27.03.2021

Polecam bardzo ciekawy wywiad z prof. Piotrem Kuną na temat dotychczasowej strategii w stosunku do pandemii i przewidywanych negatywnych skutków naszych działań. Profesor zwraca m.in. uwagę na metody, które pomogły takim krajom jak Singapur, Korea i Tajwan uporać się szybko i skutecznie z pandemią (o Korei pisałem niedawno).
Lockdown w Polsce. Prof. Kuna: to skróci nasze życie
Profesor Piotr Kuna nie po raz pierwszy deklaruje się jako zdecydowany przeciwnik lockdownu. Opiera się na sprawdzonych danych naukowych oraz rachunku korzyści i strat. A te mówią, że Polacy zaciągają gigantyczny dług zdrowotny, który będą spłacać przez długie lata. Dlatego walka z pandemią powinna skupić się na chorych na COVID-19, pozwalając normalnie żyć zdrowym.
* * *
Jeszcze nie przełamano bariery wstydu i nie pokazuje się chorych na Covid-19. Za to strzelaniny w USA są widowiskowe. Jakiś chory psychicznie postrzelał sobie w supermarkecie i zabił 10 osób. I już telewizje mają pożywienie. Pokazuje się miejsce, gdzie doszło do zdarzenia, zdjęcie zastrzelonego policjanta, wypowiadają się z przejęciem różni oficjele i postronne osoby, jest temat. Takie zdarzenia są tam bardzo częste. Oczywiście nic się nie zmieni, bo Amerykanie są przywiązani do posiadania broni.
Tymczasem na Covid-19 umiera dziennie w USA przeciętnie 1000 osób. Ale Covid-19 jest za mało widowiskowy.
* * *
Wiele z działań PiS przypomina czasy wczesnej PRL. Tam wiele spraw porównywano do tych sprzed wojny, kiedy rządziła sanacja. Faktycznie, sanacja miała dużo za uszami i wiele osób miało wtedy ciężkie warunki życiowe, ale to krytyczne porównywanie było często karykaturalne. Oddawał to dowcip na temat wystąpienia chłopa, który mówił „Przed wojną źle mi się orało a teraz mi się dobrze orze”.
PiS ciągle porównuje swoje działania z działaniami Platformy, gdy ta rządziła: teraz jest lepiej niż za rządów PO, bardziej dba się o ludzi i cały świat docenia nasze osiągnięcia. Ale dość często zdarza się, że gdy pisowcy coś spieprzą i zostaną na tym przyłapani, to mówią „Za Platformy też tak było”, jakby to rozwiązywało problem.
* * *
Przeczytałem, że „Do Sądu Okręgowego w Warszawie trafił akt oskarżenia w sprawie znieważenia Prezydenta RP na jednym z serwisów społecznościowych. Chodzi o znanego pisarza Jakuba Żulczyka”. Grozi mu kara trzech lat więzienia.
Pisarz, komentując działalność prezydenta Dudy po wyborach prezydenckich w USA, nazwał go na swoim Facebooku debilem. Chodziło mu o wpis Andrzeja Dudy:
Gratulacje dla Joe Bidena za udaną kampanię prezydencką; w oczekiwaniu na nominację Kolegium Elektorów. Polska jest zdeterminowana, by utrzymać wysoki poziom i jakość partnerstwa strategicznego z USA.
Pisarz napisał:
Nigdy nie słyszałem, aby w amerykańskim procesie wyborczym było coś takiego, jak „nominacja przez Kolegium Elektorskie”. Biden wygrał wybory. Zdobył 290 pewnych głosów elektorskich, ostatecznie, po ponownym przeliczeniu głosów w Georgii, zdobędzie ich zapewne 306, by wygrać, potrzebował 270. Prezydenta-elekta w USA „obwieszczają” agencje prasowe, nie ma żadnego federalnego, centralnego ciała ani urzędu, w którego gestii leży owo obwieszczenie. Wszystko, co następuje od dzisiaj – doliczenie reszty głosów, głosowania elektorskie – to czysta formalność. Joe Biden jest 46 prezydentem USA. Andrzej Duda jest debilem.
Gdyby pan Żulczyk sformułował swój wpis inaczej, nie byłoby problemu. Mógł napisać:
Ktoś, czytając ten wpis prezydenta, mógłby odnieść mylne wrażenie, że ten znakomity prawnik jest debilem.
To na przyszłość. Teraz sąd musi zdecydować, czy wypowiadając swoją opinię o prezydencie na swoim Facebooku, pan Ż. popełnił przestępstwo. A gdyby napisał, że „Człowiek wypowiadający się w ten sposób należy niewątpliwie do drugiego sortu obywateli” to czy byłoby to przestępstwo?
Ja bym powierzył taką odpowiedzialną sprawę suwerenowi. Rozpisałbym referendum z pytaniem: – Czy uważasz, że pan prezydent Duda jest debilem? Odpowiedzi: TAK-NIE. Jeżeli większość odpowiedzi będzie NIE, to pan Żulczyk pójdzie siedzieć.
A prezydent Duda zyskuje sławę w kraju i nawet za granicą, bo media podają iż został nazwany przez pewnego pisarza debilem i za to pisarzowi grozi więzienie.

Strach pomyśleć, na jaką karę naraziłby się pan Żulczyk, gdyby obrzucił prezydenta jajkami, jak to kiedyś zrobił Mariusz Kamiński wobec prezydenta Kwaśniewskiego.
* * *
Coraz częściej nasuwają się analogie między działaniami obecnych władz a tymi w PRL. W 1979 r. mieliśmy zimę stulecia. Spadło mnóstwo śniegu, co sparaliżowało życie w kraju. Straszono nas wtedy Niemcami, ale w tym okresie popularny był wierszyk:
Nie potrzeba Bundeswehry
Nam wystarczy minus cztery.
Kolej miała kłopoty, bo wiele szlaków zasypał śnieg. Premier Jaroszewicz osobiście zechciał nadzorować przejazd pociągu z węglem, który miał dotrzeć ze Śląska do Warszawy. Zawiadowcy stacji kolejno raportowali mu przejazd pociągu. Problem w tym, że żadnego pociągu nie było, ale nikt nie chciał się narazić panu premierowi.
Teraz mamy sytuacje podobne, jako że ludzie na niższych szczeblach starają się zadowolić kierownictwo, a jednocześnie ukrywa się informacje przed opinią publiczną. Wojewodowie raportują, że mają wolne łóżka dla chorych na Covid-19, a jednocześnie dyspozytorzy karetek donoszą, że żadnych wolnych łóżek nie ma. Widzimy to sami – dziesiątki karetek z chorymi czekających przed szpitalami aż zwolni się jakieś łóżko (w praktyce – aż ktoś umrze). Jednocześnie szczegółowe dane z poszczególnych miejscowości są blokowane, od czasu, gdy pewien 19-latek wykazał, że dane te różnią się od danych zbiorczych podawanych przez ministerstwo zdrowia.
Przypomniało mi się jak w PRL wychodził Biuletyn Specjalny, przeznaczony dla wybranych przedstawicieli władzy i dziennikarzy. Podawano tam wiele prawdziwych informacji, których nie było w mediach. Ale to było poufne, chodziło o to, żeby się bezpartyjni nie dowiedzieli i nie nabrali krytycznej postawy wobec partii. Obecnie premier Morawiecki i działacze Zjednoczonej Prawicy także przedstawiają nam pozytywnie działania rządu i pomniejszają niepowodzenia.
* * *

* * *
Rząd umówił się z władzami Kościoła, że one same ustalą warunki bezpieczeństwa dla wiernych odwiedzających kościoły w święta. Inne instytucje widocznie nie znają się tak na medycynie, bo im warunki zostały narzucone. Zaleca się, aby na jedną osobę w kościele przypadało 20 m kw. i by zachowano odstęp między ludźmi powyżej 1,5 m (jak to zgrać?), ale jak będzie w praktyce, zdecyduje proboszcz. Nikt tego nie będzie sprawdzał.
Szkło Kontaktowe:
– A te 20 m kw. liczymy normalnie czy jak u Obajtka?
– Z fryzjerem umówię się w bocznej nawie w kościele.
Biskup Dec o otwartych kościołach: – Nonsensem jest w okresie epidemii zamykanie źródła uzdrowień duchowych i fizycznych. Skrytykował także wprowadzenie nowego limitu wiernych, którzy mogą przebywać w kościele.
Bp Dec:
Przyjrzyjmy się dotychczasowej historii świata. Gdy dochodziło do strasznych epidemii, a ludzie masowo umierali, to żadna władza – nigdy – nie zdecydowała się na zamknięcie świątyń. To były te miejsca, gdzie ludzie wierzący szukali ratunku i gdzie go znajdowali. Teraz próbuje się nam wmówić, że świątynie są niebezpieczne dla naszego zdrowia.

* * *
Michał Dróżdż, ratownik medyczny z Warszawy:
W trakcie ostatniego dyżuru już wszystkie szpitale, do których jeździliśmy, odmawiały przyjęcia lub kazały nam czekać na „zwolnienie” łóżka. Gdy jeździliśmy po całym mieście z jedną pacjentką, to po trzech godzinach już kończył nam się tlen. Mieliśmy go jeszcze maksymalnie na godzinę… Generalnie jest bardzo źle.
W końcu tlen nam się skończył, więc inna karetka dowiozła nam pełne butle. Jednak za chwilę może zabraknąć karetek dla mieszkańców Warszawy z nagłym zagrożeniem życia. Będzie wypadek w centrum i żadna karetka nie przyjedzie przez godzinę. To moim zdaniem nieuchronny scenariusz.
Wspomniana kobieta trafiła w końcu do placówki w Kozienicach. Około godz. 9 rano została skierowana do szpitala. Po piętnastu godzinach oczekiwania w karetce… I łącznie po około 20 godzinach od momentu wezwania pogotowia. To jest obecna rzeczywistość. Dziś, jak dzwonisz do dyspozytora, to on mówi: „Nie ma miejsca nigdzie. Radź sobie sam”. Jest więc trochę jak na wojnie.
System padł ostatecznie. W Warszawie, żeby oddać pacjenta do szpitala, czekamy, aż inny umrze. Nigdzie nie ma miejsc, a pacjenci utknęli w karetkach. Nasza pacjentka po odwiedzeniu pięciu różnych szpitali „kwitła” z nami pod Szpitalem Czerniakowskim i można z całą szczerością powiedzieć, że czekaliśmy z nią na moment, aż ktoś inny umrze.
* * *
Posłanka lewicy, wiceprzewodnicząca klubu, przeszła do klubu Gowina.
Komentarz w NIE:
– Dlaczego przeszła pani z lewicy do prawicy?
– Bill Gates mi kazał.
PIRS

https://uploads.disquscdn.com/images/78c96c099ddcd0c1b9178af6e51821fa471d79b41c24dbcc7ebe08a8c38b0688.jpg
Nie mogę kliknąć Doskonały (jak zwykle) skoro czytam w nim:
„Nie ma miejsca nigdzie. Radź sobie sam”. Przepraszam.
ale żeby strzelać do posłańca?
Nie, opis rzeczywistości w zacytowaniu nie pozwala na ocenę Doskonały. Tylko tyle.
https://uploads.disquscdn.com/images/aa14205bed575321f22b768d4f4cae8b84980dbde454a7878dd1952f40c68e7c.jpg