17.09.2021
Od 2015 roku (a właściwie od 2005) używam słowa „dyktatura”, na opisanie wszystkiego, co PiS robi. Śmieszy mnie i przeraża używanie zamiast tego określeń typu „demokratura” lub „demokracja autorytarna”. Szczególnie że „ciemny lud” nigdy takich słów nie pojmie. Szczególnie że to jest dyktatura.
A to słowo może lud pojmie.
Istnieje jakiś strach przed nazywaniem działań PiS po imieniu. Starałem się to określenie „dyktatura” upowszechnić. Bez większego skutku. W międzyczasie były tysiące dyskusji w TV (a TV układa ludziom w głowach), że taki, a nie inny paragraf jest niezgodny z prawem, niezgodny z Konstytucją itd. Dyskusje, których praktycznie nikt nie rozumie. Szczególnie „elektorat”.
Ciekawe rozmowy, bez nazywania rzeczy po imieniu. Strach?
Były też setki apeli o zbieranie podpisów do wniosków do premiera, władz itd., na które nikt nie odpowiadał. Dyktatura tak ma, że takie apele ma tam, gdzie niejaki Adolf miał uwagi do ustaw norymberskich, (kto rozumie, ten wie).
Były też tysiące naszych manifestacji ulicznych w obronie naszych praw lub przeciw kolejnym działaniom PiS. I nic. Dlaczego?
Bo to jest dyktatura.
I inaczej nie należy tego nazywać.
Mówi się, że to nie jest jeszcze dyktatura, bo nie aresztują opozycji, nie wsadzają do więzień, nie strzelają i że dlatego nie należy tak PiS nazywać. A znacie określenie „wojna hybrydowa”? I to jest właśnie taka nowoczesna „dyktatura hybrydowa”. Jak w Rosji, Wenezueli czy na Białorusi, czy też w wielu innych krajach świata. Kiedy wygrywa się demokratyczne wybory po raz pierwszy (demagogia, populizm, nacjonalizm, ksenofobia, religia, rozdawnictwo socjalne), a potem dyktatura „raz zdobytej władzy nigdy nie odda” – jak u nas w Polsce powiedział kiedyś pewien niesympatyczny polityk i do dzisiaj tego się prezes trzyma.
Cieszę się, widząc jak opozycja, od jakiegoś czasu przeszła od miękkich dyskusji do atakowania PiS. Ale znów banalne dyskusje o paragrafach prawa, łamaniu Konstytucji i podobne. Zamiast nazywania rzeczy i działań PiS po imieniu. Krok za krokiem na FB pojawia się mozolnie określenie „dyktatura” w stosunku do PiS.
To, kiedy „dyktatura”, jako określenie tego, co PiS robi stanie się powszechne zarówno na FB jak i w programach TV?
Jak już będzie za późno?
Przejęli sądy, prokuraturę, Wojsko Polskie, Policję, Spółki Skarbu Państwa, media TVPiS i regionalne i wszystko inne. Odrzucają z zasady wszystkie poprawki opozycji do ustaw. Zastraszają opozycje legitymowaniem i wnioskami do sądów o cokolwiek. Rozwalają gospodarkę, mianując głupków na prezesów firm państwowych. Mianują swoich popleczników wszędzie, od najniższych stanowisk. Tworząc w ten sposób milionową grupę bezwzględnego poparcia. Dając podwyżki swoim, w tym policji – jak każda dyktatura.
Krok za krokiem wywalając nas z Unii.
Tylko dla utrzymania za wszelką cenę władzy. Dla zaszczytów, kasy i dożywotniej bezkarności.
To kiedy będzie za późno? Żeby nazywać to dyktaturą?
Skoro już ta „hybrydowa dyktatura” jest. I nie gdzieś tam daleko. Tylko dookoła.



Dobre określenie – dyktatura hybrydowa.
A co do pojęcia „dyktatura” to chyba każdy inaczej je rozumie, a prosty wyborca…
Dla mnie kluczowe jest pytanie – czy gdyby PiS przegrał wybory w 2023 roku, to czy oddaliby władzę? Odpowiedź może kryć się w wydarzeniach, do których doszło w 2018 w moim województwie. Niejaki pan Kałuża (dzisiaj ten jegomość jest wicemarszałkiem woj. śląskiego) został przez PiS przekupiony. A sytuacja była taka – PiS miał 22 mandaty, KO – 20, PSL – 1, SLD – 2 . W takiej Polsce 2050 nie brakuje takich bożych ludzi. Pan Hołownia może być konserwą Pandory, albo ktoś z jego drużyny. Kościół będzie oczywistym zwycięzcą. Zjednoczona prawica jest bardzo podobna do Jednej Rosji, metody zwycięstw też jakby zapożyczone zza wschodniej granicy.
Kiedyś była „dyktatura proletariatu”.
A teraz? Dyktatura matołów?
Chociaż często mam wrażenie, że takie pustostany jak Suski czy Butapren są celowo na pierwszy front wysyłane i stają się twarzami medialnymi tej dyktatury. I wtedy inni, podobnie jak ja, z satysfakcją rozwodzić się będą nad ichnimi przymiotami intelektualnymi. A tym czasem po ciuchu idzie jeden wał za drugim. My tu załamujemy ręce nad słowotokiem „carycy” czy Terleckiego, a tam właśnie jakieś rozporządzenie bez echa przeszło, które pozwala na dalszą zuchwałą kradzież. Dyktatura cwaniaków?
Zgadzam się, że w treści tego ustroju jest dyktatura, niech będzie nawet w wersji współczesnej – dyktatura hybrydowa. Tymczaserm w formie, ze względów głównie zewnętrznych, a także częściowo wewnętrznych (w mniejszym stopniu) ta dyktatura rozgrywa się w dekoracjach demokratycznych. Trójpodział władzy jest iluzją, TK, SN i sądownictwo zostały w znacznym stopniu pozbawione atrybutów niezależności, wobec czego odgrywają role dekoracji systemu. Czwarta władza jest częściowo podporządkowana (media za przeproszeniem publiczne oraz POLSAT) a wobec części trwają przejęcia bądź podchody pod przejęcia. Te dekoracje zostały zachowane głównie ze względu na wymagania UE i NATO. Względy wewnętrzne sprowadzają się do mechanizmu przeciwdziałania masowym protestom społecznym przez zachowanie dekoracji i gry pozorów w ramach tychże dekoracji.
*
Kto wie czy właśnie zachowanie tych dekoracji nie jest największym błędem dyktatury. UE po sześciu latach niemocy, nazywanej eufemistycznie dialogiem z reżimem, dotarła wreszcie do ściany kiedy dalsze ustępstwa grożą spójności całej wspólnoty. A siła oddziaływania UE na dyktaturę właśnie zaczyna sie materializować. Reżim nie wykorzystał 5-cio letniej super koniunktury dla celów wzbogacenia kraju i wzrostu gospodarczego a osłabił swóje zasoby populistycznym rozdawnictwem, złodziejstwem i niekompetencją swoich nominatów. W tej sytuacji brak funduszy unijnych, czy tyllko czasowe ich zamrożenie jest dla reżimu niebezpieczne, bo podkopuje ekonomiczne podstawy jego istnienia. Wyjątkowo słabe – zarząd NBP i Rada Polityki Pieniężnej pozwalają się rozbujac inflacji tak, że za chwilę wpadniemy w spiralę inflacyjną podobną jak na przełomie lat 80-tych i 90-tych XX wieku, przy czym drugiego programu stabilizacji podobnego do planu Balcerowicza Polacy nie wytrzymają bez mordobicia.
*
Reasumując – nIe będę rozwijał przewidywanych scenariuszy, bo nie chcę być podejrzewany o jasnowidzenie czy precyzyjniej – czarnowidztwo. Odwołam się w tym miejscu do starego powiedzenia: sytuacja jest dobra, chociaż nie beznadziejna.
U pamiętnego Gomułki wszystkie „wybory” (z przymusowym udziałem) kończyły się 98% zwycięstwem. Oczywiście sama władza Wiesława nie zależała w najmniejszym stopniu od jego zamordyzmu więc na wszelki wypadek stacjonowały u nas różne wojska Układu Warszawskiego. Nie trzeba chyba być specjalnie inteligentnym by nie zauważać fundamentalnej różnicy między Wiesławem i parodiującym go postacią i głosem Kaczyńskim. Temu ostatniemu może i uda się w końcu sfałszować wybory gdyby zaszła taka potrzeba. Problem w tym, że jak na razie ewentualne wyborcze fałszerstwa byłyby kompletną glupotą biorąc pod uwagę, że suweren i tak łyka w nieograniczonych dawkach wszystko co mu PIS zaproponuje. Wiesław nawet sobie nie wyobrażał, że można spokojnie rządzić mając łączne poparcie wraz z koalicjantami na poziomie trochę mniej niż 50% i mając jedynie 35% twardego elektoratu. Można się obrażać, ale trzeba przyznać polskozbawowi, że jak nikt potrafi przemówić do „polskiej” duszy, umie ją „wyczuć” i „ukoić”. Wie z doświadczenia jak głęboko suweren pragnie odwetu na swoim „wrogu” i jak nikt potrafi go suwerenowi wskazać by ten mógł się odreagować. Inni mają sporo swobody w dotarciu do suwerena ale ten jakoś nie chce ich słuchać. Użycie określenia „dyktatura” jest tu zupełnie nieuzasadnione, tym bardziej, że autor miał go pierwszy raz użyć zaraz po wyborach w 2015 bezapelacyjnie wygranych przez Dobrą Zmianę. Moim zdaniem zamiast potępiać w czambuł oportunistów za wykorzystywanie sytuacji należałoby się poważnie zastanowić co my takiego mamy w „genach” i czy w ogóle jest u nas możliwa demokracja taka jak UK, Francji albo RFN. W końcu próba zbudowania demokratycznej Polski po odzyskaniu niepodległości w 1918 też spełzła na niczym a ustrój zbudowany przez piłsudczyków był dużo gorszą i opierającą się o przemoc dyktaturą niż Polska „dobrej zmiany”. Oczywiście to nie jest tak, że pcolskozbaw i jego ludzie mają więcej ogłady i kultury politycznej, która skutecznie powstrzymywałaby ich przed zakładaniem Berez Kartuskich. Oni po prostu mają nieskończenie więcej mamony od swoich piłsudczykowskich idoli. Od 16 lat na kraj spada nieustannie europejska manna zdejmująca z rządzących większość ograniczeń finansowych i organizacyjnych. Bez tej manny bylibyśmy tam gdzie dzisiaj jest Białoruś, która przecież ma geny identyczne z naszymi i dlatego jak długo mogła sama wybierała sobie Łukaszenkę. Słowem miałeś chamie złoty róg.
Mamy nowy fakt – coś co kiedyś było Trybunałem Konstytucyjnym wydało wyrok, że premier ma racje, ze nasze prawo jest zawsze przed prawem europejskim. To prawny polexit, za tym pójdzie utrata pieniędzy a to pozwoli prezesowi powiedzieć, że dalsze nasze członkostwo w UE nie ma sensu. A tych, którzy będą protestować rozgoni policja co właśnie dostała podwyżki. Chyba, ze na ulicę wyjdzie trzysta tysięcy…