Telewizja pokazała (596)

05.05.2020

To zdumiewające jak wielką pogardę okazuje Kaczyński swoim współpracownikom. Zmusza ich nie tylko do głosowania w prezydenckich wyborach korespondencyjnych teraz w maju, ale też do publicznej obrony tego pokręconego rozwiązania. W ten sposób kompromitują się oni w oczach opinii publicznej, zmuszeni do kłamstw i wykrętów. Szkoda, że ta historia nie będzie miała finału jak w przedwojennej anegdocie o pewnym rabinie.

W piątek wieczorem do rabina w małym miasteczku zgłosił się przejezdny Żyd i poprosił go o przechowanie pewnej sumy pieniędzy, bo zbliżał się szabat i nie chciał mieć przy sobie tych pieniędzy. Rabin zgodził się i w obecności członków kahału (zarządu gminy żydowskiej) przyjął od niego pieniądze i schował do kasy. Kiedy w niedzielę przyjezdny zgłosił się po swoje pieniądze, rabin zdziwił się – jakie pieniądze? Wezwał też członków kahału i zapytał, czy wiedzą coś o tym jakoby przyjął od przyjezdnego jakieś pieniądze do przechowania. Członkowie kahału zaprzeczyli. Kiedy członkowie kahału wyszli, rabin otworzył kasę i wręczył przyjezdnemu jego pieniądze. Ten zapytał, po co była ta cała komedia. – Chciałem ci tylko pokazać, z kim ja muszę pracować, powiedział rabin.

Kaczyński już nam pokazał z kim musi pracować, ale nie odda pieniędzy.

* * *

Wybory.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\wybory matura.jpg
C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\wybory wyniki.jpg
Przekaz dnia

* * *

Fragmenty wywiadu z dr. Pawłem Skowronkiem ze Szpitala Bródnowskiego w Warszawie. W tym szpitalu na przełomie marca i kwietnia było największe ognisko koronawirusa na Mazowszu – blisko 90 osób zarażonych, w tym 60 z personelu.

– Testujemy obecnie cały personel w systemie przesiewowo-kontaktowym: salowe, pielęgniarki, lekarzy, a także wszystkich pacjentów przyjmowanych do szpitala. Największe ryzyko stanowią osoby, które przechodzą koronawirusa bezobjawowo. One najbardziej zarażają. Potwierdzają to publikacje naukowe, np. w piśmie „Nature”. Właśnie dlatego wprowadziliśmy testy. Najbardziej prawdopodobną przyczyną zakażenia, do którego doszło u nas w marcu, były infekcje powstałe od osoby bezobjawowej. To był lekarz, który robił badania pacjentom z różnych oddziałów i mógł mieć kontakt z większością personelu. Żeby było ciekawiej, nie był w tym czasie za granicą. A sprawa wyszła, gdy robił badania w innym szpitalu, bo miał początki objawów infekcji, wykonał test i okazało się że wynik jest dodatni.

– [Udało się wygasić u nas ognisko zakażeń kiedy] zaczęliśmy testować wszystkich przyjmowanych do szpitala i pracowników. Koronawirusa można złapać dziś w sklepie, na stacji benzynowej, gdziekolwiek. (…) Wykryliśmy około 100 przypadków, większość bezobjawowych. Gdyby nie testy, znowu mielibyśmy kryzys.

– Żeby maksymalnie wykluczyć ryzyko zakażenia, należałoby codziennie robić testy wszystkim pracownikom, co jest technicznie niemożliwe. Na wynik testów wymazowych, czyli genetycznych, czeka się kilka-kilkadziesiąt godzin. Są też szybkie testy, choć ich skuteczność jest jeszcze jednorodna. Ale tymi, które zostaną uznane przez WHO czy przez sanepid za wiarygodne, powinno się w przyszłości testować codziennie większość pracowników medycznych i pacjentów. Przed każdą operacją planową powinny być robione testy. Dziś są one stosunkowo drogie (od 30 do ponad 100 złotych), ale przy masowym wykorzystaniu koszty będą niższe.

– Ostatnie badania i modele matematyczne np. ze Szwecji pokazują, że na milion mieszkańców Sztokholmu może być nawet 600 tysięcy zakażonych, ale aż do 99 procent bezobjawowo. Pewnie w miarę rozwoju wiedzy o tym wirusie będziemy szli w kierunku masowych testów, które pokażą, że mamy więcej osób zainfekowanych bezobjawowych, a znacznie mniej chorych.

https://img.wiocha.pl/images/7/9/79f3edbbdc238e266d152956ca2dadb0.jpg

Z badań naukowców z uniwersytetu w Bonn wynika, że faktyczna liczba zakażonych koronawirusem w Niemczech może być 10-krotnie wyższa od oficjalnych danych.

Prof. Krzysztof Simon, ordynator w szpitalu zakaźnym we Wrocławiu, uważa, że przeprowadza się w Polsce za mało testów. Zwraca uwagę, że ludzie są wysyłani na kwarantannę, ale nie przeprowadza się u nich testów na obecność koronawirusa.

Jeśli przyjmą państwo, że jedna piąta jest jawna klinicznie, o niej wiemy i ją testujemy, to cztery piąte zakażonych chodzi gdzieś między nami, ale nie ma testu. Czyli nie mamy w Polsce 12 tys. zakażonych, tylko jakieś 40–50 tys. Czyli kilkadziesiąt tysięcy zakażonych szerzy wirusa.

Także porównanie liczby zgonów w stosunku do lat poprzednich, wykazuje, że liczba zgonów spowodowanych wirusem jest w wielu krajach niedoszacowana. Te osoby nie zostały zbadane albo też przypisano im inne powody śmierci („choroby towarzyszące”).

* * *

Czeski dowcip cytowany przez Mariusza Szczygła:

Kto to jest Polak? To Rosjanin który uważa się za Francuza.

* * *

Dlaczego PiS nie zamierza oddać władzy? Oczywiście nasuwa się szlachetne wyjaśnienie, że po prostu wierzy, iż jego władza jest najlepsza dla Polski. Ale nasuwa mi się pewne podejrzenie, które ilustruje sytuacja, którą opisałem cztery lata temu, a może też wyjaśnić, dlaczego władze nie radzą sobie w czasie kryzysu:

Kogo mamy zatrudniać jak nie rodziny? pytał kiedyś retorycznie ktoś z wierchuszki PSL. Podobnie sądzi szefowa gabinetu politycznego premiera, Elżbieta Witek: – Każdy ma jakichś znajomych, do których ma zaufanie, a przede wszystkim do ich kompetencji […] Mówienie, że to jest czyjś znajomy z podstawówki czy szkoły średniej jest mało poważne. Jej siostra, Dorota Pietrzak, została właśnie inspektorem w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Wiedza i doświadczenie: ukończyła Technikum Rolnicze, a ostatnio była salową w domu dziecka.

Ale nie tylko rodzina jest ważna, ważni są też znajomi. Jak podaje portal OKO.press, odkąd Antoni Macierewicz został ministrem obrony, w zarządach oraz radach nadzorczych państwowych firm zbrojeniowych pojawiła się ponad setka nowych osób. Rekordzista zasiada w trzech radach nadzorczych i ośmiu zarządach spółek. Ma 30 lat.

OKO.press wylicza dziesiątki nowo mianowanych. Żadna z tych osób nigdy nie pracowała w sektorze zbrojeniowym, nie ma też doświadczenia w zarządzaniu przedsiębiorstwami o strategicznym znaczeniu dla obronności państwa. Za to wszyscy są znajomymi Antoniego Macierewicza. Ze statutów i umów spółek podległych MON zniknęły zapisy niepozwalające zatrudniać ludzi bez wykształcenia. „Masz pan gorączkę to stłucz termometr”, jak powiedział klasyk.

Jak powiedziała Szydło o swoich ministrach i innych urzędnikach, którzy nachapali się wysokich dodatków do pensji: – Im się to po prostu należało!

* * *

Zbliża się rocznica zakończenia II Wojny Światowej. Już mnie mdli na myśl o tych bredniach, które będzie znowu głosić prawica, jeżeli w ogóle zauważy to zdarzenie. Będzie okazja, żeby potępić Rosję, Putina i armię radziecką, która „przyniosła Polsce nową okupację”. Raz jeszcze dowiemy się, jakie to było zbrodnicze państwo PRL.

Jesteśmy jako naród zapatrzeni w przeszłość, tym żyje polityka, tak politycy kształtują wyborców. Wciąż przypomina się nam przeszłe zdarzenia (głównie wojny i bitwy), coraz to nowym bohaterom stawia się pomniki, ich imionami obdziela się nazwy ulic i obiektów, a dawni bohaterowie są dezawuowani. Przypomina się dowcip z czasów odwilży w ZSRR: Urzędnik z listą udaje się na cmentarz i zatrzymując się przy kolejnych grobach odczytuje: – Ty zrehabilitowany, ty zrehabilitowany, ty jeszcze musisz poczekać, ty zrehabilitowany…

Nowi, marni politycy robią to wszystko z wielkim zacięciem i małą wiedzą. Pojawiają się pomysły rewolucji na cmentarzach (zaczęło się to za rządów PO) – usunięcia z nich niesłusznie pochowanych i urządzenia tam nekropolii prawdziwych patriotów. Każda ekipa wprowadza swój podział na dobrych i złych, a źli, nawet jeśli od kilkudziesięciu lat nie żyją, muszą zostać napiętnowani i ukarani. Każda ekipa musi – jak zwierzęta – obsikać swój teren. Ratuje nas tylko to, że każda nowa ekipa ma swoich bohaterów i zdrajców i nie wyrabiają się z realizacją swoich zamysłów; gdyby byli szybsi, to mielibyśmy na cmentarzach permanentne ekshumacje. Nie ma szacunku dla zmarłych, a dobitnym przykładem zdziczenia były gwizdy zwolenników PiS w czasie pogrzebów osób, które PiS krytykowały, jak na przykład Władysław Bartoszewski.

Nawet w okresie, kiedy takie działania nie są agresywne, pompuje się w nas kolejne wersje historii, a już typowe jest powtarzanie, że historia nas osądzi (czy też osądzi tych, co źle czynią). Jaka historia?! Popatrzmy na historyków z IPN – zawsze będą tacy jak oni interpretatorzy historii. Przeżyłem większość życia w PRL i nie poznaję tego czasu w opisach obecnych historyków i polityków.

* * *

Listy pracowników sanepidu i lekarzy. Pokazują, że mają dużo niepotrzebnej biurokratycznej roboty, że muszą te same dane dotyczące pacjenta wpisywać do kilku oddzielnych dokumentów, a dzięki informatykom można by to robić jednym kliknięciem. Mówią o bzdurze, jaką jest nadanie pracownikom – niefachowcom – prawa do zatwierdzania lub nie decyzji lekarza, który chorego zbadał i zlecił konkretne badania.

Pisze lekarka:

Drugi absurd tego systemu — to nie pani Ania [pracownica sanepidu] (która jak sama mówi — lekarzem nie jest) powinna weryfikować moje zgłoszenia o wymaz. Jeśli wywnioskuję o wymaz (jako lekarz), to powinien być on zrobiony, a nie dopiero weryfikowany przez urzędnika. Jeśli decyduję, że pacjent potrzebuje oznaczenia troponin, to nikt między mnie a pacjenta się nie wtrąca. Jeśli uważam, że pacjent potrzebuje badania w kierunku SARS-CoV-2 – wtrąca się między mnie a pacjenta taka Pani Anna. Która uważa, że ból brzucha nie może być objawem COVID-19. Której (bez wykształcenia w tym kierunku) nadano uprawnienia, aby kwestionować moje decyzje. I która (oczywiście już w przenośni, ale sytuacja jest autentyczna a stanowisko urzędniczki identyczne) powiedziała jednemu z moich pacjentów, że jeśli nie miał w otoczeniu potwierdzonego wyniku, to testu mu nie zrobią mimo wyraźnych i jednoznacznych objawów. A test (już w szpitalu jednoimiennym) wyszedł pozytywny. I w ten sposób tej biednej pani Annie dodaliśmy pracy — musiała obdzwonić ileś osób (miejmy przynajmniej nadzieję, że część było z sąsiedniej stacji i dało się szybko odfajkować).

Obawiam się, że w systemie biurokratycznym nie uda się dużo zmienić, żeby wyeliminować takie bzdury. W walce z biurokracją poległo wielu reformatorów. A mamy w dodatku system, gdzie najważniejsze jest to, co powie przełożony, i to idzie do góry, a najwyżsi kierują się wyłącznie prymitywną polityką. Czy uda się coś zmienić w układzie, gdzie minister zdrowia nie widzi przeszkód w urządzeniu teraz wyborów, a sam w sejmie głosuje przeciwko badaniu raz w tygodniu personelu medycznego, który ma kontakt z pacjentami?

* * *

Rozmowa (fragmenty) z pisarką Manuelą Gretkowską i jej partnerem Piotrem Pietuchą, psychoterapeutą.

MG: – Polacy od wieków żyją w trójkącie bermudzkim: religii, wódy i historii, pętających nam umysł i odbierających racjonalność myślenia.

– Pamiętasz, co powiedziałam, gdy zaczęły się nocne obrady Sejmu? Że Polska jest dla PiS hodowlą pieczarek. Pod osłoną ciemności podlewają nas gównem bezprawnych ustaw.

PP: – Jest we mnie mieszanina żalu, obaw i złości. Pozwoliliśmy okraść się z elementarnych wartości porządkujących życie: z dobra, prawdy, szacunku. Ale co jest naprawdę tragiczne: nie wiemy, jak je odzyskać i czy to w ogóle jest jeszcze możliwe.

– Irytują mnie hamletyczne dylematy, czy brać udział w tych wyborach. Cała ta sytuacja przypomina mecz wypasionych strażników z więźniami w oflagu. Z obietnicą bezstronnego sędziowania. Wychudzeni oficerowie decydują się w imię honoru walczyć. Nawet jeśli jakimś cudem wygrają, są nadal więźniami, którzy w poczuciu chwilowego triumfu rozejdą się pokornie do swoich baraków.

* * *

W mediach wiele rozważań poświęconych temu, jak zmieni się świat po koronawirusie. Jak to zmądrzejemy, wyciągniemy wnioski, usuniemy przeszkody. Zobaczymy.

Nie jestem optymistą, jeśli idzie o mądrzenie ludzi i wyciąganie wniosków. To, co się elitom wydaje niedopuszczalnym draństwem, jest dość spokojnie przyjmowane przez elektorat. Politycy, którzy popełnili udowodnione przekręty, kłamali, nie tracą poparcia. Fakt, że fachowcy używają swojej wiedzy w złym celu, nie wywołuje powszechnego potępienia. Weźmy prawników, takich jak prof. Krystyna Pawłowicz czy dr Andrzej Duda. To, co oni wyprawiają z naginaniem i łamaniem prawa, powinno spotkać się z powszechnym potępieniem. Ale albo to nie dociera do elektoratu, albo traktowane jest jako drobna sprawa.

Inna sprawa: stosunek do Jurka Owsiaka. Wszyscy widzą jakie dobro czyni i widzą, jak prawicowi politycy kłamią na jego temat, jak zwalczają go wszelkimi sposobami, robi to także Kościół. I co? I nic.

Lekarze, pielęgniarki, ratownicy, spotkali się z podziwem i wdzięcznością za swoją często heroiczną pracę w warunkach niedoboru wyposażenia i bałaganu spowodowanego nieprzygotowaniem służby zdrowia do epidemii. Ale już po kilku tygodniach ci sami bohaterowie spotykają się z ostracyzmem, ludzie chcą, żeby się z nikim nie kontaktowali, a najlepiej gdzieś wyprowadzili.

Jak w tych warunkach ma być lepiej? Oby świat (nasz) po epidemii nie zmienił się na gorsze.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. wdrw 06.05.2020
  2. Andrzej Goryński 08.05.2020
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com