05.10.2020

Znajduję się na emocjonalnej huśtawce i nie wiem, czego się trzymać i w co wierzyć, Z jednej strony uspokojenie w rodzaju zapewnień o pandemii w odwrocie, z drugiej rosnąca liczba zgonów z powodu złej organizacji; otrzymałem list od literata, w którym skarży się na literata od lat przebywającego za miedzą.
Otóż ów człowiek legitymujący się nieprzeciętnym umysłem, WIERZY, iż pandemia, to wymysł, a noszenie maseczek — nonsens. O ile więc mogę zrozumieć ludzi wykształconych na niewiedzy i w to, że ulegają przesądom, a ich postępowanie sterowane jest masowymi zapatrywaniami, o tyle zjadaczy chleba otrzaskanych z logiką, a twierdzących, że ziemia jest płaska, nie pojmuję. Nie trawię, bo albo działają celowo złośliwie i ze złej woli, albo ich wiedza oparta jest o sufit.
Tych wyznawców anachronizmów jest jednak za wielu w porównaniu z mizerną liczbą rozsądnych, a skutki populistycznej niefrasobliwości odczuwamy wszyscy. I nie jest to zjawisko zarezerwowane dla naszego kraju: dotyka i obejmuje zachłannymi ramionami coraz większe terytoria Ziemi; głupota nie ma wszak stałego zameldowania.
Nikt na tak masową skalę, anonimowo lub oficjalnie i w majestacie bezprawia, nie deptał cudzej inteligencji. Nie usiłował błyszczeć umysłową nędzą. Nie wmawiał wszystkim naokoło, że białe to czarne. Owszem, też zdarzały się wariackie wypowiedzi, ale na ogół nie wychodziły poza szpitalne mury.
Dzisiaj, kiedy byle łach z rzekomym wykształceniem zabiera głos na temat pandemii, mówi o rzeczach i procesach, o których nie ma bladego pojęcia, na przykład wypowiada się o problemach medycznych. Zwykła przyzwoitość nakazuje, by zignorować jego zdanie i włożyć je między bajki.
*
Jako socjolog-amator, piszę w różnych miejscach, ponieważ jestem ciekaw jak powstają i jak się kształtują – opinie; ten sam tekst umieszczony na jednej stronie, spotyka się z pozytywnym rezonansem, a opublikowany na innej, zostaje schłostany bez opamiętania.
Kiedy, swoim zwyczajem, w celach sondażowych, zamieściłem pierwszą część powyższego tekstu na facebookowym blogu, mogłem przekonać się, że durnota stosowania maseczek dotyka większości naszego społeczeństwa, a kompletna ignorancja nadal święci tryumfy. Wbrew codziennym dowodom.
Dowody, jak choćby śmiertelne wędrówki chorych w poszukiwaniu szpitala władnego ich leczyć, jak rentgenowskie zdjęcie parodii płuc pacjenta przed ich przeszczepem, jak błagalne supliki ciężko chorych o przestrzeganie higieny, jak nawoływania i relacje lekarzy borykających się z nieistniejącą pandemią, wszystkie te fakty nie trafiają do sumień przeżartych egoizmem.
*
Okazuje się, że to, co dla mnie jest oczywiste, dla ludzi oblatanych w sofistycznych zagrywkach, stanowi problem: najwięcej wkurzające jest to, że nie można się na nic powołać, bo każde moje źródło wiadomości podlega natychmiastowej dyskwalifikacji. Nie ma na to siły; na jeden argument wyrasta kontrargument i tworzy się poglądowa zawierucha.
Doskwiera mi więc ideologiczna zgaga, dręczy tkliwa szaroburość i mam „uzasadnione podejrzenia na granicy pewności”, że mój świat zwariował, bo to, czego się uczyłem i co wyznawałem, rozpadło się na atomy, weszło do lamusa i należy do niegdyś wyznawanych osobliwości: siedzi po prawicy absurdu, pozostało mi zatem robienie kwaśnej miny do złej gry.
PS
Tak było do wczoraj i tak jest dziś, bo dnia następnego znalazłem potwierdzenie wrażenia wyniesionego z lektury komentarzy: nie tylko literaci są tłukami, bo okazuje się, że gdzie nie splunę, tam wyrastają popaprańcy i stwierdzam, że nie ma ludzi wolnych od przesądów. Dlaczego nie ma? Uprzejmie spieszę oznajmić, że nie wystarczy, by zdechły w nas teorie spiskowe; wielu z nas musi przetańczyć się na łono Abrahama, byśmy, jako naród, doszlusowali do normalności. Pandemia WYMUSIŁA irracjonalne myślenie i zachowanie. Nasze dotychczasowe sposoby radzenia sobie z katastrofami poszły na randkę z niekontrolowanymi teoriami zastępującymi racjonalizm i dowody. Szkoda tylko, że histeryczne poszukiwania objaśnień trapiącego nas nieszczęścia zaszły za daleko i miast prawdy opartej o fakty, a nie opierającej się o nawiedzone przypuszczenia, otrzymaliśmy stek mistycznych bzdur. Galerię nonsensów godnych uspokojenia strachajły.

Marek Jastrząb
Pisarz
Debiutował w 1971 roku na łamach „Faktów i Myśli”. Drukował także w wielu innych czasopismach swoje opowiadania, felietony, eseje, recenzje teatralne i oceny książek. Jego prozatorskie miniatury były wielokrotnie emitowane w Polskim Radiu w Bydgoszczy.
źródła obrazu
- jastrzab: BM

To nie świat się skiepścił, to my jesteśmy lepiej poinformowani.
>>Znajduję się na emocjonalnej huśtawce i nie wiem, czego się trzymać i w co wierzyć,<< Spróbuję zamieścić obrazek z moją prywatną ocenę sytuacji (od marca do 26 września) w załączonym zrzucie z ekranu, z moimi uproszczonymi obliczeniami. Oczywiście, z literaturą to nie będzie miało wiele wspólnego 😉 Jak się nie uda, to ten komentarz o sytuacji z ostatnich dwóch dni pozbawiony będzie szerszego kontekstu. Mnie interesują dwa odniesienia. Po pierwsze, procent ilości zakażonych w stosunku do ilości wykonanych testów, z uwzględnieniem kryteriów klasyfikujących do testów. Przy rysunku zgrubne obliczenia ,a wyniki zestawione w tabeli l. Wolę ten wskaźnik, bo trudniej nim manipulować niż samą ilością zachorowań. Po drugie, ocena sytuacji w opiece zdrowotnej (informacje bezpośrednio od lekarzy). Skupmy się teraz na ostatnich dniach, które mogą budzić lęk. 7 października : ok.3tys zakażeń / 44tys testów = 6.8%, czyli sama ilość zaskakująco duża , ale ok. 6,5% (z wahaniami wcześniej do prawie 8%) mamy już od końca września. Krótko mówiąc, na wczoraj sytuacja była umownie stabilna, tylko rekordowo (rzut oka na tabelę) wykonano dużo testów. Zwiększony procent w ostatnim okresie przynajmniej częściowo można wytłumaczyć zaostrzeniem kryteriów kwalifikowania do testów (pomijam tu grupy uprzywilejowane), czyli zwiększono prawdopodobieństwo wykrywania zakażeń… i dokładnie tak się dzieje. Wcześniej z kwalifikacją było łagodniej i dość dowolnie. 8 października: ok. 4,2tys. / 44 tys. = 9,5%, czyli nagły wzrost. Co się stało? Dzisiaj się dowiaduję, że lekarzy usunięto z grupy uprzywilejowanej (to duża grupa), a ich miejsca w testach zajęli kwalifikowani według wygórowanych kryteriów i tym właśnie można próbować tłumaczyć dzisiejszy wzrost. Wcześniej lekarze mogli się testować w zasadzie na własne życzenie i uzyskać wyniki w ciągu doby. . Teraz jest mowa o jakichś kolejkach. A jaka jest obecnie sytuacja w opiece medycznej? Przy okazji przypominam, że służbą zdrowia już jej nie nazywamy. Działa tylko tak, jak się zasila finansowo. Tu widzę dwa zagrożenia: wydolność i standardy. O wydolności można spotkać komentarze w popularnych mediach. Nie jest najlepiej – to zaczyna wchodzić w fazę improwizacji (może tylko chwilowo). W konsekwencji pojawiają się symptomy odchodzenia od standardów izolacji i zabezpieczeń (może chwilowo), a to grozi wzrostem zakażeń. https://uploads.disquscdn.com/images/77514e0a1f9562fd3df8b4112120e058a93679dd2f46500b89191c7114547801.jpg