22.08.2021
Wydanie niedzielne, ale mimo to Drugi Obieg powie wreszcie,
co o tym wszystkim myśli
Z CYKLU: BEZUŻYTECZNE WYNALAZKI
1. Popularnonaukowe pismo „Focus” (https://www.focus.pl/…/AI-rozpozna-psychopate-na…) donosi „Sztuczna inteligencja rozpozna psychopatę na podstawie ruchów głowy”.
Phi!
D.O. już od dawna i bez pomocy sztucznej inteligencji doskonale rozpoznaje psychopatę na podstawie ruchu warg!
Z CYKLU: WŁOS SIĘ JEŻY
2. Niemiecki „Bild” (https://www.bild.de/…/der-speiseplan-der-queen-irre-was…) wyjawia, co angielska królowa je i co pije.
Po zapoznaniu się z jadłospisem, D.O. czuje się upoważniony do stwierdzenia, że przekonanie, jakoby cysorz to miał klawe życie jest nieprawdziwe.
Autorzy artykuły powołują się głównie na książki Briana Hoeya pt. „At Home with the Queen”, czyli „W domu z królową”, Charlesa Olivera, z którego pamiętników stworono książkę „Kolacja w Pałacu Buckingham”oraz na świadectwa różnych członków rodziny królewskiej. Wynika z tego, że na śniadanie w prywatnej jadalni Pałacu Buckingham, Her Majesty spożywa filiżankę herbaty Earl Grey – bez mleka i cukru, a do tego tost z dżemem. Czasami może to być jogurt z syropem klonowym lub musli. Wstyd powiedzieć, ale przy jedzeniu czyta gazetę. Nie zdradzono, którą, ale D.O. podejrzewa, że może to być „Daily Mail”.
Ale, ale… W wyjątkowe dni Jej Królewska Wysokość lubi sobie wtrząchnąć kippersa.
I tu większość z P.T. Czytelników zapyta: „A ki diabeł jest ten kippers”?
D.O. już odpowiada: kippers to jest uwędzony śledź bez głowy i flaków, którego następnie się otwiera i rozpłaszcza, smaży, a do usmażonego wrzuca się jajko sadzone (patrz zdjęcie poniżej).

D.O. jest przekonany, że jedzenie kippersa to zbędna fatyga, ponieważ zbliżony efekt można uzyskać, uderzając się młotkiem w brzuch.
Rybę królowa spożywa często także na obiad, z warzywami, najchętniej solę z Dover na szpinaku. Jak informuje były chef jej kuchni Darren McGrady, królowa unika natomiast makaronów i ziemniaków, co jest dość dziwne, zważywszy jej niemieckie pochodzenie.
Popołudniowa herbatka jest święta. Do herbatki lubi dostać biszkopt miodowo-kremowy, piernik lub ciastko czekoladowe. Królowa lubi też jeść pensy z dżemem. Nie, nie metalowe monety o niskim nominale, ale małe kanapki z konfiturą malinową, rozmiarem i kształtem przypominające staroangielskiego pensa. Ale wcześniej równie święte, co herbatka, są kanapki z wędzonym łososiem, zwieńczone ogórkiem, majonezem lub szynką, a nas wierzch odrobina musztardy.

No, mniam!
Ekspert Adels Alexander von Schönburg opowiedział Bildowi, że książę Karol wyznał mu kiedyś: „te legendarne kanapki z ogórkiem są oczywiście podawane z odciętymi narożnikami! Nigdy, przenigdy nie było toastów kwadratowych, ponieważ stary przesąd mówi, że jeśli ktoś poda nam kanapkę kwadratową, będzie to zapowiedź, że ktoś próbuje obalić nas z tronu”.
Były chef McGrady dodaje, że obok ryb królowa uwielbia „dziczyznę, stek gaelicki (?) lub stek z polędwicy z grzybowym sosem na whisky”. Kiedy mieszka w zamku Balmoral w Szkocji, jada łososia z pobliskiej rzeki, kiedy jest w Sandringham – swojej wiejskiej posiadłości na wschodzie Anglii – żąda dziczyzny lub bażanta.
Mr. McGrady dodaje, „Mamy dużo tradycyjnych francuskich potraw, takich jak halibut na szpinaku z sosem Mornay”. D.O. zrozumiał, skąd wzięły się tak liczne konflikty zbrojne między sąsiadami z obu stron Kanału La Manche, czy, dla parytetu, British Channel.
Na deser królowa uwielbia truskawki z Balmoral i białe brzoskwinie, ale nie pogardzi czekoladą.
OK, to papu, a jakie drinki?
Wiele wskazuje na to, że nie tyle jakie, ile ile. Według „The Independent” – pisze Bild – królowa częstuje się czterema drinkami, każdego dnia o ściśle określonych porach: przed obiadem pije coś w rodzaju koktajlu z ginu i Dubonnetu, z dużą ilością lodu i przyozdobionego kawałkiem cytryny, na lunch kieliszek lub dwa wina, a wieczorem wytrawne martini. Przed snem, na dobranoc – kieliszek szampana.
Bild kończy swoją relację dowcipem, rzuconym z typowo niemiecką lekkością – „Gin save the Queen!
3. Pozostając w kręgu sławnych i bogatych, to „Today on Line” podnieca się faktem, że „podobno” żona Jackie Chana, była tajwańska bogini ekranu Lin Fengjiao, wydaje prawie 50 tysięcy dolarów rocznie na francuską bieliznę (https://www.todayonline.com/…/jackie-chans-wife-lin… )
„Choć dekady temu przeszła z show-biznesu na emeryturę, 68-latka od czasu do czasu trafia na pierwsze strony gazet ze względu na swą siłę nabywczą”. Ulubiona firma gorseciarska pani Lin Fengjiao to „Chantelle”.
Z CYKLU: CO D.O. O TYM WSZYSTKIM MYŚLI
4. Z sondażu Reuters/Ipsos wynika, że w ciągu zaledwie trzech dni popularność prezydenta Joe Bidena spadła o 7 punktów, z 53 do 46% (https://www.reuters.com/…/biden-approval-drops-lowest…/).
Z kolei z sondażu przeprowadzonego przez firmę Morning Consult dla Politico (https://morningconsult.com/…/afghanistan-withdrawal…/ ) wynika, że wsparcie dla wycofania wojsk z Afganistanu spadło z 69% w kwietniu do 49% w tym tygodniu. Tylko 25% respondentów uważa, że ewakuacja przebiega pomyślnie.
4. D.O. jest stary i wie, że za najdalej tydzień Afganistan zniknie z pierwszych stron gazet, tak, jak wcześniej zniknęła Syria, Irak, Mali, Czad, Republika Środkowoafrykańska, Sahara Zachodnia, a nawet i Polska.
D.O. serdecznie współczuje Afgańczykom, niezależnie od tego, z której z licznych, zamieszkujących ten kraj etni się wywodzą. Afgańczycy i — zwłaszcza — Afganki mają przechlapane na lata, dekady, być może stulecia. Światli Afgańczycy i ludzie obdarzeni empatią mówili, że okres od 2001 r., tj. od inwazji Amerykanów i ich sojuszników do ubiegłej niedzieli, to był najlepszy okres w historii Afgańczyków. Ale to se długo, długo ne vrati.
D.O. jest świadom, że Afganistan znów może stać się wylęgarnią i eksporterem islamistycznego terroryzmu i że niemal na pewno świat będzie miał niejeden kłopot z wyprodukowanym w tym kraju produkcją i eksportem opium i jego pochodnych.
Ale – i to zabrzmi cynicznie, ale D.O. chce wyłożyć sprawę jasno – Afganistan jako taki nie wpłynie w sposób decydujący na losy świata. Może jednak być zapalnikiem potężnego ładunku, który znany nam świat wywali do góry nogami.
Ponieważ wypadki w Afganistanie mogą wysadzić z siodła Joe Bidena. I gdyby to była „normalna” Ameryka, ta, jaką znaliśmy od zakończenia Wojny Domowej, nikt by się specjalnie nie przejmował, że Demokratę zastąpi Republikanin. Ale to nie jest już „normalna” Ameryka. To kraj, który stoi na krawędzi eksplozji, na krawędzi wojny domowej, rozpadu, czy jakiegokolwiek innego kataklizmu, wynikającego z faktu, że Partia Republikańska jest ugrupowaniem radykalnie prawicowym, niejeden by powiedział „faszystowskim”. A co tacy ludzie mogą zrobić krajowi i społeczeństwu, tego Polakom tłumaczyć nie trzeba.
Trump ucieszył się z dealu z talibami, ponieważ otrzymał od nich niczym niepoparte zapewnienie, że będą oni zwalczać „Państwo Islamskie” oraz Iran i kazał wycofać wojsko z Afganistanu. Bidenowi natomiast podszepnięto, że kiedy pójdzie w ślady Trumpa i wycofa tę reszteczkę żołnierzy, która jeszcze w Afganistanie pozostawała, to ten gorący kartofel będą sobie przerzucały z rąk do rąk Rosja i Chiny. Wdepną tam, jak w bagno i to odwróci ich uwagę od konfrontacji z USA.
Być może tak się stanie, ale D.O. ma zbyt mało fantazji, by wyobrazić sobie, co musiałby zrobić jeszcze Joe Biden, by odwrócić odium, jakie spadło nań po blitzkriegu talibów.
God save Biden, bo jeśli światu zabraknie ostoi demokracji, to jedyną nadzieją ludzkości będzie totalna wojna między Rosją a Chinami.
5. Ale zanim to wszystko się stanie, carpe diem i dowiedz się czegoś więcej o talibach, P.T. Czytelniku. Tak, jak nalegał, byś zapoznał się z PRAWDZIWYMI Przykazaniami boskimi np. pod hasłem „Dekalog” w Wikipedii, tak nalega, byś przeczytał uważnie w tejże Wikipedii hasło „szariat” (szari’a, droga prowadząca do wodopoju), czyli to, co ogólnikowo, powierzchownie, nazywamy „prawem koranicznym”. Może być po polsku, ale znacznie kompletniejsze wersje wyjaśnień są w innych językach. A potem, idąc za ciosem, byś przeczytał uważnie Biblię, zwłaszcza wskazówki tzw. Starego Testamentu i porównali ze wskazówkami szariatu, sunną i kijasem (qyias).
D.O. zrobiłby to sam, ale zauważył, że tematyka nieco bardziej złożona intelektualnie odstrasza P.T. Czytelników.
Z CYKLU: DYPLOMACI
6. Wiceprezydentka Kamala Harris, po tym, jak postała wraz z Antonym Blinkenem, jak lala, podczas piątkowej, drugiej już próby usprawiedliwiania się przez prezydenta Bidena za sytuację w Afganistanie, ruszyła w podróż do Azji, a konkretnie do Singapuru — niezwykle ważnego, globalnego hubu finansowego, obsługującego Chiny — oraz do Wietnamu. Po 1975 r., czyli klęsce USA w Wietnamie, wizyty amerykańskich oficjeli w tym kraju zawsze były headlinem. Teraz, dodatkowo, podróż ta nabiera globalnego znaczenia geopolitycznego, ponieważ Wietnam pozostaje w sporze z Chinami (które pokonał militarnie w wojnie z 1976 roku, o czym mało kto wie; https://pl.wikipedia.org/wiki/Wojna_chi%C5%84sko-wietnamska) o obszerną połać akwenu Morza Południowochińskiego, które bratnia partia z Pekinu sobie zaanektowała. No, a wiadomo, że wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. A dla USA, czy to będzie administracja republikańska, czy demokratyczna, jest oczywiste, że ich prymatowi w świecie zagrażają wyłącznie Chiny.
7. Frankfurter Allgemeine Zeitung (https://www.faz.net/…/urlaub-statt-afghanistan-kritik… ) pastwi się nad ministrem Spraw Zagranicznych Wielkiej Brytanii Dominikiem Raabem: „Kiedy talibowie przejęli kontrolę nad Afganistanem, brytyjski minister spraw zagranicznych Dominic Raab bawił się na plaży na Krecie. Przynajmniej tak donosił Daily Mail, powołując się na ‘świadków’. Według Daily Mail prosił podwładnych, aby pod żadnym pozorem mu nie przeszkadzali. MSZ usiłowało zmusić go do odwołania urlopu i skontaktowania się z afgańskim ministrem spraw zagranicznych Mohammadem Hanifem Atmarem, aby przygotował ratunek dla tłumaczy, którzy pracowali dla Brytyjczyków w Afganistanie. Ale ministerstwo Spraw Zagranicznych poinformowało w czwartek, że Raab przekazał ten obowiązek sekretarzowi stanu z MSZ-cie Zacowi Goldsmithowi.
FAZ cytuje słowa konserwatywnego posła, który powiedział, że minister spraw zagranicznych „zasnął za kierownicą”.
D.O. jest już gorzko zrezygnowany i nie będzie komentował zaangażowania polskiego ministra SZ, nie będąc pewien się on teraz nazywa, ale będąc pewnym, że jest żarliwym katolikiem.
Z CYKLU: POROZMAWIAJMY O PIENIĄDZACH
8. Różne media zastanawiają się, skąd się biorą pieniądze talibów? No – brzmi odpowiedź – głównym źródłem dochodów są Stany Zjednoczone, które wpakowały w wojnę prawie 2 biliony $ i część tej sumy trafiła nolens volens do pobożnych uczniów Pisma. Niemal całe uzbrojenie talibów to jest w sumie dar US Army, dar przekazany za pośrednictwem tzw. Armii Afganistanu. Inne źródła? Według jednego z przywódców talibów mułły Mohammada Yaqooba (a także z poufnego raportu NATO) w 2020 roku talibowie mieli dochody w wysokości około 1,6 miliarda dolarów. Podobno talibów i ich sympatyków jest nie więcej niż 100.000, a to oznacza, że na jednego taliba przypada 16. tys. dolarów, co w tamtej części świata stanowi kawał grosza. Liczba ta robi tym większe wrażenie, że „państwo afgańskie” w tym samym roku zarobiło 5,5 miliarda dolarów, czyli trzy razy więcej, a Afgańczyków jest ponad 34 miliony, co daje 161 dolarów na głowę nie-taliba.
Analiza opublikowana przez Hanifa Sufizadę z centrum badań nad Afganistanem na Uniwersytecie Omaha w magazynie „The Conversation”, (https://theconversation.com/the-taliban-are-megarich…), wskazuje, że z tych 1,6 miliarda największa część, prawie jedna czwarta, pochodzi z produkcji i sprzedaży narkotyków. 84% światowej produkcji opium (od heroiny do haszyszu) pochodzi z Afganistanu. Talibowie kontrolują cały łańcuch dostaw i nakładają 10-procentowy „podatek” na każde z jego ogniw, od chłopów uprawiających mak po handlarzy, którzy wywożą narkotyki z kraju.
Kolejna duża część dochodów talibów, mniej więcej 400 milionów dolarów, pochodzi pośrednio z licznych i bardzo bogatych afgańskich kopalń. W górach kraju kryją się żelazo, marmur, miedź, złoto, cynk i pierwiastki ziem rzadkich, które stanowią jedyny potencjalnie bardzo dochodowy sektor gospodarczy kraju. Oczywiście Talibowie nie zajmują się bezpośrednio eksploatacją i wydobyciem, ale nakładają bardzo ciężkie „podatki” na firmy, które to robią.
Są też dochody półlegalne: spekulacje na rynku nieruchomości, eksport, handel zabytkami i minerałami, częściami zamiennymi do samochodów; to kolejne 300 milionów dolarów.
Według Sufizady, 500 milionów to darowizny od zamożnych prywatnych sympatyków, jak i tzw. organizacji charytatywnych z Bliskiego Wschodu oraz pośrednio od krajów wrogich Stanom Zjednoczonym, takich jak Rosja, Iran, Arabia Saudyjska i Pakistan. Pozostałe 100 milionów to przychody z podatków, pobieranych na obszarach, które podbili i na których ustanowili swoje rządy. Wśród podatków jest „ushr” – czyli 10-procentowy podatek od żniw rolników i „zakat”, 2,5-procentowy podatek majątkowy. No i jeszcze podatek drogowy, od działalności gospodarczej itp.
No i teraz dojdzie jeszcze 5,5 miliarda ze skarbu państwa.
Talibom tam i talibom tu niczego nie brakuje.
9. A jakie są źródła finansowania bratniego reżimu północnokoreańskiego, z którym łączy nas tak wiele, począwszy od partyjnej telewizji?
Pisze o tym w Le Monde Marjolaine Grappe, laureatka Albert-Londres Prize 2018 dla najlepszego reportera francuskojęzycznego (https://www.lemonde.fr/…/coree-du-nord-les-hommes-du…)
Reżim wysyła około 150 000 obywateli za granicę, by ukrycie finansować reżim i jego program nuklearny. W 2018 r. bank centralny Seulu (Korea Południowa) oszacował, że PKB Korei Północnej rosło co roku średnio o 1,24%, odkąd na czele bratniej partii stanął Kim Dzong-un. Ten wzrost to głównie zasługa Chin, które są pierwszym partnerem gospodarczym KPN; wymiana z ChRL to 80% handlu zagranicznego Pjongjangu.
Większość ze 150.000 północnokoreańskich robotników reżim wysyła do Chin, Rosji, ale także w inne miejsca na świecie, w tym do Polski, o czym kilka lat temu pisały nasze media (np. Newsweek: https://www.newsweek.pl/…/robotnicy-z-korei…/ny9np3n).
Marjolaine Grappe udało się dotrzeć i porozmawiać z kilkoma północnokoreańskimi uchodźcami, którzy w przeszłości pracowali za granicą. Opowiedzieli, jak reżim ich kontroluje, jak umieszcza pod specjalną obserwacją rodziny wysyłanych za granice, żeby w razie czego móc się na rodzinach zemścić za nielojalność czy ucieczkę. 70 – 80% zarobków konfiskuje reżim. Autorka oblicza, że Korea Północna zarabia w ten sposób co roku 450 mln euro. Dodaje, że ten proceder odbywa się za zgodą Chin.
D.O. podejrzewa, że przyczyniał się do finansowania bratniego reżimu, bo kiedy dwa czy trzy lata temu pojawiły się owoce morza w małych, owalnych opakowaniach z rosyjskimi napisami, zaczął je kupować, bo były bardzo tanie (ok. 4 zł za opakowanie, czyli 5 do 10 razy mniej niż konkurencyjne). D.O. wie, że głównym towarem eksportowym KPN są właśnie owoce morza z Morza Żółtego. I podejrzewa, że to były właśnie ośmiorniczki północnokoreańskie, przeznaczone na eksport do Rosji i stamtąd sprowadzone do Polski. Ale: z pudełeczek zniknęła cyrylica, a ich cena przekroczyła obecnie 22 zł za opakowanie, więc D.O. już nie finansuje reżimu w Pjongjangu. No i oczywiście nie ma pewności, czy to aby nie samodzielna produkcja rosyjska.
Jeszcze o pieniądzach:
10. D.O. wspominał o wizycie pani Merkel w Moskwie i telefonicznych rozmowach Mario Draghiego z Putinem, którego namawiał na organizację szczytu G20. Teraz magazyn ekonomiczny „Money.it” (https://www.money.it/Draghi-Merkel-Putin-reazione-Usa) tłumaczy, jaki był — jego zdaniem — prawdziwy powód, dla którego Draghi i Merkel zwrócili się do Putina. Opierając się na analizach Bloomberga, „Money.it” pisze, że powodem było rozchwianie cen gazu w Europie, najpierw duży spadek na wieść, że Nord Stream 2 zostanie lada chwila uruchomiony, potem gwałtowna zwyżka, gdy prezydent USA wydał dekret, który pozwala na nałożenie sankcji na niektóre rosyjskie rurociągi energetyczne i dwie firmy zaangażowane w projekt Nord Stream 2, potem znowu spadek, że Nord Stream dostarczy 5,6 mld m sześć. gazu do Europy jeszcze w bieżącym roku.
Nade wszystko – dodaje D.O. – europejskich liderów niepokoi fakt, że Rosja od pewnego czasu drastycznie obniżyła dostawy gazu do Europy, pozostawiając wiele krajów wyłącznie z zapasami strategicznymi. Zima za pasem, diabli wiedzą, co Putinowi może przyjść do głowy w ramach uderzania w Zachód, więc lepiej próbować go ugłaskać.
Z CYKLU: Z ŻYCIA KOSEKROWANEGO
11. Jak ostrożnie donosiły media pierwszego obiegu, arcybiskup Marian Gołębiewski został „ukarany” przez Stolicę Apostolską za „zaniedbania”. Ksiądz arcybiskup zaniedbał donieść Watykanowi i prokuraturze polskiej o „wykorzystywaniu seksualnym małoletnich” przez „niektórych kapłanów” z podległych sobie diecezji.
Ojtam, ojtam, drobne niedopatrzenie każdemu się może zdarzyć!
Arcybiskupa ukarano:
A. nakazem prowadzenia życia w duchu pokuty i modlitwy;
B. zakazem uczestniczenia w jakichkolwiek uroczystościach publicznych, zarówno kościelnych, jak i świeckich oraz
C. nakazem zapłaty tytułem pokuty „odpowiedniej kwoty” z prywatnych środków, na rzecz Fundacji św. Józefa z przeznaczeniem na prewencję i towarzyszenie ofiarom wykorzystywania seksualnego.
D.O. Dodaje, że gdyby nie bracia Sekielscy, to arcybiskup Gołębiewski mógłby nadal nie prowadzić życia w duchu pokuty i modlitwy, mógłby uczestniczyć w uroczystościach publicznych kościelnych i świeckich i byłby zamożniejszy o tę stówę, którą zapewne wpłaci na Fundację św. Józefa.
D.O. nie wie, czy nie ucierpi na tym Intronizacja Chrystusa na Króla Polski, albowiem abp. Gołębiewski był przewodniczącym Zespołu Konferencji Episkopatu Polski ds. Społecznych Aspektów Intronizacji Chrystusa Króla.
12. Washington Post informuje (https://www.washingtonpost.com/…/religious-americans…/), że bardzo religijni Amerykanie znacznie bardziej wierzą w istnienie inteligentnych form życia na innych planetach niż Amerykanie nieco mniej religijni.
13. Włoski magazyn religijny „La luce di Maria” (Światło Maryi”; https://www.lalucedimaria.it/pregare-per-150-km-e…/) zadaje pytanie, palące zapewne wszystkich wiernych: „Czy można modlić się przez 150 km”? Odpowiedź brzmi: „można”. „Z biegiem lat liczba powołań, zwłaszcza zakonnych, maleje coraz bardziej — czytamy. Ale dwie siostry i jedna z ich współpracownic nie poddały się i postanowiły odbyć podróż do Fatimy w 5 dni, aby na miejscu prosić Maryję o nowe święte powołania zakonne i kapłańskie, męskie i żeńskie”.
Przez całą drogę siostry odmawiały różaniec, nawet – jak wynika z artykułu – kiedy dzieliły się swoim doświadczeniem pielgrzymki na portalach społecznościowych. „Podczas pielgrzymki obie siostry modliły się i czuły obok siebie obecność Maryi, która powitała je z otwartymi ramionami po przybyciu do Fatimy, przedstawiając wraz z nimi ich szczególną modlitwę do Boga Ojca”.
Jacek Pałasiński

Pozycja, autorytet, zaufanie w świecie – wiadomo. Ale czy Biden nie zarobi u Amerykanów za to, że zakończył tę wojnę. Izolacjonizm w USA ciągle istnieje.