Telewizja pokazała (606)

16.06.2020

Gdyby to się działo w republice bananowej…

Ministerstwo Zdrowia postanowiło kupić 1200 respiratorów za sumę 200 mln zł i przelało 130 mln zł na konto spółki E&K. Ale E&K to nie firma specjalistyczna, to producent motolotni i organizator lotów w trudno dostępne rejony świata. Jej właścicielem jest pan Andrzej Izdebski, w przeszłości zamieszany w nielegalny handel bronią, którego ONZ wpisał na czarną listę za przemyt broni do Angoli i Liberii.

Za 1200 aparatów zapłacono 44,5 mln euro, czyli ok. 200 mln zł. To średnio 165 tys. zł za sztukę, podczas gdy na przykład wysokiej klasy respirator firmy Draeger kosztuje 70-90 tys. zł. Cena respiratorów z dodatkowymi opcjami i oprzyrządowaniem to 110-120 tys. zł. Dostawy miały się zacząć w kwietniu i zakończyć w czerwcu. „Gazeta Wyborcza” napisała, że spółka nie dostarczyła żadnego respiratora.

Posłowie Koalicji Obywatelskiej Michał Szczerba i Dariusz Joński wybrali się do Ministerstwa Zdrowia, żeby wyjaśnić sprawę. W Agencji Rezerw Materiałowych poinformowano ich, że nie wiedzą, czy mają respiratory, muszą to sprawdzić i to zajmie kilka dni. Dariusz Joński przypomniał, że według ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego 50 respiratorów z tej umowy zostało już dostarczonych. Na razie jednak, dodał poseł, „nikt ich nie widział”.

W Ministerstwie Zdrowia nie było dokumentów w tej sprawie, bo – jak ich poinformowano – znajdują się one u pracowników w domu (!). Szkoda, że posłowie nie zażądali pokazania dokumentacji w komputerach, gdzie powinna się znajdować.

Z rozrzewnieniem przypominam sobie „aferę Rywina”, która miała zdeprecjonować rządy lewicy. Rywin zażądał łapówki, nie dostał ani grosza, stanął przed sądem i odsiedział wyrok.

* * *

Kiedy rządziła Platforma, PiS stale stawiał jej zarzuty, że nie walczy o sprawiedliwość na świecie. Na przykład nie poucza Chin, że łamią prawa człowieka, prześladując u siebie mniejszości etniczne. A także że niedostatecznie energicznie protestuje przeciwko polityce Rosji.

Platforma zawsze bała się oskarżeń PiS-u i reagowała na te idiotyczne oskarżenia, bo chciała udowodnić, że jest bardziej pryncypialna, bardziej antykomunistyczna itd. Żeby pokazać, że potępia Chiny, premier Tusk nie pojechał na olimpiadę w Pekinie, choć pewnie w natłoku przywódców z całego świata nikt nie zauważył jego nieobecności. Stale też potępialiśmy Rosję, zarówno za to, co robiła w polityce zagranicznej jak też w krajowej, a szczególnie za zajęcie Krymu i Donbasu. Ale to w opinii PiS-u było niczym, bo gdyby — ich zdaniem — Platforma była bardziej pryncypialna, to by już dawno sprowadziła wrak samolotu spod Smoleńska.

PiS rządzi i okazało się, że Chiny są dobrym partnerem i nikogo nie obchodzi ich polityka wewnętrzna. Wrak samolotu dalej jest, gdzie był i nikt się nie domaga energicznie jego zwrotu. A Polska sprowadza z Rosji węgiel, który jest wydobywany… w Donbasie.

* * *

Państwo słyszeli o takim związku zawodowym o nazwie „Solidarność”? Pamiętam, że kiedyś był taki związek i opieprzał wszystkie kolejne władze, protestował i występował w obronie pracowników. Widocznie teraz nie ma żadnych problemów, którymi mógłby się zająć, więc milczy, a pana prezydenta oraz PiS już wielokrotnie pochwalił.

Słowo „solidarność” zostało zdeprecjonowane i obrzydzone. Solidarność ludzi zniknęła. W czasach pierwszej „Solidarności” pracownicy różnych branż i zakładów wspierali strajkiem (bądź jego groźbą) słuszne, ich zdaniem, postulaty pracowników innych zakładów. To się skończyło wraz z nadejściem kapitalizmu. Nie ma zresztą wielu dużych zakładów, a państwo nie jest właścicielem wszystkich z nich.

Utraciliśmy solidarność ludzi. To nie musiało tak się skończyć. Kapitalizm nie musi być bezwzględny, nieczuły i nastawiony tylko na wskaźniki. Sprawiedliwość społeczna nie jest utopią i w odpowiedniej atmosferze można by zadbać o innych ludzi. Poruszyła mnie parę lat temu reakcja Brazylijczyków, zakochanych w piłce nożnej, kiedy protestowali przeciw urządzaniu u nich mistrzostw świata w futbolu i nawoływali do przeznaczenia pieniędzy szykowanych na ten cel – na potrzeby społeczne. U nas to się nie przyjęło. Pamiętam, że gdy Kraków starał się o organizację Zimowych Igrzysk Olimpijskich w 2022 r., pomysł ten popierała większość rodaków, choć około 60% uważało, że przyniosłoby to więcej strat niż zysków. A przecież Kraków ma wielkie potrzeby i wydanie kilku miliardów złotych na igrzyska to głupota.

W 1989 r. podobnie jak większość ludzi miałem nadzieję, że zmiana da coś nowego – najlepsze z socjalizmu i kapitalizmu. Oczywiście nie wyobrażałem sobie idylli, że praca będzie jak w socjalizmie a pensje kapitalistyczne. Jednak zbyt szybko pożegnano się z ideami socjalistycznymi, pogrzebano je w jednym worku z „komunizmem”, który stał się synonimem wszelkiego zła.

Zaraz po wojnie wyśmiewano się z chłopów, którzy na różnych akademiach występowali i mówili: – „Przed wojną źle mi się orało, a teraz mi się dobrze orze”. A obecnie znowu mamy takie same występy: – „Za komuny wszyscy cierpieliśmy, w sklepach był tylko ocet i wszyscy buntowali się przeciw okropnej władzy”.

Wiem, do zmian by nie doszło, gdyby nie zapaść ekonomiczna, a wtedy pole manewru jest nieduże. Ale nie jest łatwo patrzeć na objawy wilczego kapitalizmu, na obojętność na krzywdę ludzką i biedę. Przypomnę cytat z książki Andrzeja Lubowskiego „Świat 2040”:

Nasz liberalny kapitalizm powinien się upominać jednak także o los słabszego, jeśli nie w imię humanitarnych wartości i solidarności, to choćby w imię politycznego pragmatyzmu. Narodowy sukces to mniej wygrana w piłkę kopaną, a bardziej pewność, że stary człowiek nie grzebie z głodu w śmietniku, że dworce kolejowe nie zamieniają się w sypialnie dla bezdomnych, że zakup lekarstwa nie grozi ruiną budżetu emeryta, że nie strach wyjść wieczorem na ulice naszych miast.

Myślałem, że wraz ze zmianą zniknie drętwa mowa, że głupi ludzie nie będą mieli łatwego dostępu do ważnych stanowisk dzięki przynależeniu do partii, że nie będzie się narzucać ludziom ideologii, że media będą na poziomie, że umocni się solidarność między ludźmi. Była szansa.

* * *

Polonistka Katarzyna Fiołek zwróciła się z apelem do ministra edukacji o usunięcie ze spisu lektur szkolnych książki „W pustyni i w puszczy” Henryka Sienkiewicza. „Kali ma twarz Floyda” – stwierdziła w petycji. 

Co by jeszcze wyrzucić z lektur? W innej książce Sienkiewicza wbija się ludzi na pal – czy to można zaakceptować? A co z dziesiątkami dawniejszych filmów, gdzie Murzyni (teraz „czarnoskórzy”) nie są dobrze traktowani, podobnie też Indianie (wywalić połowę westernów!) i jakieś „żółtki”?

W zasadzie trzeba by było zacząć od Biblii. Ileż tam nieuzasadnionej przemocy, złości, okrucieństwa. Wyrzyna się całe narody, bo na przykład nie spodobały się Bogu. Nie tylko ludzi – król Saul został ukarany przez Boga, bo po zwycięskiej bitwie nie wyrżnął bydła pokonanych wrogów, a to mu nakazał Bóg (jeńców oczywiście wyrżnął).

To są piękne przykłady. Pokazują, że Pan Bóg używa ludzi do rozliczania się z tymi, którzy z jakichś względów mu się nie podobają. Czego więc czepiamy się kapłanów, którzy nawołują do prześladowania ludzi ich zdaniem niemiłych Bogu?

Ja bym wyrzucił Stary Testament z lektur, a także tę część interpretacji śmierci Jezusa, gdzie tłumaczy się, że umierając na krzyżu, złożył siebie w ofierze Ojcu (miłosiernemu Bogu), aby go przebłagać, żeby już nie karał ludzi za postępek Adama i Ewy.

* * *

Prezydent Duda:

W czasach komunizmu starano się ideologizować dzieci.  To był bolszewizm. To było ideologizowanie dzieci. Dzisiaj też nam i naszym dzieciom próbuje się wciskać ideologię, ale inną. Zupełnie nową, ale to też jest neobolszewizm.

Nie po to pokolenie moich rodziców przez 40 lat walczyło o to, żeby wyrzucić ideologię komunistyczną ze szkół, żeby nie można było prać mózgów młodzieży, żebyśmy teraz godzili się na to, żeby teraz przyszła inna ideologia, jeszcze groźniejsza dla człowieka. Ta ideologia pod frazesami szacunku dla człowieka ukrywa głęboką nietolerancję i eliminację wszystkich tych, którzy nie chcą jej ulec. 

Nie sposób się nie zgodzić z prezydentem. Na pewno miał na myśli polską formę katolicyzmu, który się wciska dzieciom od przedszkola, a lekcje religii w szkołach zajmują więcej czasu niż razem takie przedmioty jak fizyka i chemia. To ideologizowanie odbywa się stale także w przestrzeni publicznej i faktycznie ta ideologia pod frazesami szacunku dla człowieka ukrywa głęboką nietolerancję i eliminację wszystkich tych, którzy nie chcą jej ulec.

* * *

W buddyzmie nie ma pojęcia grzechu, gdyż nie ma praw nadanych przez Boga. Budda przekazał zalecenia, których spełnianie sprzyja uzyskaniu oświecenia. Jeśli ktoś postępuje niewłaściwie, to powiększa swoją złą karmę, a tym samym oddala lub utrudnia sobie osiągnięcie oświecenia.

Jednym z zaleceń jest wybór właściwego zarobkowania. Chodzi o wyrzeczenie się zawodów przynoszących szkodę innym istotom, takich jak rzeźnik, myśliwy, handlarz ludźmi, handlarz bronią, handlarz środkami oszałamiającymi i truciznami.

Ja bym dopisał do tych zawodów – polityków. Kiedy patrzę na polityków, jak kłamią, płaszczą się przed przełożonymi i możnymi, okazują pogardę innym ludziom i zatruwają umysły, to widzę, że oddalają od siebie możliwość wyzwolenia przez oświecenie. I ćwiczę się w tym, aby okazać im współczucie.

* * *

Nie ma takiego idiotyzmu czy chamstwa polityka, które by spowodowało jego ostracyzm w mediach. Wprost przeciwnie – im bardziej kontrowersyjne zachowanie polityka tym częściej jest zapraszany do mediów.

Weźmy nudziarza Ryszarda Czarneckiego. Jest na okrągło w TVN24 i stale pytają go o opinie. Tenże Czarnecki, kiedy pani Róża Thun wystąpiła we francuskiej telewizji i wypowiadała się krytycznie o posunięciach polskiego rządu, przyrównał panią Thun do szmalcownika, a więc osoby, która w czasie okupacji brała pieniądze od ukrywających się Żydów, grożąc, że ich wyda gestapo. Za to został wyrzucony ze stanowiska jednego z 14 wiceprzewodniczących Parlamentu Europejskiego. Polskim dziennikarzom to nie przeszkadza.  

Innym politykiem zapraszanym do mediów jest Jacek Żalek. Jego wypowiedzi powinny go na zawsze zdyskredytować i nigdy nie powinien się pojawić w telewizyjnym studio. Przytoczę kilka z nich:

– O uczestnikach manifestacji KOD: „to jest ten naród, który miał krępującą przeszłość w SB i UB, ale to nie jest naród polski”.

– Nawet nauka mówi, że są zjawiska niewytłumaczalne. Jeżeli przyjmujemy uchwałę, żeby uczcić śmierć kogoś, wybitnego malarza, reżysera – tak, to jest fakt, tak samo, jak faktem były objawienia fatimskie.

Kobietom powinno być wszystko jedno czy urodzą dziecko zdrowe, czy umierające, bo w końcu wszyscy kiedyś umrzemy.

– Rodzice niepełnosprawnych dzieci  traktują dzieci jak żywe tarcze i nie można dawać im pieniędzy, bo mogą być wśród nich zwyrodnialcy.

To wszystko nie przeszkadzało pani Kolendzie-Zaleskiej zaprosić znowu pana Żalka i wypytywać go opinię na temat LGBT.

* * *

Przemysław Czarnek, poseł Prawa i Sprawiedliwości i członek sztabu Andrzeja Dudy:

Brońmy rodziny przed tego rodzaju zepsuciem, deprawacją, absolutnie niemoralnym postępowaniem. Brońmy nas przed ideologią LGBT i skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym i skończmy z tą dyskusją. 

Biskup Jerzy Samiec:

Nie ma zgody na odmawianie ludziom godności i szacunku. W naszym Kościele są osoby LGBT i nie są ideologią, a Siostrami i Braćmi w Chrystusie. W dzisiejszym słowie Jezus mówi: „Kto wami gardzi, mną gardzi”. Nie gardźmy więc, zachowując własne poglądy.

To biskup Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego.

* * *

Jan Nowicki, aktor:

Powodem do niepokoju i świadectwem największej demoralizacji jest – wyraźnie widoczna – pogarda dla wiedzy. Zdumiała mnie reakcja na ubiegłoroczny strajk nauczycieli. Rodzice, zamiast jak jeden mąż stanąć przy nauczycielach, odcięli się, uznali, że nie trzeba walczyć ani o lepsze warunki nauki, ani o to, by ci, którzy nauczają ich dzieci, zarabiali więcej niż szkolna sprzątaczka. Nie mogłem pojąć, jak ludzie, którzy kochają swoje dzieci, mogą tak niewiele wagi przykładać do ich edukacji. W tym, jak się wtedy zachowali, była nie tylko krótkowzroczność i bezmyślność, było w tym okrucieństwo. Nie mogłem na to patrzeć. Bolało mnie to bardziej niż te wszystkie wiece, na których władza mówi, że jest dobrze, a będzie jeszcze lepiej.

* * *

Polityka źle wpływa na słuch.

Wicepremier i minister rozwoju Jadwiga Emilewicz twierdziła, że nie słyszała słów prezesa Jarosława Kaczyńskiego o „chamskiej hołocie”, które padły w trakcie debaty nad wnioskiem o wotum nieufności wobec ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego. Pani wicepremier stała wtedy tuż obok Kaczyńskiego. Jarosław Gowin tłumaczył, że w rządowych ławach jest słaba akustyka. Słowa Kaczyńskiego odnotowali natomiast pracownicy Kancelarii Sejmu w stenogramie z posiedzenia izby.

Taka przypadłość spotkała nie raz innych polityków. Lech Wałęsa mówił, że nie usłyszał antysemickiego kazania ks. Jankowskiego, kiedy siedział wtedy dwa metry od księdza.

Pewnie dlatego prezydent Duda tak wrzeszczy przemawiając, żeby potem ktoś nie powiedział, że nie usłyszał.

PIRS

Mamy dość!DO WYBORÓW

DNI

Idziemy i robimy swoje.

Print Friendly, PDF & Email

WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com