Zbigniew Szczypiński: Państwo nomenklaturowe6 min czytania

()

08.05.2021

Photo by sebo106 on Pixabay

Były czasy, nie tak znowu odległe, w których sformułowano zasadę, że to kadry decydują o wszystkim. W praktyce zaowocowało to utworzeniem nomenklatury partyjnej, grupy ludzi, których podstawowe kompetencje wyrażały się w ślepym posłuszeństwie wobec partii a w praktyce wobec aktualnego przywódcy tejże. Nie liczyła się wiedza i doświadczenie – te akurat wartości były przeciwskazaniem – tacy ludzie nie byliby skłonni do realizacji każdej decyzji kierownictwa partii, nawet tych najbardziej absurdalnych i sprzecznych nie tylko z prawem, ale i zdrowym rozsądkiem. Myślenie zarezerwowane było dla kierownictwa; a w praktyce to wódz wyznaczał cele i kierunki dla wszystkich, partii i narodu.

Najważniejszą była wola polityczna wodza, to on, jak nikt inny wiedział, co jest dobre, a co nie dla narodu. Naród wybierał partię głoszącą swój program i to wola narodu była legitymacją do działań zwycięzców. Proste i logiczne.

Ale to jest prostota cepa – bardzo, w swoim czasie potrzebnego narzędzia pracy rolników służącego do młócenia i pozyskiwania ziarna zbożowego – podstawowej wartości i celu chłopskiej gospodarki.

Mamy inne czasy, inne są narzędzia, a nawet cele ludzkich społeczności. Władza w systemie przedstawicielskim pochodząca z wyborów powszechnych realizuje swoje cele z poszanowaniem woli mniejszości.

Ta mniejszość jest w naszym wypadku większością: na zwycięskie ugrupowanie głosowała mniejszość uprawnionych obywateli. To przyjęta ordynacja wyborcza i system przeliczania głosów na wynik sprawia, że partia mająca 40% poparcia w wyborach przy 50% frekwencji zdobywa władzę i prawo do samodzielnego rządzenia. Tak się stało w 2015 i 2019 roku. Zjednoczona Prawica rządzi w wyniku wygranych wyborów. W 2015 dzięki temu, że Lewica nie przekroczyła 8% progu wymaganego dla koalicji (to była koalicja z Palikotem) co, zgodnie z systemem przeliczania liczby głosów na liczbę mandatów dało Zjednoczonej Prawicy możliwość samodzielnego rządzenia. Wygrana w 2019 jest jednak potwierdzeniem tego, że Polakom odpowiadają rządy Jarosława Kaczyńskiego. Taka jest brutalna prawda, w takiej rzeczywistości żyjemy i dopóty dopóki PiS nie przegra, to jest – jak jest, a nawet będzie jeszcze gorzej.

Wróćmy do początkowej tezy o kadrach, o tym, jacy ludzie w tym systemie obejmują ważne, a nawet najważniejsze stanowiska w państwie. Niech za przykład posłuży reakcja na ostatni wyrok Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w sprawie polskiej praworządności. Merytorycznie sprawa jest elementarnie prosta – ETPC na podstawie europejskiego prawa zgodnie z obowiązującymi Polskę traktatami orzekł, że wyrok Izby dyscyplinarnej Sądu Najwyższego wydany z udziałem sędziego-dublera jest nieważny. Tak zdecydował ETPC – sąd Unii Europejskiej, której Polska, na razie jest członkiem.

Pani magister Julia Przyłębska obsadzona na stanowisku prezesa Trybunału Konstytucyjnego wolą prezesa, określona przez niego jako towarzyskie odkrycie roku, bez mrugnięcia okiem oświadczyła publicznie, że wyrok jest nieważny, że ETPC wyszedł poza swoje kompetencje, a jego orzeczenie nie wywołuje żadnych skutków prawnych. Tak już wcześniej mówił magister Ziobro, pełniący urząd ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego.

I to jest to – takich ludzi nam trzeba. To doskonała ilustracja tego, „że nie matura a chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Tak można było mówić w czasach bezpośrednio po wojnie, w której wyginęła polska inteligencja; ale nie teraz, w 2021 roku, gdy jesteśmy od kilkunastu lat członkiem UE.

Zastanawiam się – jakim trzeba być człowiekiem, aby mimo takich różnic w poziomie kompetencji powiedzieć to, co wyżej. Jedynym wyjaśnieniem może być, według mnie, jedynie to, że pani Julia Przyłębska ma pewność – dla niej autorytetem najwyższym jest autorytet prezesa. Prezesa i nikogo innego, tak myśli prawdziwy żołnierz na rewolucyjnym froncie walki o lepszą Polskę, o dostatek i szczęście katolickiego narodu broniącego swoich chrześcijańskich korzeni przed zepsuciem i lewactwem płynącym z Zachodu.

Pani Julia Przyłębska nie jest sama, równie stanowczo wypowiedział się do kamer i mikrofonu jeden z wiceministrów w resorcie Zbigniewa Ziobro, też magister. Powiedział to samo, ale dodał, że ten wyrok jest z inspiracji polskiego sędziego, zajmującego aktualnie wysokie stanowisko w europejskim trybunale. Ta sama buta, ale wzmocniona insynuacją. Ten młody człowiek, nazwiska nie wspomnę, bo nie warto, realizuje wolę polityczną swojego wodza – ministra i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.

System nomenklatury występuje na różnych poziomach. To cala piramida – od wodza do wójta. Tu akurat jest porządek wyjątkowy.

Jest jeszcze jeden poziom, poziom najwyższy. To urząd prezydenta RP. Prezydentem Polski został doktor nauk prawnych Andrzej Duda. Jego pierwsza kadencja była zaskoczeniem dla wszystkich, również dla prezesa, który go nominował. Ale i dla samego Andrzeja Dudy. To jak ją pełnił – pokazało wyraźnie, dlaczego Jarosław Kaczyński wymyślił go jako kandydata. To miał być taki mały człowiek, o którym najlepiej wypowiedział się promotor jego pracy doktorskiej, wskazując na niesamodzielność i całkowitą sterowalność. Andrzej Duda nie był faworytem w pierwszych wyborach, jego przegrana nie byłaby zaskoczeniem. Nikt z ważnych ludzi w PiS nie podjął ryzyka walki z Bronisławem Komorowskim, który zdaniem wielu wygraną miał w kieszeni.

Andrzej Duda został prezydentem.

Wydawało się, że słaby prezydent w pierwszej kadencji wykaże charakter w drugiej, gdy już może być sobą, gdy odpowiada, jak sam mówił, przed Bogiem i Historią.

Ale nie można wykazać czegoś, czego się nie ma. Prezydent jest nadal urzędnikiem spełniającym wolę naczelnika.

Przez wiele lat zajmowałem się doborem i szkoleniem kadr kierowniczych. Całe moje doświadczenie wskazuje, że mamy do czynienia z systemem samopotwierdzenia się, przenoszenia w dół wzorów panujących na samym szczycie władzy. Takie systemy nie zmienią się bez zmiany wodza. Żadne gry i zabawy ludu polskiego nie przyniosą przewrotu. System nomenklaturowy obrośnie interesami i pieniędzmi dawanymi swoim – tak, że poprawność polityczna wzmocniona zostanie interesem własnym i rodziny.

Jedyne optymistyczne jest to, że żaden system nie trwa wiecznie. Przypomnę zdanie, jakie powtarzaliśmy w głębokim PRL – nic nie trwa wiecznie, nawet Związek Radziecki.

I co? Nie ma już Związku Radzieckiego ani innych podobnych systemów, co też wyznaczały sobie taki horyzont.

Zbigniew Szczypiński

Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

8 komentarzy

  1. narciarz2 08.05.2021
    • z.szczypinski@chello.pl 09.05.2021
    • slawek 13.05.2021
  2. slawek 08.05.2021
    • narciarz2 08.05.2021
    • z.szczypinski@chello.pl 09.05.2021
  3. Anna Strzałkowska 10.05.2021
    • z.szczypinski@chello.pl 10.05.2021