Zdanie odrębne
01.05.2021

W walce politycznej kurczy się powoli arsenał środków nienawistnych wobec ludzi. „Opozycja totalna” ustąpiła totalnej władzy, „komuniści i złodzieje” z ulicznego teatrzyku poszli w zapomnienie; zużyli się emigranci i uchodźcy ze swoimi mikrobami; inwokacja byłej premier („przez osiem lat”) nie robi wrażenia… Wobec skandali pedofilskich wypaliła się biskupia ideologia „tęczowej zarazy” (homoseksualiści, gender LGBT). Nawet odporne na ból kobiety uznały, że kiedy trybunał specjalistki od rosołów zakazał aborcji, nie należy bez potrzeby wystawiać się na pałowanie. Czynnik ludzki został spacyfikowany w momencie likwidacji ostatniego ogniwa demokracji – Rzecznika Praw Obywatelskich, co stało się w najtrudniejszej fazie pandemii!
Ale matka walki politycznej – natura nie znosi próżni. Zwłaszcza że do wykorzystania został jeszcze czynnik zwierzęcy. Wprawdzie na początku drugiej kadencji miłośnik kotów i zwierząt futerkowych chciał zadbać o dobrostan zwierząt, ale mu nie wyszło… Najpierw postawił się suweren, który od wieków topi nadmiar kociąt, trzyma psy na łańcuchu, prosiaka wali siekierą w łeb, cielaka podrzyna nożem, a krowę czy byczka – ostrą kosą. Postawił się, ponieważ w głowie ma zakodowane słowa, które przynajmniej raz w roku słyszy z ambony: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, napełniajcie ziemię i czyńcie ją sobie poddaną; panujcie nad rybami morskimi i nad ptactwem niebieskim, i nad wszelkimi zwierzętami, które poruszają się po ziemi”… (Rdz. 1,28.). Lud boży ma głęboko w sercu boską ideę poddaństwa. A ponieważ trudno czynić poddanym to, co wyżej; poddaje sobie, to co niżej – kobiety, dzieci, starych, niepełnosprawnych – a przede wszystkim zwierzęta. To nic, że Jahwe ulepił człowieka z tej samej gliny, w dodatku na samym końcu stwórczych działań, ale za to uczynił go królem i panem… „wszystkiego stworzenia”.
*
Piśmiennictwo polskie pełne jest obrazków, w jaki sposób człowiek demonstruje wyższość nad naturą. Oto fragment z biografii protoplasty naszej literatury – Mikołaja Reja. Ojcu pisarza wydawało się, że jego syn to człowiek uczony, a on „zda się jako dawno nic nie umiał. […] Tamże z rusznicą a z wędką biegając około Niestru, aż do ośmnaście się lat ćwiczył, bąki strzelając. A gdy przyniósł pełne zanadra płocic, laskowych i wodnych orzechów, a kaczora albo gołębia, albo wiewiórkę za pasem, to go z onej koszule z płoskonek roztrząsali, rozpasawszy; ano wszytkiego dobrego dosyć. To się tu w nim kochali, mówiąc: ‘Nic, nasz Mikołaj, nic; ba, nie zależyć ten na starość gruszki w popiele.’ Ano prawdę mówili, bo było prawie ze wszytkiego nic. Po tym go posłali do Topolej, do stryja, aby go był wyprawił gdzie na służbę, i kupili mu kitajki na kabat na wyprawę, a on się jął brogiem wron łowić, a nim mu uszyto sukniej, tym onę kitajkę wykrajał na proporczyki, a czyniąc drzewca z onymi proporczyki, przywięzował wronam do szyje a do ogona, pod skrzydło, a żywo je puszczał. Tak, że z onymi proporczyki latając, wygnały ine wrony i kawki precz, że szkody w gumniech nie czyniły. A ten dla kabata rok przy urzędniku musiał mieszkać, aż ociec przyjechawszy toż mu iny sprawił, a pan młody się ćwiczy około brogów z wronami.”[1]
Jak tu komentować takie literackie cacko; przecież byłaby to zbrodnia na staropolszczyźnie. Niech Czytelnik, jak czegoś nie rozumie, zajrzy do odpowiedniego słownika … Zauważmy na marginesie, że odstraszając wrony przy pomocy innych wron, ojciec literatury polskiej może być uznany za prekursora wszelkiego odstraszania, np. wilków przy pomocy flader[2]
*
O panowaniu nad przyrodą wie również każde chłopskie dziecko, o czym donosi bliższy naszym czasom Stefan Żeromski, w krótkim opowiadaniu Zapomnienie. ”Na jednej z najwyższych sosen siedział chłopak i długą tyczką spychał z gniazd młode pisklęta wron, nieumiejące jeszcze fruwać. Podniosłem się i dostrzegłem chłopaka, co siedział na ziemi i wyrzucone łapał. Co chwila czarne, obrzydliwe pisklę spada na ziemię jak kamień. Jedne zdychają od razu, inne podnoszą jeszcze ogromne łby na nieopierzonej szyi i maszerują po trawie wcale zabawnie. Wtedy mały myśliwy dogania zbiegów, wołając: – A kej ty idzies, fajtasiu, kej?… Ujmuje «fajtasia» za skrzydło i uderza łbem o pień, lub i bez tego obrzyna mu nogi, które główny leśniczy kupuje po trzy grosze parę. Matka-wrona miota się jak obłąkana, siada niemal na ramionach młodego śmiałka, czepia się dziobem jego kija, lub gałązki tuż nad nim i bije głową jak młotem, w pień, odgryza małe gałązki, i kracze zachrypłym, wysilonym, przebrzydłym głosem rozpaczy. Gdy chłopak wyrzuci pisklę, rzuca się na ziemię z wlokącymi się skrzydłami, otwiera dziób, chce krakać – głosu nie ma, – bije więc skrzydłami i skacze oszalała, śmieszna, do nóg chłopaka, jakby pierwsza ze swego rodu zrozumiała potrzebę samobójstwa. Gdy zabiją wszystkie jej dzieci, wylatuje na drzewo, odwiedza puste gniazdo i kręcąc się na nim wokoło, myśli nad czymś… […] Czemby się ugasiła ich piekielna, niezgruntowana, okrutna, nieświadoma boleść, jakby przepędzili dzisiejszą noc sami w pustych swych gniazdach, gdyby nie to boskie, nie to wspaniałe, dobrotliwe, najlepsze z praw przyrody – mądre prawo zapomnienia? Dla nich «żyć» znaczy «zapomnieć» – i dobra przyroda pozwala im zapomnieć natychmiast…”[3]. Zakończenie jest patetyczne, bo pisarz–realista był wrażliwy.
*
Równie wrażliwy jego rówieśnik, filozof i myśliciel religijny Marian Zdziechowski pisał: „cierpienia człowieka […], które w tak wstrząsających obrazach przedstawiał Dostojewski, mogą być tłumaczone z pomocą pojęć upadku, grzechu, kary, próby doczesnej i wiekuistej zagrobowej szczęśliwości. Nie tłumaczy to jednak cierpienia zwierzęcia pod panowaniem człowieka […]. Oto idę ulicą i widzę woźnicę, który katuje konia obarczonego ciężarami, albo widzę oprawcę, chwytającego przerażone skowyczące psy; staje przede mną żywy obraz tego, co je czeka – i z trudem, i mozołem wzniesiony gmach rozpada się, trzeba znowu od początku zaczynać i budować…”[4]. Gdyby ktoś miał kłopot z cytowanym tu gmachem – wyjaśniamy, że chodzi o gmach „wiary w Boga”, który się rozpada, ilekroć Zdziechowski widzi cierpienia zwierząt zadawane im przez człowieka.
*
Z przytoczonych fragmentów można by wnosić, że dręczenie zwierząt to zamierzchła przeszłość, wszak nasz przywódca co rusz daje przykład właściwego do nich stosunku – np. podczas sesji sejmu ogląda album z kotami. Jak na ironię albo na przekór jego podwładni często demonstrują niewłaściwy stosunek do zwierząt. Starszy polityk „przywiązuje psa do haka holowniczego i wlecze go na linie za samochodem. Zwierzę biegnie, potem traci siły i przewraca się. Samochód jedzie dalej. […] Były senator PiS z Pomorza Waldemar B. zamordował swojego psa, wlokąc go na linie za samochodem. Sekcja zwłok zwierzęcia potwierdziła liczne obrażenia narządów wewnętrznych, które spowodowały niewydolność krążeniowo-oddechową i w efekcie śmierć. Prokurator postawił byłemu senatorowi zarzut znęcania się ze szczególnym okrucieństwem, za co grozi kara do pięciu lat więzienia”[5].
Zachowanie senatora[6] – byłego, czy aktualnego to bez znaczenia – przypomina zabawy miejskich i wiejskich dzieci, dawniej i dziś. Przywiązują one młodemu kotu do ogona metalową puszkę i patrzą, co się będzie działo. Zwierzę przyzwyczajone do zabaw jest wystawione na próbę szaleństwa, która kończy się zawałem (jak u człowieka), albo traumą kwalifikującą je do przytułku. W dobie powszechnej motoryzacji człowiek dorosły (i pewnie dojrzały?), przedstawiciel najjaśniejszej Rzeczypospolitej ciągnie za samochodem psa …
W Świętochłowicach matka dwójki dzieci „została oskarżona o zabicie psa ze szczególnym okrucieństwem oraz wcześniejsze znęcanie się nad zwierzęciem. […] Okazało się, że zwierzę zostało brutalnie zabite. Łapy były skrępowane taśmą, a pysk został obwiązany smyczą. […] Zdaniem sądu, nie doszło do zabicia ze szczególnym okrucieństwem”[7].
Wszystko to dzieje się w kraju na wskroś katolickim, w którym Kościół wspiera hodowle norek, jest za ubojem rytualnym, ma kapelanów w kołach łowieckich, którzy sami polują – często z ambon… A kiedy samotna kobieta zwierza się księdzu „po kolędzie”, że chciałaby pochować swoje dwie przyjaciółki – suki, zastrzelone przez myśliwych, kapłan kategorycznie odradza jej taką ceremonią, sugerując ciężki grzech [8].
*
Niechęć do zwierząt wkrótce zyska formę instytucjonalną, ponieważ władza robi z niej nowy rodzaj ideologii – na wzór wcześniejszych, które się już zgrały. Oto wiceminister edukacji i nauki Tomasz Rzymkowski jest zaskoczony i zbulwersowany informacją, że podręcznik szkolny pokazuje przykłady łamania praw zwierząt i tak rzecz komentuje: „Według nauki, prawo jest przypisane Bogu i ludziom. Jest prawo boskie, które nazywane jest także naturalnym, wynikające z systemów wartości, którymi żyje dane społeczeństwo”.
Dr prawa argumentuje, że w naukach prawnych nie ma czegoś takiego jak „prawa zwierząt”[9]. W innym miejscu jako „pełnomocnik rządu do spraw kształcenia ogólnego i nadzoru pedagogicznego” dodaje, że „od najmłodszych lat powinna być wpajana (Polakom – JS) podmiotowa rola człowieka, a nie lewicowa idea praw zwierząt, która zrównuje prawa człowieka i zwierząt”. Zachowania ich miłośników uważa za „nie do końca rozsądne”, ponieważ zapominają o człowieku.
Jeszcze dalej idzie minister jego szef, profesor prawa (po KUL-u), który broni podwładnego: „Zwierzę nie jest podmiotem prawa. Podmiotem prawa jest człowiek i ma obowiązki wobec zwierząt, ale nie ma praw zwierząt. Jeśli ktoś tak mówi, to fałszuje rzeczywistość”. Minister nie jest konsekwentny jako przeciwnik upodmiotowienia zwierząt, skoro się na nie powołuje, broniąc polskiej rodziny: „jaka jest podstawowa funkcja rodziny, to wiedzą nawet dziki w zaroślach”[10]. Znając dobrze środowisko dzika minister zapewne też poluje…
*
Zwierzęta, choć wydają z siebie głos, nie mają głosu. Nie mogą się też domagać praw, skoro dla chrześcijaństwa są niższym rodzajem stworzenia. Jednak niektórzy chrześcijanie, także katolicy są świadomi rozziewu (łac., hiatus) między zasadami, jakie głosi wiara – a praktyką życia. Francuski prawnik Rene’ Guyon (1876-1963) pytał sto lat temu: „Czyżby nauka chrześcijańska sprzeniewierzyła się zasadom swoim, gdyby przykazanie miłości rozciągnęła na wszystko, co żyje, czuje, cierpi?[11]
W Polsce „naukę chrześcijańską” od jakiegoś czasu zastępuje ideologia spod znaku krzyża. W związku z tym trzeba się spodziewać, że coraz większe obszary życia ludzi (zwierząt, drzew, roślin…) będą mieć wymiar ideologiczny. Dotychczasowe rewolucje pokazują, że walcząc z ideologią, walczą z konkretnym bytem, a nie „zbiorem światopoglądów”[12].
JS
Fladry (l. poj. fladra) – sznury z przywiązanymi kawałkami jaskrawego materiału, stosowane w trakcie polowań ↑
Ukazało się w roku 1895. ↑
Marian Zdziechowski, O okrucieństwie, http://www.armoryka.pl/ ↑
Wiadomość z Internetu ↑
Słowa senat i senator pochodzą od łacińskiego senex – stary, doświadczony, ew. mądry? ↑
Też Internet, gdzie od takich przypadków aż się roi. ↑
W scenie z filmu Pokot Agnieszki Holland. ↑
Wypowiedź dla ”Naszego Dziennika”. Któryś z przytomnych komentatorów zauważył, że w naukach prawnych nie występuje również „prawo boskie”, a manipulacja wiceministra polega na tym, że je utożsamia z prawem naturalnym. ↑
Tak mówił Przemysław Czarnek, zanim został ministrem edukacji i nauki, podczas wykładu na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim w 2019 roku (https://tvn24.pl ↑
La Cruaute’, s 82. ↑
Definicja ideologii; por. Wikipedia. ↑

Poruszające i bardzo potrzebne przypomnienie. Moja ulubiona teolożka siostra Elizabeth Johnson napisała w 2014 roku uroczą książkę by uczcić pamięć Darwina, „Ask the Beasts. Darwin and the God of Love”, jej tytuł nawiązuje do Księgi Hioba rozdz. 12, wers 7: „Zapytaj zwierząt – pouczą”. Miłosz wzorując się na tłumaczeniu Cylkowa jest bliższy oryginału i jest bardziej konkretny: „Spytaj tylko bydła, a ciebie nauczy, i ptactwa niebos, a tobie opowie”. A przecież można iść dalej i wsłuchiwać się w głos psa i kota by wiedzieć, co w życiu jest ważne. Polittycy nie pytają, oni tylko słuchają, co mówi ten ważnijeszy, a zwlaszcza najważniejszy (nie o Bogu, ale o polityku mowa!).
Okrucieństwo pojawia się gdy upada kultura. Właśnie taki moment upadku przeżywamy od 2015 roku.
Onego czasu narosło w świątobliwym Eulogosie poczucie konieczności odmiany swego żywota. W całej okolicy pogan już i ze świecą nie znajdziesz, wysiloną pracą pobożnego mnicha wszelkie nawet ślady pogaństwa w proch się obróciły. Cóż miał uczynić zatem niezmordowany bojownik Pański? Ruszył przez pustynię – za nią, jak wieść niosła, żyli jeszcze jacyś poganie, których można by nawrócić. Szedł tedy Eulogos przez pustynię, rytm drogi chodakami odliczając, a aby mu się nie dłużyło, z niesionego przed sobą Pisma święte teksty czytał, od czasu do czasu dla odmiany psalmy pośpiewując. Lata walki z zabobonem wzrok mu już nieco sterały, więc trzymał Księgę przed sobą w niedużej odległości. O drogę nie dbał, licząc na prowadzenie Najwyższego.
W jakimś momencie zatrzymać się jednak musiał, uderzywszy Księgą w coś, co zdecydowany opór stawiło. Po rąk opuszczeniu widok przerażający ukazał się oczom jego: oto przeszkodą była szczęka lwa! Drapieżna bestia stała tuż przed nim, okrutne zęby szczerząc i oblizując się łakomie.
Ciężkie terminy nie były dla świątobliwego mnicha niczym nowym. Szybko schował Pismo za pazuchę, wzniósł ręce do nieba i cały się oddał błagalnej modlitwie:
– Panie mój! Natchnij, proszę to dzikie zwierzę uczuciami chrześcijańskimi!
Zaprawdę, piękne były karty życia świątobliwego Eulogosa! Nie dziwi więc nas, maluczkich, że prośba została wysłuchana. Jeszcze nie przebrzmiały echa inwokacji, jak huknął grom i stał się cud! Oto dziki lew pada na kolana i zwraca się ku Panu z pokorną modlitwą:
– O Panie, racz pobłogosławić posiłek, który za chwilę spożyję!
Swietne podsumowanie ludzkiego okrucienstwa i glupoty, majacego glebokie zakorzenienie w Polsce. .Potwierdza, ze najwiekszym bledem natury bylo stworzenie czlowieka.
Na prośbę autora komentarza:
Jako dziecko jeździłem do krewności na Kaszubach i widziałem zachowania wobec zwierząt, które nie wynikały z jakiegoś okrucieństwa osób, ale zupełnej niewrażliwości na cierpienia zwierząt – bezsprzecznie tradycyjne chrześcijaństwo ma w tym swój udział – czyli jednak jakaś humanizacja świata zachodzi, skoro dzisiaj odbieram to jako zbrodnię.
kaszuba
Święty Franciszek wygłaszał kazania do ptaków, opowiadania Hemingwaya spływają krwią zadżganych wołów i byków.To jedne z niezliczonych przykładów traktowania przez człowieka braci mniejszych.Nigdy nie było i nie będzie jednoznacznego spojrzenia na cierpienia zwierząt.
I chwała Stwórcy, że obdarzył je niepamięcią.
Mnie bardziej zastanawia, co będzie następnym celem ataków nienawistnej furii i opętanych ataków pana prezesa. Moim zdaniem paranoja wodza z bożej łaski będzie się pogłębiać. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku Józefa Wissarionowicza. Tamtego otaczali spiskowcy, którzy czyhali na jego życie (tylko w jego głowie), w przypadku geniusza z Żoliborza spiskowcy zabili jego brata (również tylko w jego urojeniach). Pewnie dewolucja zacznie zjadać swoje dzieci, aż w końcu zeżre się sama. Jak suweren chce dajmy rządzić PiS trzecią a nawet czwartą kadencję. Im więcej będzie papieża i świętych dziewic, tym przyszłe pokolenia będą zmierzać bardziej ku cywilizacji śmierci.