie zdziwi opracowanie „Gospodarka nie–wiedzy” (na stronie www.konsztowicz.eu) wskazujące hierarchiczny centralizm jako główne źródło ułomności polskiej nauki i szkolnictwa wyższego. Takich rozpraw i raportów z wielu obszarów oceny niewydolności centralizmu w tym państwie łatwo nazbiera się więcej. Proporcje wszędzie są podobne – im więcej centralizmu i sztywnej hierarchii, tym mniej przejrzystości i gorsza efektywność.

Wnioski ze wszystkich podobnych opracowań sprowadzą się do tego, że jeżeli jakaś poważna zmiana jest na dzisiaj potrzebna w konstytucji, to przede wszystkim wprowadzenie większościowej ordynacji wyborczej. Ta zmiana jest niezbędna dla zaległego przewartościowania modelu społecznego i wdrożenia przejrzystej demokracji przedstawicielskiej, wymuszającej nadrzędność obywatela–wyborcy nad partyjnymi wodzami, prezesami i ich satelitami i akolitami.

Taka zmiana zlikwiduje, a przynajmniej istotnie zredukuje partyjno-wodzowskie układy i gry o przywileje i łupy na podatnikach, niezależnie od deklarowanej opcji politycznej. Nie tylko dla demokracji, ale i efektywności kosztowej państwa konieczna jest także sprawdzona dobrze gdzie indziej regionalizacja i federalizacja władz. Delegowanie odpowiedzialności i uprawnień do regionów i władz lokalnych, czyli tam, gdzie wiedzą najlepiej co się u nich dzieje i dlaczego, bez nonsensów prawnych, zafałszowań sprawozdawczych i kosztów dublowania urzędów.

W tym kraju już jest wystarczająco dużo mądrych i kompetentnych ludzi, którzy potrafią zarządzać sprawnie i odpowiedzialnie tym, co mają, tam, gdzie są ich wyborcy i dla ich dobra. Dzisiaj nie potrzebujemy naczelnego zbawiciela…

Poza długoletnimi emigrantami i wyspecjalizowanymi badaczami w Polsce nie za bardzo są znane zalety przejrzystości ordynacji większościowej oraz systemu federalnego. Tego jeszcze w tym kraju nie próbowano i może nie czujemy, jak wielkie szanse rozwojowe takie zmiany otwierają. Ważne, że nie trzeba nic wymyślać od nowa, bo dobre wzorce istnieją. Na takich podstawach prawnych funkcjonują i dobrze sobie radzą młode postkolonialne kraje anglosaskie jak Kanada, Australia, czy Nowa Zelandia – wystarczy wyjrzeć czy nawet sprawdzić szczegóły w sieci. Tu może być podpowiedź do pytania postawionego w styczniowym wywiadzie prof. K. Skarżyńskiej w „Polityce” i z niepokojem powtórzonego przez Annę Dziewit-Meller: „jakie ma być nasze państwo, jakim społeczeństwem chcemy być, po co i jak chcemy tu żyć”…

Prof. Marcin Król, który wiele widział i wiele wie, już nie wierzy w możliwości zmian myślenia w istniejących, zgranych i wyjałowionych partiach politycznych. Przecież tylko jedna z nich podjęła nieśmiało propozycję wprowadzenia półśrodka w postaci mieszanej ordynacji wyborczej, nawet nie precyzując jaką odmianę oferuje. Historia jednak dowodzi, że półśrodkami dławimy się już po krótkim czasie. W styczniowym (2020) wywiadzie w tygodniku „Polityka”, a także w kolejnych wypowiedziach medialnych, prof. M. Król skłania się ku pesymistycznym wizjom rewolucyjnym, o których jednak wiadomo, że powodują zniszczenie na długi czas.

Szkoda niepotrzebnych strat i tego czasu, skoro ciągle mamy tak dużo możliwości. Choćby powołanie partii reform na wzór kanadyjski z lat 80., która za priorytet miała nie żadną ideologię, tylko gospodarkę oraz sprawną organizację administracji, przy najniższych kosztach dla obywatela. Podobne hasła głosi Forum Obywatelskiego Rozwoju, ale szkoda, że deklaruje apolityczność, bo jednak brakuje mocy sprawczej. Do tego bardzo brakuje finansowania i dobrze zorganizowanej promocji wiedzy o odmianach ordynacji wyborczej i ich wpływie na życie obywateli.

Widać wyraźnie, że najistotniejsze zmiany są na dzisiaj w rękach specjalistów, głównie prawnych i najlepiej, żeby to byli obeznani we współczesnym świecie mądrzy i dobrzy prawnicy. Zanim cyniczni, obłudni i bezwstydni – czyli z gruntu źli – zniszczą ten organizm społeczny bardziej niż wszelka zaraza. Już wgryźli się jak perfidne korniki w sam kościec organizacyjny państwa, jego kręgosłup prawny.

Niestety – ten system jest niewydolny i osłabiony, obrośnięty przyległościami z różnych epok, jak stary kadłub statku skorupiakami. Zmiany modelu społeczno-prawego, odejście od niefunkcjonalnego modelu J. J. Rousseau na rzecz sprawniejszego modelu J. Locke, zasadnicze uproszczenie praw i procedur dla dostosowania ich do szybkości naszych czasów – to wszystko jest możliwe i wykonalne teraz, tak jak kiedyś było możliwe przygotowanie Kodeksu Napoleona w ciągu kilku miesięcy.

Niepotrzebne nam już rozdzieranie szat, zbędna bohaterszczyzna czy inne rewolty. Czasy machania szabelką i bezsensownej walki już minęły, teraz są czasy dojrzałego myślenia, profesjonalizmu i rozsądnego planowania. W końcu – ma tu być „gospodarka wiedzy”, a wiedza zobowiązuje…

Ważne, by się nie ociągać z czekaniem na plany i zmiany, aż się spełni cytowana przez Annę Dziewit-Meller przepowiednia kota z Cheshire z bajki „Alicja w krainie czarów”: „na pewno dojdziesz, jeśli będziesz szła dostatecznie długo”…

Krzysztof J. Konsztowicz

Print Friendly, PDF & Email

15 komentarzy

  1. Yac Min 2020-04-29
    • Krzysztof Konsztowicz 2020-04-29
      • szerszeń 2020-05-05
        • Krzysztof Konsztowicz 2020-05-12
  2. Magdalena Ostrowska 2020-04-30
    • Krzysztof Konsztowicz 2020-04-30
  3. Andrzej Goryński 2020-04-30
    • Krzysztof Konsztowicz 2020-04-30
  4. Yac Min 2020-04-30
    • Krzysztof Konsztowicz 2020-04-30
    • Krzysztof Konsztowicz 2020-04-30
  5. Jerzy Łukaszewski 2020-05-03
    • Krzysztof Konsztowicz 2020-05-04
      • Jerzy Łukaszewski 2020-05-04
        • Krzysztof Konsztowicz 2020-05-12
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com