Telewizja pokazała (663)

23.03.2021

Miesiecznica - Najlepsze memy, zdjęcia, gify i obrazki - KWEJK.pl

Lockdown ma trwać do 9 kwietnia. Tak się składa, że akurat następnego dnia wypada kolejna obłędna uroczystość, polska specyfika – miesięcznica katastrofy smoleńskiej.

Pisałem już o tym, ale powtórzę, bo nie nastąpiły żadne pozytywne zmiany:

Polska jest wyjątkowa pod jednym względem: obchodzi się tu rocznice klęsk i idiotycznych decyzji. Obchodzi się rocznicę wybuchu II Wojny Światowej, w wyniku której Polska poniosła klęskę — chyba po to, żeby pokazać, iż Polska została zdradliwie napadnięta, a sojusznicy zawiedli. A przecież Polska wraz z sojusznikami pokonała w końcu Niemców i mogłaby obchodzić rocznicę zwycięstwa. Obchodzi się rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego wywołanego i prowadzonego w dyletancki sposób, w imię ideologii i błędnych kalkulacji, co spowodowało śmierć kilkudziesięciu tysięcy powstańców i 200 tys. ludności cywilnej oraz zniszczenie miasta.

Napadnięty przez Niemców Związek Radziecki obchodził święto zwycięstwa nad faszyzmem – nie rocznicę napaści, do dziś obchodzone jest ono w Rosji. Czechosłowacja nie obchodziła święta oddania jej ziem Hitlerowi w Monachium ani napadnięcia jej przez Niemcy i Polskę. Serbia, o ile wiem, nie czci rocznicy zabicia arcyksięcia Ferdynanda, co stało się pretekstem do wypowiedzenia jej wojny przez Austro-Węgry i wybuchu I Wojny Światowej.

Jest jakaś ciągłość w czczeniu przez Polaków kretyństwa, braku umiejętności i klęsk. Ostatnio mamy nowe święto – rocznice katastrofy smoleńskiej. Oczywiste jest, że zawiniła tam zła organizacja, głupota, nieprzestrzeganie procedur i bezmyślność. Taka sama jak w przypadku wcześniejszej katastrofy, gdzie zginęli wojskowi specjaliści od bezpieczeństwa lotów (!). I robi się z tego jakiś koszmar, miesięcznice, gdzie Kaczyński i jego akolici odprawiają gusła przed miejscem pracy jego brata, oskarżając i szkalując przeciwników politycznych.

* * *

Przeskakując po stacjach telewizyjnych trafiłem na fragment nabożeństwa Anioł Pański, wygłaszanego przez papieża Franciszka. Znam Stary i Nowy Testament, ale przyznam, że nie zrozumiałem przekazu, może dlatego, że nie wysłuchałem całości. Od czasu do czasu trafiam na kazania różnych księży i, niestety, wrażenia mam podobne. Może dobrze by było, tak jak to bywa w czytankach, gdyby ktoś po takim kazaniu streścił je w kilku zdaniach. Ale czy ktoś potrafi zrobić to w sposób sensowny?

* * *

Kiedy byłem małym chłopcem śpiewaliśmy piosenkę:

To jest Ameryka
Słynne USA
Tam możesz mieć miliony
Tam możesz mieć cztery żony
To jest Ameryka.

Oglądam ostatnio (stacja Fokus) program pt. „Kryptonim szef” (i „Szef jak szpieg”). W każdym odcinku szef jakiejś wielkiej firmy, która zarabia setki milionów dolarów i ma wiele swoich sklepów i placówek w całej Ameryce, a często też w innych krajach, chce zobaczyć jak firma działa na niższych szczeblach. W tym celu przebiera się i zatrudnia incognito w różnych punktach swojej firmy. Przykrywką jest przekaz, że jest to człowiek, który walczy o dotację w programie telewizyjnym „Druga szansa”, dla ludzi chcących zmienić swoją pracę, a pracownicy mają potem ocenić jak się sprawdził i czy takie wsparcie mu się należy.

Pod koniec programu pracownicy, z którymi współpracował, zbierają się, szef ujawnia swoją tożsamość i wygłasza uwagi na temat ich pracy, niedociągnięć w firmie, a także wspomaga tych, którzy są dobrzy a dowiedział się w trakcie współpracy o ich kłopotach. Ktoś otrzymuje 10 tys. dolarów lub czasem więcej, ktoś nowy samochód, darmową wycieczkę dla siebie i rodziny, czasem opłaca leczniczy zabieg, na który pracownika nie było stać itd.

Z serialu można się wiele dowiedzieć o Ameryce. Okazuje się, że wiele osób żyje „na styk”, pieniędzy starcza im tylko na przeżycie i często marne mieszkanie i samochód. Jeśli chorują oni lub ktoś z rodziny, to nie mogą liczyć na pełne wyleczenie, bo zwykle ubezpieczenie nie obejmuje droższych zabiegów, leczenia. Żeby utrzymać siebie i rodziny, muszą często rezygnować z ambitnych planów, studiów, kursów, biorą dodatkowe prace itp. Wielu od lat nie stać było na wyjazd na urlop.

Jest grupa wielu osób, którym kryzys z 2008 roku zdemolował życie. Poświęcony jest temu film „Nomadland”. Przeczytałem recenzję w Polityce i czytam książkę, na podstawie której zrobiono ten film. Kryzys z 2008 r. spowodował, że wielu ludzi utraciło swoje domy, pracę, ubezpieczenia. Ludziom w wieku emerytalnym pozostały marne emerytury i, ewentualnie, ograniczone ubezpieczenia. Wielu z nich znalazło wyjście – zamieszkali w kamperach, krążą po USA i podejmują się dorywczych prac, najczęściej fizycznych, mimo że niektórzy mają za sobą studia i doświadczenie w zawodzie. W ten sposób nie płacą czynszów, nie spłacają kredytów. Pracują, często ciężko, mimo zaawansowanego wieku. Wspomagają się wzajemnie radami i informacjami na forach internetowych, czasem zbierają pieniądze dla kogoś, kto wpadł w dołek. Jak sobie radzą w przypadku chorób, wypadków? Amerykańskie ubezpieczenia zdrowotne obejmują zwykle ograniczony zakres usług, a wizyta u dentysty do wielki wydatek. Pamiętam Polonusów z USA w czasach PRL, którzy przyjeżdżali tu na wycieczkę i opłacali wszelkie zabiegi dentystyczne – koszt wycieczki i wizyt u dentystów był w sumie znacznie niższy niż wykonanie takich zabiegów w USA.

Nie jest dla mnie jasne, jak działa system emerytalny w Ameryce. Zdaje się, że emerytura wypłacana jest tylko przez określony okres, a także że czasem maleje.

Ostatnio red. Marcin Wrona, korespondent TVN24 w USA, wydał książkę i z tej okazji udzielił paru wywiadów. Stwierdził, że kiedy opowiada znajomym Amerykanom jak wyglądają w Europie zabezpieczenia socjalne, są oni bardzo zaskoczeni.

To są poważne problemy, bo klasa średnia w Ameryce zanika, a większość obywateli jest coraz uboższa.

* * *

Wyobraźmy sobie taką sytuację – PiS przegrywa wybory, opozycja ma większość w parlamencie i szykuje się do powołania rządu. Jakie byłyby pierwsze decyzje zwycięzców?

Zapewne partiom, przynajmniej z początku, trudno byłoby się dogadać, skoro dotychczas to się nie udawało. Problemem jest, że oni niemal wszyscy są już tak daleko po prawej stronie sceny politycznej, że każde cywilizowane rozwiązanie jest traktowane jako niebezpieczny zwrot w lewo. Takie rzeczy jak likwidacja surowych ograniczeń aborcji czy związki partnerskie nie będą mogły zostać uchwalone, bo wielu posłów PO, no i oczywiście PSL, będzie głosować zgodnie z własnym sumieniem, a ono jest katolickie. Może więc zamiast rozwiązania poważnych problemów ograniczą się na wstępie tradycyjnie do uchwalenia jakiegoś symbolu. Tak było w 1989 r., kiedy opozycja zdobyła władzę. Polska szorowała wtedy po ekonomicznym dnie, problemów było multum, a czego dotyczyła pierwsza uchwała sejmu? – przywrócić orłu białemu koronę. Może więc teraz uchwalą, aby Pałacowi Kultury i Nauki w Warszawie nadać imię Józefa Piłsudskiego albo Jana Pawła 2. Na szczęście pan Komorowski nie jest już prezydentem, bo pewnie znowu chciałby uczcić jakoś żołnierzy wyklętych i być może wydzielić dla tego celu część Cmentarza Wojskowego na Powązkach.

Byłoby chyba dobrze, gdyby zwycięskie partie nie dogadały się co do rządów, a może przestraszyły ogromu prac i powołałyby tymczasowy rząd fachowców. Taki rząd miałby swobodę i mógłby przeprowadzić parę rozsądnych rzeczy. Podobnie miał kiedyś swobodę rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego, bo zdawali sobie sprawę z tego, że nie będą długo rządzić. Mógł więc Bielecki od ręki szurnąć wiceministra z PSL za jego homofobiczną wypowiedź i nawet nie uzgadniał tego z koalicjantem.

Jeśli zgodzono by się na rząd fachowców to najlepiej, żeby kandydatów na ministrów wyznaczały fachowe środowiska. Ja bym wicepremierem ds. ekonomii mianował Jerzego Hausnera, ministrą sprawiedliwości Monikę Płatek. Ale nie widzę kandydata na premiera, a tu pewnie zwycięskie partie nie będą chciały postawić na kogoś z zewnątrz.

* * *

To, co się dzieje w telewizji, jest nużące. Dziennikarz zaprasza kogoś z partii rządzącej i kogoś z opozycji, podrzuca drażliwy temat i niech się naparzają. Często jeszcze przerywa rozmówcom, wtrąca swoje zdanie i popędza ich, bo ma jeszcze parę pytań „a czas goni”, czyli zaraz reklamy, które są najważniejsze. Brak zupełnie dociekliwości, po prostu jeden mówi to, inny tamto i niech sobie ludzie wyrobią zdanie.

Ja bym działał zupełnie inaczej. Przyjąłbym postawę dziecka, które na wszystkie wyjaśnienia pyta „dlaczego?”. Weźmy modne terminy, które potępiają pisowcy, na przykład gender czy ideologia LGBT. Nikt nie pyta tych potępiających, co właściwie rozumieją przez te terminy. Można się domyślać, że uważają na przykład, że homoseksualizmem można się „zarazić”. No to niech wyjaśnią, w jaki sposób. Przeciwko homoseksualizmowi występował z dużym zapałem ks. prof. Dariusz Oko. Okazuje się, że ksiądz ten przyjaźnił się z abp. Paetzem, który był znany z tego, że uwodził kleryków. Zadałbym mu pytania, czy zwracał uwagę arcybiskupowi na tę złą skłonność i czy radził mu, żeby się z tego leczył (to częsty pogląd u zwalczających LGBT), i czy sam miał jakieś doświadczenia w tej materii (może z arcybiskupem?). Jak prezydent Duda rozumie „ideologię LGBT”? Czy panie posłanki naprawdę wierzą w to, że mówienie o gender skłania do zmiany płci?

Trzeba obnażyć ich kłamstwa i niewiedzę, bo inaczej to jest dyskusja na temat „ja uważam, że to jest złe i należy to zwalczać”, ale czy wiesz człowieku, o czym mówisz?

* * *

Pod szpitalami tymczasowymi kolejki karetek pogotowia z chorymi na Covid-19. Czekają na wolne łóżko – albo ktoś umrze, albo cudem wyzdrowieje, jak powiedziała dyspozytorka. Niektóre karetki jadą z chorymi do odległych miejscowości.

Oburzające, że ministerstwo zdrowia zwlekało z zaszczepieniem personelu medycznego, bądź robiło to wybiórczo. Media stale donosiły o zachorowaniu lekarzy po kontakcie z chorym pacjentem i rozprzestrzenianiu zakażeń, gdy lekarz kontaktował się z innymi pacjentami. Czy do tego potrzebna jest duża wyobraźnia, żeby przewidzieć taką sytuację?

Podobnie z nauczycielami, którzy przecież mieli kontakt z uczniami – zamiast ich zaszczepić, zlecano co pewien czas testy na obecność koronawirusa. Doradca premiera ds. pandemii, prof. Horban, pytany o to, dlaczego nauczyciele nie są szczepieni w pierwszej kolejności, odpowiedział:

Nauczyciele nie są szczepieni w pierwszej kolejności, ponieważ są młodzi i inteligentni. Nauczyciel wie, jak się chronić.

Obecnie minister Czarnek, zwany Miczurinem Edukacji, stwierdził:

W szkołach jest bezpiecznie. Nie ma tam szczególnie wiele ognisk zakaźnych i wysokiej transmisji wirusa. Statystyki pokazują, że problem pojawia się w niewielkiej liczbie placówek. 

Zaaferowani obecną sytuacją zapominamy jak to wyglądało rok wcześniej. Przypomnę relację dziennikarki z przebiegu jej choroby:

Trudno dodzwonić się do sanepidu, tam też często gubią dane pacjentów, nie oddzwaniają, nie udzielają istotnych rad, trzeba wielu prób, żeby przyjechał ktoś i zrobił test na koronawirusa. Dziennikarka przebywała w izolacji w domu, razem z partnerem, który się jednak nie zaraził.

Pacjentka, dwa dni po stwierdzeniu przez lekarza, że jest chora, otrzymała z sanepidu informację, że została objęta czternastodniową kwarantanną. Nie ze względu na chorobę (pani z sanepidu nic o niej nie wiedziała), ale ze względu na kontakt z osobami chorymi.

Drugi test wykonano jej znacznie później niż zapowiedziano. Policja nie kontrolowała przestrzegania izolacji – przyjechali kilka dni po tym, kiedy już okazało się, że pacjentka wyzdrowiała, nazwisko i adres dziennikarki dostali z sanepidu dopiero dzień wcześniej.

To wszystko działo się na początku epidemii w Polsce, kiedy liczba chorych wynosiła tylko 280.

Inna historia, opisana w „Stołecznej”. Ojciec pani Ewy leżał w szpitalu na Bródnie. Któregoś dnia okazało się, że ma także koronawirusa. Pani Ewa go odwiedzała, jej dane były w karcie ojca, ale nikt się z nią nie kontaktował, choć szpital powinien to zrobić. Dzwoniła do stacji sanitarno-epidemiologicznych, żeby wyjaśnić swoją sytuację. Telefony przekierowały ją do placówek poza Warszawą, a tam radzono, tylko żeby zadzwonić na pogotowie, kiedy poczuje się źle.

Po tygodniu pani Ewa i jej partner pojechali do szpitala zakaźnego przy ul. Wolskiej, tam przeprowadzono im testy i następnego dnia były wyniki: pani Ewa ma wirusa, partner nie ma. Gdyby sama nie zgłosiła się na badania to by chodziła i zarażała innych.

Podczas kwarantanny kontaktuje się telefonicznie z panią Ewą urzędniczka z Sokołowa Podlaskiego – warszawskie placówki są przeciążone. Urzędniczka nie ma wglądu do wyników badań, kontroluje tylko czy z panią Ewą jest wszystko w porządku.

Po siedmiu dniach od pierwszego testu przyjeżdżają pracownicy Wojsk Obrony Terytorialnej i pobierają wymaz – ale tylko pani Ewie, mimo że zgłoszono, że para razem odbywa kwarantannę, do partnera przyjadą następnego dnia. Po trzech dniach wyniki: partner zdrowy, pani Ewa – wynik nierozstrzygający. Dzięki pomocy opiekunki z warszawskiej placówki powtórzono pani Ewie test po dwóch dniach, a nie po siedmiu. Wynik ujemny.

Następnego dnia do pani Ewy dzwoni pracownik szpitala z Wolskiej i zaprasza na dodatkowy test – niezależny od tego z sanepidu. Wynik jest dodatni! Wynika to z faktu, że w szpitalu pobiera się wymaz z gardła i nosa, więc test jest dokładniejszy. Nie wiadomo czy obecnie pani Ewa jest zdrowa czy chora.

Także w „Stołecznej” reportaż poświęcony pracy pielęgniarek i pielęgniarzy. W szpitalach jednoimiennych wszystko jest, ale w innych szpitalach i domach pomocy brak środków ochrony osobistej, kogo stać to może sobie dokupić w internecie. Fragmenty reportażu:

– Obuwia ochronnego brak, tylko przydziałowe klapki, dziurkowane. Załóż sobie na nie reklamówki, jeśli się boisz.

– Przebieranie w jednej szatni. Fartuch z oddziału wiesza się obok ubrania, w którym wychodzi się do domu. Dwie maseczki na pięć pielęgniarek, jedna przyłbica na cały oddział. Do sal z zakażonymi personel pomocniczy wchodzi praktycznie bez ochrony.

– Jeśli przekroczy się próg DPS-u, w którym stwierdzono koronawirusa, to pielęgniarka staje się jego więźniem. Nie może wyjść nawet przez kilka dób, bo nie ma dla niej zastępstwa. Nie dostaje wystarczających środków ochrony osobistej, ale odmówić pracy nie może. Po kontakcie z zakażonym pacjentem test się nie należy, bo nie ma objawów.

Według oficjalnych danych z początku kwietnia: 17 proc. zakażonych stanowi personel medyczny.

* * *

Posłanka lewicy, wiceprzewodnicząca klubu, przeszła do Porozumienia Jarosława Gowina. Okazuje się, że tam może się lepiej realizować. Wielu komentatorów się oburza, przypomina jej niedawne wypowiedzi, zupełnie odmienne od tego, co głosi Gowin itd.

Przypomniał mi się dowcip opowiedziany przez znajomych Holendrów. Otóż najgłupszy Holender przeniósł się na stałe do Belgii. Od razu w Holandii podskoczył średni iloraz inteligencji. I w Belgii też.

PIRS

Print Friendly, PDF & Email

6 komentarzy

  1. Arkadiusz Głuszek 23.03.2021
  2. Musz 23.03.2021
    • PIRS 23.03.2021
      • Musz 24.03.2021
  3. Andrzej Goryński 23.03.2021