Arkadiusz Głuszek: White Christian Male Gangsta

31.05.2020

W Ameryce wrze. Doniesienia o zamieszkach w Minneapolis być może przeszły bez echa w polskiej opinii publicznej, ale to się zmieni już za chwilę. Jesteśmy świadkami początku bardzo poważnego kryzysu społecznego w USA. Gniew wśród Afroamerykanów na nierówne traktowanie ich mniejszości przez policję znajdował już upust w protestach wielokrotnie w ostatnich latach. Najbardziej drastyczną formę przybrał w Dallas, w lipcu 2016 roku, kiedy zdesperowany weteran z Afganistanu zastrzelił pięciu białych policjantów z broni snajperskiej w odwecie za zabicie dzień wcześniej przez policję dwóch, niestawiających oporu czarnych mężczyzn w Luizjanie i Minnesocie.

Teraz, tak samo, jak za każdym razem w przeszłości, wybuch gniewu spowodowany został brutalną nieadekwatną i nieproporcjonalną reakcją policji wobec czarnych obywateli. Policjantów, którzy dopuścili się morderstwa, nie spotykają poważne kary, co najwyżej zostają zwolnieni ze służby lub przeniesieni do innego rejonu. Inaczej jest, kiedy poszkodowanym jest biały. W USA kolor skóry wciąż gra rolę — w co trudno obecnie uwierzyć, ale ten kraj do dzisiaj ma wiele wad odziedziczonych po wcześniejszych etapach rozwoju. Rasizm ma się dobrze w Ameryce.

O co tym razem poszło? W Minneapolis w poniedziałek 25 maja policja zatrzymała Georga Floyda. Nagranie z kamery pobliskiej restauracji pokazało, że policjant zatrzymał go i nakazał mu wyjście z jego samochodu po zaparkowaniu przy jednej z głównych ulic miasta. George wysiadł i nie stawiał oporu. Policjant skuł Georga i nawet pomógł mu wstać.

Za chwilę obraz zmienił się diametralnie. Przechodnie nagrywają sytuację. Trzech policjantów klęczy na zatrzymanym przy radiowozie. Jeden z nich, Derek Chauvin, kolanem przyciska szyję Georga do ziemi. Leżący na ziemi i skuty kajdankami George Floyd błaga o pomoc, mówi, że nie może oddychać. Prosi, żeby pozwolić mu wstać. Rzęzi. Please, I can’t breathe. Derek Chauvin nie reaguje. George Floyd umiera. Został zamordowany przez policję. Nagrywa to kamera.

Nagrania pojawiają się w social mediach. I Can’t Breathe staje się mottem demonstracji, które wybuchają w mieście. To hasło już się wcześniej pojawiło po śmierci Erica Garnera w Nowym Jorku w 2017. To też były ostatnie słowa.

Gniew rozlewa się w całej Ameryce. W Minneapolis demonstracje przeradzają się w gwałtowne zamieszki i starcia z policją. Tłum rabuje sklepy i podpala budynek policji w pobliżu miejsca śmierci Georga Floyda. W piątek największe demonstracje i zamieszki wybuchły w Denver, Atlancie, Detroit, Houston, Los Angeles i Louisville. W sobotę dołączają kolejne miasta. W Louisville ludzie demonstrują swój gniew, przywołując pamięć zamordowanej w marcu przez policję Breonny Taylor, czarnej 26 latki, technika pogotowia ratunkowego (została zastrzelona, właściwie rozstrzelana, bo w ciele miała 8 kul, we własnym mieszkaniu – policja nie przyznaje się do błędu). Ludzie demonstrują pod Białym Domem.

Prezydent Trump wydaje rozkaz Pentagonowi, żeby wysłać wojsko do Minneapolis. Na ulicach tego miasta już w piątek pojawiły się oddziały Gwardii Narodowej. Kolejne miasta wraz z Minneapolis wprowadzają stan wyjątkowy i godzinę policyjną. I kolejne miasta wzywają Gwardię Narodową na pomoc, demonstranci już zaczęli czynnie bowiem atakować pojazdy policji koktajlami Mołotowa. Gniew narasta i narasta. Żeby rozwiać wątpliwości, w demonstracjach masowo uczestniczą biali Amerykanie w solidarności z czarnymi.

Spodziewajmy się eskalacji wydarzeń w najbliższych dniach. Z pewnością poleje się krew. Już właściwie się leje, ale o tym za chwilę.

Jakie jest tło ostatnich wydarzeń?

Trwają przygotowania do wyborów prezydenckich w listopadzie. Trump nie może czuć się bezpiecznie, bo notowania mu nie rosną. Uratował skórę w procesie impeachmentu, ale stracił na popularności po wybuchu pandemii. Właściwie pogrąża się z dnia na dzień i nawet FOX News przestała popierać go bezwarunkowo. Donald Trump jest prezydentem przede wszystkim białych chrześcijańskich mężczyzn, dla których najważniejszymi wartościami są bóg, rodzina, broń i dominacja nad innymi rasami i religiami. Symbolem tego środowiska jest dawna flaga Konfederacji, a dla wielu z nich także Ku-Klux-Klan. Warto tutaj mocno podkreślić, że to środowisko było przez lata pogardzane przez amerykański mainstream. Jest więc pełne kompleksów i frustracji. Żelazny elektorat jest wyjątkowo wierny, ale nie powiększa się i jeżeli Trump chce powalczyć o drugą kadencję — nie ma innego wyjścia, jak sprawić, żeby popierająca go mniejszość stała się hałaśliwa i zastraszyła potencjalnych wyborców Bidena. O strach nietrudno, bo ludzie masowo tracą pracę i nastąpiło duże rozchwianie nastrojów. Ludzie są niepewni jutra i psychologicznie gotowi, żeby poddać się „silnemu” przywódcy, który pewnie przeprowadzi ich przez wzburzone fale kryzysu.

Skąd wiemy, co się święci? Cały szereg deklaracji i decyzji rzuca światło na zamierzenia Białego Domu. Mamy również tajemnicze wydarzenia, pozornie bez sensu.

Ale po kolei.

W reakcji na odmienne od życzenia Trumpa decyzje, wprowadzane przez demokratycznych gubernatorów na początku pandemii, Trump publicznie wezwał swoich zwolenników do „wyzwolenia” tych stanów od Demokratów. Działo się to w trakcie zamieszek, które wybuchły w proteście przeciwko nakazom izolacji, noszenia maseczek i zamknięcia punktów usługowych. Demonstrowali biali zwolennicy Trumpa. Media społecznościowe okazały się mało życzliwe, więc Trump rozpoczął kampanię przeciwko Facebookowi i Twitterowi. Kilka dni temu wydał rozporządzenie nakazujące zaprzestanie cenzurowania wiadomości ze względu na treści rasistowskie, faszystowskie i nawołujące do przemocy. Uzasadnieniem ma być konstytucyjna wolność wyrażania opinii.

W praktyce jest to demontaż starannie budowanej przez lata poprawności politycznej, która umożliwiła życie w obrębie pojedynczej społeczności osób o przeciwstawnych poglądach. Trump oficjalnie zapowiedział, że jego celem jest zagwarantowanie dojścia do głosu poglądów republikańskich, które jak twierdzi, są obecnie słabo słyszalne. Deklaracja może i niewinna, jednak w praktyce oznacza ona przyzwolenie na otwarte głoszenie treści rasistowskich, faszystowskich i publiczne, bezkarne wzywanie do przemocy wobec inaczej wyglądających i inaczej myślących, bo takie są poglądy jego żelaznego elektoratu. Nietrudno się domyślić, że jest to początek spirali nienawiści.

Być może otoczenie prezydenta odkryło właśnie kolejną okazję do wzmocnienia Trumpa i wykorzystania zamieszek w Minneapolis. Dziwnym trafem w piątek rano oficjalna ekipa CNN relacjonująca wydarzenia w mieście została zaaresztowana i skuta kajdankami na oczach milionów widzów. Przekaz szedł na żywo, łącznie z obrazem z kamery leżącej na ziemi i filmującej skuwanie operatora kamery.

To jest coś absolutnie niebywałego w Ameryce. Wolność mediów jest świętością, która została publicznie zakwestionowana. Kilka godzin wcześniej Trump tweetował, że popiera rozwiązania siłowe i stwierdził dosłownie, że tam, gdzie jest rabowanie sklepów, tam jest strzelanie do ludzi. Przez przypadek (?) są to identyczne słowa jak te wypowiedziane przez komendanta policji w Miami w 1967 roku i skierowane przeciw aktywistom walki o prawa człowieka. Dla zwolenników Trumpa było to kolejne przyzwolenie na przemoc. Warto podkreślić, że strzelanie do ludzi przez osoby w tłumie protestujących (Louisville — 7 osób rannych) albo z samochodu (Detroit — jedna osoba zabita) nastąpiło po tym tweecie, nie wcześniej. Może to była prowokacja, może spontaniczne działanie białego wyznawcy Trumpa, trudno jeszcze dzisiaj przesądzać.

O spontanicznych krwawych czynach przedstawicieli białych supremacjonistów w poprzednich latach wszyscy wiedzą. Strzelanie do ludzi z przejeżdżającego samochodu, z hotelu, wjeżdżanie rozpędzonym samochodem w tłum – czym to się różni od terroryzmu dżihadystów?

Trump oficjalnie zadeklarował rozwiązanie siłowe. Na konferencji prasowej w czwartek wyśmiał nieudolność burmistrza Minneapolis nazywając go skrajnym lewakiem i zadeklarował pacyfikację demonstrujących przy użyciu Gwardii Narodowej. Zastraszenie mediów przez wspomniane aresztowanie ekipy CNN ma mu to zapewne ułatwić.

Po konferencji prasowej wydał rozkaz Pentagonowi, żeby armia przygotowała się do działań. Pentagon już postawił żandarmerię wojskową w stan pogotowia. Rozwój wydarzeń i owe na pierwszy rzut oka niezrozumiałe działania i słowa prawdopodobnie obliczone są na rozhuśtanie nastrojów społecznych. Już teraz widzimy, że liczba protestujących rośnie lawinowo i obejmuje już całe USA.

Może Trump widzi swoją szansę na dalsze rządzenie we wprowadzeniu stanu wyjątkowego w całym kraju? Dowiemy się tego już niedługo.

Jesteśmy świadkami bezprecedensowego rozmontowywania wypracowywanych przez ostatnie 60 lat zasad działania amerykańskiej demokracji. Człowiek, który nie ma świadomości historii, ciągów przyczynowo-skutkowych w rozwoju społecznym, standardów moralnych. Człowiek myślący wyłącznie biznesowo o swojej roli politycznej, o swoim majątku, o sobie tu i teraz. Człowiek, który dawniej i w innych okolicznościach zostałby opisany jako osoba spełniająca kryteria cech gangstera.

Trump uczynił walkę z Chinami o światowe przywództwo podstawowym celem swojej prezydentury. Zapewne jest to wpływ jego doradców. Ale jego polityka ma szansę zrobić nieoczekiwany prezent Chinom. Dodajmy też, Rosji Putina. W najgorszym scenariuszu może ona doprowadzić do rozpadu USA, kwestionuje bowiem rezultat i skutki prawne wojny secesyjnej (notabene, po raz już kolejny w historii) oraz rewolucji kulturowej i ruchów civil rights lat 60. XX w.

Arkadiusz Głuszek

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com