Telewizja pokazała (645)

24.12.2020

Centrum Lewady przeprowadziło badania opinii publicznej na zlecenie Centrum Polsko-Rosyjskiego Dialogu i Porozumienia. Chodziło o określenie, jak Rosjanie postrzegają Polskę i Polaków. Okazało się m.in., że ponad 70 proc. Rosjan nie potrafi wymienić żadnego sławnego Polaka.

Zaciekawiło mnie, czy Polacy potrafią wymienić swoich sławnych rodaków:

* * *

To, że opozycja nie jest przygotowana na przejęcie władzy, jest od dawna widoczne. Nie umieli się nawet między sobą porozumieć co do najważniejszych spraw, jakie chcą realizować ani nawet zgłosić w sejmie wspólnych wniosków – każda partia zgłaszała swój wniosek. Główna partia opozycyjna – PO – powołała nawet kilka lat temu Gabinet Cieni. Miał to być think tank oceniający na bieżąco posunięcia PiS i formułujący własne propozycje. Gabinet nie wykazał się żadną widoczną działalnością.

Sytuację w PO i na scenie politycznej ocenił Andrzej Olechowski w wywiadzie dla „Wprost”. Oto kilka jego uwag:

– Patrząc w przeszłość, wdepnęliśmy w ten PiS przez przypadek. Taki był układ, że PiS uzyskał władzę absolutną. Teraz jest obawa w drugą stronę. Gdy PiS przegra – wdepniemy w nieprzygotowaną PO. To się rzuca w oczy i do tego nie można dopuścić. Jest to partia bez klarownego planu, wizji Polski po PiS.

– Mam bardzo złe zdanie o dzisiejszych politykach. Działają w polityce dla zarobku, dla kariery, a nie dla idei i potrzeby dokonania zmian. Za moich czasów ludzie chcieli reformować. Ktoś, kto nie chciał zmieniać, nie nadawał się do rządu. Dzisiejszy polityk kalkuluje, czy mu się opłaci, czy nie straci.

– O Donaldzie Tusku: Te marzenia o jego powrocie to mrzonki. Śledziłem uważnie jego wypowiedzi w ostatnim czasie – nie powiedział nic ważnego.

* * *

Pisanie o wybrykach PiS jest już nudne, bo wiadomo czego można się po nich spodziewać, więc tylko wymienia się nowe wyskoki. Jest trochę jak w historii z czasów służby w wojsku mego przyjaciela, podobno autentycznej. Dowódca kompanii miał mieć z nimi dwugodzinną pogadankę na temat konieczności oszczędzania mienia wojskowego. Kiedy się zebrali, wygłosił taką mowę: – Co wam tu będę pierd…ł. Mienie wojskowe trzeba oszczędzać. Rozejść się.

Nie chce mi się pisać o budżecie na 2021 r., przegłosowanym przez PiS, gdzie znowu 2 mld zł daje się na TVP, a nie — jak proponowała opozycja — na ochronę zdrowia czy na pomoce dydaktyczne w szkole.

* * *

Prezydent został ukarany grzywną za chodzenie bez maski. Prezydent Chile.

* * *

Informacje z artykułu Agnieszki Sowy w „Polityce” („Lekarze mają dość”).

Krystyna Ptok, przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych:

Pielęgniarek brakuje, bo dyrektorzy szpitali nie mają pieniędzy, by je zatrudniać. Długi szpitali sięgają 14 mld zł. W całym kraju jest 4 tys. pielęgniarek, które nie pracują w systemie ochrony zdrowia, a mogłyby, ale nie ma dla nich etatów ani kontraktów.

Przegłosowano ustawę o dodatkowych wynagrodzeniach dla medyków za pracę przy pandemii. Ale nie wprowadzono jej w życie, a później PiS przeforsował nową ustawę, gdzie takie dodatkowe wynagrodzenie przysługuje tylko pracownikom skierowanym przez wojewodów do pracy przy pandemii. Prof. Andrzej Matyja, prezes naczelnej Rady Lekarskiej: – To garstka pracowników medycznych. W Małopolsce to około 10 osób na 15 tys. zatrudnionych w ochronie zdrowia.

Kiedy wycofano praktycznie ustawę o dodatkowych wynagrodzeniach, PiS twierdził, że głosując za nią – pomylił się. Kaczyński stwierdził, że ten błąd doprowadziłby „do zniszczenia całych finansów publicznych”.

W ustawie zapisano także ułatwienia zatrudnienia w Polsce lekarzy specjalistów, którzy uzyskali kwalifikacje zawodowe poza Unią Europejską. Prof. Matyja:Ich kwalifikacji nie będą weryfikować izby lekarskie, tylko urzędnicy z ministerstwa. To niebezpieczne dla pacjentów, ale także dla nas, bo to lekarz nadzorujący będzie odpowiedzialny.

Autorka artykułu podaje: W ukraińskich mediach już pojawiły się ogłoszenia oferujące lekarzom od 150 do 200 zł netto za godzinę. Stawka dla pielęgniarek to 60-80 zł.

Piotr Pisula z Porozumienia Rezydentów:

Nie możemy się pogodzić z tym, że ludzie umierają, bo nie ma karetek albo miejsca pod respiratorem. Wielu tych śmierci można by uniknąć, gdyby rząd przygotował w wakacje system do walki z epidemią. Wycofanie obiecanych wcześniej przez władze dodatków, cała ta farsa, jaka się wokół tego rozegrała, to taki zapalnik, ale tu naprawdę nie chodzi o pieniądze. Co z tego, że będę miał więcej pieniędzy, jak nie dostanę środków ochrony osobistej? Albo będę sam na dyżurze na oddziale i na SOR-ze? A do pomocy będę miał lekarza spoza Unii, którego faktycznych umiejętności i znajomości języka nikt nie zweryfikował? Potem to ja, lekarz, będę tym złym, który poniesie odpowiedzialność karną.

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\645 a.jpg

Do tych informacji dodałbym pytanie, którego nikt dotychczas nie zadał. Otóż wojsko powinno być przygotowane na podobne sytuacje, jakie mają miejsce w pandemii, a nawet na gorsze. Powinno mieć odpowiedni sprzęt i środki ochronne, także przeszkolony personel. W przypadku epidemii powinni od razu wesprzeć cywilną służbę zdrowia. Czy to wszystko jest tylko na papierze?

I jeszcze relacja ze szpitala w Warszawie (gorąco polecam) – tak wygląda praktyka.

* * *

Test na święta (czy już widać bez mrużenia oczu):

C:\Users\Piotr\Pictures\Saved Pictures\645 b.jpg

* * *

Pracując kiedyś na uczelni zauważyłem, że na naszą specjalizację trafiają raz lepsi studenci raz gorsi, a mniej więcej raz na 5 lat trafia się świetny rocznik. I kiedyś taki rocznik do nas trafił. Było przyjemnie z nimi pracować, byli grzeczni, przygotowani do zajęć, mieli poczucie humoru. Byli tuż przed dyplomami, kiedy pojechaliśmy na wycieczkę naukową. Nauki tam było niewiele, bo zakłady, które zwiedzaliśmy były niezbyt ciekawe. Ale dla rozrywki odwiedziliśmy zakład produkujący sery (jeden ze studentów miał tam znajomości) i w ogóle była sympatyczna atmosfera. Wracaliśmy pociągiem. Ktoś miał ze sobą gitarę, śpiewano fajne piosenki.

Byłem ciekaw poglądów młodzieży i zagaiłem rozmowę na poważniejsze tematy. Mówiliśmy o Indiach, o panującym tam głodzie i o tamtejszych zwyczajach, które nie pozwalają im zabijać zwierząt, szczególnie tysięcy „świętych” krów. I usłyszałem, że Hindusi powinni bezwzględnie zarżnąć i zjeść te krowy. A w ogóle to dobrze byłoby – nawet stosując przemoc – zmniejszyć liczbę ludności na świecie, żeby ograniczyć głód, bo jedzenia dla wszystkich nie wystarczy (to była zgoda na eutanazję!). Szli dalej niż Chińczycy, o których też mówiliśmy, że stosują drastyczne metody ograniczające liczbę dzieci! To byli przyszli magistrowie, młoda inteligencja, sympatyczni ludzie.

Mamy wyobrażenia o ludziach, szczególnie wykształconych. Tymczasem my wszyscy mamy w głowach wiele przekonań niczym nieuzasadnionych albo uzasadniamy je w jakiś pokrętny sposób.

Przeglądzie Roman Kurkiewicz pisze o swoim spotkaniu ze studentami dziennikarstwa. Miało to miejsce dekadę temu, studenci mieli po 20 lat. W pracach pisemnych, które omawiano na zajęciach, przewijało się często słowo „polskość”. Kurkiewicz zapytał, czym jest dla nich ta polskość, o której tyle piszą. Po długiej ciszy ktoś stwierdził, że polskość to święta, ale nie Wielkanoc, tylko Boże Narodzenie. Wszyscy się z tym zgodzili. Po próbie doprecyzowania studenci określili, że chodzi o 12 potraw świątecznych. Co do dodatkowego nakrycia dla kogoś nieznajomego, powiedzieli, że jest niepotrzebne, bo to tylko taki zwyczaj, taki gest. To właśnie jest polskość.

Kiedy więc w dyskusji o ważnych sprawach przerzucamy się różnymi terminami, warto sprawdzić co nasi rozmówcy rozumieją przez dane określenie.

I jeszcze jedno. Ci studenci dziennikarstwa nigdy nie słyszeli o tym, że w Polsce był kiedyś prezydent Narutowicz.

* * *

Fragmenty wywiadu z prof. Tadeuszem Gadaczem, filozofem (Polityka):

– Stoicy rozróżniali procuratio, czyli administrowanie, i politykę imperialną, czyli po naszemu – partyjną. Polityk imperialny myśli: „ja tu rządzę, a skoro rządzę, to znaczy, że mam rację, urząd legitymuje moje kompetencje”.

Politycy imperialni w to wierzą [że na władzę spływa łaska]. Jak pani minister, która wbrew wszystkim ekspertom zlikwidowała gimnazja, jak kardiochirurg, który zarządzał walką z pandemią, nie pytając epidemiologów, albo jak magistrowie prawa robiący wbrew znawcom rewolucję w sądach i trybunałach. Imperator wie, co należy zrobić – nieważne, po co ani dlaczego. Ważne, że taka jest jego wola. I nie musi nikogo o nic pytać. Szpital na Narodowym. Bez gadania. Robimy. Nie ma pytania, jak on będzie działał.

procuratio to jest polityka wypływająca z problemu. „Tyle władzy ile sprawy”. Mamy problem, namyślamy się, jak go najlepiej rozwiązać. Działamy po namyśle. Tak się dzieje w krajach cywilizowanych, gdzie jest tak zwana polityka społeczna – edukacja, zdrowie, emerytury. A decydują fachowcy.

– Tylko racjonalne państwo może sprawnie działać i wspierać obywateli. Dlaczego w Polsce wciąż nie ma sprawnej służby zdrowia, w której każdy wie, co ma robić, gdzie iść z jaką sprawą, kiedy dostanie pomoc, co mu przysługuje? Bo ambicją władzy jest władza – nie pożytki, jakie mają z niej obywatele. A chodzi o równe prawo do życia. Kto ma układy, ten się może leczyć. Władzy to odpowiada. Inni cierpią. Bo mamy imperium. Obojętnie kto dochodzi do władzy, zawsze wstawia swoich, a nie dobrych. W oświacie i służbie zdrowia to jest najlepiej widoczne.

– Światło wiedzy jest najlepszym lekiem na nieufność. Żebyśmy wiedzieli, że szkoły, do których posyłamy dzieci, służą uczniom, a nie ministrowi albo biskupowi. Żebyśmy wiedzieli, że szpital, do którego nas wiozą, jest po to, żeby nas leczyć, a nie po to, żeby premier dobrze się w nim prezentował. Zaufanie, którego nam potrzeba, nie jest personalne, tylko strukturalnie wyrastające z przejrzystości państwa jako instytucji. A polskie państwo staje się coraz mroczniejsze. Coraz trudniej dowiedzieć się, jak działa i dlaczego. I kiedy się tego dowiadujemy, to aż skóra cierpnie, jak w sprawie respiratorów albo szpitala na Narodowym. Ale każdy wie, że to czubek góry lodowej patologii państwa.

– Tischner pisał, że zamiast odwagi mamy zadzierżystość. Odwagę przesadną. Odwagę bez rozwagi. Bez uwzględniania skutków. Powstania narodowe, na czele z powstaniem warszawskim, były zadzierżyste, co nie znaczy, że odważne. Ta zadzierżystość nam nieustannie szkodzi.

Cała przebudowa mitologiczna państwa, której PiS dokonuje, promuje zadzierżystość, a odtrąca odwagę. Od dewastowania teatrów czy muzeów, by ukryć sztukę krytyczną i refleksyjną, po przekop Mierzei Wiślanej, co pochłania ogromne pieniądze, drażni Rosję i Unię, a nam nic nie daje. Jądrem kultu polskiej zadzierżystości jest katastrofa smoleńska. „Co, Polak nie wyląduje?”.

– [Potrzebna jest] solidarność przez bardzo małe s. Nie chodzi o powstanie przeciw Peerelowi, bo to była solidarność „przeciw”. Potrzebujemy solidarności „z”, która chce, żeby wszyscy mogli dobrze żyć wśród nas. A nam Solidarność, która była „przeciw”, kompletnie zastąpiła solidarność „z”. Z biednymi, z mniej zaradnymi. To w dużej mierze jest wina przekształceń politycznych. Radykalny liberalizm zakładał, że każdy ma sobie poradzić. A nie każdy da radę. Teraz widzimy, jaką to ma cenę. Jeśli chcemy żyć kiedyś w dobrym kraju, ci, którzy dają radę, nie mogą być obojętni na tych, którzy nie dają rady.

– Pokora to nie jest poniżanie siebie, tylko prawda o sobie. Władza świecka i religijna psuła pojęcie pokory, bo używała go po to, byśmy jej pokornie słuchali. A tu chodzi o to, żebyśmy umieli pokornie godzić się ze sobą – z naszą słabością i siłą, z naszymi możliwościami i ograniczeniami. Żebyśmy na przykład nie pletli, że nauczymy Europę chrześcijaństwa, bo najpierw sami musimy się go nauczyć. Nasze niby chrześcijaństwo to, jak mówił Tischner, „poduszka pod siedzenie” – żeby było wygodnie.

– Polska moralność wyrasta z wielkich cnót etyki chrześcijańskiej pisanych zawsze wielkimi literami. Sprawiedliwość, Naród, Życie. To naszą uwagę kieruje na abstrakcyjne idee zamiast na żywych ludzi. Kto broni w tej etyce Życia, ten zapomina o życiu. Otwiera się na ideę, a jednocześnie zamyka się na innych. Dla mnie życzliwość to przejaw etyki słabej. Grzeczności, uprzejmości, poszanowania godności, codziennej dobroci dla innych. Bez tego można pod wielkimi hasłami bronić Nienarodzonych, a narodzonych porzucać bez pomocy. Zwykła życzliwość by nas wyzwoliła z tego paradoksu, że państwo chroni płody z całą mocą, a chore dziecko skazuje na umieranie w cierpieniach, bo żałuje pieniędzy na lekarstwo. Kobieta ma rodzić, dziecko ma się urodzić i dalej muszą sobie radzić. Bo los płodu jest troską państwa, a los narodzonych to ich problem lub ich rodzin. PiS buduje państwo z urzędu nieżyczliwe. Polskie państwo nigdy zbyt życzliwe nie było, ale za PiS jest gorzej niż kiedykolwiek.

– Teraz prawdziwy dialog jest niemożliwy. Bo musi dotyczyć faktów. A dla drugiej strony najważniejsze jest budowanie mitologii państwa. Mit jest oparty na wierze. Nie na faktach. Fakty prawdziwej wiary nie zmienią. Jak do niej nie pasują, zostaną odrzucone lub przeinterpretowane. Kiedy Róża Thun skrytykowała przekop Mierzei Wiślanej, została skrytykowana jako nie patriotka. Chciałbym spokojnie porozmawiać, dlaczego ktoś sądzi, że przekop jest patriotyczny. Jak on służy Polsce. Militarnie nie służy. Gospodarczo nie służy. Więc jak służy? Jaki jest sens wydawać miliardy na przekop, gdy ludzie umierają, bo nie ma na leczenie. Ale nie da się o tym porozmawiać, bo tu chodzi o jakiś chory mit.

* * *

Za czasów PRL zmorą było to, że trzeba było umieć załatwiać dziesiątki rzeczy. Załatwiało się benzynę, mięso, jakieś dobra. W kapitalizmie ten problem upadł – wystarczy załatwić jedną rzecz: pieniądze.

Teraz mamy problemy z wredną władzą, z atrofią różnych dziedzin, na przykład służby zdrowia, pandemią, kryzysami itd. Jak rozwiązać te problemy? To proste – ludzie muszą zmądrzeć. Ale to jest trudniejsze niż zdobycie pieniędzy.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com