Dariusz Wiśniewski: Donald Trump: Kicking up the dust

30.12.2020

Tuż przed świętami pracownicy Białego Domu otrzymali e-mail z Departamentu Stanu wyjaśniający w szczegółach, jak ma wyglądać procedura pakowania osobistych rzeczy, również kuchenek mikrofalowych, lodówek i przenośnych wentylatorów. Co można wynieść, a co ma zostać. Przed 20 stycznia wszystkie biurka mają być puste. Przepustki tracą ważność o północy.

Ale kilka godzin później nadszedł kolejny e-mail z krótką informacją, że pierwsza wiadomość jest już nieaktualna i że później mają nadejść dodatkowe instrukcje.

W amerykańskim społeczeństwie umacnia się przekonanie – coraz bardziej powszechne również wśród Republikanów – że może jednak dobrze się stało, że Trump przegrał.

Ulga jeszcze nie jest jeszcze całkowita, gdyż prezydent nadal twierdzi, że wybory zostały sfałszowane. I zachowuje się trochę dziwnie. Zniknął niemal z TV, zaprzestał tłitowania, i gdy nie gra w golfa, wyciąga z więzień dawnych lojalistów i kryminalistów. Nie przestając narzekać na spisek Demokratów i ignorując zupełnie sytuację zdrowotną w USA. On już przecież przechodził wirusa. Nic groźnego.

Ale ma plany.

Zamierza ułaskawić swoje dzieci od przyszłych oskarżeń. Taki podarunek przewidującego ojca. Rozważa też, aby ułaskawić sam siebie. Bo wydaje mu się, że skoro nie ma nic na ten temat w Konstytucji, to chyba może.

Amerykańskie media opisują zachowanie prezydenta używając określenia „Kicking up the dust”. Trump wznieca celowo „kurz”; tworzy atmosferę chaosu, strachu i niepewności, licząc, że w bałaganie coś się wykluje, cokolwiek, co pomoże mu uniknąć ambarasującego odejścia. I prawnych konsekwencji. Albo pozwoli mu zostać trochę dłużej w świetle jupiterów. Liczne prezydenckie pozwy (58) wobec stanowych komitetów wyborczych, zostały odrzucone jako bezpodstawne. Pozostało mu tylko pogratulować Bidenowi.

Nie Trump.

Donny przekonuje teraz wpływowych republikańskich polityków, aby Kongres 6 stycznia podczas połączonej sesji obu Izb nie przyjął oficjalnego raportu elektorów. Powód? Bo Trump tak chce. Co z tego, że nie ma takiej demokratycznej procedury?

Niby nadal opryskliwy twardziel. Ale wskazówka zegara zmierza w złym dla niego kierunku. Kolejne miesiące, a może i lata, nie zapowiadają się dla Trumpa zbyt pomyślnie.

Po 20 stycznia Ameryka (oraz Trump) spodziewa się lawiny pozwów sądowych i oskarżeń przeciwko już byłemu prezydentowi. Michael Cohen, prawnik, były osobisty „fixer” Trumpa, który odsiedział wyrok za przekupstwo gwiazdy filmów porno w imieniu prezydenta, uważa, że przekręty finansowe, a więc naciągane kredyty bankowe, zeznania podatkowe oraz próby przekupstwa za obietnice milczenia (hush money), to miękkie podbrzusze jego byłego szefa. Trump byłby wtedy sądzony jako pospolity złodziej i kryminalista. Cohen, który niedawno wyszedł z więzienia, zgodził się na współpracę z federalną prokuraturą. Chętnie udziela też wywiadów. Ma sporo informacji. Trump publicznie nazywa go „szczurem”.

W najgorszym przypadku wystartuję po raz kolejny – twierdzi Trump, nie dostrzegając jakby żadnych zagrożeń.

W historii Stanów Zjednoczonych był tylko jeden przypadek, kiedy prezydent przegrał reelekcję (r.1888), a po 4 latach ponownie wygrał. Tym prezydentem był Grover Cleveland. W dniu inauguracji zwycięzca, Benjamin Harrison, przemawiał do zebranych. Padał deszcz. Grover Cleveland, przegrany prezydent, trzymał nad nim parasol.

Gdy zapytano Trumpa, czy będzie obecny na inauguracji Joe Bidena, ten odparł ze złością: nie liczcie na mnie. Pytanie, czy Trump mógłby trzymać parasol nad głową Bidena, jest zupełnie z innej epoki.

Dariusz Wiśniewski

Print Friendly, PDF & Email
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com